Obcy (VI)

with 4 komentarze

jastrząb wśród gołębi
 
Część ostatnia. Na wakacje na razie nie pojechałam, bo miały być namioty, a pada i pada!
 

Ciemnoczerwoną smugę na ścianie, tuż przy korytarzu, który prowadził do sypialni nich wszystkich.

Z sercem bijącym jak oszalałe, podeszła bliżej i dotknęła plamy. Opuszki jej palców zabarwiły się na karminowo, a dziewczyna pobladła. Nie miała wątpliwości, że to była krew. Musiało stać się coś złego i pewnie wszyscy są teraz w najbliższym szpitalu. Chciała wrócić po telefon, by sprawdzić, czy nikt nie przysłał jej żadnej wiadomości, gdy w głębi mieszkania usłyszała krótki krzyk, który gwałtownie się urwał. Zamarła, zastanawiając się, czy powinna salwować się ucieczką, czy sprawdzić, co się stało. W końcu zdecydowała się na to drugie. Ostrożnie, tak aby nie czynić żadnego hałasu, podeszła do drzwi swojego pokoju. To stamtąd dochodził hałas. Były uchylone. Wiedziała że nie zaskrzypią niespodziewanie, więc mogła zaskoczyć tę osobę, która znajdowała się w środku. Najpewniej był to Kaleb, który znów coś kombinował. Dłonią pchnęła drzwi, tak, aby mogła wejść do środka.

To co zobaczyła, sprawiło, że zastygła w miejscu. Strach obezwładnił ją do tego stopnia, że jedyne co potrafiła, to gapić się na makabryczny widok.

Na łóżku leżała Gosia. Oczy miała otwarte, ramiona szeroko rozrzucone. Krew… Wszędzie była krew. Pod oknem jeszcze jedno skulone ciało, tym razem męskie. Mateusz. Krzesło przy biurku przewrócone, jej szafa z ubraniami wybebeszona. Jakby ktoś czegoś szukał nie ukrywając swych zamiarów.

A pośrodku tego wszystkiego stał Kaleb, ze spokojem czyszcząc zabrudzony nóż. Nie patrzył przy tym na jego ostrze, a prosto na znieruchomiałą Amelię. Beznamiętnie, obojętnie. Pierwszy raz w jego oczach widziała tyle chłodu; ich błękit wręcz porażał zimnem. Poza tym na jego twarzy gościł wręcz nieludzki spokój, nie dawało się w niej wyczytać ani jednego uczucia. Zerknął w dół, aby sprawdzić, czy skończył, a potem znów na nią spojrzał.

Pierwszy raz w jego obecności poczuła strach. Nic więcej. Czysty strach, paraliżujący ją do tego stopnia, że nie potrafiła nawet odwrócić się i uciec.

– Coś ty zrobił? – wyszeptała bezgłośnie.

– Co? – rozejrzał się dookoła z ciekawością. Głos też miał zmieniony, inny, bardziej schrypnięty. – Nic.

A potem szybkim zrywem ruszył w jej kierunku. Dziewczyna krzyknęła, odzyskując nagle władzę w nogach. Rzuciła się w stronę drzwi prowadzących na klatkę schodową, ale dopadł ją już w kuchni. Szarpnięciem zatrzymał w miejscu, sekundę później przyszpilając do stołu. I chociaż napięła całe ciało, nie potrafiła wyswobodzić się z żelaznego uścisku jego ramion. Za to we wzroku Kaleba po raz pierwszy pojawiło się coś, co zakłóciło ten nieludzki spokój. Ciekawość.

Ostrzem noża, który wciąż trzymał w prawej ręce, bardzo delikatnie zakreślił chaotyczny ślad na jej policzku. Amelia zamarła z bezruchu. Czuł, jak jej serce trzepotało ze strachu, w ciemnych, ogromnych oczach zauważył i przerażenie, i rozgoryczenie. Pierwsze rozumiał, drugiego nie.

– Bydlak! – powiedziała, chociaż wyraźnie drżał jej głos.

– Gdzie to masz?

– Co?

Nie uszło jej uwadze, że odrobinę się zawahał.

– Twój przyjaciel wysłał ci to razem z książkami. Gdzie to jest?

Ostrze zjechało niżej, teraz zatrzymało się na jej gardle.

– Z książkami? Nie wiem o czym mówisz?

– Chciał nas oszukać. I prawie mu się udało.

– Czy Igor żyje?

– Nie.

– Zabiłeś go, prawda?

– Ja? Skąd! Mój poprzednik.

Niezwykłe było to, że pierwszy raz w jego towarzystwie czuła wyłącznie strach. Nic poza tym. A może w sytuacji, w jakiej się znalazła, to wcale nie było niezwykłe?

– Zabijesz mnie?

– Powinienem.

Gdyby nie stal wrzynająca się w delikatną skórę, usiłowałaby się uwolnić. Jednak z nożem na gardle nie miała szans.

– Dlaczego? – wyszeptała zdrętwiałymi wargami.

– Rozkaz.

– Od samego początku miałeś to zrobić, prawda?

– Tak.

– A ja głupia myślałam… – dwie łzy spłynęły wąską strużką po policzkach, załaskotały, gdy dotarły do uszu.

– Przykro mi – odparł uprzejmym tonem. – Skoro nie masz nic do dodania…

– Zostaw ją.

Głos o tej samej barwie i modulacji. Prawie identyczny. O mało nie oszalała, nie mogąc wykręcić głowy i spojrzeć w kierunku, z którego dochodził. Lecz Kaleb odsunął nóż i szarpnięciem podniósł ją do pionu. Potem odwrócił i przycisnął do siebie plecami.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ale… Ale… Ale… Jak to? Zmiotło mnie to zakończenie…

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Doskonałe zakończenie, bardzo w stylu wczesnych opowiadań Kinga pisanych pod pseudonimem. Opowiadanie czytało mi się z prawdziwą przyjemnością. Pozdrawiam,
    Annushka.

  3. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    A kiedy będzie całość? 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Link jest podany powyżej tekstu w tym poście 🙂

Napisz nam też coś :-)