Obcy (III)

with 4 komentarze

jastrząb wśród gołębi
 

– Czy przyjęłaś przeprosiny? – spytał, dosiadając się do stołu, przy którym jadła śniadanie.

– Tak – odparła krótko. – Chociaż jeden bukiet by wystarczył.

– Ten z czerwonych róż?

– Tak.

– Więc się nie gniewasz? – drążył temat, jednocześnie częstując się kawą.

– W zasadzie to nie czuję gniewu – w końcu podniosła wzrok znad książki, którą czytała. – Raczej niechęć i niesmak. To było… – wykrzywiła twarz, jakby pewne słowa nie chciały jej przejść przez usta.

– Dla mnie podniecające – powiedział ze spokojem, bacznie ją obserwując.

– Dla mnie krępujące.

Zamilkli, bo do kuchni weszła zaspana Marta, a tuż za nią równie nieprzytomny brat. Zaraz potem Amelia wstała, rzucając w przestrzeń, że idzie na uczelnię.

– Obiad zostawcie mi na kolację – powiedziała jeszcze, otulając się połami kurtki. – Mam dziś część doświadczalną i diabli wiedzą, kiedy skończę. Pewnie bardzo późnym wieczorem.

Marta tylko machnęła ręką, a Mateusz wyglądał, jakby w ogóle nie dosłyszał tych słów. Kaleb milczał, odrobinę zły, że przerwano im rozmowę. A gdy w kuchni pojawili się kolejni lokatorzy, wziął kubek z kawą, uprzejmie przeprosił i udał się do swego pokoju. Tam usiadł na skraju łóżka i zamyślił się.

Przeszukał wszystko, co tylko mógł przeszukać. Dziś w nocy sprawdził także torebkę Amelii, beztrosko pozostawioną w przedpokoju. Jej telefon, laptopa. Nic nie znalazł. Teraz podejrzenia skierował na dziewczynę Igora, która niestety, mieszkała w innym miejscu. Energicznie wstał, sięgając po broń, schowaną pod poduszką. Już wiedział, czym dziś się zajmie. Gorzej, jeśli dalej nic nie znajdzie. Z drugiej strony żaden trop nie wiódł do Polski. Oprócz jednego. Paczki z książkami. Tylko że Igor wysłał ją przed wykradzeniem danych, sprawdzili to bardzo dokładnie. Czyżby jednak się mylili? Czyżby coś przeoczyli?

Kilka godzin później złożył swoim przełożonym szczegółowy raport. Nie byli nim specjalnie uszczęśliwieni.

– Co teraz mam zrobić? – spytał suchym tonem na zakończenie.

– Szukać dalej – usłyszał równie beznamiętną odpowiedź. – Masz na wszystko jeszcze pięć dni. Jeśli nadal nic nie znajdziesz, posprzątaj, zatrzyj za sobą ślady i wróć.

– Dobrze.

Zadowolony zakończył rozmowę. Pięć dni? Dla jego planów wystarczy. Wrócił do mieszkania, zaszył się w pokoju i zaczął zastanawiać, co teraz powinien zrobić. Po kilku minutach był już pewien, że tym razem jego poczucie obowiązku przegra. Misja przestała być priorytetem, stało się nim coś zupełnie innego. Nieznacznie się wykrzywił, wyglądając za okno.

Ktoś energicznie zapukał do drzwi.

– Proszę. – Ton jego głosu przeczył temu, co pojawiło się w oczach.

– Nareszcie wróciłeś – Marta posłała mu szeroki uśmiech. – Zapraszamy na kolację. Mieliśmy zaczekać na Amelię, ale jej wciąż nie ma, a wszyscy są głodni. Przyjdziesz?

– Oczywiście. Dziękuję.

Przy stole było wesoło i gwarno. Zajął miejsce, w milczeniu przyglądając się całemu towarzystwu. Jadł, uprzejmie odpowiadając na pytania, chociaż narastała w nim irytacja. Dlaczego jej jeszcze nie ma? Unikała go? Celowo?

– O! – Anka chwyciła brzęczący telefon. – Dzwoni Mała. Halo? Tak. Dobrze, rozumiem, ale błagam, nie siedź tam całą noc, zgoda?

– Często tak robi? – spytał obojętnie Kaleb, gdy już zakończyła rozmowę.

– No właśnie nie. – Ania zakłopotała się. – Miała dziwny głos. Gdybym jej nie znała, to pomyślałabym, że się czegoś przestraszyła.

Skinął głową, lecz nic nie powiedział. W spokoju popijał herbatę, chociaż wewnątrz z trudem tłumił niecierpliwość.

Amelia skończyła pomiary, zanotowała wyniki i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, usiadła przy filiżance herbaty. Dopiero wtedy poczuła, że jest głodna. Żołądek zwinął się w supełek, a uporczywe ssanie nie pozwalało zebrać myśli. Z nadzieją zajrzała do przepastnej torby i znalazła tam niewielką paczkę herbatników. Lecz to nie zaspokoiło głodu, a wręcz go zaostrzyło. Szybko posprzątała, pogasiła światła i pognała do wyjścia. Oddała klucz i zastopowało ją dopiero na zewnątrz. Patrzyła na zasnutą mgłą drogę, na rozproszone światło nielicznych latarni i poczuła się nieswojo. A przecież nie należała do bojaźliwych osób. Dlaczego więc teraz ogarnął ją wręcz irracjonalny sprzeciw wobec tego, aby wrócić do domu? Aby opuścić bezpieczne mury uczelni?

Mam zbyt bujną wyobraźnię, pomyślała z przekąsem, dając pierwszy krok. I od razu się wycofała. Świat, zatopiony w mlecznej mgle, wyglądał niesamowicie. Jakby nagle znalazła się w innej rzeczywistości.

– To tylko mgła – powiedziała na głos, mając nadzieję, że to pozwoli przezwyciężyć obawy. Lecz na próżno. Nadal sterczała w miejscu, z tęsknotą zerkając za ramię, na drzwi główne do budynku. Cholera! Przecież nie mogła tu spędzić całej nocy! Wygrzebała z torebki telefon i wybrała numer Anki. Jednak nie potrafiła przyznać się do tego, co czuła. Rozgniewana, wrzuciła komórkę z powrotem do torby, a potem pełnym determinacji krokiem, ruszyła naprzód. Zbiegła po schodach, zanurzając się w gęstej mgle. Naprawdę gęstej, bo widoczność ograniczała się do pięciu, a może i mniej, metrów. Minęła budynki uczelni i znalazła się na drodze prowadzącej przez niewielki park. Przyspieszyła. Nie chciała biec, bo to by oznaczało, że całkowicie poddała się panice. Poprawiła torbę na ramieniu i wtedy coś ją podkusiło, aby spojrzeć za siebie. Gdzieś tam majaczyła ludzka sylwetka, raczej mężczyzny niż kobiety. Majaczyła, bo chociaż ów człowiek zbliżał się w jej kierunku miarowym krokiem, bo pomimo światła latarni, nie dawało się dostrzec zbyt wielu szczegółów.

Amelia zamarła tylko na kilka sekund. A potem ruszyła biegiem przed siebie. Strach dławił ją w gardle, serce biło jak oszalałe. Już nie myślała o tym, że postępuje nieracjonalnie, że jej obawy są śmieszne. Po prostu biegła, ogarnięta paniką. Chociaż droga przez park to było zaledwie dwieście, trzysta metrów, teraz wydawało się to wiecznością. Miała też wrażenie, że z tyłu słychać głośny oddech prześladowcy i wtedy gwałtownie wpadła w czyjeś ramiona. Szarpnęła się, otwierając usta do krzyku i zamarła.

– Kaleb? – spytała z niedowierzaniem. – A kto?… – zerknęła za ramię. Nikogo za nią nie było.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    babeczko czy do końca wakacji będzie wygrana ? Życzy udanego urlopu pozdrawiam Aśka

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    "Wrócił uśmiechnięty, taszcząc pod pachą jej walizkę. Bez słowa wrzucił ją do bagażnika, po czym sam usiadł obok."

    Zabrzmiało, jakby usiadł obok walizki. Albo bagażnika 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wyrwane z kontekstu faktycznie tak brzmi 😉 Ale z całości… Spojrzę na to za kilka dni, niech poleży i wtedy zobaczę. I dzięki 😀

Napisz nam też coś :-)