On (II)

with 20 komentarzy
Trochę Was wciągnę w tekst, cobyście z utęsknieniem wyczekiwali kolejnej części. Wredna małpa ze mnie, prawda?
Link co część I – klik 
         On (II)
I nie było, bo wpadła
prosto w czyjeś ramiona. Chciała krzyknąć, ale męska dłoń zakryła jej usta i
ktoś wyszeptał do ucha:
– Cicho!
To dziwne, ale poznała
go po zapachu. Poruszał się szybko i zwinnie, choć zdawała sobie sprawę, że
stanowi niemały ciężar. Dygocząc z zimna objęła mężczyznę za szyję i wtuliła
się w szeroką pierś. W jej głowie panował prawdziwy chaos, ale skoro raz ją
uratował, to chyba teraz nie zabije? Poza tym, to mogło się wydawać niezwykłe,
ale ufała mu. Ta oczywista prawda pojawiła się znikąd i zagnieździła się we
wzburzonym umyśle dziewczyny. Dopiero po chwili dotarło do niej, że ciemność
nie stanowiła dla nieznajomego żadnego problemu. Szedł stanowczym krokiem, raz
po raz skręcając to w lewo, to w prawo, jakby doskonale widział drogę. Podejrzewała,
że mieszkał niedaleko.
W końcu wyłonili się z
mroku.
Wąska, obskurna
uliczka, nie wyglądała zachęcająco. Domy stały po prawej stronie, po lewej
zauważyła nasyp z trakcją kolejową. W oddali światła jednej z głównych tras
miasta. Podeszli do niewysokiego budynku. Parter i dwa piętra. Kwadratowy
klocek, z odrapanym tynkiem, ciemnymi prostokątami okien, szczelnie
zasłoniętymi burymi szmatami, które ciężko było nazwać zasłonami. Ale może
wpływ na to miała otaczająca ich ciemność, smutek listopadowej nocy? Wzdrygnęła
się, gdy weszli w wąską czeluść bramy. Poczuła odór starego moczu, kwaśny smród
taniego alkoholu i smażonego mięsa, które ktoś z mieszkańców przygotował sobie
na kolację. Drewniane schody lekko trzeszczały, kiedy nieznajomy wspinał się na
samą górę, ani na chwilę nie wypuszczając jej z ramion. Sprawnie poradził sobie
z drzwiami, potem posadził ją na czymś miękkim i zapalił światło.

Zmrużyła oczy.
Żałowała, że ją puścił. Jak nigdy potrzebowała czyiś silnych ramion. Nie żeby
był odpowiedni. Ale był jedyny.
Rozglądała się, podczas
gdy on zdejmował płaszcz. Pokój połączony z kuchnią. Kiedyś białe, teraz
znacznie przybrudzone ściany. Stara, drewniana podłoga. Szczelnie zasłonięte
okna. Nieliczne meble. Żadnych drobiazgów, książek, zdjęć. Jedynie na biurku
zauważyła małego laptopa. Z jabłuszkiem na wierzchu.
Łóżko równo zasłane, na
blacie kuchennym dwa kubki i słoik z cukrem. Zamiast lamp, nagie żarówki.
Wąskie, odrapane drzwi prowadzące z pewnością do łazienki. Kanapa, na której
siedziała, z niskim stolikiem tuż po prawej stronie. Ogromna szafa w kącie.
I okrągły stół, na
którym leżała broń. Nie, nie jeden pistolet, a cała masa tego diabelstwa. W
różnych rozmiarach i kształtach. Nie znała się na tym, ale przeczuwała, że
każdej z tych rzeczy niejednokrotnie użyto do zabijania.
Przerażona podniosła
głowę i napotkała beznamiętne spojrzenie niebieskiego oka nieznajomego. Było
niczym wypływająca prosto ze źródła, przejrzysta woda. Czysty, zimny kolor. Nie,
nie oczu. Oka.
Przyklęknął. Ujął w
obie dłonie jej przemarznięte stopy i bardzo delikatnie zaczął masować. Nie
odezwała się, tylko wlepiła w niego zdumiony wzrok. Robił to tak subtelnie,
niemal pieszczotliwie, jakby miała to być gra wstępna do upojnego seksu. Zarumieniła
się, gdy zdała sobie sprawę z tego porównania.
– Dziękuję. – W
końcu udało się wykrztusić choć to jedno słowo.
Skinął głową, nawet na
moment nie przerywając tego, co robił. Smukłe palce przesunęły się odrobinę
wyżej, docierając prawie do połowy łydki. Orina zadrżała.
– Skąd
wiedziałeś?…                                                       
Wzruszył ramionami. Nie
wydawał się być rozmowny. Za to mogła przyglądać się mu do woli. Zza czarnej
opaski połyskiwała końcówka starej blizny. Usta miał kształtne, takie, po
których chciałoby się wodzić opuszkiem palca, wytaczając coraz to nowe trasy. Włosy
związane w małego kucyka. Bruzdy wokół nosa. I ten dołeczek…
– Zaraz –
zmarszczyła brwi. – Nie czekali pod tym oknem, przez które wyskoczyłam?
Czekali. I co z tego?
zdawało się mówić jego spojrzenie.
– Zabiłeś kolejną
dwójkę? – wyjęczała ze zgrozą.
– Ogłuszyłem – w
końcu się odezwał. Nie spodobał mu się strach w oczach dziewczyny. Przecież ją
uratował. Dlaczego się więc bała?
Z bliska jej twarz
fascynowała jeszcze bardziej. Porcelanowa cera nakrapiana tysiącem złocistych
punkcików. Ciekawe czy miała je wszędzie? Ta myśl go zaintrygowała. Nigdy nie widział
tak piegowatej kobiety. Spojrzał w dół. Tak, były wszędzie. Na łydce, wierzchu
stopy, pewnie w każdym zakamarku. A pupa? Piersi?
Szybko przegonił takie
myśli. Nie dlatego, że były niestosowne. Ale budziły w jego ciele niepokój.
Wibrujący gdzieś w podbrzuszu, odbijając się echem w umyśle.
– To dobrze –
odezwała się nagle. Zamyślona, wpatrzona w punkt gdzieś za jego plecami.
Uniósł pytająco brwi.
– Dobrze, że ich
nie zabiłeś. Ludzi nie powinno się tak… traktować – zarumieniła się. Do licha!
Czy w tych durnych czasach bywały jeszcze kobiety, które rumieniły się w tak
pociągający sposób? A może urok tego rumieńca wzmacniała delikatna karnacja?
Orina sięgnęła do
kieszeni piżamy i wyjęła z niej podniszczoną, małą książeczkę.
– Dostałam ją
pocztą dziś rano. To baśnie Andersena. Po duńsku. Na kopercie nie było nazwiska
nadawcy. Tych dwóch, których zabiłeś – znów się zająknęła – twierdziło, że
przysłała ją moja siostra.
Nie odpowiedział, tylko
nadal masował jej stopy i wpatrywał się, czekając na ciąg dalszy. Westchnęła.
Nie cierpiała małomównych ludzi. Zawsze czuła się w ich towarzystwie niepewnie,
a panująca cisza sprawiała wrażenie czegoś niestosownego, czegoś wbrew ludzkiej
naturze. Nie była to przyjazna cisza, tylko taka z rodzaju krępujących, gdy
człowiek przez cały czas gorączkowo myśli, co ma powiedzieć, a na samym końcu
pyta o pogodę.
– Tylko że moja
siostra zginęła w wypadku samochodowym pół roku temu. Auto uderzyło w drzewo i
zapaliło się. Nawet zwłoki były trudne do zidentyfikowania – zakończyła
szeptem.
Mężczyzna nadal
milczał, jakby ktoś zaprogramował go na nie udzielanie jakichkolwiek
odpowiedzi. Wyraźnie widziała, że jej słowa nie uczyniły na nim żadnego
wrażenia. Ta obojętność nieznajomego obudziła w niej złość.
– Powiesz coś
wreszcie? – syknęła z irytacją, gwałtownie się od niego odsuwając.
– Co?
– Wiele rzeczy.
Przede wszystkim dlaczego mi pomogłeś? I skąd wiedziałeś, że wyskoczę tym oknem?
Skąd wiedziałeś, że tam będą?
– To oczywiste.
– Rany!!! –
wyjęczała. – Nie wymagam od ciebie kwiecistych opisów, wręcz eposu o
bohaterskim uratowaniu mojej dupy, ale zaledwie kilku słów tytułem wyjaśnienia.
– Zainteresowałaś
mnie. – Wstał i podszedł do lodówki. Wyjął stamtąd butelką bursztynowego płynu,
z szafki obok dwie wyszczerbione literatki i obie napełnił, aż po sam czubek.
– I?
– Pomogłem ci.
Orina syknęła coś
niecenzuralnego. Uśmiechnął się pod nosem i podał jej jedną szklaneczkę. W
pierwszym momencie chciała poprosić o herbatę, ale potem ujęła naczynie z
zimnym płynem i wypiła wszystko duszkiem. Kiedy skończyła była czerwona, w
oczach miała łzy i ciężko dyszała, próbując złapać oddech. Obserwował ją beznamiętnie,
popijając łyczkami swoją porcję.
– Dobrze –
powiedziała, kiedy tylko zdołała nad sobą zapanować. – Pomogłeś mi, bo cholera
wie dlaczego, zainteresowałam cię. To pierwszy raz. A drugi?
– Byłem ciekawy.
– Czego? – Czy
będzie musiała wyrywać z niego każde słowo?
Chyba tak, bo wzruszył
ramionami i więcej się nie odezwał.
– Jest
najzupełniej zwyczajna – Orina przekartkowała książkę. – Jak ja – zerknął na
nią i przez chwilę wyglądał, jakby miał ochotę zaprzeczyć. – Czego mogli chcieć
od nas obu?
Wbiła w niego pytający
wzrok.
– Nie wiem –
zmusił się, by odpowiedzieć.
– A ty? Czego ode
mnie oczekujesz? Zabiłeś dwoje ludzi na moich oczach. Fakt, to były zbiry, ale
mimo wszystko – przełknęła ślinę – trudno mi o tym zapomnieć. Niespodziewanie
pojawiłeś się drugi raz, a teraz trafiłam tutaj. Do jakiegoś pieprzonego
magazynu broni. Kto o zdrowych zmysłach trzyma coś takiego na widoku we własnym
mieszkaniu?
– Ja – po raz
pierwszy się roześmiał. Naprawdę, patrzyło się na nią z prawdziwą
przyjemnością. Na dodatek ta zabawna piżamka w błękitne bałwanki. Gruba,
flanelowa piżama, wzburzone włosy, wyrazista twarz i piegi. Tak, złociste
kropki wszechobecne na jej ciele miały w sobie trudny do zdefiniowania urok.
– Nie lubisz dużo
mówić?
– Nie –
potwierdził.
– Ale może wiesz,
co mam teraz zrobić? Pójść na policję? Uciekać? Zostać z tobą.
– Zostań.
Zerknęła na niego z
namysłem.
– Czy to oferta
pomocy?
Zastanowił się. W
zasadzie nie miał nic innego do roboty. Żadnego zlecenia, żadnych planów. Za to
coraz większą ochotę, by ją pocałować.
– Tak.
– Gdyby to nie
brzmiało śmiesznie, to powiedziałabym, że jesteś płatnym zabójcą. Mam rację?
Gwałtownie zesztywniał.
Dlaczego w jej ustach brzmiało to jak drwina? Zajęcie dobre jak każde inne.
Jednak nie odpowiedział. Spochmurniał i nalał sobie kolejną porcję alkoholu.
Orina skuliła się na
kanapie, podciągając stopy pod siebie. Nadal nie bała się nieznajomego. Pewnie
powinna, ale skąd wziąć ten strach, który pozwoliłby racjonalnie ocenić
sytuację? Więcej. Naprawdę mu ufała. Nieważne kim był. Jeśli jej pomoże…
– Nie wiem od
czego zacząć – powiedziała, obracając książeczkę w dłoniach. – Może lepiej dać
im to, czego chcą i mieć święty spokój?
Jego mina powiedziała,
że pewnie i tak ją zabiją.
– Masz rację –
zafrasowana podrapała się po nosie. Zawsze tak robiła, gdy była niepewna swoich
racji. – To była przesyłka polecona. Na kopercie nie było niczego, poza moim
nazwiskiem i adresem, a przecież ktoś musiał ją nadać. Tylko jak zmusić
przemiłe panie w okienku pocztowym do współpracy?
Zerknął na broń leżącą
na stole.
– Nie, nie tak! –
zaczęła się śmiać. – Och, ty głuptasie.
– Głuptasie? –
zmarszczył czoło. Nie spodobało mu się to słowo. Zabrzmiało, jakby rozmawiała z
siedmioletnim chłopcem.
– No, nie dąsaj
się. Ale w mojej głowie pojawił się obraz, jak stoisz przy okienku pocztowym,
milczący, machając bronią przed obliczem skamieniałej ze zgrozy kobiety, a
kiedy ona drżącym ze strachu głosem pyta „o co chodzi?”, spoglądasz groźnie, o
właśnie tak jak teraz, i mówisz „daj!”. Ona na to „co mam dać?”, a ty
odpowiadasz „to!”. Widmo tak ciekawej konwersacji cholernie mnie rozbawiło.
Nie podzielał tej
wesołości. Co prawda było trochę racji w jej słowach, lecz czy musiała tak
otwarcie naśmiewać się z jego małomówności? Zmrużył oczy. Powinien pokazać na
co go stać? Nie, nie lubił okazywać słabości, a utratę panowania nad sobą
uważał za słabość.
Orina zamyśliła się nie
zwracając uwagi na jego reakcję.
– Za to ja mam
bardziej prozaiczne problemy – powiedziała ze smutkiem. – Muszę wrócić po
dokumenty, jakieś ciuchy, powiadomić pracodawcę. Pewnie i tak wywali mnie z
hukiem, ale…
– Zostaniesz tutaj
– odparł sucho.
– Jak długo? Mam
tak siedzieć, wpatrując się w jeden punkt i czekać… No właśnie. Na co mam
czekać?
– Dowiem się kim
byli.
– To była chyba
twoja najdłuższa wypowiedź – uśmiechnęła się, opierając głowę na łokciu. – Aż
cztery słowa. Brawo!
Nie odpowiedział, ale
po wyrazie twarzy poznała, że być może igra z ogniem.
– A potem?
– Zobaczymy.
To dziwne, że po tak
emocjonujących wydarzeniach była śpiąca. Oczy kleiły się jej coraz bardziej, a
głowa opadała. Rzucała też coraz bardziej tęskne spojrzenia w stronę starannie
zasłanego łóżka. Chyba to zauważył, bo bez słowa podszedł bliżej i podniósł ją
w górę.
– Dziwne –
mruknęła. – Zawsze sądziłam, ze sporo ważę, a ty łapiesz mnie czy podnosisz bez
żadnego trudu.
Oczywiście nic nie
odpowiedział. Położył ją na miękkiej pościeli. Przytrzymała go o ułamek sekundy
dłużej niż było to konieczne. Co za cudowne uczucie! Był ktoś, kto zachowywał
się tak opiekuńczo, przy kim czuła się bezpiecznie.
Tak, morderca,
podpowiedział zirytowany głos w jej głowie. Lecz ona uśmiechnęła się, zasypiając.
Myśli dziwnie się splątały i zamazały. To, co budziło obawy, zniknęło. Pojawiła
się odrobina ciekawości. Co skrywała opaska na jego oku? Czy było coś więcej
niż ciekawość w jego obojętnym spojrzeniu?
Wymruczała coś
niezrozumiale czując delikatny dotyk na swym policzku. Potem ręka mężczyzny
powędrowała wyżej, przeczesała i tak już wzburzone włosy, wróciła i musnęła
czubek nosa.
Więcej nie pamiętała,
bo zasnęła.
Za to on siedział
zadumany na skraju łóżka, cierpliwie licząc piegi na jednym z policzków. Nie
dlatego, że był ciekaw ile ich jest, ale z powodu podniecenia, które pojawiło
się tak nagle i zawładnęło jego ciałem.
Życie nauczyło go nie
przywiązywać się do niczego i nikogo. Wcześniej mu to nie przeszkadzało. Spał,
jadł, zabijał. Lubił ryzyko i sporty ekstremalne. Kosztował drobnych
przyjemności, korzystał z pieniędzy, które zarabiał. Nie miał rodziny, nie
utrzymywał żadnych kontaktów z innymi ludźmi, bo nie czuł takiej potrzeby. Był
samotnikiem i w pełni mu to odpowiadało.
Dlaczego w momencie
kiedy ją zobaczył coś się zmieniło? Pierwsza pojawiła się ciekawość. Zapukała
do bram jego duszy, burząc mur obojętności, który wokół siebie zbudował. Co ta
kobieta miała w sobie, że nie potrafił przestać o niej myśleć?
Pomógł jej w parku,
śledził, znalazł się w odpowiednim miejscu, by złapać, gdy wyskakiwała z okna.
Do teraz pamiętał dreszcz przyjemności, gdy trzymał ją w ramionach. Panująca
dookoła ciemność jeszcze intensyfikowała doznania. Zdumiewające było to, że po
raz pierwszy od tak dawna poczuł coś innego niż satysfakcję z wykonanego
zlecenia.
Nie podobało mu się, że
kpiła z jego małomówności. Co złego było w tym, że milczał, kiedy nie miał nic
do powiedzenia? Bawiło ją to? Z jakiego powodu?
Wstał gwałtownie i
sięgnął po prawie pustą butelkę. Zlekceważył szklankę, stojącą tuż obok i wypił
wszystko do końca. Zrzucił z siebie odzież i rozłożył na kanapie, naciągając
koc. Pstryknięciem palców zgasił światło. Taki mały bajer, który ułatwiał życie.
Pokój pogrążył się w
ciemnościach. Zza okna słychać było miarowy szum deszczu. Nawet nie wiedział,
kiedy zaczęło padać. Przypomniał sobie, że miał przyjrzeć się książce. Musiało
być w niej coś szczególnego. Na pierwszy rzut oka wydawała się zwyczajna, ale
nikt nie chciałby zabijać za pospolite bajki dla dzieci. Kobieta był
przerażona, podekscytowana i zdumiona tym, co jej się przydarzyło. Mogła coś
przeoczyć. Jednak zastanowiło go coś innego. Dlaczego napastnicy twierdzili, że
nadawcą była jej siostra? Ktoś, kto nie żył od pół roku. Chyba że nie do końca
była to prawda…
Przewrócił się na prawy
bok. Cholerna kanapa była jednak niewygodna. Książce przyjrzy się jutro, przy
porannej kawie. Teraz musi się przespać. Odzyskać siły. I chociaż na chwilę
przestać myśleć o tym, że tuż obok leży kobieta budząca w jego umyśle i sercu
ustalony porządek.
Przeczuwał, że będzie
miał przez nią kłopoty.
I na samą myśl o tym,
uśmiechnął się.

  

Link do części III – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Wredna, wredna 🙂
    Dzięki za niespodziankę. Weszłam do siebie na sekundę i oczom nie uwierzyłam widząc nowość 😀

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Oj małpeczka i to niezła:)) Babeczko ja już wyczekuję kolejnej po 1 części, więc do boju:D
    K.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    liczę, że jutro też znajdę miłą niespodziankę na twoim blogu 😉

  4. usmiechnieteoczy
    | Odpowiedz

    Jesteś okrutna Babeczko 😉

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ok. Mam nadzieję, ze spróbujesz to opowiadanie trochę przeciągnąć, bo fajnie się rozwija.a co do częstotliwości ukazywania się dalszych części to spoko. Nigdy nie jest za późno, by cierpliwości uczyć się. Niech moc bedzie z Tobą.pozdrawiam.marek
    .

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jesteś wrednaaa.ale z utesknieniem czekam na dalsza część tego pięknego opowiadania.

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jakie fajne 🙂 zaskakujesz coraz bardziej w każdym tekście, a takie klimaty jak w tym opowiadaniu, uwielbiam! 🙂 Gorąco pozdrawiam, N. 🙂

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Genialne opowiadanie, czekamy z niecierpliwością na więcej! :))
    A.

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wredna małpa, jakich mało! I za to Cię kochamy, Babeczko. 🙂

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A ja powiem że wredna to mało powiedziane! Em. 🙂

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bardzo dobre!!!!! W połowie tekstu zwolniłam tempo czytania, zeby miec na dłużej!!!!!!

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A kiedy, Babeczko, będzie nowa część? 🙂

  13. Susan
    | Odpowiedz

    Więcej więcej więcej blaaaagaaamm 😍 i proszę niech oni tak szybko nie pójdą do łóżka ;p troche nam pograj na nerwach 😀

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Halo, halo babeczko, my tu czekamy, pamiętaj o nas! 🙂

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Witaj Babeczko, bardzo ciekawe opowiadanie. Czy dobrze myślę że ten facet jest tym samym, który zabił siostrę Oriny?

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Okropna i wredna:), świetny tekst, bardzo mnie wciągnął:).

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Chyba nie On zabił siostrę Oriny… Ona zginęła podobno w wypadku samochodowym a nie została zastrzelona przez Niego… Chociaż kto wie??

    Bardzo podoba mi się fabuła i cierpliwie poczekam na kolejną część. Wychodzę bowiem z założenia że ten blog ma być przyjemnością nie tylko dla czytelników ale i dla Babeczki, a teksty pisane pod presją nie są tak dobre..
    Tak więc Babeczko, żyj, ciesz się latem, pisz 🙂

    Paulina

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja wiem, może to podłe, ale choć raz zdołałam zamieścić tak wyraźny fałszywy trop 🙂

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A ja cały dzień leżę zmęczona po weselu i tak odpoczywam i tak sobie wchodzę tutaj do ciebie w nadziei że może coś dodałaś ale niestety. 🙁 no ale wieczór jeszcze młody 🙂 De.

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    hmmm właśnie rozmyślam czy nie przeczytać Czasu skoro nic nowego nie ma a jest to opowiadanie jedyne,którego nie przeczytałam chociaż czytam bloga od początku 🙂 jakoś zawsze odstraszało mnie ono a może warto zacząć je czytać.

Napisz nam też coś :-)