zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Na Wasze życzenie to opowiadanie dajemy również jako ebook. Błędnie założyłyśmy, że słuchanie opowiadania jest równie przyjemne, co jego czytanie. Dzięki, że nas szybciutko wyprowadziliście z błędu :-)

Rozdział 1

- Jak ja mam już tego dosyć – warczała pod nosem, wychodząc z Castoramy. Właśnie została obsłużona przez człowieka, który nie potrafił oderwać wzroku od niewielkiego wycięcia góry bluzki i obmacywał ją spojrzeniem, tłumacząc sposób wymiany wkładki zamka w drzwiach. – Normalnie, jakbym była krwistym stekiem smażącym się na grillu! Aż dziw bierze, że się facet nie obślinił!

Nie raz doświadczyła patrzenia jej w dekolt, zamiast w oczy. Choćby teraz poczuła się jak ładny kawałek mięsa, który pan na dziale metalowym, oglądał sobie z dwuznacznym uśmiechem.

Ania była więcej niż ładna. Nie zamierzała nosić worka jutowego na karku, choć czasami wydawało się to jedynym sposobem, by mężczyźni słyszeli, co do nich mówi.

Większość ludzi uważa, że bycie ładnym, w zgodzie z ogólnie przyjętymi kanonami piękna, jest szczęściem samym w sobie. Ania sądziła odwrotnie.
Jako wyjątkowo urodziwa przedstawicielka płci pięknej, nie raz doświadczyła uprzedmiotowienia. Wszyscy pragnęli jej towarzystwa, bo każdy lubi otaczać się ładnymi przedmiotami. Tak właśnie się czuła i tak ją traktowano. Ładna zabaweczka, na którą przyjemnie jest popatrzeć, ale przecież nikt nie rozmawia z zabaweczkami. Po co? To tylko zabawki.

W podstawówce była szkolną gwiazdą, później w liceum, naczelną barbie.
Nikt nie zwrócił uwagi, gdy wygrała olimpiadę polonistyczną, za to wszyscy zachwycali się, gdy okrzyknięto ją miss szkoły i podziwiali za coś, co przypadło jej w darze od matki natury. Założono Ani plastikową koronę na głowę i robiono zdjęcia, które później zawisły na tablicy, przy wejściu do budynku. Poddała się temu wiedząc, że bunt nie ma sensu.
Nie poddała się natomiast na studiach, gdy rektor zaproponował podwyższenie ocen i przyszły etat na uczelni, jako sekretarce, w zamian za „bycie miłą”.
Była uprzejma, lecz zdecydowana, odrzucając względy niskiego, korpulentnego mężczyzny. Żonatego, dzieciatego, rozbieganymi oczkami badającego wypukłości jej ciała.
Próbował jeszcze nie raz, ale bez skutku. Miał na tyle przyzwoitości, by nie mścić się za zniewagę. A może po prostu nie porzucił nadzieji, że studentka zmieni zdanie?

Mężczyźni w życiu Ani? Nie bardzo jest o czym opowiadać.
Podchodzili do niej w podobny sposób. Ładna lalka przyciągała ładne pustaki. Miała być ich małomównym gadżetem. Małomównym i wiecznie roześmianym. Każdy zaczynał od mówienia o sobie, po czym dobierał się do dziewczyny. Odruchowo wręcz, bo przecież wygląd wskazywał, że mają do czynienia z typową „blondi”
Taki początek był zarazem końcem.
W końcu Ania została okrzyknięta zimną, zarozumiałą suką, z poczuciem wyższości.

Nikomu nie przyszło do głowy, że pragnęła jedynie normalności i rozmowy. Bycia człowiekiem z rozumem, a nie cyckami z otworem do nadziania. Jednemu z chłopaków nawet udało się namówić ją na seks. Nie dla tego, że poczuła coś do delikwenta. Dosyć miała słuchania o cudownościach seksu, o których opowiadały koleżanki.
Chciała to sprawdzić i sromotnie się rozczarowała. Nim zdążyła się podniecić, już było po wszystkim. Rozanielony i spocony facet dyszał, leżąc na Ani, a ta marzyła wyłącznie o tym, by zszedł z niej już i by mogła iść się umyć.
Nakłamała dziewczynom, że było wspaniale wyłącznie po to, by dały wreszcie spokój i by nie robić wstydu chłopakowi.
Ten ostatni nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie chce się z nim spotkać, nie mówiąc już o seksie.

Stwierdziła w efekcie, że jest oziębła seksualnie, a śliczna obudowa mózgu trafiła się przez przypadek, bądź za karę, lub w ramach perfidnego, boskiego żartu. Ładna buzia i kształtna figura miały utrudniać życie, co też czyniły skutecznie.

Samotna dwudziestoczterolatka, postrzegana była jako terrorystka towarzyska.
Każda sparowana koleżanka unikała Ani jak ognia, gdyż stanowiła zagrożenie dla związku.

Ania powoli zamykała się w odizolowaniu i już nawet mężczyźni odpuścili sobie nachalne natarcia, grzecznie tylko adorując.
Stała się księżniczką z lodu. Taką etykietkę jej przypięto. Udawała, że wszystko jest w porządku, ale serce bolało, a czarna dziura w nim rosła i głodniała.

- Dlaczego nie jestem słodką idiotką? – Nie raz biła się z myślami, leżąc w pustym łóżku, wsłuchana w ciszę mieszkania. – Byłoby o tyle łatwiej. Po co tak wszystko analizuję i przewiduję zachowania ludzi, sześć ruchów na przód? Na  co mi to?! Zgrzeszyłam w poprzednim wcieleniu, czy co?

***

Pracę uwielbiała przede wszystkim dzięki wspaniałemu szefowi - Darkowi. Nie podrywał jej, nie czynił seksistowskich uwag. Wolał mężczyzn. Płaca również była zadowalająca.
Dało jej to komfort psychiczny i nową przyjaźń, nie obarczoną uczuciami, które zwyczajowo pojawiały się w kontaktach z innymi mężczyznami, lub kobietami. Te drugie traktowały ją jak rywalkę, czy też zaprzeczenie wszystkich możliwych kompleksów, które same posiadały.
Przyjaźń z Darkiem nie dawała taryfy ulgowej, w wypełnianiu powierzonych obowiązków.

Poniedziałek rano, w pierwszy dzień miesiąca dostała zadanie, którego nie pojmowała ani na jotę.
Miała stworzyć stronę internetową firmy i powiązanego z nią fanpage.
Anna nie posiadała konta na facebook-u i niechętnie korzysta z komputera. Darek wyznaczył jej budżet, w którym musiała się zmieścić i opisał słownie wymagania względem strony.

Tak więc została postawiona przed zadaniem przerastającym możliwości studentki polonistyki. Zupełnie zielona informatycznie osoba, ma zrobić wszystko, by powstała dwujęzyczna strona firmy.
Nie wiedziała od czego zacząć.

Ania od zawsze miała tak, że w życiu nie przyznawała się do niemocy własnej, a już na pewno nie cofała przed wyzwaniem.

– Tu masz gościa, który wie dużo i może ci pomoc. – Darek rzucił na jej biurko wizytówkę. – Nie wiem tylko, czy się z nim dogadasz.
– Dlaczego miałabym się nie dogadać? – Oburzyła się, wzruszając ramionami. – Jeśli zapomniałeś, to przypominam ci, że zatrudniłeś magistra polonistyki.
– Moja droga. – Darek uniósł lekceważąco brwi. – To jedyny wymóg, który spełniłaś. Gdyby nie nadmierna zazdrość mojego partnera, to na twoim miejscu siedziałby teraz jakiś przystojniak i miałby o wiele szerszy wachlarz zadań do wypełnienia i lepszą płacę od ciebie. – Mrugnął zawadiacko.
– Co mógłby zrobić ten przystojniak, czego nie mogę ja? – Zrobiła obrażoną minę, choć miała ochotę wybuchnąć szczerym śmiechem.
– No niby nic – odparł. – Ale wiesz, jak to mówią, inność robi różnicę.
– Tak mówią? – Zerknęła na wizytówkę, unosząc ją przed twarz. – Dlaczego tutaj nie ma numeru telefonu?
– Och dziecko. – Westchnął. – Widać, że nie znasz żadnego informatyka. Ech…

Wyszedł na spotkanie, zostawiając ją osłupiałą, z wizytówką w ręku.

- Może i nie wiem czym je się te internety, ale dam im radę. I co ma znaczyć, że nie znam żadnego informatyka? – marudziła, mówiąc do siebie. -  Że oni co, nie noszą telefonów, czy jak? Jak mam znaleźć człowieka, którego znam wyłącznie z imienia i nazwiska?!

Najpierw wpisała jego dane w wyszukiwarkę, w wyniku czego trafiła na informację o jego koncie na fejsbuku. Chciała wejść w link, poczytać i tu natrafiła na pierwszy opór - musiała założyć konto.

- Boże, dlaczego mnie to spotyka? – mruczała pod nosem, pochylając się nad klawiaturą. - Nie cierpię komputerów i nie zamierzam się w nie wgryzać.

Godzinę zajęło jej założenie konta i znalezienie mężczyzny. Wysłała do niego wiadomość z zaproszeniem do grona znajomych o następującej treści:

Witam. Pracuję dla firmy Robomak i potrzebuję Pana pomocy przy założeniu strony internetowej. Z poważaniem Anna”.

Nazwiska nie podawała, nie widziała takiej potrzeby. Treść wydała jej się wystarczająco zgrabna. Czekała, wykonując zaległe telefony i ogarniając papierologię.
Komputer piknął, wyskoczyło okienko na ekranie.

– O co chodzi? – Takie bezpardonowe pytanie zdziwiło ją. Doszła do wniosku, że może to o tych utrudnieniach w komunikacji, mówił Darek.
– Dzień dobry Panu, chciałam prosić o pomoc i spytać o cenę takiej usługi – odpisała.
– Czyli? – Znów krótkie pytanie.
– Potrzebuję zrobić stronę internetową naszej firmy – napisała i zawahała się przed dodaniem wykrzyknika, lecz po chwili wcisnęłam klawisz, a po nim enter.
– I po co się tak drzeć?! – odpowiedź.
– Kto się drze? – Rozejrzała się nieufnie po gabinecie.
– No teraz to i ja XD - odpowiedź. – To o co chodzi?

- Czy ja piszę po Wenusjańsku i gadam z Marsjaninem? – pomyślała, gryząc się na szczęście w język, nie pisząc tego jemu.

– O stronę. – Zaczynała się gotować. – Internetową! Dwujęzyczną!
– Zaś drze japę XD – odpowiedź.
– O jakie darcie japy chodzi? – Zawahała się przed napisaniem „Ci”.
– Wykrzyknik znaczy, że drzesz japę, głąbie – odpowiedź.

Zatkało ją.
Nie znała człowieka, pisała z nim pierwszy raz, a ten ją wyzywa?!
Z drugiej strony było to dla Ani tak odmienne, od ugrzecznionych palantów, z którymi miała dotąd do czynienia, że reakcją była wesołość, która ją nagle ogarnęła.

– Sam jesteś głąb – odpisała. – Głąbie.

I czekała zastanawiając się, czy odpisze, czy może właśnie zaczęła poszukiwania następnego informatyka?

– To czego ci potrzeba? – Wyświetliło się po chwili. – Że strony, to wiem. Masz szablon?
– Jaki szablon? – Znów się zawahała, tym razem przed dodaniem na końcu słowa „kurwa”, bo już czuła gorąc w czubkach uszu.
– O bosz… Jaka Ty ciemna jesteś…

Wstała z krzesła, to odjechało do tyłu, uderzając oparciem w ścianę. Musiała, gdyż w przeciwnym razie oplułaby ekran, albo kazała mu spieprzać na drzewo.

- Holender, co się ze mną dzieje? – Poczochrała włosy, zszokowana własnymi reakcjami. - Nie znam gościa, a ten w przeciągu pięciu minut zdążył mnie doprowadzić do szewskiej pasji?! Nie rozumiem tego.

– Może i ciemna, ale blondynka – odpisała, gdy odrobinę ochłonęła.
– I co z tego? – Zbił ją tym obcesowym pytaniem z pantałyku. Oczekiwała choćby odrobiny zainteresowania. – Dobra, opisz mi w mailu, jak ma wyglądać strona. Kupię ją i postawię na moim hostingu. Ok?

- Co on do mnie mówi? – spytała powietrze obok. - Co i gdzie chce stawiać?!

– Nie rozumiem – przyznała, gotując się tym razem ze wstydu. – Proszę jaśniej.
– Ty nie proś, tylko pisz maila, resztę zostaw mnie.
– Ok – odpisała, zaciskając zęby.
– To pisz i ślij. – Krótka odpowiedź. – Jutro się odezwę i ustalimy resztę.
– Ok.
– To na razie.

I wyłączył się.
Anna siedziała osłupiała, zdezorientowana, ale i zaintrygowana.
Nie zdarzyło jej się dotąd, by ktoś tak szybko wyprowadził ją z równowagi, podnosząc ciśnienie.
Już rozumiała, co miał na myśli Darek.

Rozdział 2

Wieczorem złościła się, bijąc równocześnie z myślami.
Złościła, że ktoś śmiał ją potraktować w tak obcesowy sposób, ale równocześnie była tym zaintrygowana. Towarzyszyło temu uczuciu coś jeszcze.
To coś łaskotało w brzuchu i mąciło myślenie. Nieznajomy denerwował ją, ale pragnęła więcej i już cieszyła się na kontakt z nim, dnia kolejnego.

– I jak tam? – zagadnął przy rozruchowej kawie Darek. – Zaczęłaś już coś działać ze stroną?

Gdyby wzrok potrafił zabijać, Darek leżałby w tej chwili martwy. Odczytał prawidłowo minę Anki i z kubkiem, którym miał zamiar zasłonić głupkowaty uśmiech, schował się w swoim gabinecie. Anna załączyła komputer i zawisła palcami nad klawiaturą.

- Co najpierw? – zastanawiała się - Obowiązki codzienne, czy sprawdzić facebooka?

Facebook wygrał i gdy tylko się do niego zalogowała, piknęło i wyskoczył komunikat.

– Szablon gotowy, zawiera wszystkie wytyczne.
– Gdzie? – Zapytała i trochę przykro jej się zrobiło, że tak bezosobowo do niej podchodzi.

W odpowiedzi dostała linka, w który od razu kliknęła.

– Teraz musisz wstawić opisy w poszczególne zakładki. – Znów skondensowana treść, z której niewiele rozumiała.
– Czyli? – Była zmuszona zapytać.
– Bosz. Czy ja muszę zawsze trafić na taką ciemną masę?

To o mnie? – Żachnęła się, krzywiąc do monitora.

– To patrz, gdzie chodzisz – sarknęła, przebierając palcami po klawiaturze.
– To było o tobie. – Odbicie piłeczki. – Czego nie rozumiesz?
– Tych zakładek – odpisała zgodnie z prawdą.
– Dobra, zrobię to za Ciebie, bo nie chce mi się tłumaczyć.

Powinna się poczuć poniżona, lub chociaż obrażona tą jawną ignorancją, ale znów zaskrobało ją w brzuchu i zatrzepotało gdzieś powyżej.

– To zrób. – Wzruszyła ramionami, choć przecież nie mógł tego zobaczyć. – Powiedz, ile to będzie kosztować, bo muszę się przygotować.
– Wyślij mi, co ma być w poszczególnych zakładkach – odpowiedź nie związana z pytaniem.
– O jakich ty zakładkach mówisz do cholery?! – Znów w niej bulgotało.
– Widzisz te okienka niebieskie u góry? – Pytanie. - Te, gdzie pisze „o nas”, „oferta”, „kontakt”?
– No – odparła błyskotliwie.
– Wow, postępy, czyli cokolwiek pojmujesz. – Znów sarkazm. – Po kliknięciu w okienko musi coś pisać chyba, że wolisz tam wstawić swoje gołe zdjęcia?
– Co?! – Nie rozumiała, o czym mówi.
– Taki żart – odpowiedź. – Znów nie załapałaś XD
– Co znaczy to XD?! – Musiała zapytać.
– Przygotuj mi opis i wyślij tutaj, przez mesengera. – Zakończył bez krztyny uprzejmości. - Narka.

I koniec przekazu.
Znów została skamieniała, siedząc przed firmowym komputerem, niczym słup soli.
Osłupienie minęło, wkurwienie zostało.
Nie myśląc wiele wstała, by przypuścić atak na gabinet Darka.

– Co ty mi za namiary na jakiegoś czubka dałeś?! – Prawie wrzeszczała, stojąc przed jego biurkiem. Nagromadzone emocje musiały znaleźć ujście, a szef był w pobliżu. Był też na szczęście wyrozumiały, a poza tym to on wpakował ją na tą minę. – Nie masz kogoś normalnego do tej roboty?!

Darek niewzruszony siedział i uśmiechał się tylko.

– Ale o co ci chodzi Ania? – Udawał zdziwionego, lecz podstępny uśmieszek błąkał się po ustach. – Co, trafiła kosa na kamień?
– Na jaki kurna kamień?! – Miała ochotę rzucić czymś w niego. – O czym ty mówisz?!
– Zawsze twierdziłaś, że faceci ślinią się do ciebie, jak spanielki do pachnącej szyneczki, a teraz wściekasz się, bo ktoś tego nie zrobił? – Przywalił tym stwierdzeniem tak celnie, że aż jej ramiona opadły. – Weź się uspokój i dogadaj z gościem, bo się zna, a ty nie.
– A nie można tego zlecić jakiejś firmie? – Próbowała łagodniejszym już tonem.
– Ten facet zrobi to za półdarmo z palcem w dupie, a firmy zewnętrzne skasują nas, jak za zboże – odparł spokojnie. – Chcesz jechać na wypasione wakacje, to nie marudź. Dogadaj się z Krisem i zróbcie stronę.
– Po co ci w ogóle strona w internecie? – Chciała ugryźć temat z innej strony. – Dotąd się obywałeś.
– Dotąd tak, ale teraz chcę podjąć współpracę z dużą firmą. – Odchylił się w fotelu i zaplótł dłonie na piersi. – Oni wychodzą z założenia, że jak cię nie ma w necie, to nie istniejesz. Nie rozwiniesz się.

Skończyły się argumenty, musiała dać za wygraną. Jak niepyszna odwróciła się i wyszła z gabinetu, trzaskając dla własnej satysfakcji drzwiami.

Oby zaczęły skrzypieć i się zacinać. – Zło życzyła w duchu.

Z posępną miną zasiadła przed ekranem, nieufnie przyglądając się grafice obrazującej czerwony dymek.

- Co tym razem? – mruknęła, klikając w mrugający obrazek.

– Zrobiłaś? – To było jego pytanie.

Kurwa! W pół godziny miałam zrobić wszystkie opisy?! – zgrzytała zębami.

– Nie jestem robotem panie Kriss! – krzyknęła, wykorzystując wykrzyknik.
– Moje imię pisze się przez jedno „s”, głąbie. Żeś nie robot, to widać, a jeśli robot, to do tiuningu. Pisz i wyślij gotowe. 

I znów był offline.
Poziom agresji nie opadł, lecz wzrósł w ciele i umyśle Anki. Zacisnęła usta i z zaciętą miną zaczęła robić opisy do zakładek. Klikała w klawisze, jak szalona i w pół godziny skończyła, a nawet sprawdziła kilkukrotnie. Wysłała i udając przed sobą zaangażowanie w wykonywanie pozostałych obowiązków, zerkała na komunikator, czekając na odpowiedź.

– Może być, ale pozmieniam kilka słów. – Szybko nadeszła, w formie jednego zdania.
– Jakich i po co? – Oburzyło ją, że ktoś chce przerabiać tekst absolwentki polonistyki.
– Słowa kluczowe.
– Czyli? – Znów nie rozumiała i znów czuła się z tego powodu upokorzona.
– O bosz… Że ja zawsze muszę trafiać na ciemniaków XD
– Sam jesteś ciemniak i głąb! – Wyklinała uderzając w klawisze tak mocno, że aż lakier jej z paznokci odpryskiwał. – Jestem po polonistyce i wiem o słowach więcej od ciebie, imbecylu!
– Ta, jasne. – Szybko odpisał. – To dlaczego piszesz „ciebie” z małej litery?

Dopiero wtedy to zauważyła. Zawstydził ją tym, ale nie zamierzała przepraszać.

– Żebyś wiedział, jaki mam do ciebie stosunek. –Zmrużyła oczy, czekając na reakcję.
– No dobra. Nudzą mnie już te pstrykanki. – Podsumował. – Przejrzyj szablon za pół godziny, ze wstawiona treścią, czy coś jeszcze chcesz zmienić. Nara.

Tym razem nie zdenerwowała się aż tak, tym szybkim zakończeniem rozmowy. Widziała, że jest offline, ale mimo to odpisała: „nara”.

– A to jednasz znasz trochę etykietę. – Piknęła odpowiedź. - To tak w ramach tego, jaki masz do mnie stosunek. - I wysłał obrazek rysunkowej, tańczącej dupy.

Ania parsknęła, opluwając klawiaturę kawą, ale nie odpisała już.
Wiedziała natomiast, że mimo iż wygląda na wylogowanego z komunikatora, wcale nie znaczy to, że jest wyłączony.

- Kurczę. – Zmierzwiła włosy. - Muszę się trochę podszkolić w tych internetach.

Po pół godzinie przejrzała szablon i przyznała w głębi ducha, że jestem pod wrażeniem.
Nie rozumiała maszyny, którą jest komputer, bo nigdy nie próbowała tego pojąć. Włączała urządzenie elektroniczne i z niego korzystała. Gdy czegoś potrzebowała, szła z problemem do Darka, a ten instalował „te cosie” – jak mawiała - w komputerze, śmiejąc się z niej pod nosem.

– Wychodzę. – Dobiegł ją głos Darka.

Dopiero teraz zauważyła, która jest godzina. Była zaskoczona tempem, w jakim zleciał jej dzień pracy.

– Idź. – Zdawała sobie sprawę z roztargnienia głosie. – Ja jeszcze trochę posiedzę, bo do jutra zapomnę co i jak się tu robi, a ten baran znów mnie zjedzie, jak psa.
– Dobra. – Darek zaśmiał się. – Do jutra. Tylko nie śpij tutaj!

Zamiast odpowiedzieć, popatrzyła na niego z dezaprobatą.
Wyszedł, a ona wróciła do porzuconych obowiązków.
Na kartce zaczęła spisywać rzeczy, które nie pasowały jej zdaniem, w obsłudze strony.

– No i? – Plumknięcie i zapytanie. – Rozkminiłaś to już, czy zadać to pytanie za miesiąc.
– Tak – Zaśmiała się.  – Mam wszystko spisane na kartce.
– Nie lepiej było w edytorze tekstu, by mi teraz to przekleić?
– Nie wpadłam na to.
– Czyli jesteś blondynką  – odpowiedź. – Mózgową. Nie zdziwiło mnie to jakoś.

Znów ją rozśmieszył.
Dziwiła się, że obcy człowiek z taką łatwością rozbawił ją, jak żaden mężczyzna wcześniej. Nie słodził jej, wręcz przeciwnie. Tym właśnie obudził coś, co skojarzyło jej się z ukrytą, lwią naturą. Zapragnęła go podejść i złamać tą obcesowość.

– Dobra. – Znów esencja treści. – Dawaj co chciałaś.

I wymieniała uwagi do strony, a on zmieniał w ekspresowym tempie i szło mu szybciej, niż Ani ogarnianie poczynionych na stronie zmian. Musiał jej oczywiście objaśnić odświeżanie strony, co również skwitował „dałnem” i „głąbem”, ale przestały ją te przezwiska denerwować, a zaczęły pieścić w oczy i wyświetlać wyobrażone sytuacje.

Widziała siebie w pozycji z łokciami opartymi o biurko i jego rugającego ją, wymierzającego klaps za źle wykonane polecenie i kolejny, za oburzenie.

- O cholera! - Odjechała fotelem od biurka. - Co to ma być?!

Podnieciła się tą rozmową bardziej, niż jakimikolwiek manualnymi pieszczotami dotąd!

Seks rodzi się w głowie – przypomniało jej się posłyszane gdzieś hasło. -  Tak, to zdaje się święta racja.

Spojrzała na wyświetlającą się w prawym, dolnym rogu godzinę i aż rozdziawiła z wrażenia usta. Była pierwsza w nocy.

– Muszę wracać do domu. – Zrobiło jej się smutno na myśl o rozstaniu.
– Leć, głąbie.
– A ty nie idziesz? – Odwlekała zamknięcie komunikatora.
– Ja pracuję w domu, dziecko – odpowiedź.
– Dziecko? Ile Ty masz właściwie lat? – Babska ciekawość wypełzła z podświadomości.
– Dwadzieścia i jeden.

O cholera, młodszy ode mnie! – Zagryzła nerwowo wargę. - Młodszy, ale kurde bele! Nie spotkałam dotąd faceta, z którym tak swobodnie by mi się rozmawiało. Ciekawe, jaki Kris ma głos. – Myśli kłębiły się, w otumanionej wieloma godzinami spędzonymi przed komputerem, głowie.

– A ty, ile masz lat? – Aż podskoczyła, widząc to pytanie..

Powiedzieć, czy skłamać. – myślała gorączkowo. - Przy rejestracji na facebooku podałam fikcyjną datę, ale… po co kłamać?

– Dwadzieścia cztery. - I czekała, nerwowo obgryzając wnętrze wargi zastanawiając się, czemu obchodzi ją jego reakcja na wiek.

– Za młoda – podsumował, a ją wbiło w fotel.
– Za młoda? Na co?! – krzyknęła, bo musiała krzyknąć. – Ocipiałeś? Jestem starsza od ciebie, a tym samym mądrzejsza!
– Ta… – odpisał. – Tak se to tłumacz.

Nie pisała już, nie pożegnała się. Wyłączyła komputer, wcisnęła z wściekłością do torebki wszystkie, osobiste bibeloty rozrzucone na biurku i zdzierając z oparcia pognieciony żakiet, wyszła z biura. Zdarła go z takim impetem, że gdy alarm piszczał, oznajmiając swą gotowość do stróżowania, fotel nadal się kręcił.

- Palant! Idiota! Kim on jest? – Fuczała, idąc do auta. - Dlaczego tak mocno działa na moją podświadomość?

Jechała do domu, nie widząc drogi. Zastanawiała się nad źródłem oddziaływania tej niepełnej i krótkiej znajomości.
Dojechała i po szybkim prysznicu wskoczyła do łóżka.
Chciała zasnąć i tylko nie wiedziała jak, skoro pod powiekami zawisł jej obraz mężczyzny bez twarzy?
Leżała na brzuchu, ignorując drugą w nocy, krzyczącą z zegarka przy łóżku.
Rano będzie ciężko.
Usnęła i śnił jej się Kris.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także