On (VIII)

with 27 komentarzy
Aż musiałam sobie przypomnieć, w którym momencie skończyłam 🙂  Na razie mało erotycznie, bo przyznam, że na samą myśl o seksie też mnie mdli. Ależ się porobiło…
Link do części VII – klik
         On VIII
– Wstawaj śpiochu!
– obudził go wesoły, kobiecy głos. – Brrr! Ależ tu zimno!
Orina w pośpiechu
roznieciła ogień w kominku i chuchając w zziębnięte dłonie, wyprostowała.
Zdążyła się ubrać, ale brakowało jej porannej kąpieli. O zwykłym myciu zębów
nie wspominając.
– Zabraliśmy ze
sobą torbę pełną broni, a żadnego mydła czy innych kosmetyków.
– Bez tego da się
przeżyć.
– A wiesz? Bez
broni też zazwyczaj da się przeżyć.
– To nie mnie
ścigają.
Miał rację. Zawstydziła
się swojej zrzędliwości, zwłaszcza, że mężczyzna wstał z wyraźnym trudem. Cicho
syknął, wciągając przez głowę sweter.
– Dorian, w
porządku? – spytała zaniepokojona.
– Tak.
– Wiem że marudzę,
ale napiłabym się kawy. Ciepłej, aromatycznej kawy. I zjadła ogromną,
ociekającą majonezem kanapkę – rozmarzyła się, otulając się ramionami.
– Później.
– Jakbym nie
wiedziała – mruknęła. – Motor odpada. Spójrz za okno.

Na zewnątrz widać było
nieskazitelnie biały, nietknięty jeszcze kobierzec śniegu.
– Motor odpada –
potwierdził.
– Wracamy do
samochodu?
Niechętnie skinął
głową.
– Auto pewnie też
nieźle przysypało.
– Poradzimy sobie.
Patrzyła jak wciąga
buty, jak zakłada ten swój długi, czarny płaszcz oraz grube rękawice. Sama poszła
za jego przykładem i po chwili wyszli na zewnątrz. Choć nocą szalała
zawierucha, dzień zapowiadał się słonecznie. Na idealnie błękitnym niebie nie
było widać ani jednego obłoczka. A krajobraz dookoła zachwycał swym pięknem.
W końcu dotarli do
przysypanego samochodu. Zerknęła z obawą na swego towarzysza, ale po
intensywnym marszu, wyglądał lepiej niż ona sama. Ze filozoficznym spokojem
obejrzał pojazd, przyjrzał się zasypanej drodze i wzruszył ramionami, jakby w
reakcji na niewypowiedziane pytanie.
– O co chodzi? –
spytała.
– Łapiemy stopa.
To nie najlepsze wyjście, ale innego nie mamy.
– Dobrze, pod warunkiem,
że nie zabijesz później kierowcy.
Zerknął na nią z
rozbawieniem.
– Skąd ten pomysł?
– Z doświadczenia.
Nasza znajomość zaczęła się nietypowo i jak dotąd tajemnica goni tajemnicę, a
trup ścieli się gęsto.
– Jakie tam gęsto
– mruknął, pomagając jej się przedostać przez przysypany śniegiem powalony
korzeń bliżej niezidentyfikowanego drzewa.
– Musiałeś brać te
ciężkie torby?
– Przecież nie ty
je niesiesz.
– Ale boję się, że
zwalisz mi się gdzieś na ziemię, z daleka od siedzib ludzkich, dookoła nas
zaczną krążyć wilki…
– W torbie jest
karabin maszynowy. Wykosisz je jedną salwą.
– Ech… – machnęła
ręką. Była poirytowana. Głodna. Coraz bardziej wściekła. Co z tego, że w książce
napisano przypadkowe cyfry niewidzialnym atramentem. Nie układały się one w
żaden sensowny wzór, w najmniejszym stopniu nie wyjaśniały tajemnicy, której
opary gęstniały wokół niej coraz bardziej. Dobrze chociaż, że nie była sama.
Zerknęła na milczącego Doriana. Był blady, ale oddychał równo i bez problemu, w
przeciwieństwie do niej samej. No i stanowił zagadkę nie mniejszą niż to, co
wydarzyło się w poprzednich dniach. Kuszącą tajemnicę. Jaka szkoda, że nie
odwzajemniła wczorajszego pocałunku.
– Gdzie się
podział opatrunek po usunięciu biochipa? – spytał nagle.
– Opatrunek? – Zdumiona
spojrzała najpierw na niego, potem na swoją rękę. Na gładkiej powierzchni skóry
nie widać było nawet blizny. – Chyba nie jest już potrzebny? – dodała z
wahaniem.
– Nie –
potwierdził, przesuwając palcem po grzbiecie dłoni. – Ale rany nie goją się tak
szybko.
– Bo ja wiem…
Zawsze tak miałam. Ledwo się skaleczyłam, to dwa dni później nie było już po
tym śladu.
– Nigdy cię to nie
zastanowiło? – zmarszczył brwi.
– Nie… – zająknęła
się. – A powinno?
– Tak.
– No może trochę.
Na początku.
– Kiedy
zauważyłaś, że zniknęła?
– Gdy cię
opatrywałam.
– To nawet nie dwa
dni.
Nagle poczuła
przerażenie. Miał rację, to nie powinno goić się tak szybko. Wcześniej jakoś o
tym nie myślała. Ale teraz…
– Może to jest
właśnie część tajemnicy? – powiedział, ruszając przed siebie. – Jak często
chorujesz?
– Ja? Prawie w
ogóle. W przeszłości również rzadko się to zdarzało.
– Przypadłości
wieku dziecięcego? Ospa, odra, różyczka?
– Nie przypominam
sobie – przyznała uczciwie.
– Grypa, zwykłe
przeziębienie, ból głowy?
– Ja… – Aż
przystanęła. – Odkąd pamiętam byłam okazem zdrowia.
– A pamiętasz,
kiedy byłaś chora na cokolwiek po raz ostatni? – On również przystanął,
wpatrując się w nią czujnie.
Bardzo długo milczała,
przeczesując wspomnienia. W skupieniu, nie chcąc pominąć żadnego szczegółu.
– Chyba… nigdy!
Głos miała cichy,
przerażony. Oczy również.
– Sądzisz, że to
dlatego?
– Nie wiem. Zastanowimy
się nad tym, gdy znajdziemy się w mieście.
– Wracamy?
– Nie.
– Nie poprawiasz
mi humoru.
– A muszę?
Jego głos znów był
lekko kpiący, enigmatyczny, jakby to, co przed chwilą odkryli, wcale go nie
zaskoczyło. Za to Orina poruszała się niczym w transie, wciąż rozmyślając tylko
o jednym. Jak to możliwe, że wcześniej niczego nie zauważyła? Karolina zawsze
się śmiała, że ma końskie zdrowie.
– Moja siostra
chorowała – odezwała się w końcu. Znaleźli się na pustej drodze, gdzie tylko po
jednej stronie widać było wyłaniający się pod rozjechanego śniegu asfalt.
– Ale ty nie? –
zerknął na nią, potem czujnie wpatrzył się w widniejący przed nimi zakręt. –
Coś jedzie.
– Nie zatrzyma
się. Nie wyglądamy na zwyczajnych autostopowiczów.
– Ja nie wyglądam
– powiedział jedynie i dał nura w gęste krzaki rosnące tuż przy drodze.
Zrozumiała co powinna
zrobić. Próbując przywołać na twarzy uśmiech, stanęła na poboczu i zaczęła
machać rękoma. Pojazdem okazał się ogromny tir, który ku jej zaskoczeniu dość
chętnie się zatrzymał.
– Wsiadaj mała –
oznajmił radośnie zarośnięty kierowca. Ze środka buchnęło ciepło i zapach
tytoniu. Zakaszlała, dyskretnie spoglądając za siebie. Co ten Dorian knuje? Z
ociąganiem wdrapała się do kabiny, gdy nagle poczuła mocne pchnięcie w plecy.
Jej towarzysz
uśmiechnął się do zaskoczonego kierowcy. Nic nie powiedział, po prostu zajął
miejsce obok milczącej Oriny. Dopiero potem sięgnął do kieszeni.
Drgnęła, bo była pewna,
że wyciągnie broń. Ale nie, nie tym razem. To był plik banknotów.
– Zapłacimy za
podwiezienie – powiedział ze spokojem.
– Hę? Zapłacicie?
– Kierowca nadal wydawał się zaskoczony.
– Do najbliższego
miasta. To miał być krótki wypad – Dorian łobuzersko mrugnął okiem – ale
nawaliło nam auto. Musimy po nie wrócić.
– Wypad? –
mężczyzna zarechotał, ruszając. Orina nie zareagowała, choć najchętniej
porządnie przywaliłaby mu łokciem w żebra. Podłe insynuacje. Z drugiej jednak
strony to bardzo przekonywujący argument. Nie powinna się złościć z powodu
doskonałej wymówki.
Nagle uśmiechnęła się.
Stał się cud, Dorian wypowiedział jedno, długie, złożone zdanie. I przede
wszystkim nie usiłował dokonać kolejnej niepotrzebnej egzekucji. Ciekawe co
sprawiło, że zmienił zdanie?
Oparła głowę o jego
ramię. Objął ją, nadal wyglądając na rozbawionego. Oboje milczeli, słuchając
beztroskiej paplaniny kierowcy oraz dźwięków muzyki płynącej z radia, jedynie
raz po raz udzielając zdawkowych odpowiedzi.
Po dwóch godzinach
dotarli do celu.

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Agata
    | Odpowiedz

    Widzę znów ten sam błąd. Powinno być przekonujący a nie przekonywujący argument 😉

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Fajny 🙂

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy bd dalsza część? Juz nie mogę się doczekać aby dokończyć to czytać :3

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowne 🙂 Jak wszystko co piszesz 🙂

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy bedzie nastepna czesc ? 🙂

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko dziękuję za wspaniałe opowiadanie i czekam oczywiście na dalsze losy Oriny. Pozdrawiam i trzymajcie się zdrowo:)
    K.

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    kiedy można się spodziewać więcej??
    Cam

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Coś mało komentarzy się ostatnio pojawia! 🙂 W każdym razie mi się bardzo podoba i z utęsknieniem czekam na następną część. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze… 😉 Pozdrawiam.

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko co z tobą? 🙁

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, kiedy w końcu dodasz coś nowego?

  11. Meska
    | Odpowiedz

    Ostatnio mnie tu nie bylo, ale widze ze nic sie tez nie pojawia. Czy wszystko w porzadku?

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko ! Co się z Tobą dzieje ? Zaczynam się bać, żadnego nawet najmniejszego postu no chyba, że na fb ale ja nie jestem sfacebookowana wiec naprawdę nie wiem co się dzieje. Tylko nie myśl sobie, że jestem jakąś niespełna rozumu pisząc o tej godzinie ale ja tak kończę prace, a lubię wieczorem sprawdzić co się tu i tam i Internecie dzieje między innymi na babeczkarni. Mam nadzieję, że z dzieckiem i z Tobą jest wszystko dobrze.

    Weronikuś 🙂

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czy tu się coś popsuło????? Czemu nikt nie zadaje pytan o powody Twej nieobecności????? Niemożliwe abym tylko ja sprawdzała czy coś się tutaj pojawia…..

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Gdzie jest koniec?

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy następną część??

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Będzie kolejna część?

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Tyle minęło czasu… a kontynuacji jak nie było tak nie ma ;( jest jakaś szansa ,że będzie?

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bywam tutaj od niedawna, przypadkiem znalazłam strone i musze przyznać że jesteś świetna w swoich opowiadaniach, poświęcam godziny i zarywam noce czytając je. Dlatego błagam, wbiłaś mnie w ziemie tym opowidaniem, więc prosze ukruć męki nas wszystkich i dodaj kontunuacje albo chociaż powiedz czemu nic nie dodałaś żeby nie było błędnych domysłów. Sama zaczynam się bać czy przypadkiem nie zaprzestałaś pisać, wogule albo tego opowiadania. To by była klęska dla świata, przysięgam.

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy mogłaby się pojawić kontunucja tego opowiadania ? Bardzo ciekawe to ☆

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko jakaś szansa, że znajdziesz wkrótce natchnienie na ciąg dalszy tego opowiadania?
    Julex

  21. Anonimowy
    | Odpowiedz

    My tu chyba oszalejmy… kiedy będą następne części !? 😉

  22. Asirra
    | Odpowiedz

    Babeczko, będziesz jeszcze pisała Onego? Prosimy…

  23. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Witam. Czytam twoje opowiadania od tygodnia i są naprawdę świetne. Już bardzo długo szukałam takich opowiadań. Wchodzę na twój blog pare razy dziennie. Coś czuję że się uzależniłam 😀 mam pytanie.. dokończysz wgl opowiadanie "On" ? Bardzo mi się podoba. Super by było gdybyś dokończyła. Pozdrawiam. Jules 🙂

  24. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Będzie kolejna część? Wcześniej pisałaś, że tak…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak, będzie. Po kolei wykańczam wszystkie rozpoczęte teksty. Ony czeka w kolejce 🙂

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      🙂 nie mogę się doczekać 🙂

Napisz nam też coś :-)