zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Internety (I) - ebook

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Na Wasze życzenie to opowiadanie dajemy również jako ebook. Błędnie założyłyśmy, że słuchanie opowiadania jest równie przyjemne, co jego czytanie. Dzięki, że nas szybciutko wyprowadziliście z błędu :-)

Rozdział 1

- Jak ja mam już tego dosyć – warczała pod nosem, wychodząc z Castoramy. Właśnie została obsłużona przez człowieka, który nie potrafił oderwać wzroku od niewielkiego wycięcia góry bluzki i obmacywał ją spojrzeniem, tłumacząc sposób wymiany wkładki zamka w drzwiach. – Normalnie, jakbym była krwistym stekiem smażącym się na grillu! Aż dziw bierze, że się facet nie obślinił!

Nie raz doświadczyła patrzenia jej w dekolt, zamiast w oczy. Choćby teraz poczuła się jak ładny kawałek mięsa, który pan na dziale metalowym, oglądał sobie z dwuznacznym uśmiechem.

Ania była więcej niż ładna. Nie zamierzała nosić worka jutowego na karku, choć czasami wydawało się to jedynym sposobem, by mężczyźni słyszeli, co do nich mówi.

Większość ludzi uważa, że bycie ładnym, w zgodzie z ogólnie przyjętymi kanonami piękna, jest szczęściem samym w sobie. Ania sądziła odwrotnie.
Jako wyjątkowo urodziwa przedstawicielka płci pięknej, nie raz doświadczyła uprzedmiotowienia. Wszyscy pragnęli jej towarzystwa, bo każdy lubi otaczać się ładnymi przedmiotami. Tak właśnie się czuła i tak ją traktowano. Ładna zabaweczka, na którą przyjemnie jest popatrzeć, ale przecież nikt nie rozmawia z zabaweczkami. Po co? To tylko zabawki.

W podstawówce była szkolną gwiazdą, później w liceum, naczelną barbie.
Nikt nie zwrócił uwagi, gdy wygrała olimpiadę polonistyczną, za to wszyscy zachwycali się, gdy okrzyknięto ją miss szkoły i podziwiali za coś, co przypadło jej w darze od matki natury. Założono Ani plastikową koronę na głowę i robiono zdjęcia, które później zawisły na tablicy, przy wejściu do budynku. Poddała się temu wiedząc, że bunt nie ma sensu.
Nie poddała się natomiast na studiach, gdy rektor zaproponował podwyższenie ocen i przyszły etat na uczelni, jako sekretarce, w zamian za „bycie miłą”.
Była uprzejma, lecz zdecydowana, odrzucając względy niskiego, korpulentnego mężczyzny. Żonatego, dzieciatego, rozbieganymi oczkami badającego wypukłości jej ciała.
Próbował jeszcze nie raz, ale bez skutku. Miał na tyle przyzwoitości, by nie mścić się za zniewagę. A może po prostu nie porzucił nadzieji, że studentka zmieni zdanie?

Mężczyźni w życiu Ani? Nie bardzo jest o czym opowiadać.
Podchodzili do niej w podobny sposób. Ładna lalka przyciągała ładne pustaki. Miała być ich małomównym gadżetem. Małomównym i wiecznie roześmianym. Każdy zaczynał od mówienia o sobie, po czym dobierał się do dziewczyny. Odruchowo wręcz, bo przecież wygląd wskazywał, że mają do czynienia z typową „blondi”
Taki początek był zarazem końcem.
W końcu Ania została okrzyknięta zimną, zarozumiałą suką, z poczuciem wyższości.

Nikomu nie przyszło do głowy, że pragnęła jedynie normalności i rozmowy. Bycia człowiekiem z rozumem, a nie cyckami z otworem do nadziania. Jednemu z chłopaków nawet udało się namówić ją na seks. Nie dla tego, że poczuła coś do delikwenta. Dosyć miała słuchania o cudownościach seksu, o których opowiadały koleżanki.
Chciała to sprawdzić i sromotnie się rozczarowała. Nim zdążyła się podniecić, już było po wszystkim. Rozanielony i spocony facet dyszał, leżąc na Ani, a ta marzyła wyłącznie o tym, by zszedł z niej już i by mogła iść się umyć.
Nakłamała dziewczynom, że było wspaniale wyłącznie po to, by dały wreszcie spokój i by nie robić wstydu chłopakowi.
Ten ostatni nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie chce się z nim spotkać, nie mówiąc już o seksie.

Stwierdziła w efekcie, że jest oziębła seksualnie, a śliczna obudowa mózgu trafiła się przez przypadek, bądź za karę, lub w ramach perfidnego, boskiego żartu. Ładna buzia i kształtna figura miały utrudniać życie, co też czyniły skutecznie.

Samotna dwudziestoczterolatka, postrzegana była jako terrorystka towarzyska.
Każda sparowana koleżanka unikała Ani jak ognia, gdyż stanowiła zagrożenie dla związku.

Ania powoli zamykała się w odizolowaniu i już nawet mężczyźni odpuścili sobie nachalne natarcia, grzecznie tylko adorując.
Stała się księżniczką z lodu. Taką etykietkę jej przypięto. Udawała, że wszystko jest w porządku, ale serce bolało, a czarna dziura w nim rosła i głodniała.

- Dlaczego nie jestem słodką idiotką? – Nie raz biła się z myślami, leżąc w pustym łóżku, wsłuchana w ciszę mieszkania. – Byłoby o tyle łatwiej. Po co tak wszystko analizuję i przewiduję zachowania ludzi, sześć ruchów na przód? Na  co mi to?! Zgrzeszyłam w poprzednim wcieleniu, czy co?

***

Pracę uwielbiała przede wszystkim dzięki wspaniałemu szefowi - Darkowi. Nie podrywał jej, nie czynił seksistowskich uwag. Wolał mężczyzn. Płaca również była zadowalająca.
Dało jej to komfort psychiczny i nową przyjaźń, nie obarczoną uczuciami, które zwyczajowo pojawiały się w kontaktach z innymi mężczyznami, lub kobietami. Te drugie traktowały ją jak rywalkę, czy też zaprzeczenie wszystkich możliwych kompleksów, które same posiadały.
Przyjaźń z Darkiem nie dawała taryfy ulgowej, w wypełnianiu powierzonych obowiązków.

Poniedziałek rano, w pierwszy dzień miesiąca dostała zadanie, którego nie pojmowała ani na jotę.
Miała stworzyć stronę internetową firmy i powiązanego z nią fanpage.
Anna nie posiadała konta na facebook-u i niechętnie korzysta z komputera. Darek wyznaczył jej budżet, w którym musiała się zmieścić i opisał słownie wymagania względem strony.

Tak więc została postawiona przed zadaniem przerastającym możliwości studentki polonistyki. Zupełnie zielona informatycznie osoba, ma zrobić wszystko, by powstała dwujęzyczna strona firmy.
Nie wiedziała od czego zacząć.

Ania od zawsze miała tak, że w życiu nie przyznawała się do niemocy własnej, a już na pewno nie cofała przed wyzwaniem.

– Tu masz gościa, który wie dużo i może ci pomoc. – Darek rzucił na jej biurko wizytówkę. – Nie wiem tylko, czy się z nim dogadasz.
– Dlaczego miałabym się nie dogadać? – Oburzyła się, wzruszając ramionami. – Jeśli zapomniałeś, to przypominam ci, że zatrudniłeś magistra polonistyki.
– Moja droga. – Darek uniósł lekceważąco brwi. – To jedyny wymóg, który spełniłaś. Gdyby nie nadmierna zazdrość mojego partnera, to na twoim miejscu siedziałby teraz jakiś przystojniak i miałby o wiele szerszy wachlarz zadań do wypełnienia i lepszą płacę od ciebie. – Mrugnął zawadiacko.
– Co mógłby zrobić ten przystojniak, czego nie mogę ja? – Zrobiła obrażoną minę, choć miała ochotę wybuchnąć szczerym śmiechem.
– No niby nic – odparł. – Ale wiesz, jak to mówią, inność robi różnicę.
– Tak mówią? – Zerknęła na wizytówkę, unosząc ją przed twarz. – Dlaczego tutaj nie ma numeru telefonu?
– Och dziecko. – Westchnął. – Widać, że nie znasz żadnego informatyka. Ech…

Wyszedł na spotkanie, zostawiając ją osłupiałą, z wizytówką w ręku.

- Może i nie wiem czym je się te internety, ale dam im radę. I co ma znaczyć, że nie znam żadnego informatyka? – marudziła, mówiąc do siebie. -  Że oni co, nie noszą telefonów, czy jak? Jak mam znaleźć człowieka, którego znam wyłącznie z imienia i nazwiska?!

Najpierw wpisała jego dane w wyszukiwarkę, w wyniku czego trafiła na informację o jego koncie na fejsbuku. Chciała wejść w link, poczytać i tu natrafiła na pierwszy opór - musiała założyć konto.

- Boże, dlaczego mnie to spotyka? – mruczała pod nosem, pochylając się nad klawiaturą. - Nie cierpię komputerów i nie zamierzam się w nie wgryzać.

Godzinę zajęło jej założenie konta i znalezienie mężczyzny. Wysłała do niego wiadomość z zaproszeniem do grona znajomych o następującej treści:

Witam. Pracuję dla firmy Robomak i potrzebuję Pana pomocy przy założeniu strony internetowej. Z poważaniem Anna”.

Nazwiska nie podawała, nie widziała takiej potrzeby. Treść wydała jej się wystarczająco zgrabna. Czekała, wykonując zaległe telefony i ogarniając papierologię.
Komputer piknął, wyskoczyło okienko na ekranie.

– O co chodzi? – Takie bezpardonowe pytanie zdziwiło ją. Doszła do wniosku, że może to o tych utrudnieniach w komunikacji, mówił Darek.
– Dzień dobry Panu, chciałam prosić o pomoc i spytać o cenę takiej usługi – odpisała.
– Czyli? – Znów krótkie pytanie.
– Potrzebuję zrobić stronę internetową naszej firmy – napisała i zawahała się przed dodaniem wykrzyknika, lecz po chwili wcisnęłam klawisz, a po nim enter.
– I po co się tak drzeć?! – odpowiedź.
– Kto się drze? – Rozejrzała się nieufnie po gabinecie.
– No teraz to i ja XD - odpowiedź. – To o co chodzi?

- Czy ja piszę po Wenusjańsku i gadam z Marsjaninem? – pomyślała, gryząc się na szczęście w język, nie pisząc tego jemu.

– O stronę. – Zaczynała się gotować. – Internetową! Dwujęzyczną!
– Zaś drze japę XD – odpowiedź.
– O jakie darcie japy chodzi? – Zawahała się przed napisaniem „Ci”.
– Wykrzyknik znaczy, że drzesz japę, głąbie – odpowiedź.

Zatkało ją.
Nie znała człowieka, pisała z nim pierwszy raz, a ten ją wyzywa?!
Z drugiej strony było to dla Ani tak odmienne, od ugrzecznionych palantów, z którymi miała dotąd do czynienia, że reakcją była wesołość, która ją nagle ogarnęła.

– Sam jesteś głąb – odpisała. – Głąbie.

I czekała zastanawiając się, czy odpisze, czy może właśnie zaczęła poszukiwania następnego informatyka?

– To czego ci potrzeba? – Wyświetliło się po chwili. – Że strony, to wiem. Masz szablon?
– Jaki szablon? – Znów się zawahała, tym razem przed dodaniem na końcu słowa „kurwa”, bo już czuła gorąc w czubkach uszu.
– O bosz… Jaka Ty ciemna jesteś…

Wstała z krzesła, to odjechało do tyłu, uderzając oparciem w ścianę. Musiała, gdyż w przeciwnym razie oplułaby ekran, albo kazała mu spieprzać na drzewo.

- Holender, co się ze mną dzieje? – Poczochrała włosy, zszokowana własnymi reakcjami. - Nie znam gościa, a ten w przeciągu pięciu minut zdążył mnie doprowadzić do szewskiej pasji?! Nie rozumiem tego.

– Może i ciemna, ale blondynka – odpisała, gdy odrobinę ochłonęła.
– I co z tego? – Zbił ją tym obcesowym pytaniem z pantałyku. Oczekiwała choćby odrobiny zainteresowania. – Dobra, opisz mi w mailu, jak ma wyglądać strona. Kupię ją i postawię na moim hostingu. Ok?

- Co on do mnie mówi? – spytała powietrze obok. - Co i gdzie chce stawiać?!

– Nie rozumiem – przyznała, gotując się tym razem ze wstydu. – Proszę jaśniej.
– Ty nie proś, tylko pisz maila, resztę zostaw mnie.
– Ok – odpisała, zaciskając zęby.
– To pisz i ślij. – Krótka odpowiedź. – Jutro się odezwę i ustalimy resztę.
– Ok.
– To na razie.

I wyłączył się.
Anna siedziała osłupiała, zdezorientowana, ale i zaintrygowana.
Nie zdarzyło jej się dotąd, by ktoś tak szybko wyprowadził ją z równowagi, podnosząc ciśnienie.
Już rozumiała, co miał na myśli Darek.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także