zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Rozdział 3

Rano przyjechała do pracy wcześniej, niż zwykle. Pierwszym, co zrobiła było załączenie komputera i sprawdzenie, czy Kriss coś odpisał.
Nic, cisza. Oczywista oczywistość.
Zagotowała się wewnętrznie. Postanowiła, że więcej nie pozwoli się wyprowadzić z równowagi. Wiedziała, czego może się po nim spodziewać jak również i to, że podstawą jest, by okiełznała żywiołowe reakcje. 
Z kubkiem kawy zasiadła do zaniedbanych dzień wcześniej papierów. Darek zastał ją pochyloną nad dokumentami, z ołówkiem wbitym w kok, powstały ze skręconych niedbale włosów.

– Już w pracy? – Zdziwił się. – To dosyć nietypowe, jak dla takiego śpiocha.
– To przez ciebie. – Uśmiechnęła się słodko. – Kazałeś mi robić tą durną stronę, to teraz muszę ponadganiać, zanim zaczną się telefony wkurzonych klientów.
– Cieszę się Aniu. – Z dzbanka stojącego na podgrzewaczu ekspresu nalał sobie kawy do ulubionego kubka. – Strona ma najwyższy priorytet. Jestem umówiony z firmą, o której ci mówiłem.
– Rozumiem – odparła, pochylając się nad dokumentami.

Próbowała przekonać samą siebie, że nie pcha jej do komputera, do facebooka.
Kriss ją zaintrygował, chciała go więcej.
Skończyła obowiązki, załączyła facebook i zawisła z palcami nad klawiszami.

- Co mam napisać? – mruczała pod nosem. - Cześć? Co słychać?

– Co chcesz dzisiaj robić? – To był on.
– Ty mi powiedz. – Stwierdziła, że musiał zauważyć status on-line. – Co powinnam?
– Powinnaś nauczyć się obsługi stronki – odpowiedź.
– Po co? – Zmarszczyła brwi.
– Żebyś nie przylatywała do mnie z każdym pierdem, gdy Ci się coś spieprzy J – odpowiedź.
– Nie przylecę! – Po trzecim zdaniu już się gotowała.
– Przylecisz. – Jedno słowo wystarczyło, by zaklęła siarczyście. – Dziś trochę objaśniania obsługi.
– Ok. – Była dumna z siebie przez fakt, że udało jej się zachować pozory opanowania.

Kriss pisał, Ania się uczyła. Przerywała mu co jakiś czas dodatkowymi pytaniami i miała wrażenie, że mózg jej paruje, od próby zrozumienia tego, co pisał w objaśnieniach.

– Nie rozumiem. – Ponownie musiała się do tego przyznać.
– Czego znowu nie rozumiesz?! – Zniecierpliwienie przebijało z pytania.
– A czy Ty wiesz wszystko? – Zabolała ją zagryzana warga.
– Wszystko, czego potrzebuję – odpowiedź. – Sprawdź mnie.
– Co to jest garam masala? – Była pewna, że zabiła mu ćwieka.

Cisza.

– Tak! – Zaśmiała się. – Wygoogluj szybko.
– Przeczytałem. – Obojętna odpowiedź wkurzyła ją. - A do czego to mi jest potrzebne?
– Przydaje się w kuchni chyba, że mieszkasz z mamą, albo partnerką? – Czuła, że nie powinna zadawać tak intymnego pytania.
– Nie mieszkam. Nikt nie zniósłby takiej ilości geniuszu.
– Pyszałek. – Uśmiechnęła się do monitora.
– Dałn. – Parsknęła widząc jego odpowiedź.
– Gnida. – Tak jej nikt dotąd nie przezwał.
– Sama jesteś gnida, gnido. – Też pierwszy raz tak kogoś wyzwała.

I tak się przezywali, dogadywali sobie, a w międzyczasie Ania uczyła się rzeczy, które dotychczas napawały ją obrzydzeniem. Powoli rozumiała coraz więcej z tego, co mówił Kriss i coraz szybciej wykonywała jego instrukcje.

– Powinnam iść do domu – napisała, widząc machającego jej na pożegnanie Darka.

Uniósł dłoń w niemym pozdrowieniu i zamknął za sobą drzwi.

– To spadaj. – Oczywisty brak uprzejmości.
– Ale tyle jeszcze roboty, a Darkowi zależy na zrobieniu tego na już. – Wyjaśniła, choć tak naprawdę szukała pretekstu do przedłużenia kontaktu.
– Resztę rób w domu.
– Nie mam komputera. – Zdziwiła się, jak głupio to brzmi.
– To jeszcze istnieją tacy ludzie na świecie?! – Teraz on musiał być zaskoczony. – W dobie internetu?!
– No, ja jestem. – Wystukała. – I żyję.
– I Ty to nazywasz życiem?

Po raz pierwszy pomyślała o kupieniu komputera i stało się to za sprawą Krissa. Smuciła ją myśl, że wyłączy facebooka, a tym samym straci z nim kontakt.
Piknięcie przyciągnęło wzrok do telefonu. Była to wiadomość z numerem telefonu.

– Ponoć nikomu go nie podajesz? – Wystukała powoli.
– Zlitowałem się J
– Nie boisz się, że będę do Ciebie dzwonić z pierdołami? – Podpuszczała go, choć miała ochotę ucałować ekran monitora.
– Jak będziesz, to Cię zablokuję J – Odpowiedź.
– To co tu jeszcze trzeba zrobić? – Zmieniła temat, zapisując numer w telefonie.

I znów zastała ją noc. Rozmawiali o wszystkim poza stroną.
Po raz pierwszy zafascynowała Anię praca czyjegoś mózgu. Kriss nie zastanawiał się nad odpowiedziami na pytania. Te się z niego po prostu wysypywały. Był błyskotliwy, z poczuciem ostrego humoru i wciąż balansował na granicy ubliżania jej, by po chwili cofać się i odpowiadać z uczuciem i o uczuciach.

– Ty! – Wahała się przed zadaniem pytania. – Masz łeb, jak sklep. Dlaczego jesteś sam?
– Pytasz czy jestem brzydki, jak kupa słonia? – Piłeczkę odbito.
– Interpretujesz po swojemu, jak zwykle.
– Jestem sam, bo tak chcę. Nie potrafię swojej zajebistości sprowadzić do poziomu człowieczeństwa.
– O bosz…
– Jestem brzydki, laski mnie zdradzają, a i tak byś rzuciła swojego męża dla mnie, taki jestem osom XD.
– Nie mam męża i nie lecę na Ciebie, tak dla ścisłości. – Wiedziała, że kłamie.
– Spoko spoko. Wszystkie za mną szaleją, a potem mają dość, bo jestem wrednym chujem i nie potrafię się przejmować złamanym paznokciem, albo tym że bluzeczka bez cekinków.
– To powinieneś twardszych kobiet szukać.
– Ja nie szukam. Jak się coś trafi, to będzie i tyle. – Oczami wyobraźni widziała wzruszenie ramion.
– Spadam. – Musiała iść wreszcie do domu.
– W telefonie też można zainstalować facebooka, głąbie. – Podpowiedź to była, czy zachęta?
– Osom. – Zmałpowała go. – Pa.
– Narty.

Przed snem zainstalowała aplikację facebooka w telefonie i zgasiła światło. Dziwnie się czuła wiedząc, że może do niego napisać w każdym momencie.

***

– CześćJ – Uległa pokusie i napisała, jeszcze przed wstaniem z łóżka.
– Co, już się ode mnie uzależniłaś J ?
– Fakju. – Przewróciła oczami. - Po prostu Cię lubię.
– Nie lubisz… ściemniasz tylko żebym był Twoim sługusem. – Opisał.
– Kris, wystarczy mi powiedzieć żebym spadała i będę szukać dalej. Nie chcę się wpierniczać z robotą, a w dodatku nie powiedziałeś ile to będzie kosztować!

Tym razem pobił rekord, wkurzając Anię już przy drugim zdaniu.

– Ale drażliwa jesteś. Upośledź J

Nic nie odpisała. Przez dłuższą chwilę przyglądała się niezrozumiałemu komunikatowi na wyświetlaczu telefonu, który pojawił się na nim nagle. Zignorowała komunikat i Krisa. Wsiadła do auta i napawając się cudowną pogodą i wdychając zapachy wpadające przez otwarte okno, pojechała do pracy.

Po raz kolejny była pierwsza w pracy i znów Darek przywitał ją dziwnym uśmieszkiem, wchodząc kwadrans później do biura.

– Jak postępy ze stroną? – zapytał.
– Postępowe Dareczku. – Uśmiechnęła się słodko. – Kawa już czeka, jak i korespondencja.

Obowiązki odbębniała, nie przykładając się do nich tak pieczołowicie, jak zwykle. Co chwilę odrywała się, by zagadać do Krisa, a ten odpowiadał zwięźle i oczywiście uszczypliwie.

– Słuchaj. Wiem, że Cię wkurzam, ale powiedz, dlaczego jeśli pierwsza nie napiszę, to Ty nigdy sam z siebie nic nie piszesz? – Męczyło ją to od wczoraj.
– Rzadko piszę pierwszy do kogokolwiek chyba, że wyrywam jakąś laskę. Nie odbieraj tego personalnie. Zazwyczaj, gdy ktoś się do mnie odzywa, to dlatego, że czegoś chce, jak Ty.
– Ale sam się tak zachowujesz. – Znów złość. – Mógłbyś zagadnąć na jakiś temat i tyle!
– Po prostu nie wiem, jaki temat mógłbym zarzucić. Moje zmagania informatyczne raczej Cię nie interesują.
– To wymyśl jakiś temat z dupy! – Czuła upokorzenie przez fakt, że nagabuje mężczyznę. – Na jakie tematy rozmawiasz z ludźmi?
– Jak mam z kim i o czym, to różnie. Astrofizyka, polityka, jakieś biochemiczne pierdoły, informatyka oczywiście, albo sprawy mocno osobiste w relacji z tą drugą osobą. My nie mamy spraw osobistych między nami, więc wiesz J
– Poczułam się super bezosobowo. – Przyznała.
– No i wiedziałem, że sobie dorobisz „bezosobowo” – odpisał.
– Czytam, co piszesz.
– Jestem sobie odludkiem i zawsze to kurwa wszystkim przeszkadza.
– Dla mnie jesteś jednym z najinteligentniejszych facetów, jakich znam i lubię z Tobą gadać i zastanawiałam się, czy nie narzucam siebie, a Ty z grzeczności odpowiadasz. – Wyjaśniając, znów czuła się głupio, bo pierwszy raz sytuacja zmusiła nie do takiej szczerości.
– Wkurwia mnie już czasem to wyciąganie na siłę do ludzi. Zawsze jakieś pretensje, bo o niczym nie gadam. Zadaj pytanie to odpowiem, zarzuć ciekawy temat to pogadamy. Jestem odludkiem i totalnym introwertykiem i nie wiem czemu wszyscy mają zawsze problem żeby zrozumieć, że taki po prostu jestem, a nie jest to to, że kogoś nie lubię. Ciebie lubię, uważam że jesteś spoko, masz łeb na karku, fajny charakter, tylko upośledzona komputerowo. Po prostu nie uzewnętrzniam się sam z siebie, nie użalam nad sobą. Męczy mnie jakaś myśl, czy rozkminiam swój problem egzystencjalny, to wtedy z kimś pogadam, ale to są tak osobiste sprawy że raczej nie z taką Anną, której w życiu na oczy nie widziałem i nie obaliliśmy żadnej flachy J
– To obalmy. – Napisała i dopiero wtedy pomyślała.

Zawsze odrzucała nachalne nagabywanie, a teraz co? Proponuje facetowi spotkanie?! Nie poznawała siebie…

Nie odpowiadał. Denerwowała się. Może wcale nie jest taka fajna i ładna buzia nic nie znaczy? Może Kris był miły, bo chciał zrobić stronę i zapomnieć o sprawie.
Może właśnie się wygłupiła, proponując mu spotkanie?!

– Kiedy? – Pytanie.
– Jutro, po jutrze. – Emocje dławiły ją.
– Ok.

Do końca dnia, pisali już tylko o sprawach związanych z dostosowaniem strony.
O siedemnastej spakowała się, pojechała do domu. Przymierzyła połowę ubrań nie chcąc, by wyglądało to na wystrojenie się na randkę. Chciała wyglądać, jak na spotkaniu z kolegą.
Denerwowała się. Nie tym, jak będzie wyglądał, bo było jej to kompletnie obojętne. Obawiała się jego inteligencji, błyskotliwych i onieśmielających odpowiedzi.
Tego, że się zablokuje i nie będzie wiedziała co powiedzieć, wyjdzie na upośledzia.

– Gdzie się spotkamy i jak Cię znajdę? – Wstukała w telefon, leżąc wieczorem w łóżku.
– Bez obaw, ja Cię znajdę J – odpisał. – Knajpa „Dezalia”, godzina osiemnasta, na rogu Piotrkowskiej i Moniuszki.
– Mieszkamy w tym samym mieście?
– Nie, ale wybrałem tak, byś miała blisko. – Odpowiedź.
– Skąd wiesz? – Znów zaskoczenie.
– Oj dziecko. Jak Ty mało wiesz J

Nie pytała więcej z obawy, że nie zrozumie odpowiedzi. Chociaż mógł przecież zapytać o to Darka?

Następnego dnia nie odzywała się do Krisa, za to co chwilę zerkała na godzinę, którą wskazywał komputer. Dziwny głód pisania z nim czuła przez cały czas, w końcu brzuch zaczął boleć ją z nerwów. O siedemnastej poprawiła makijaż i fryzurę.

– Randka? – Przy biurku stał Darek i ciekawie zaglądał jej w oczy. – Lodowa księżniczka topnieje dla kogoś?
– Darek! – Podparła się pod boki. – Nie wykorzystuj proszę wiedzy o moim życiu prywatnym w pracy! To, że opowiedziałam ci trochę o sobie nie znaczy, że możesz się teraz ze mnie nabijać!
– Dobra, dobra! – Uniósł do góry ręce, odsuwając się od biurka. – Idę sobie, bo ktoś tu zdaje się ma trudne dni. Dobrze, że jestem w związku z facetem, bo nie naraża mnie to na takie humorki z jego strony. Baw się dobrze na randce! – Dorzucił i zamknął za sobą drzwi w momencie, gdy paczka tamponów rozbiła się o ich szybę.

Pokazał jeszcze język, mrugnął okiem i zniknął jej z oczu.

Odetchnęła głęboko, spojrzała w lustro i ze zdziwieniem spostrzegła zmiany na własnej twarzy. Błysk w oczach, lekkie rumieńce i… taka jakaś odmieniona była.
Rozumiała, co miał na myśli Darek.

Pół godziny później stała przed drzwiami knajpy, ściskając nerwowo torebkę pod pachą.
Naprawdę czuła się inaczej. Nawet odetchnąć spokojnie nie potrafiła.
Nacisnęła masywną klamkę i weszła do lokalu.

Godzina była wczesna, lecz piątkowy wieczór przygnał ludzi na piwo. Rozmowy przeplatały się ze śmiechem, ktoś krzyknął, przecisnął się obok niej.
Ręka uniesiona w geście przywołania, zaakcentowania swojej obecności. Stolik w rogu, a przy nim samotny facet. Patrzył na Anię, wyraźnie na nią czekał. Podeszła do niego, przeciskając się między stolikami, próbując zmusić twarz do uśmiechu.

Rozdział 4

– Nie jesteś ani gruby, ani brzydki! – powiedziała pierwsze, co jej przyszło do głowy.

Podczas pisemnych rozmów przekonała się, że zastanawianie się nad tym, co powiedzieć nie zdaje egzaminu. Jak najdoskonalszy szachista przewidywał to, co w głowie Ani, nabierało dopiero kształtu. Mówienie bez zastanawiania się nad tym, co odpowie, dawało jej sekundową przewagę i możliwość zaskoczenia go.

– Za to jestem chudy i łysy – odparował momentalnie. – Ale i tak ładniejszy od ciebie.

Ania parsknęła nerwowo.
Od chwili, gdy się umówili zastanawiała się, jak zareaguje w momencie spotkania. Zakładała onieśmielenie bezpośrednim kontaktem, oszołomienie jej urodą, czy skrępowane milczenie. Kriss tymczasem traktował Anię, jak gówniarę i z całą pewnością nie wyglądał na skrępowanego.
Zaskoczona stwierdziła że czuje się przy nim, jak onieśmielona małolata. Wszystko przez spojrzenie. Nieruchome oczy, czujnie śledzące jej mimikę i ruchy. Mogłaby przysiąc, że widzi treść jej myśli w postaci obrazów.

– Pasuje ci łysina i pewnie pomaga w myśleniu, co? – Oparła się wygodnie. – Kiedy rozpracowujesz jakiś problem informatyczny, siedzisz zapewne z dłonią na łysinie i polerujesz ją, nim nie znajdziesz rozwiązania.
– Niektóre problemy wymagają polerowania innych części ciała. – Pochylił się do przodu, zawisając spojrzeniem na jej pełnych ustach.
– Nie wnikam w szczegóły – odparła, przełykając głośno ślinę.

Oczami wyobraźni widziała to „p o l e r o w a n i e”

– Ale pomyślałaś. – Uniósł brwi. – Przyznaj się.
– Może. – Uśmiechnęła się, czując zdradziecki rumieniec, wypełzający na policzki. – Ale w końcu po to to powiedziałeś. Czyż nie?

Też pochyliła się ku niemu.
Oparci na blacie stołu, wsparci na nim łokciami i w bezruchu zaglądający sobie w oczy, wyglądali jak para zakochanych. Ania postanowiła sobie, że nie przegra tej potyczki, nie odwróci pierwsza wzroku.
Nie zamierzała też grać całkiem czysto. Uniosła dłoń i powolnym ruchem dłoni odgarnęła włosy, odsłaniając szyję, przechylając głowę.
Kriss przegrał. Jego oczy powędrowały na szyję, której gładką krzywizną kusiła.

– Jeden zero – mruknęła, odchylając się ponownie na oparcie.

Znów chwila milczenia i jego taksujący wzrok.

– Trafiło się ślepej kurze ziarno. – Parsknął. – Nie złapiesz mnie na takie oczywistości.
– Wydaje ci się Kris, że widzisz coś, czego nie ma, słonko. – Tym razem jej nieustępliwy wzrok analizował mimikę twarzy Krissa.

Uciekł na chwilę spojrzeniem, prześliznął nim po blacie, by po chwili przeskoczyć w bok i zatrzymać się na oknie.

– Dlaczego zaproponowałaś mi spotkanie? – Tym razem w oczach gościł chłód. – Po co ci to było?
– Gdy interesuje cię coś, szukasz na ten temat informacji, prawda? – Nie czekała na odpowiedź, ciągnęła na jednym oddechu. – Zafascynował mnie twój sposób myślenia, to co masz w głowie.
– Mam mózg i ten działa, jak u większości – stwierdził oschłym tonem
– Może znasz zbyt niewielu przedstawicieli rodzaju ludzkiego na żywo, ale ja znam ich sporo i mogę cię zapewnić, że istnieją ogromne subtelności w twoim sposobie myślenia. – Nie spuszczała wzroku z jego twarzy, by nie umknęło jej żadne drgnięcie mięśnia, czy mrugnięcie powiek.

Nie było drgnięcia, ani mrugnięcia. Siedział patrząc, jak wąż hipnotyzujący mysz. Nie pozwoliła uczuciu bycia myszką, wkraść się w podświadomość. Nie mrugnęła nawet, trwała w pojedynku spojrzeń.

– Bawisz się w naukowca i będziesz mi grzebać w głowie, dla znalezienia odpowiedzi na pytanie, skąd się biorą różnice w naszych umysłach? – Zmrużył oczy, zacisnął usta. – Rozczarujesz się, gdyż nie ma we mnie żadnej romantycznej tajemnicy. Niespełniony geniusz z masą niepotrzebnych przeżyć? Narkotyki, laski, życie na ulicy? Żadnych mroków, nic do odkrycia.
– Ale ty popieprzony baran jesteś! – Podniosła głos. Para siedząca kilka stolików dalej spojrzała w ich kierunku, po chwili wróciła do przerwanej rozmowy. – Wali mnie, co działo się w twojej przeszłości, tumanie! Mówię ci, że podoba mi się twój mózg, a ty ze mnie robisz walniętego eksperymentatora?! Weź się ogarnij i napij piwa! – Wskazała na nietkniętą szklankę, z której uciekały bąbelki.
– Czego więc chcesz? – Pochylił się jeszcze bliżej. – Miłości?
– Nie znam się na miłości i nie zaprzątam sobie umysłu bzdetami – odparowała.
– Seks z geniuszem ci się marzy? – Nie chciał się uśmiechać, ale nie udało mu się ukryć rozbawienia.
– Dla twojej wiadomości, uprawiałam seks raz w życiu i nie podobało mi się. – Liczyła na to, że go zszokuję i udało się. – Jestem oziębłą suką i ostatnie o czym marzę, to seks.
– Brandzlujesz się chociaż? – Zadał to pytanie niewinnym tonem.
– Nie praktykuję – odparła odważnie.
– No to ty też jesteś zdrowo rąbnięta. – Upił piwo, patrząc na Anię, nad krawędzią szklanki. – Nie wiesz, co dobre.
– Możliwe – przytaknęła z poważną miną. – Jeśli czegoś nie znasz, to nie żal ci tego. Nie znam ani miłości, ani porządnego rżnięcia, więc nie mam za czym tęsknić.

Nic nie odpowiedział, tylko patrzył. Wyglądał, jakby tryby w głowie pracowały na najwyższych obrotach. Patrzył, planował, a kącik ust unosił się nieznacznie, wraz ze zmrużeniem oczu.

– Milion za twoje myśli – mruknęła, uwięziona jego spojrzeniem.
– I pięciu milionów by ci brakło na nie – odparł.

Przez kolejną godzinę rozmawiali, ale bez poruszania tematów - oczywistości. Nie jak para, która się właśnie poznała.  Skoki z tematu na temat, żadnych osobistych.

Ania czuła, że z minuty na minutę, oczy rozszerzają jej się coraz bardziej, a w płucach zaczyna brakować powierza. Kiedyś nie zwróciłaby uwagi na tego człowieka nawet, gdyby siedział naprzeciwko niej, w poczekalni u lekarza.
Teraz widziała kosmos rozpościerający się wokoło niej. Nie było nikogo i niczego poza nią i Krisem. Znajdowali się w pustce tak pełnej nadmiarów, jak pełne może być serce, gdy wlejesz w nie coś tak nieoczekiwanego, dasz mu posmakować… czego?

Przecież nie miłości! – Zrugała się w myślach. - To niemożliwe. Nie tak szybko!

– Odprowadzę cię do domu – wypalił nagle. – Muszę wracać.

Mówiąc to, nie patrzył jej w oczy. Pierwszą myślą Ani była ta, że pewnie go znudziła, bo jest zbyt mało interesująca.

Cholera! – Zmarszczyła brwi, przyłapując się na czarnych myślach. - Nigdy tak o sobie nie pomyślałam. Jak mogę czuć się w ten sposób przy facecie młodszym ode mnie? Przecież to nielogiczne!

– Ok – odparła.
– Lubię to twoje „ok”.

Dla odmiany zalała ją ulga, że jest coś, co w niej lubi.

Drogę do domu przemilczeli. Szli w jednym kierunku i dojmującym uczuciem, które zwróciło uwagę Ani, było wzajemne przenikanie się ciepła ciał, gdy niechcący ramię otarło się o ramię. Nie krępowało jej milczenie, było naturalne, pełne bycia z razem.

Przed wejściem do budynku, w którym mieszkała, zatrzymali się.
Nie chciała zapraszać do siebie Krisa, a i on tego nie proponował.
Szukała słów pożegnania, bo zwyczajowe „cześć”, czy „do zobaczenia” wydawało jej się zbytnio banalne.
Uśmiechnęła się patrząc mu w oczy i nurkowała dłonią w torbie, szukając kluczy.

– Dzięki – mruknęła, gdy już je namierzyła i odwróciła się, by odejść.

Nie oczekiwała odpowiedzi.

- Czekaj. - Przyciągnął do siebie Anię. - Cicho – mruknął widząc, że ta chce coś powiedzieć i… pocałował ją.

Najpierw unieruchomiło ją zaskoczenie. Kolejnym odruchem był bunt, no bo jak to tak? Za szybko, ledwie się poznali. Pierwszy raz spotkali.
Chciała się odsunąć do momentu, w którym Kriss pogłębił pocałunek, przejechał językiem po dolnej wardze. Westchnęła i odpłynęła, chłonąc doznania.
Dotąd pocałunek nie wywoływał żadnych emocji. Kojarzył jej się z lizaniem ślimaka. Nie dawał przyjemności. Tym razem było inaczej.

– Nie jesteś oziębłą suką – mruknął, odsuwając od Ani. – Nikt cię po prostu nie rozgrzał.

Podniósł z ziemi klucze, które wysunęły jej się z ręki, wcisnął w bezwolne palce dziewczyny. Uśmiechnął się i odszedł, zostawiając ją osłupiałą, ze spuchniętymi od pocałunku ustami.
Jak robot otworzyła drzwi, weszła po schodach, później przez drugie do mieszkania i zrzucając po drodze buty, powędrowała prosto do sypialni.
Padła na łóżko z głośnym: „o ja cię pierdolę!”.

***

Następnego dnia rano, rozmarzona jechała do pracy. Ucieszył ją fakt, że nikt poza nią nie wsiadł do windy. Ostatnim na co miała w obecnym stanie ochotę, była rozmowa o pierdołach, którą zazwyczaj prowadziło się w tej ciasnej przestrzeni. Kilka pięter mogła ponapawać się ciszą. Przyłożyła kartę magnetyczną, ta wprowadziła jej dane do systemu budynku i winda ruszyła z cichym szumem, na siódme piętro. Stała oparta o chłodną, nierdzewną ścianę i rozmyślała. Oczywiście o Krisie.

- Dziwny facet, ale coś we mnie obudził. – Mruczała do siebie, ale czuła potrzebę wypowiedzenia słów na głos. – A może to tylko moja wyobraźnia?

Winda dojechała, zatrzymała się. Zapadła cisza, drzwi nie otworzyły się. Spojrzała na wyświetlacz i aż rozdziawiła usta. Na czerwono mrugała do niej cyfra piętnaście.

- Dlaczego dojechałam na ostatnie piętro? – Próbowała zbagatelizować nerwowe ukłucie w brzuchu.

Ponownie przyłożyła kartę do czytnika.
Nic, zero reakcji. Wcisnęła przycisk otwierania drzwi.
Brak reakcji.
Wdusiła symbol alarmu, ale również nie zadziałał.
Zdenerwowała się, lecz nie zamierzała panikować.
Bez przesady, ktoś zauważy w końcu, że jedna z sześciu wind nie działa.

- No dobra, ale nie będę przecież siedziała bezczynnie – mruczała, wyciągając z torebki telefon.

Chciała zadzwonić do Darka. Gdy odblokowała ekran, telefon zaśpiewał połączeniem przychodzącym. Dzwonił Kris.

– Cześć – odebrała połączenie.
– No hej.
– Nie wiesz, jaki idiotyzm mi się przytrafił! – Zaśmiała się do słuchawki.
– Jaki? – Pytanie.
– Stoję w zablokowanej windzie i czekam na ratunek.
– Wiem. – Jedno słowo.

To jedno słowo zapowietrzyło ją.

– Wiesz? Skąd? – Mózg nie łączył faktów.
– Ja cię zawiozłem na piętnaste piętro i zamknąłem w metalowym pudełku.
– Po co? – Nie rozumiała.
– Chcesz grzebać w mojej głowie, ale najpierw pogrzebiemy w twojej.
– Nie rozumiem. – Czuła bunt rodzący się w trzewiach. – Co masz na myśli?
– Zaciekawiłaś mnie deklaracją oziębłości, a jeden pocałunek podgrzał cię szybciutko.
– No i co? – Zaczynała się złościć. – Przyjdziesz mnie przelecieć?!
– Na to musisz sobie zasłużyć. – Uśmiech w jego głosie.
– Baran i cymbał! – fuknęła do telefonu.
– Ta… – sapnął. – Słuchaj, jeśli nie będzie współpracy, to posiedzisz sobie w windzie do wieczora, albo nawet do jutra rana. Możesz krzyczeć i walić w ściany, a i tak nikt cię nie usłyszy. Dwa ostatnie piętra nie są skomercjalizowane.
– Ktoś się zainteresuje niedziałającą windą. – Szukała argumentów obrony.
– Wyświetla im się komunikat prac konserwacyjnych, które potrwają do jutra. – Odbił piłeczkę. – Więc posiedzisz sobie troszkę.
– Co chcesz tym osiągnąć? – Przemknęła jej przez głowę myśl, że może trafiła na świra.
– Że na ciebie działam, to wiem – zaczął. – Chcę zobaczyć, jak bardzo.
– Jak? – Przeczesała palcami nerwowo włosy. Jak zwykle, gdy nie wiedziała co zrobić.
– Podciągniesz spódnicę i włożysz rękę do majtek. – Wyjaśniał. – Zabawisz się sobą dla mnie.
– Pojebało cię! – krzyknęła.
– Już dawno. – Zaśmiał się. – Zrób to.
– Nie ma mowy! – Pokręciła głową, choć wiedziała, że nie może tego zobaczyć. – Weź się odczep zboku!
– Ok. – Westchnął. – Daję ci godzinę na skruszenie. Po tym czasie zadzwonię i wrócimy do tematu. Jeśli tego nie zrobisz, pozostaniemy na zawodowej stopie, skończymy stronę i baj. Koniec kontaktu. Jeśli jednak jesteś ciekawa mojego mózgu, jak deklarowałaś, zrobisz sobie dobrze z telefonem przy uchu i mną po drugiej stronie. Masz sześćdziesiąt minut na zastanowienie się i nie próbuj dzwonić. Zablokowałem połączenia wychodzące i przychodzące. Poza moim oczywiście. Sześćdziesiąt minut. Myśl.

I rozłączył się.

Osunęła się po ścianie windy, zbyt oszołomiona, by odkleić wyświetlacz milczącego telefonu od ucha.
Sześćdziesiąt minut…

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także