zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Internety (IV) - ebook

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Rozdział 4

– Nie jesteś ani gruby, ani brzydki! – powiedziała pierwsze, co jej przyszło do głowy.

Podczas pisemnych rozmów przekonała się, że zastanawianie się nad tym, co powiedzieć nie zdaje egzaminu. Jak najdoskonalszy szachista przewidywał to, co w głowie Ani, nabierało dopiero kształtu. Mówienie bez zastanawiania się nad tym, co odpowie, dawało jej sekundową przewagę i możliwość zaskoczenia go.

– Za to jestem chudy i łysy – odparował momentalnie. – Ale i tak ładniejszy od ciebie.

Ania parsknęła nerwowo.
Od chwili, gdy się umówili zastanawiała się, jak zareaguje w momencie spotkania. Zakładała onieśmielenie bezpośrednim kontaktem, oszołomienie jej urodą, czy skrępowane milczenie. Kriss tymczasem traktował Anię, jak gówniarę i z całą pewnością nie wyglądał na skrępowanego.
Zaskoczona stwierdziła że czuje się przy nim, jak onieśmielona małolata. Wszystko przez spojrzenie. Nieruchome oczy, czujnie śledzące jej mimikę i ruchy. Mogłaby przysiąc, że widzi treść jej myśli w postaci obrazów.

– Pasuje ci łysina i pewnie pomaga w myśleniu, co? – Oparła się wygodnie. – Kiedy rozpracowujesz jakiś problem informatyczny, siedzisz zapewne z dłonią na łysinie i polerujesz ją, nim nie znajdziesz rozwiązania.
– Niektóre problemy wymagają polerowania innych części ciała. – Pochylił się do przodu, zawisając spojrzeniem na jej pełnych ustach.
– Nie wnikam w szczegóły – odparła, przełykając głośno ślinę.

Oczami wyobraźni widziała to „p o l e r o w a n i e”

– Ale pomyślałaś. – Uniósł brwi. – Przyznaj się.
– Może. – Uśmiechnęła się, czując zdradziecki rumieniec, wypełzający na policzki. – Ale w końcu po to to powiedziałeś. Czyż nie?

Też pochyliła się ku niemu.
Oparci na blacie stołu, wsparci na nim łokciami i w bezruchu zaglądający sobie w oczy, wyglądali jak para zakochanych. Ania postanowiła sobie, że nie przegra tej potyczki, nie odwróci pierwsza wzroku.
Nie zamierzała też grać całkiem czysto. Uniosła dłoń i powolnym ruchem dłoni odgarnęła włosy, odsłaniając szyję, przechylając głowę.
Kriss przegrał. Jego oczy powędrowały na szyję, której gładką krzywizną kusiła.

– Jeden zero – mruknęła, odchylając się ponownie na oparcie.

Znów chwila milczenia i jego taksujący wzrok.

– Trafiło się ślepej kurze ziarno. – Parsknął. – Nie złapiesz mnie na takie oczywistości.
– Wydaje ci się Kris, że widzisz coś, czego nie ma, słonko. – Tym razem jej nieustępliwy wzrok analizował mimikę twarzy Krissa.

Uciekł na chwilę spojrzeniem, prześliznął nim po blacie, by po chwili przeskoczyć w bok i zatrzymać się na oknie.

– Dlaczego zaproponowałaś mi spotkanie? – Tym razem w oczach gościł chłód. – Po co ci to było?
– Gdy interesuje cię coś, szukasz na ten temat informacji, prawda? – Nie czekała na odpowiedź, ciągnęła na jednym oddechu. – Zafascynował mnie twój sposób myślenia, to co masz w głowie.
– Mam mózg i ten działa, jak u większości – stwierdził oschłym tonem
– Może znasz zbyt niewielu przedstawicieli rodzaju ludzkiego na żywo, ale ja znam ich sporo i mogę cię zapewnić, że istnieją ogromne subtelności w twoim sposobie myślenia. – Nie spuszczała wzroku z jego twarzy, by nie umknęło jej żadne drgnięcie mięśnia, czy mrugnięcie powiek.

Nie było drgnięcia, ani mrugnięcia. Siedział patrząc, jak wąż hipnotyzujący mysz. Nie pozwoliła uczuciu bycia myszką, wkraść się w podświadomość. Nie mrugnęła nawet, trwała w pojedynku spojrzeń.

– Bawisz się w naukowca i będziesz mi grzebać w głowie, dla znalezienia odpowiedzi na pytanie, skąd się biorą różnice w naszych umysłach? – Zmrużył oczy, zacisnął usta. – Rozczarujesz się, gdyż nie ma we mnie żadnej romantycznej tajemnicy. Niespełniony geniusz z masą niepotrzebnych przeżyć? Narkotyki, laski, życie na ulicy? Żadnych mroków, nic do odkrycia.
– Ale ty popieprzony baran jesteś! – Podniosła głos. Para siedząca kilka stolików dalej spojrzała w ich kierunku, po chwili wróciła do przerwanej rozmowy. – Wali mnie, co działo się w twojej przeszłości, tumanie! Mówię ci, że podoba mi się twój mózg, a ty ze mnie robisz walniętego eksperymentatora?! Weź się ogarnij i napij piwa! – Wskazała na nietkniętą szklankę, z której uciekały bąbelki.
– Czego więc chcesz? – Pochylił się jeszcze bliżej. – Miłości?
– Nie znam się na miłości i nie zaprzątam sobie umysłu bzdetami – odparowała.
– Seks z geniuszem ci się marzy? – Nie chciał się uśmiechać, ale nie udało mu się ukryć rozbawienia.
– Dla twojej wiadomości, uprawiałam seks raz w życiu i nie podobało mi się. – Liczyła na to, że go zszokuję i udało się. – Jestem oziębłą suką i ostatnie o czym marzę, to seks.
– Brandzlujesz się chociaż? – Zadał to pytanie niewinnym tonem.
– Nie praktykuję – odparła odważnie.
– No to ty też jesteś zdrowo rąbnięta. – Upił piwo, patrząc na Anię, nad krawędzią szklanki. – Nie wiesz, co dobre.
– Możliwe – przytaknęła z poważną miną. – Jeśli czegoś nie znasz, to nie żal ci tego. Nie znam ani miłości, ani porządnego rżnięcia, więc nie mam za czym tęsknić.

Nic nie odpowiedział, tylko patrzył. Wyglądał, jakby tryby w głowie pracowały na najwyższych obrotach. Patrzył, planował, a kącik ust unosił się nieznacznie, wraz ze zmrużeniem oczu.

– Milion za twoje myśli – mruknęła, uwięziona jego spojrzeniem.
– I pięciu milionów by ci brakło na nie – odparł.

Przez kolejną godzinę rozmawiali, ale bez poruszania tematów - oczywistości. Nie jak para, która się właśnie poznała.  Skoki z tematu na temat, żadnych osobistych.

Ania czuła, że z minuty na minutę, oczy rozszerzają jej się coraz bardziej, a w płucach zaczyna brakować powierza. Kiedyś nie zwróciłaby uwagi na tego człowieka nawet, gdyby siedział naprzeciwko niej, w poczekalni u lekarza.
Teraz widziała kosmos rozpościerający się wokoło niej. Nie było nikogo i niczego poza nią i Krisem. Znajdowali się w pustce tak pełnej nadmiarów, jak pełne może być serce, gdy wlejesz w nie coś tak nieoczekiwanego, dasz mu posmakować… czego?

Przecież nie miłości! – Zrugała się w myślach. - To niemożliwe. Nie tak szybko!

– Odprowadzę cię do domu – wypalił nagle. – Muszę wracać.

Mówiąc to, nie patrzył jej w oczy. Pierwszą myślą Ani była ta, że pewnie go znudziła, bo jest zbyt mało interesująca.

Cholera! – Zmarszczyła brwi, przyłapując się na czarnych myślach. - Nigdy tak o sobie nie pomyślałam. Jak mogę czuć się w ten sposób przy facecie młodszym ode mnie? Przecież to nielogiczne!

– Ok – odparła.
– Lubię to twoje „ok”.

Dla odmiany zalała ją ulga, że jest coś, co w niej lubi.

Drogę do domu przemilczeli. Szli w jednym kierunku i dojmującym uczuciem, które zwróciło uwagę Ani, było wzajemne przenikanie się ciepła ciał, gdy niechcący ramię otarło się o ramię. Nie krępowało jej milczenie, było naturalne, pełne bycia z razem.

Przed wejściem do budynku, w którym mieszkała, zatrzymali się.
Nie chciała zapraszać do siebie Krisa, a i on tego nie proponował.
Szukała słów pożegnania, bo zwyczajowe „cześć”, czy „do zobaczenia” wydawało jej się zbytnio banalne.
Uśmiechnęła się patrząc mu w oczy i nurkowała dłonią w torbie, szukając kluczy.

– Dzięki – mruknęła, gdy już je namierzyła i odwróciła się, by odejść.

Nie oczekiwała odpowiedzi.

- Czekaj. - Przyciągnął do siebie Anię. - Cicho – mruknął widząc, że ta chce coś powiedzieć i… pocałował ją.

Najpierw unieruchomiło ją zaskoczenie. Kolejnym odruchem był bunt, no bo jak to tak? Za szybko, ledwie się poznali. Pierwszy raz spotkali.
Chciała się odsunąć do momentu, w którym Kriss pogłębił pocałunek, przejechał językiem po dolnej wardze. Westchnęła i odpłynęła, chłonąc doznania.
Dotąd pocałunek nie wywoływał żadnych emocji. Kojarzył jej się z lizaniem ślimaka. Nie dawał przyjemności. Tym razem było inaczej.

– Nie jesteś oziębłą suką – mruknął, odsuwając od Ani. – Nikt cię po prostu nie rozgrzał.

Podniósł z ziemi klucze, które wysunęły jej się z ręki, wcisnął w bezwolne palce dziewczyny. Uśmiechnął się i odszedł, zostawiając ją osłupiałą, ze spuchniętymi od pocałunku ustami.
Jak robot otworzyła drzwi, weszła po schodach, później przez drugie do mieszkania i zrzucając po drodze buty, powędrowała prosto do sypialni.
Padła na łóżko z głośnym: „o ja cię pierdolę!”.

***

Następnego dnia rano, rozmarzona jechała do pracy. Ucieszył ją fakt, że nikt poza nią nie wsiadł do windy. Ostatnim na co miała w obecnym stanie ochotę, była rozmowa o pierdołach, którą zazwyczaj prowadziło się w tej ciasnej przestrzeni. Kilka pięter mogła ponapawać się ciszą. Przyłożyła kartę magnetyczną, ta wprowadziła jej dane do systemu budynku i winda ruszyła z cichym szumem, na siódme piętro. Stała oparta o chłodną, nierdzewną ścianę i rozmyślała. Oczywiście o Krisie.

- Dziwny facet, ale coś we mnie obudził. – Mruczała do siebie, ale czuła potrzebę wypowiedzenia słów na głos. – A może to tylko moja wyobraźnia?

Winda dojechała, zatrzymała się. Zapadła cisza, drzwi nie otworzyły się. Spojrzała na wyświetlacz i aż rozdziawiła usta. Na czerwono mrugała do niej cyfra piętnaście.

- Dlaczego dojechałam na ostatnie piętro? – Próbowała zbagatelizować nerwowe ukłucie w brzuchu.

Ponownie przyłożyła kartę do czytnika.
Nic, zero reakcji. Wcisnęła przycisk otwierania drzwi.
Brak reakcji.
Wdusiła symbol alarmu, ale również nie zadziałał.
Zdenerwowała się, lecz nie zamierzała panikować.
Bez przesady, ktoś zauważy w końcu, że jedna z sześciu wind nie działa.

- No dobra, ale nie będę przecież siedziała bezczynnie – mruczała, wyciągając z torebki telefon.

Chciała zadzwonić do Darka. Gdy odblokowała ekran, telefon zaśpiewał połączeniem przychodzącym. Dzwonił Kris.

– Cześć – odebrała połączenie.
– No hej.
– Nie wiesz, jaki idiotyzm mi się przytrafił! – Zaśmiała się do słuchawki.
– Jaki? – Pytanie.
– Stoję w zablokowanej windzie i czekam na ratunek.
– Wiem. – Jedno słowo.

To jedno słowo zapowietrzyło ją.

– Wiesz? Skąd? – Mózg nie łączył faktów.
– Ja cię zawiozłem na piętnaste piętro i zamknąłem w metalowym pudełku.
– Po co? – Nie rozumiała.
– Chcesz grzebać w mojej głowie, ale najpierw pogrzebiemy w twojej.
– Nie rozumiem. – Czuła bunt rodzący się w trzewiach. – Co masz na myśli?
– Zaciekawiłaś mnie deklaracją oziębłości, a jeden pocałunek podgrzał cię szybciutko.
– No i co? – Zaczynała się złościć. – Przyjdziesz mnie przelecieć?!
– Na to musisz sobie zasłużyć. – Uśmiech w jego głosie.
– Baran i cymbał! – fuknęła do telefonu.
– Ta… – sapnął. – Słuchaj, jeśli nie będzie współpracy, to posiedzisz sobie w windzie do wieczora, albo nawet do jutra rana. Możesz krzyczeć i walić w ściany, a i tak nikt cię nie usłyszy. Dwa ostatnie piętra nie są skomercjalizowane.
– Ktoś się zainteresuje niedziałającą windą. – Szukała argumentów obrony.
– Wyświetla im się komunikat prac konserwacyjnych, które potrwają do jutra. – Odbił piłeczkę. – Więc posiedzisz sobie troszkę.
– Co chcesz tym osiągnąć? – Przemknęła jej przez głowę myśl, że może trafiła na świra.
– Że na ciebie działam, to wiem – zaczął. – Chcę zobaczyć, jak bardzo.
– Jak? – Przeczesała palcami nerwowo włosy. Jak zwykle, gdy nie wiedziała co zrobić.
– Podciągniesz spódnicę i włożysz rękę do majtek. – Wyjaśniał. – Zabawisz się sobą dla mnie.
– Pojebało cię! – krzyknęła.
– Już dawno. – Zaśmiał się. – Zrób to.
– Nie ma mowy! – Pokręciła głową, choć wiedziała, że nie może tego zobaczyć. – Weź się odczep zboku!
– Ok. – Westchnął. – Daję ci godzinę na skruszenie. Po tym czasie zadzwonię i wrócimy do tematu. Jeśli tego nie zrobisz, pozostaniemy na zawodowej stopie, skończymy stronę i baj. Koniec kontaktu. Jeśli jednak jesteś ciekawa mojego mózgu, jak deklarowałaś, zrobisz sobie dobrze z telefonem przy uchu i mną po drugiej stronie. Masz sześćdziesiąt minut na zastanowienie się i nie próbuj dzwonić. Zablokowałem połączenia wychodzące i przychodzące. Poza moim oczywiście. Sześćdziesiąt minut. Myśl.

I rozłączył się.

Osunęła się po ścianie windy, zbyt oszołomiona, by odkleić wyświetlacz milczącego telefonu od ucha.
Sześćdziesiąt minut…

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także