zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Internety (III) - ebook

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Rozdział 3

Rano przyjechała do pracy wcześniej, niż zwykle. Pierwszym, co zrobiła było załączenie komputera i sprawdzenie, czy Kriss coś odpisał.
Nic, cisza. Oczywista oczywistość.
Zagotowała się wewnętrznie. Postanowiła, że więcej nie pozwoli się wyprowadzić z równowagi. Wiedziała, czego może się po nim spodziewać jak również i to, że podstawą jest, by okiełznała żywiołowe reakcje. 
Z kubkiem kawy zasiadła do zaniedbanych dzień wcześniej papierów. Darek zastał ją pochyloną nad dokumentami, z ołówkiem wbitym w kok, powstały ze skręconych niedbale włosów.

– Już w pracy? – Zdziwił się. – To dosyć nietypowe, jak dla takiego śpiocha.
– To przez ciebie. – Uśmiechnęła się słodko. – Kazałeś mi robić tą durną stronę, to teraz muszę ponadganiać, zanim zaczną się telefony wkurzonych klientów.
– Cieszę się Aniu. – Z dzbanka stojącego na podgrzewaczu ekspresu nalał sobie kawy do ulubionego kubka. – Strona ma najwyższy priorytet. Jestem umówiony z firmą, o której ci mówiłem.
– Rozumiem – odparła, pochylając się nad dokumentami.

Próbowała przekonać samą siebie, że nie pcha jej do komputera, do facebooka.
Kriss ją zaintrygował, chciała go więcej.
Skończyła obowiązki, załączyła facebook i zawisła z palcami nad klawiszami.

- Co mam napisać? – mruczała pod nosem. - Cześć? Co słychać?

– Co chcesz dzisiaj robić? – To był on.
– Ty mi powiedz. – Stwierdziła, że musiał zauważyć status on-line. – Co powinnam?
– Powinnaś nauczyć się obsługi stronki – odpowiedź.
– Po co? – Zmarszczyła brwi.
– Żebyś nie przylatywała do mnie z każdym pierdem, gdy Ci się coś spieprzy J – odpowiedź.
– Nie przylecę! – Po trzecim zdaniu już się gotowała.
– Przylecisz. – Jedno słowo wystarczyło, by zaklęła siarczyście. – Dziś trochę objaśniania obsługi.
– Ok. – Była dumna z siebie przez fakt, że udało jej się zachować pozory opanowania.

Kriss pisał, Ania się uczyła. Przerywała mu co jakiś czas dodatkowymi pytaniami i miała wrażenie, że mózg jej paruje, od próby zrozumienia tego, co pisał w objaśnieniach.

– Nie rozumiem. – Ponownie musiała się do tego przyznać.
– Czego znowu nie rozumiesz?! – Zniecierpliwienie przebijało z pytania.
– A czy Ty wiesz wszystko? – Zabolała ją zagryzana warga.
– Wszystko, czego potrzebuję – odpowiedź. – Sprawdź mnie.
– Co to jest garam masala? – Była pewna, że zabiła mu ćwieka.

Cisza.

– Tak! – Zaśmiała się. – Wygoogluj szybko.
– Przeczytałem. – Obojętna odpowiedź wkurzyła ją. - A do czego to mi jest potrzebne?
– Przydaje się w kuchni chyba, że mieszkasz z mamą, albo partnerką? – Czuła, że nie powinna zadawać tak intymnego pytania.
– Nie mieszkam. Nikt nie zniósłby takiej ilości geniuszu.
– Pyszałek. – Uśmiechnęła się do monitora.
– Dałn. – Parsknęła widząc jego odpowiedź.
– Gnida. – Tak jej nikt dotąd nie przezwał.
– Sama jesteś gnida, gnido. – Też pierwszy raz tak kogoś wyzwała.

I tak się przezywali, dogadywali sobie, a w międzyczasie Ania uczyła się rzeczy, które dotychczas napawały ją obrzydzeniem. Powoli rozumiała coraz więcej z tego, co mówił Kriss i coraz szybciej wykonywała jego instrukcje.

– Powinnam iść do domu – napisała, widząc machającego jej na pożegnanie Darka.

Uniósł dłoń w niemym pozdrowieniu i zamknął za sobą drzwi.

– To spadaj. – Oczywisty brak uprzejmości.
– Ale tyle jeszcze roboty, a Darkowi zależy na zrobieniu tego na już. – Wyjaśniła, choć tak naprawdę szukała pretekstu do przedłużenia kontaktu.
– Resztę rób w domu.
– Nie mam komputera. – Zdziwiła się, jak głupio to brzmi.
– To jeszcze istnieją tacy ludzie na świecie?! – Teraz on musiał być zaskoczony. – W dobie internetu?!
– No, ja jestem. – Wystukała. – I żyję.
– I Ty to nazywasz życiem?

Po raz pierwszy pomyślała o kupieniu komputera i stało się to za sprawą Krissa. Smuciła ją myśl, że wyłączy facebooka, a tym samym straci z nim kontakt.
Piknięcie przyciągnęło wzrok do telefonu. Była to wiadomość z numerem telefonu.

– Ponoć nikomu go nie podajesz? – Wystukała powoli.
– Zlitowałem się J
– Nie boisz się, że będę do Ciebie dzwonić z pierdołami? – Podpuszczała go, choć miała ochotę ucałować ekran monitora.
– Jak będziesz, to Cię zablokuję J – Odpowiedź.
– To co tu jeszcze trzeba zrobić? – Zmieniła temat, zapisując numer w telefonie.

I znów zastała ją noc. Rozmawiali o wszystkim poza stroną.
Po raz pierwszy zafascynowała Anię praca czyjegoś mózgu. Kriss nie zastanawiał się nad odpowiedziami na pytania. Te się z niego po prostu wysypywały. Był błyskotliwy, z poczuciem ostrego humoru i wciąż balansował na granicy ubliżania jej, by po chwili cofać się i odpowiadać z uczuciem i o uczuciach.

– Ty! – Wahała się przed zadaniem pytania. – Masz łeb, jak sklep. Dlaczego jesteś sam?
– Pytasz czy jestem brzydki, jak kupa słonia? – Piłeczkę odbito.
– Interpretujesz po swojemu, jak zwykle.
– Jestem sam, bo tak chcę. Nie potrafię swojej zajebistości sprowadzić do poziomu człowieczeństwa.
– O bosz…
– Jestem brzydki, laski mnie zdradzają, a i tak byś rzuciła swojego męża dla mnie, taki jestem osom XD.
– Nie mam męża i nie lecę na Ciebie, tak dla ścisłości. – Wiedziała, że kłamie.
– Spoko spoko. Wszystkie za mną szaleją, a potem mają dość, bo jestem wrednym chujem i nie potrafię się przejmować złamanym paznokciem, albo tym że bluzeczka bez cekinków.
– To powinieneś twardszych kobiet szukać.
– Ja nie szukam. Jak się coś trafi, to będzie i tyle. – Oczami wyobraźni widziała wzruszenie ramion.
– Spadam. – Musiała iść wreszcie do domu.
– W telefonie też można zainstalować facebooka, głąbie. – Podpowiedź to była, czy zachęta?
– Osom. – Zmałpowała go. – Pa.
– Narty.

Przed snem zainstalowała aplikację facebooka w telefonie i zgasiła światło. Dziwnie się czuła wiedząc, że może do niego napisać w każdym momencie.

***

– CześćJ – Uległa pokusie i napisała, jeszcze przed wstaniem z łóżka.
– Co, już się ode mnie uzależniłaś J ?
– Fakju. – Przewróciła oczami. - Po prostu Cię lubię.
– Nie lubisz… ściemniasz tylko żebym był Twoim sługusem. – Opisał.
– Kris, wystarczy mi powiedzieć żebym spadała i będę szukać dalej. Nie chcę się wpierniczać z robotą, a w dodatku nie powiedziałeś ile to będzie kosztować!

Tym razem pobił rekord, wkurzając Anię już przy drugim zdaniu.

– Ale drażliwa jesteś. Upośledź J

Nic nie odpisała. Przez dłuższą chwilę przyglądała się niezrozumiałemu komunikatowi na wyświetlaczu telefonu, który pojawił się na nim nagle. Zignorowała komunikat i Krisa. Wsiadła do auta i napawając się cudowną pogodą i wdychając zapachy wpadające przez otwarte okno, pojechała do pracy.

Po raz kolejny była pierwsza w pracy i znów Darek przywitał ją dziwnym uśmieszkiem, wchodząc kwadrans później do biura.

– Jak postępy ze stroną? – zapytał.
– Postępowe Dareczku. – Uśmiechnęła się słodko. – Kawa już czeka, jak i korespondencja.

Obowiązki odbębniała, nie przykładając się do nich tak pieczołowicie, jak zwykle. Co chwilę odrywała się, by zagadać do Krisa, a ten odpowiadał zwięźle i oczywiście uszczypliwie.

– Słuchaj. Wiem, że Cię wkurzam, ale powiedz, dlaczego jeśli pierwsza nie napiszę, to Ty nigdy sam z siebie nic nie piszesz? – Męczyło ją to od wczoraj.
– Rzadko piszę pierwszy do kogokolwiek chyba, że wyrywam jakąś laskę. Nie odbieraj tego personalnie. Zazwyczaj, gdy ktoś się do mnie odzywa, to dlatego, że czegoś chce, jak Ty.
– Ale sam się tak zachowujesz. – Znów złość. – Mógłbyś zagadnąć na jakiś temat i tyle!
– Po prostu nie wiem, jaki temat mógłbym zarzucić. Moje zmagania informatyczne raczej Cię nie interesują.
– To wymyśl jakiś temat z dupy! – Czuła upokorzenie przez fakt, że nagabuje mężczyznę. – Na jakie tematy rozmawiasz z ludźmi?
– Jak mam z kim i o czym, to różnie. Astrofizyka, polityka, jakieś biochemiczne pierdoły, informatyka oczywiście, albo sprawy mocno osobiste w relacji z tą drugą osobą. My nie mamy spraw osobistych między nami, więc wiesz J
– Poczułam się super bezosobowo. – Przyznała.
– No i wiedziałem, że sobie dorobisz „bezosobowo” – odpisał.
– Czytam, co piszesz.
– Jestem sobie odludkiem i zawsze to kurwa wszystkim przeszkadza.
– Dla mnie jesteś jednym z najinteligentniejszych facetów, jakich znam i lubię z Tobą gadać i zastanawiałam się, czy nie narzucam siebie, a Ty z grzeczności odpowiadasz. – Wyjaśniając, znów czuła się głupio, bo pierwszy raz sytuacja zmusiła nie do takiej szczerości.
– Wkurwia mnie już czasem to wyciąganie na siłę do ludzi. Zawsze jakieś pretensje, bo o niczym nie gadam. Zadaj pytanie to odpowiem, zarzuć ciekawy temat to pogadamy. Jestem odludkiem i totalnym introwertykiem i nie wiem czemu wszyscy mają zawsze problem żeby zrozumieć, że taki po prostu jestem, a nie jest to to, że kogoś nie lubię. Ciebie lubię, uważam że jesteś spoko, masz łeb na karku, fajny charakter, tylko upośledzona komputerowo. Po prostu nie uzewnętrzniam się sam z siebie, nie użalam nad sobą. Męczy mnie jakaś myśl, czy rozkminiam swój problem egzystencjalny, to wtedy z kimś pogadam, ale to są tak osobiste sprawy że raczej nie z taką Anną, której w życiu na oczy nie widziałem i nie obaliliśmy żadnej flachy J
– To obalmy. – Napisała i dopiero wtedy pomyślała.

Zawsze odrzucała nachalne nagabywanie, a teraz co? Proponuje facetowi spotkanie?! Nie poznawała siebie…

Nie odpowiadał. Denerwowała się. Może wcale nie jest taka fajna i ładna buzia nic nie znaczy? Może Kris był miły, bo chciał zrobić stronę i zapomnieć o sprawie.
Może właśnie się wygłupiła, proponując mu spotkanie?!

– Kiedy? – Pytanie.
– Jutro, po jutrze. – Emocje dławiły ją.
– Ok.

Do końca dnia, pisali już tylko o sprawach związanych z dostosowaniem strony.
O siedemnastej spakowała się, pojechała do domu. Przymierzyła połowę ubrań nie chcąc, by wyglądało to na wystrojenie się na randkę. Chciała wyglądać, jak na spotkaniu z kolegą.
Denerwowała się. Nie tym, jak będzie wyglądał, bo było jej to kompletnie obojętne. Obawiała się jego inteligencji, błyskotliwych i onieśmielających odpowiedzi.
Tego, że się zablokuje i nie będzie wiedziała co powiedzieć, wyjdzie na upośledzia.

– Gdzie się spotkamy i jak Cię znajdę? – Wstukała w telefon, leżąc wieczorem w łóżku.
– Bez obaw, ja Cię znajdę J – odpisał. – Knajpa „Dezalia”, godzina osiemnasta, na rogu Piotrkowskiej i Moniuszki.
– Mieszkamy w tym samym mieście?
– Nie, ale wybrałem tak, byś miała blisko. – Odpowiedź.
– Skąd wiesz? – Znów zaskoczenie.
– Oj dziecko. Jak Ty mało wiesz J

Nie pytała więcej z obawy, że nie zrozumie odpowiedzi. Chociaż mógł przecież zapytać o to Darka?

Następnego dnia nie odzywała się do Krisa, za to co chwilę zerkała na godzinę, którą wskazywał komputer. Dziwny głód pisania z nim czuła przez cały czas, w końcu brzuch zaczął boleć ją z nerwów. O siedemnastej poprawiła makijaż i fryzurę.

– Randka? – Przy biurku stał Darek i ciekawie zaglądał jej w oczy. – Lodowa księżniczka topnieje dla kogoś?
– Darek! – Podparła się pod boki. – Nie wykorzystuj proszę wiedzy o moim życiu prywatnym w pracy! To, że opowiedziałam ci trochę o sobie nie znaczy, że możesz się teraz ze mnie nabijać!
– Dobra, dobra! – Uniósł do góry ręce, odsuwając się od biurka. – Idę sobie, bo ktoś tu zdaje się ma trudne dni. Dobrze, że jestem w związku z facetem, bo nie naraża mnie to na takie humorki z jego strony. Baw się dobrze na randce! – Dorzucił i zamknął za sobą drzwi w momencie, gdy paczka tamponów rozbiła się o ich szybę.

Pokazał jeszcze język, mrugnął okiem i zniknął jej z oczu.

Odetchnęła głęboko, spojrzała w lustro i ze zdziwieniem spostrzegła zmiany na własnej twarzy. Błysk w oczach, lekkie rumieńce i… taka jakaś odmieniona była.
Rozumiała, co miał na myśli Darek.

Pół godziny później stała przed drzwiami knajpy, ściskając nerwowo torebkę pod pachą.
Naprawdę czuła się inaczej. Nawet odetchnąć spokojnie nie potrafiła.
Nacisnęła masywną klamkę i weszła do lokalu.

Godzina była wczesna, lecz piątkowy wieczór przygnał ludzi na piwo. Rozmowy przeplatały się ze śmiechem, ktoś krzyknął, przecisnął się obok niej.
Ręka uniesiona w geście przywołania, zaakcentowania swojej obecności. Stolik w rogu, a przy nim samotny facet. Patrzył na Anię, wyraźnie na nią czekał. Podeszła do niego, przeciskając się między stolikami, próbując zmusić twarz do uśmiechu.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także