Odkupienie (I)

with Jeden komentarz

 

Leżał na łóżku, a jego dłoń z dopalającym się papierosem, opadła na bok.

Patrzył prosto w sufit, jakby tam mógł znaleźć rozwiązanie swoich problemów.

Ukojenie.

Ból nie zawsze był taki sam, nie zawsze tak dokuczliwy. Najgorszy w samotne noce, gdy przestrzeni obok nie wypełniało ciepło drugiego ciała, a ciszy, dźwięk spokojnego oddechu.

Stracił wszystko. Rodzinę, bo to jego winili za śmierć Wiktorii. Anastazję, kobietę, którą kochał. Życie, które znał. Został mu tylko seks, coraz brutalniejszy, coraz bardziej wyuzdany i coraz nudniejszy. I zlecenia, bo od kilku lat uchodził w tym środowisku za niezawodnego i wyjątkowo skutecznego ze względu na brutalność, z jaką przeprowadzał każdą akcję.

Żył z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Traktował to z obojętnością, bo od chwili, gdy jego laleczka umarła, chciał podążyć w jej ślady. Niestety, był zbyt silnym skurczybykiem, aby samemu sobie strzelić w łeb. Poza tym jeśli istniało piekło i niebo, to wiedział, iż nigdy się nie spotkają. Mieli na to tylko jedną szansę, tutaj, pomiędzy dwoma wymiarami, ale on tę szansę zaprzepaścił.

Nawet zemsta go ominęła, bo Paweł niespodziewanie umarł na zawał serca.

Pochowano ją daleko, w rodzinnym mieście. Raz w miesiącu zawsze tam jechał. Na początku tylko stał i patrzył na granitowy nagrobek z jej imieniem i datą śmierci. Potem zaczął kupować kwiaty. Kładł je na gładkiej płycie, zastanawiając się, dlaczego nigdy wcześniej nic jej nie podarował? Nic dobrego, bo złych rzeczy dostała od niego w nadmiarze. Dlaczego nie kupił ogromnego bukietu róż, czerwonych, białych, jakichkolwiek? Robił to teraz, gdy na wszystko było już za późno.

Zauważył, że mało kto odwiedzał grób, chociaż z drugiej strony nie powinno go to dziwić. Jej rodzeństwo mieszkało zbyt daleko, pewnie przyjeżdżali raz lub dwa razy do roku. Został tylko on, bo gnała go w to miejsce tęsknota i poczucie winy. Miał wrażenie, że mógł być wtedy bliżej swojej laleczki. Złudne i głupie, lecz co mu pozostało?

Leżąca nieopodal komórka, zawibrowała, zwracając uwagą Nataniela. Wyrzucił niedopalonego papierosa i sięgnął po telefon. Zawsze kiedy to robił miał nadzieję, że w końcu ujrzy na ekranie znajomy numer, że Arek będzie gotowy mu wybaczyć, porozmawiać z nim. Niestety, zazwyczaj płonną, bo dzwoniła albo matka, albo jego zleceniodawca.

Kilka lat temu zmienił całe swoje życie. Sprzedał dom, zerwał kontakty, wycofał się z interesów. Kupił to mieszkanie w zaniedbanej kamienicy na samym strychu. Przyjął pierwsze zlecenie, torturując i zabijając kochanka żony swego klienta. Później posypały się kolejne, chociaż Nataniel uważał, aby nie przesadzić. Nie chciał znów iść do pierdla. Znakomicie za to wpasował się w rolę nieuchwytnego egzekutora i jeszcze nigdy nie zwiódł swych pracodawców. Codzienność uprzyjemniał sobie wódką, prochami i orgiami, nie zapominając jednak o utrzymaniu formy i treningach. Bez nich łatwo mógł przeistoczyć się z napastnika w ofiarę. Nie chciał tego, chociaż żył bez celu, nie zastanawiając się, co będzie kolejnego dnia.

Czego? – powiedział zamiast powitania. – Urlop mam.

A ja fuchę. Dobrze płatną.

Jak dobrze?

Trzykrotna stawka – odezwał się głos po drugiej stronie. Igor był z pochodzenia Rosjaninem, który dwie dekady temu pojawił się w Polsce, ożenił i na dobre zadomowił w nowej ojczyźnie.

Trzykrotna? – gwizdnął z uznaniem Nataniel. – Kogo mam do diabła sprzątnąć? Prezydenta?

Nie śmiej się, ale zwykłą babę.

Za taką kasę nie jest zwykła. Dobra, zbieram się, będę u ciebie za dwie godziny. Wyjaśnisz co trzeba, ja zrobię co trzeba, a później wrócę kontynuować wypoczynek.

Ciekawe po czym odpoczywasz? – zapytał zgryźliwie Igor. – Natan, nie zapytałeś, dlaczego stawka jest trzykrotna.

Nie zapytałem. Przyjadę, pogadamy.

Nie spieszył się. Wykąpał, ubrał, wciągnął trochę koki. Dzień jak co dzień, pomyślał, krzywiąc się do swego odbicia. Później zgarnął broń i pojechał do Igora.

Mów o co chodzi! – rozkazał, zwalając się na kanapę. – Taka stawka wskazuje, że o morderstwo.

Niezupełnie. – Starszy, nieco szpakowaty mężczyzna, spojrzał na niego z chytrością, która przeczyła wyglądowi nobliwego biznesmena. – Młoda żoneczka romansuje ze zdradziecką mendą, synem zleceniodawcy. Facet ma wkurwa na maksa, bo to dwie najbliższe mu osoby. Nie masz ich zabijać, ale ostro się z nimi zabawić. Bardzo ostro. Masz zielone światło na cokolwiek, co wymyślisz.

To lubię! – Nataniel wydmuchnął dym, szeroko się uśmiechając. – Takich zleceń możesz przyjmować znacznie więcej.

Bo jesteś popierdolony sadysta.

Jestem. Czyli wszystko?

A! No patrz, zapomniałbym. Syna masz tak potraktować, aby był zdolny spłodzić potomka.

Coś się wymyśli.

Żadnych śladów.

Dyskrecja to moje drugie imię.

Skurwiel to twoje drugie imię – mruknął Igor. – Tutaj masz potrzebne informacje plus zaliczkę.

Nie chcę zaliczki, zatrzymaj całą. Za takie zlecenie należy ci się bonus. – Nataniel prawie że delektował się myślą o tym, co będzie mógł zrobić. Zazwyczaj musiał być delikatny albo po prostu zabójczo precyzyjny. Wyrafinowana zemsta, to było coś, na co zawsze czekał z utęsknieniem. Szczerze mówiąc, na samą myśl o torturach, zrobiło mu się ciasno w spodniach. Takie rzeczy zawsze go rajcowały i nie zdołało tego zmienić nawet uczucie do Anastazji.

Miał to we krwi, pulsowało w takt bicia serca, w rytm oddechu. Dawało się zauważyć w szarych oczach czy w szerokim, okrutnym uśmiechu. Kiedyś próbował z tym walczyć i przegrał.

Więc w końcu się z tym pogodził.

***

To Wojtek wpadł na pomysł, aby sfingować jej śmierć.

Ocknęła się kilka godzin po operacji. Przy łóżku drzemał jej brat i wtedy zrozumiała, że szczęśliwy traf chciał, aby zawieziono ją do szpitala, w którym pracował. Przez chwilę obserwowała go, czując jak łzy spływają jej po policzkach i zastanawiając, jak przekazać mu wiadomość, iż potrzebuje pomocy.

Nastka! – Wojtek wyraźnie wyglądał na wzruszonego. – Bogu niech będą dzięki! Obudziłaś się! Zadzwonię do Klary i do...

Nie! – To nie był nawet szept, ale coś w bladej, wymizerowanej twarzy siostry powstrzymało go przed działaniem. – Błagam, nie!

Na niewiele miała siły, jednak Wojtek szybko zrozumiał, że sytuacja jest poważna. Wezwał na pomoc Klarę, a Anastazja zebrała się w sobie, aby w jak najprostszy sposób przekazać im najważniejsze wiadomości.

Wtedy po raz pierwszy usłyszeli historię, która nimi wstrząsnęła, chociaż było to zaledwie kilka zdań i przerażenie w oczach Nastki, tak wielkie, że prawie graniczące z obłędem. Dowiedzieli się, kim naprawdę był mężczyzna, który przywiózł ją do szpitala.

Policja – powiedziała zdecydowanym głosem Klara, a wtedy Anastazja o mało co, nie oszalała ze strachu. Z trudem ją uspokoili.

Powinna być policja, aby ten drań poniósł karę – wycedziła Klara. – Spokojnie Nastka, wiem, że wolisz pomysł Wojtka, chociaż nie mam bladego pojęcia, jak go zrealizujemy.

Najgorsze będą kwestie związane z pogrzebem – powiedział zamyślony Wojtek. – Muszę pójść do profesora. Tylko on może mi pomóc wszystko zorganizować.

Nie miała siły, aby wnikać w szczegóły. Wystarczyło jej, że przy niej są, że w końcu może wtulić się w czyjeś ramiona i znaleźć w nich ratunek.

O Natanielu wolała nie myśleć. Na samo wspomnienie tego, że dobrowolnie się z nim kochała, że dała się tak oszukać, narastała wściekłość, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyła. A to, co jej zrobił, gdy wyznała mu, że jest w ciąży... Nigdy więcej! Jeśli kiedykolwiek znów trafi w jego łapy, zabije się, zabije bez wahania!

Pamiętała wszystko, każdy szczegół. Przy czym te pierwsze wspomnienia były autentyczne, a te ostatnie jedynie ułudą. Bawił się nią. Bawił, bo nie pamiętała krzywdy, jaką jej wyrządził. Wszystko było kłamstwem, nawet to, co czuła. Teraz pozostała jedynie czysta nienawiść i wstręt. Jak mogła dać mu się dotknąć? Jak mogła całować, odwzajemniać pieszczoty, przeżywać orgazmy? Z nim! Z katem, oprawcą i bezlitosnym sadystą! Te wspomnienia napełniały ja takim obrzydzeniem, że żołądek zwijał się w supełek, a całe ciało napinało w paroksyzmie gniewu.

Dużo później dowiedziała się, jaki był plan rodzeństwa i jak go zrealizowali.

Fizycznie doszła do siebie niezwykle szybko. Jednak psychicznie było o wiele gorzej.

Pod sercem nosiła jego dziecko.

To bolało tak bardzo, że czasami pragnęła usunąć ciążę, pozbyć się tego nienawistnego balastu. Jednak zaraz później dochodziły do głosu inne uczucia.

To było także i jej dziecko, jej synek.

Przepłakała wiele nocy i dni, cierpiąc jak nigdy wcześniej. Aż w końcu czas odegrał swą rolę pocieszyciela, wspomnienia wyblakły, gniew stłumiła czułość do maleńkiej istotki, która przyszła na świat pewnego wiosennego dnia. Przyniosła ze sobą nadzieję, że w końcu życie może być normalne, przyniosła też uczucia, których Anastazja wcale się nie wstydziła.

Kochała swojego synka równie mocno, jak nienawidziła jego ojca.

Zamieszkali daleko od Warszawy, w słabo zaludnionym zakątku Polski. W małym, sennym miasteczku, pośród niewysokich pagórków. Wojtek załatwił fałszywe dokumenty, więc była pewna, że Nataniel jej nie wytropi. Na wszelki wypadek nie utrzymywali otwartego kontaktu. Wysyłali jedynie listy, tradycyjne, bez wyraźnych wskazówek kto jest ich adresatem i odbiorcą, prócz nazwiska na kopercie. Wiedziała też, że w rodzinnej miejscowości, w jednej z centralnych alejek cmentarza, jest jej grób. Pewnego dnia, gdy zmuszona była zjawić się w tej okolicy, ciekawość zagnała ją w to miejsce. Mogła sobie pozwolić na odrobinę ryzyka, bo nigdy nie ruszała się bez odpowiedniego makijażu, szkieł kontaktowych zmieniających kolor oczu i peruki. Mimo wszystko, bała się, że gdzieś na ulicy, całkowicie przypadkowo, los skrzyżuje ich drogi.

Wtedy znów musiałby uciekać.

Nagrobek był skromny. Ciemna płyta z imieniem, nazwiskiem i dwoma datami. Poniżej krzyż i... zwiędły bukiet czerwonych róż.

Przypomniało jej się, że takie same widziała w kwiaciarni znajdującej się przy cmentarnej bramie. Wróciła i kupując znicz w kształcie serduszka, zagadnęła rozgadaną kwiaciarkę.

Róże? Fakt, pewnie już uschnięte, ale nie, nie trzeba usuwać. Sam to zrobi, jak się zjawi.

Kto?

Pewnie pochował tam swą miłość – westchnęła rzewnie kobieta. – Proszę mi wybaczyć, może stara kobita ze mnie, ale taki mężczyzna...

Mężczyzna? – Anastazja zmarszczyła brwi. Bartek? Wątpiła, aby po tak długim czasie odwiedzał regularnie jej grób. Może Wojtek? Ale wtedy nie rozumiała tych zachwytów, chociaż jej brat był całkiem przystojnym facetem.

Wysoki, z takim błyskiem w oczach, że aż dreszcze czuję, gdy na mnie patrzy. Nawet ta blizna na twarzy...

Blizna? – powtórzyła niczym echo Anastazja. Pobladła, czując jak kolana miękną jej ze strachu. Nataniel?!

Chyba prawy policzek. Poza tym fantastyczny mężczyzna. Na początku tylko przechodził obok, potem wstąpił i kupił róże. Teraz kupuje je co miesiąc. Jak pani ciekawa, to właśnie dziś wypada ten dzień.

Dziś? – Anastazja o mało co, nie spanikowała i nie uciekła.

Dziś. Zjawia się zawsze około południa, czyli najwcześniej za godzinę. Kupuje kwiaty, zostawia je na grobie i to wszystko.

Od dawna... od dawna to robi?

Wyjdzie już ponad dwa lata. – Kobieta zafrasowana podrapała się po nosie. – Mówię pani, co miesiąc. Zawsze ten sam dzień, podobna godzina. Nawet jak leje czy panuje siarczysty mróz. Nigdy nie odpuścił. Musiał bardzo ją kochać, prawda?

Tak, musiał – odparła cicho Nastka, po czym szybko się pożegnała i umknęła do samochodu, który zaparkowała przed cmentarzem.

Ciężko było jej uwierzyć w to, co usłyszała. Takie zachowanie nie pasowało do Nataniela, którego zapamiętała. Chociaż... Było kilka takich momentów. Dotąd sądziła, że tylko się bawił, ale teraz...

Muszę to sprawdzić! – wyszeptała.

Tym razem zakradła się tylnym wejściem. Schowała w gęstych krzakach, pilnie bacząc, aby nikt jej nie zauważył. Przykucnęła i czekała, chociaż szybko ścierpły jej nogi i musiała zmienić pozycję. Ponieważ dzień był upalny, a ziemia nagrzana, po prostu usiadła.

Wtedy go dostrzegła.

Kobieta z kwiaciarni nie skłamała. To był Nataniel. Biała koszula z podwiniętymi rękawami, ciemne spodnie, ciemna kamizelka. Pewny siebie, bezlitosny i egoistyczny bydlak, który właśnie sprzątnął wyschnięty bukiet i na jego miejscu położył świeży, tym razem z białych róż. Potem stał i paląc papierosa, w milczeniu patrzył przed siebie. Była zbyt daleko, aby dostrzec wyraz jego twarzy czy inne szczegóły.

Co on tutaj robił? Czyżby coś podejrzewał? Nie, niemożliwe, bo w takim wypadku, na pewno wszcząłby już poszukiwania.

Poczuła dławiące przerażenie. Od człowieka, którego tak nienawidziła, którego tak się bała, dzieliło ją zaledwie kilkanaście metrów. Kilkanaście metrów!

Boże! Była taka głupia! Powinna uciekać, a nie czaić się w krzakach. Co będzie, jeśli wyczuje jej obecność? Jeśli coś zauważy? Sama wystawiła się na niebezpieczeństwo. Kretynka, to za mało powiedziane!

Zacisnęła palce w pięść i wsadziła ją sobie w usta, aby nie wydostał się z nich najcichszy nawet dźwięk. Z trudem panowała nad atakiem paniki, nad tym, żeby nie zerwać się z krzykiem, rzucając do ucieczki.

A jednocześnie kiełkowało w niej zdumienie.

To naprawdę był Nataniel? Ale dlaczego? Z jakiego powodu się tu zjawiał? Przecież to niemożliwe... Mało brakowało, a wybuchłaby śmiechem. Nie, w to na pewno nie uwierzy. Ten skurwiel nie był zdolny do jakichkolwiek uczuć, zwłaszcza wobec niej. Powód musi być inny, lecz nie są nim ani wyrzuty sumienia, ani miłość.

Prawie dwa lata. Miesiąc w miesiąc. Kwiaty.

Nie potrafiła tego zrozumieć.

Nie chciała.

Dlatego kiedy zniknął, ona również wycofała się chyłkiem. Przerażona, roztrzęsiona i zdumiona, bo właśnie uświadomiła sobie, jak kruche jest jej poczucie bezpieczeństwa. Gdzieś tam daleko, nadal żył jej oprawca, człowiek, który tylokrotnie ją skrzywdził.

I ani raz nie przeszło jej przez myśl, że Nataniel cierpi równie mocno, a może nawet mocniej niż ona.

Odpowiedź

  1. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Cóż powiedzieć 🤗dziękuję ,bo przez cały tydzień nie mogłam sobie znaleźć miejsca po Natanielu 😘❤️

Napisz nam też coś :-)