zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Internety (II) - ebook

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Rozdział 2

Wieczorem złościła się, bijąc równocześnie z myślami.
Złościła, że ktoś śmiał ją potraktować w tak obcesowy sposób, ale równocześnie była tym zaintrygowana. Towarzyszyło temu uczuciu coś jeszcze.
To coś łaskotało w brzuchu i mąciło myślenie. Nieznajomy denerwował ją, ale pragnęła więcej i już cieszyła się na kontakt z nim, dnia kolejnego.

– I jak tam? – zagadnął przy rozruchowej kawie Darek. – Zaczęłaś już coś działać ze stroną?

Gdyby wzrok potrafił zabijać, Darek leżałby w tej chwili martwy. Odczytał prawidłowo minę Anki i z kubkiem, którym miał zamiar zasłonić głupkowaty uśmiech, schował się w swoim gabinecie. Anna załączyła komputer i zawisła palcami nad klawiaturą.

- Co najpierw? – zastanawiała się - Obowiązki codzienne, czy sprawdzić facebooka?

Facebook wygrał i gdy tylko się do niego zalogowała, piknęło i wyskoczył komunikat.

– Szablon gotowy, zawiera wszystkie wytyczne.
– Gdzie? – Zapytała i trochę przykro jej się zrobiło, że tak bezosobowo do niej podchodzi.

W odpowiedzi dostała linka, w który od razu kliknęła.

– Teraz musisz wstawić opisy w poszczególne zakładki. – Znów skondensowana treść, z której niewiele rozumiała.
– Czyli? – Była zmuszona zapytać.
– Bosz. Czy ja muszę zawsze trafić na taką ciemną masę?

To o mnie? – Żachnęła się, krzywiąc do monitora.

– To patrz, gdzie chodzisz – sarknęła, przebierając palcami po klawiaturze.
– To było o tobie. – Odbicie piłeczki. – Czego nie rozumiesz?
– Tych zakładek – odpisała zgodnie z prawdą.
– Dobra, zrobię to za Ciebie, bo nie chce mi się tłumaczyć.

Powinna się poczuć poniżona, lub chociaż obrażona tą jawną ignorancją, ale znów zaskrobało ją w brzuchu i zatrzepotało gdzieś powyżej.

– To zrób. – Wzruszyła ramionami, choć przecież nie mógł tego zobaczyć. – Powiedz, ile to będzie kosztować, bo muszę się przygotować.
– Wyślij mi, co ma być w poszczególnych zakładkach – odpowiedź nie związana z pytaniem.
– O jakich ty zakładkach mówisz do cholery?! – Znów w niej bulgotało.
– Widzisz te okienka niebieskie u góry? – Pytanie. - Te, gdzie pisze „o nas”, „oferta”, „kontakt”?
– No – odparła błyskotliwie.
– Wow, postępy, czyli cokolwiek pojmujesz. – Znów sarkazm. – Po kliknięciu w okienko musi coś pisać chyba, że wolisz tam wstawić swoje gołe zdjęcia?
– Co?! – Nie rozumiała, o czym mówi.
– Taki żart – odpowiedź. – Znów nie załapałaś XD
– Co znaczy to XD?! – Musiała zapytać.
– Przygotuj mi opis i wyślij tutaj, przez mesengera. – Zakończył bez krztyny uprzejmości. - Narka.

I koniec przekazu.
Znów została skamieniała, siedząc przed firmowym komputerem, niczym słup soli.
Osłupienie minęło, wkurwienie zostało.
Nie myśląc wiele wstała, by przypuścić atak na gabinet Darka.

– Co ty mi za namiary na jakiegoś czubka dałeś?! – Prawie wrzeszczała, stojąc przed jego biurkiem. Nagromadzone emocje musiały znaleźć ujście, a szef był w pobliżu. Był też na szczęście wyrozumiały, a poza tym to on wpakował ją na tą minę. – Nie masz kogoś normalnego do tej roboty?!

Darek niewzruszony siedział i uśmiechał się tylko.

– Ale o co ci chodzi Ania? – Udawał zdziwionego, lecz podstępny uśmieszek błąkał się po ustach. – Co, trafiła kosa na kamień?
– Na jaki kurna kamień?! – Miała ochotę rzucić czymś w niego. – O czym ty mówisz?!
– Zawsze twierdziłaś, że faceci ślinią się do ciebie, jak spanielki do pachnącej szyneczki, a teraz wściekasz się, bo ktoś tego nie zrobił? – Przywalił tym stwierdzeniem tak celnie, że aż jej ramiona opadły. – Weź się uspokój i dogadaj z gościem, bo się zna, a ty nie.
– A nie można tego zlecić jakiejś firmie? – Próbowała łagodniejszym już tonem.
– Ten facet zrobi to za półdarmo z palcem w dupie, a firmy zewnętrzne skasują nas, jak za zboże – odparł spokojnie. – Chcesz jechać na wypasione wakacje, to nie marudź. Dogadaj się z Krisem i zróbcie stronę.
– Po co ci w ogóle strona w internecie? – Chciała ugryźć temat z innej strony. – Dotąd się obywałeś.
– Dotąd tak, ale teraz chcę podjąć współpracę z dużą firmą. – Odchylił się w fotelu i zaplótł dłonie na piersi. – Oni wychodzą z założenia, że jak cię nie ma w necie, to nie istniejesz. Nie rozwiniesz się.

Skończyły się argumenty, musiała dać za wygraną. Jak niepyszna odwróciła się i wyszła z gabinetu, trzaskając dla własnej satysfakcji drzwiami.

Oby zaczęły skrzypieć i się zacinać. – Zło życzyła w duchu.

Z posępną miną zasiadła przed ekranem, nieufnie przyglądając się grafice obrazującej czerwony dymek.

- Co tym razem? – mruknęła, klikając w mrugający obrazek.

– Zrobiłaś? – To było jego pytanie.

Kurwa! W pół godziny miałam zrobić wszystkie opisy?! – zgrzytała zębami.

– Nie jestem robotem panie Kriss! – krzyknęła, wykorzystując wykrzyknik.
– Moje imię pisze się przez jedno „s”, głąbie. Żeś nie robot, to widać, a jeśli robot, to do tiuningu. Pisz i wyślij gotowe. 

I znów był offline.
Poziom agresji nie opadł, lecz wzrósł w ciele i umyśle Anki. Zacisnęła usta i z zaciętą miną zaczęła robić opisy do zakładek. Klikała w klawisze, jak szalona i w pół godziny skończyła, a nawet sprawdziła kilkukrotnie. Wysłała i udając przed sobą zaangażowanie w wykonywanie pozostałych obowiązków, zerkała na komunikator, czekając na odpowiedź.

– Może być, ale pozmieniam kilka słów. – Szybko nadeszła, w formie jednego zdania.
– Jakich i po co? – Oburzyło ją, że ktoś chce przerabiać tekst absolwentki polonistyki.
– Słowa kluczowe.
– Czyli? – Znów nie rozumiała i znów czuła się z tego powodu upokorzona.
– O bosz… Że ja zawsze muszę trafiać na ciemniaków XD
– Sam jesteś ciemniak i głąb! – Wyklinała uderzając w klawisze tak mocno, że aż lakier jej z paznokci odpryskiwał. – Jestem po polonistyce i wiem o słowach więcej od ciebie, imbecylu!
– Ta, jasne. – Szybko odpisał. – To dlaczego piszesz „ciebie” z małej litery?

Dopiero wtedy to zauważyła. Zawstydził ją tym, ale nie zamierzała przepraszać.

– Żebyś wiedział, jaki mam do ciebie stosunek. –Zmrużyła oczy, czekając na reakcję.
– No dobra. Nudzą mnie już te pstrykanki. – Podsumował. – Przejrzyj szablon za pół godziny, ze wstawiona treścią, czy coś jeszcze chcesz zmienić. Nara.

Tym razem nie zdenerwowała się aż tak, tym szybkim zakończeniem rozmowy. Widziała, że jest offline, ale mimo to odpisała: „nara”.

– A to jednasz znasz trochę etykietę. – Piknęła odpowiedź. - To tak w ramach tego, jaki masz do mnie stosunek. - I wysłał obrazek rysunkowej, tańczącej dupy.

Ania parsknęła, opluwając klawiaturę kawą, ale nie odpisała już.
Wiedziała natomiast, że mimo iż wygląda na wylogowanego z komunikatora, wcale nie znaczy to, że jest wyłączony.

- Kurczę. – Zmierzwiła włosy. - Muszę się trochę podszkolić w tych internetach.

Po pół godzinie przejrzała szablon i przyznała w głębi ducha, że jestem pod wrażeniem.
Nie rozumiała maszyny, którą jest komputer, bo nigdy nie próbowała tego pojąć. Włączała urządzenie elektroniczne i z niego korzystała. Gdy czegoś potrzebowała, szła z problemem do Darka, a ten instalował „te cosie” – jak mawiała - w komputerze, śmiejąc się z niej pod nosem.

– Wychodzę. – Dobiegł ją głos Darka.

Dopiero teraz zauważyła, która jest godzina. Była zaskoczona tempem, w jakim zleciał jej dzień pracy.

– Idź. – Zdawała sobie sprawę z roztargnienia głosie. – Ja jeszcze trochę posiedzę, bo do jutra zapomnę co i jak się tu robi, a ten baran znów mnie zjedzie, jak psa.
– Dobra. – Darek zaśmiał się. – Do jutra. Tylko nie śpij tutaj!

Zamiast odpowiedzieć, popatrzyła na niego z dezaprobatą.
Wyszedł, a ona wróciła do porzuconych obowiązków.
Na kartce zaczęła spisywać rzeczy, które nie pasowały jej zdaniem, w obsłudze strony.

– No i? – Plumknięcie i zapytanie. – Rozkminiłaś to już, czy zadać to pytanie za miesiąc.
– Tak – Zaśmiała się.  – Mam wszystko spisane na kartce.
– Nie lepiej było w edytorze tekstu, by mi teraz to przekleić?
– Nie wpadłam na to.
– Czyli jesteś blondynką  – odpowiedź. – Mózgową. Nie zdziwiło mnie to jakoś.

Znów ją rozśmieszył.
Dziwiła się, że obcy człowiek z taką łatwością rozbawił ją, jak żaden mężczyzna wcześniej. Nie słodził jej, wręcz przeciwnie. Tym właśnie obudził coś, co skojarzyło jej się z ukrytą, lwią naturą. Zapragnęła go podejść i złamać tą obcesowość.

– Dobra. – Znów esencja treści. – Dawaj co chciałaś.

I wymieniała uwagi do strony, a on zmieniał w ekspresowym tempie i szło mu szybciej, niż Ani ogarnianie poczynionych na stronie zmian. Musiał jej oczywiście objaśnić odświeżanie strony, co również skwitował „dałnem” i „głąbem”, ale przestały ją te przezwiska denerwować, a zaczęły pieścić w oczy i wyświetlać wyobrażone sytuacje.

Widziała siebie w pozycji z łokciami opartymi o biurko i jego rugającego ją, wymierzającego klaps za źle wykonane polecenie i kolejny, za oburzenie.

- O cholera! - Odjechała fotelem od biurka. - Co to ma być?!

Podnieciła się tą rozmową bardziej, niż jakimikolwiek manualnymi pieszczotami dotąd!

Seks rodzi się w głowie – przypomniało jej się posłyszane gdzieś hasło. -  Tak, to zdaje się święta racja.

Spojrzała na wyświetlającą się w prawym, dolnym rogu godzinę i aż rozdziawiła z wrażenia usta. Była pierwsza w nocy.

– Muszę wracać do domu. – Zrobiło jej się smutno na myśl o rozstaniu.
– Leć, głąbie.
– A ty nie idziesz? – Odwlekała zamknięcie komunikatora.
– Ja pracuję w domu, dziecko – odpowiedź.
– Dziecko? Ile Ty masz właściwie lat? – Babska ciekawość wypełzła z podświadomości.
– Dwadzieścia i jeden.

O cholera, młodszy ode mnie! – Zagryzła nerwowo wargę. - Młodszy, ale kurde bele! Nie spotkałam dotąd faceta, z którym tak swobodnie by mi się rozmawiało. Ciekawe, jaki Kris ma głos. – Myśli kłębiły się, w otumanionej wieloma godzinami spędzonymi przed komputerem, głowie.

– A ty, ile masz lat? – Aż podskoczyła, widząc to pytanie..

Powiedzieć, czy skłamać. – myślała gorączkowo. - Przy rejestracji na facebooku podałam fikcyjną datę, ale… po co kłamać?

– Dwadzieścia cztery. - I czekała, nerwowo obgryzając wnętrze wargi zastanawiając się, czemu obchodzi ją jego reakcja na wiek.

– Za młoda – podsumował, a ją wbiło w fotel.
– Za młoda? Na co?! – krzyknęła, bo musiała krzyknąć. – Ocipiałeś? Jestem starsza od ciebie, a tym samym mądrzejsza!
– Ta… – odpisał. – Tak se to tłumacz.

Nie pisała już, nie pożegnała się. Wyłączyła komputer, wcisnęła z wściekłością do torebki wszystkie, osobiste bibeloty rozrzucone na biurku i zdzierając z oparcia pognieciony żakiet, wyszła z biura. Zdarła go z takim impetem, że gdy alarm piszczał, oznajmiając swą gotowość do stróżowania, fotel nadal się kręcił.

- Palant! Idiota! Kim on jest? – Fuczała, idąc do auta. - Dlaczego tak mocno działa na moją podświadomość?

Jechała do domu, nie widząc drogi. Zastanawiała się nad źródłem oddziaływania tej niepełnej i krótkiej znajomości.
Dojechała i po szybkim prysznicu wskoczyła do łóżka.
Chciała zasnąć i tylko nie wiedziała jak, skoro pod powiekami zawisł jej obraz mężczyzny bez twarzy?
Leżała na brzuchu, ignorując drugą w nocy, krzyczącą z zegarka przy łóżku.
Rano będzie ciężko.
Usnęła i śnił jej się Kris.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także