zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Internety (VII) - ebook

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Ktoś coś powie? Zagada?
Czy milczymy w ten piękny poniedziałek?
Brakuje mi Waszych komentarzy :-(

Rozdział 7

Kris nie został na noc, nawet mu tego nie proponowała. Wrócił taksówką do domu, choć było grubo po północy.
Seks z nim Ania odebrała dwojako. Owszem, było namiętnie i dziko, ale i jakoś tak niepełnie. Brakowało uczucia i było tak, jakby Kris kochał się ciałem, lecz umysł pozostawił wyłączony. Podejrzewała, że może to tylko złudzenie, może przez brak doświadczenia tak go odebrała. Postanowiła uzbroić się w cierpliwość i cieszyć chwilą.

– Wpadniesz dzisiaj? – Z samego rana zalogowała się do messengera.
– Dzisiaj nie mogę. – Odpowiedź. – Praca.

Praca? W sobotę? – Z wrażenia aż usiadła na łóżku. - Nie, to nie. Nie mam zamiaru prosić o spotkanie.

– Ok. – odpisała równie lakonicznie.

Nie zamierzała siedzieć w domu, jak grzeczna kurka czekając, że może zmieni dla niej plany. Sprawdziła repertuar kinowy. Zdecydowała się na maraton filmowy, zorganizowany na własna rękę. Miała spore zaległości w utworach kinematograficznych, więc wybrała trzy filmy i postanowiła „przeskakiwać” z sali do sali. Trzy filmy pod rząd, duże nachosy i butla napoju, miały pomóc jej zapomnieć tego popołudnia o Krisie. Uwielbiała „ciągi filmowe” i pozwalała sobie na nie przynajmniej raz na trzy miesiące. Zarezerwowała bilety przez internet, stojąc w korku i już cieszyła się na nadchodzące godziny.

Pierwszy seans, trójwymiarowe okulary i odpłynięcie w świat nadmiaru obrazów i dźwięków. Widowiskowy film akcji rozweselił Anię skutecznie.
Na drugim seansie, na który weszła podczas reklam, poczuła parcie na pęcherz. Próbowała wytrzymać do końca, nie wychodzić w trakcie, ale okazało się to niewykonalne. Wstała i wtedy spowodowała katastrofę. Podnosząc się z miejsca, potrąciła kubek pełen coli, którą to siedząca obok osoba, postawiła na podłodze. Efekt był taki, że napój rozlał się, zalewając obuwie sąsiada.

– Kur… – Podskoczył na fotelu, aż okulary 3D spadły mu z nosa.
– Przepraszam – pisnęła. – Nie chciałam.

Miała ochotę powiedzieć coś o zastosowaniu uchwytu na kubek znajdującego się po prawej stronie fotela, ale zagryzła wargę, czekając na rozwój wypadków. Stwierdziła, że ten argument wykorzysta w ostateczności.

– Super – warknął i zaczął się przeciskać do wyjścia, mlaszcząc podeszwami.

Szła za nim zgarbiona, oczekując kąśliwych uwag, może żądania zwrotu pieniędzy za pranie obuwia. Nic takiego nie miało miejsca.
Zarejestrowała widok pleców pokrzywdzonego i ślady butów, które jeszcze zostawiał na wykładzinie, idąc w kierunku toalet. Pobiegła do damskiej zastanawiając się, czy wracać jeszcze na seans, czy czmychnąć i stchórzyć. Nie powinna, bo nie należała do tchórzy. Walczyła ze sobą. Stała przed lustrem, starając się ochłonąć, ale przede wszystkim przeczekać wyjście poszkodowanego z toalety męskiej.

On wróci na seans, ja ulotnię się i poczekam na kolejny film. – Czuła, że jednak tchórzy.

Po odpowiednio długim czasie wyszła z łazienki i zdębiała. Chłopak stał obok drzwi do sali kinowej, ze wzrokiem wbitym w wejście do damskich toalet. Nie było jak uciec, musiała przeprosić i zaproponować zapłatę za szkody.
Jak skazaniec idący na rzeź, szła w kierunku sali z oczami wbitymi w jego białe buty.
Były białe, stały się beżowe.

– Jeszcze raz przepraszam… – Zmusiła się, by spojrzeć mu w oczy i wyraz jego oczu skutecznie zablokował w jej gardle resztę zdania.

Ciemne, prawie czarne, uśmiechnięte, przenikliwe i mocno patrzące. – Te wszystkie określenia pojawiły się w głowie Ani równocześnie.

– Nie ma za co – odparł niskim głosem. – Chciałem dopilnować, by nie rezygnowała pani z reszty filmu.
– Nie zamierzałam. – Skłamała gładko.

Nic nie odpowiedział, tylko odsunął się, przepuszczając Anię w drzwiach. Widziała jednak po jego minie, że nie uwierzył.

Nie umiała się już skupić na filmie, nawet nie próbowała. Myślała o chłopaku obok i o tym, że znów będzie go musiała przeprosić, a wtedy pewnie nawiąże się jakaś banalna rozmowa. Nie miała ochoty na rozmowę i na banały. Nie po tym, co zawiązało się między nią, a Krisem.
I tylko nie była pewna, czy zawiązało się coś poza seksem?

Film się skończył, światła pojaśniały, Ania nabrała powietrza w celu wyartykułowania ponownych przeprosin, lecz powstrzymał ją gest chłopaka.

– Nie zaczynaj – powiedział to, z uniesioną przed sobą dłonią.
– Ale co? – Zdezorientował ją.
– Albo mi zwrócisz kasę za buty… – zawiesił głos – albo postawisz kawę w kawiarni na dole.
– Trudny wybór. – Podpuściła go, choć wiadomym było, co wybierze.
– Ok. – Uniósł brwi. – Trzysta złotych.
– Za kawę?! – Udała głupią. – Ty zapraszasz?
– Zapraszam. – Potwierdził.

Weekendowy tłok w lokalu zmusił ich do zajęcia malutkiego stoliczka w rogu.

– Przyznaj, że specjalnie postawiłeś tą colę, bym ją na ciebie wylała. – Obserwowała reakcje towarzysza spod rzęs. – Chciałeś zmienić buty na nowe, ale ulitowałeś się nade mną.
– Przejrzałaś mnie… – Uśmiechnął się i ten uśmiech też się Ani podobał. – Nie przedstawiłem się. Krzysztof.

I wyciągnął dłoń, a Ania parsknęła mlekiem, upitym właśnie z latte.

– Jeszcze chwila, a doliczę ci do rachunku koszt prania koszuli – mruknął, cofając dłoń i wycierając ją o udo.

Rozmowa nie kleiła się tym bardziej, że nie pytał o oczywiste oczywistości, ale po prostu obserwował Anię, o sobie również nie opowiadając. Krępowało ją takie zachowanie, ale i uwalniało od wysiłku podtrzymywania zwyczajowej konwersacji.

– Lecę na film. – Krzysztof uniósł brwi, sprawdzając w telefonie godzinę i dopijając szybko kawę. – Miło było poznać…
– Anno. – Przedstawiła się. – Miłego seansu.
– I nawzajem. – Mrugnął, poklikał jeszcze w telefonie i wstał od stolika.

Dziwny gość. – Wzruszyła ramionami, wracając myślami do Krisa.

Nie zamierzała już wracać do myślenia o nieznajomym. Idąc na trzeci z rzędu film, wstąpiła na wszelki wypadek do WC.

Światła zgasły, reklamy przeleciały i zaczął się najbardziej przez nią wyczekiwany seans.
Specjalnie zostawiła sobie IMAX na koniec, gdyż po wrażeniach, których dostarcza, wszystko inne stawało się blade i płaskie. Już pierwsze minuty wprowadzenia widza w cyfrową jakość przekazu, jeżyły jej włoski na ramionach i dławiły w gardle. Zawsze musiała kilka razy głęboko odetchnąć, by się zwyczajnie nie rozpłakać. Trochę wstydziła ją ta nadwrażliwość, ale sama muzyka potrafiła doprowadzić Anię do łez, a w tym przypadku dochodziło jeszcze działanie obrazu.

– Też lubię ten moment.

Usłyszała nad głową, po czym na fotel obok niej klapnął Krzysztof. Usiadł i wstawił kubek z napojem, w uchwyt przy fotelu, z dala od Ani.

Czy to zbieg okoliczności? – Zastanawiała się, przyglądając jak mości się na swoim miejscu. - No nie wiem.

Nic więcej już nie mówił, zapatrzył się w film, więc i ona mogła wczuć się w akcję, a ta wciągnęła Anię błyskawicznie.
Uwielbiała bajki, fantastykę i kino akcji. Tutaj wszystkie trzy gatunki połączono w widowiskowy, gnający w ekspresowym tempie, obraz. Nim się spostrzegła seans minął, dwie godziny zleciały jej, niczym kwadrans.
Film pozostawił ją na wdechu, z szeroko otwartymi oczami i uczuciem dobrze wydanych pieniędzy.

-Wow! – W natchnieniu obróciła twarz ku Krzysztofowi i napotkała jego wzrok, niezasłonięty już mało gustownymi goglami. – Robi wrażenie!
– Robi. – Patrzył na Anię w sposób, który poddał w wątpliwość myśl, że mówi o filmie. – Nie zdajesz sobie sprawy, co wyprawiasz podczas emocjonującego filmu, prawda?
– A co wyprawiam? – Zaskoczył ją.
– Kołysałaś się na boki, uciekając przed pociskami… bardzo reagujesz na obrazy. – Przyglądał się, jak szczurowi doświadczalnemu. – Zawsze tak masz?

Zrobiło jej się gorąco, a stało się to za sprawą skojarzeń. Pierwszym, o czym pomyślała, był obraz penisa Krisa i jej własnej reakcji. Tego, że miała ochotę go posmakować.

– Nie wiem – odparła wstając szybko, by nie zdążył zobaczyć wypływającego na policzki rumieńca. – Cześć. – Rzuciła jeszcze przez ramię i skierowała się schodami do wyjścia.

- Idiotka! Nie znam faceta, może był fajny, ale zdziczenie nie pozwoliło mi normalnie odpowiedzieć – warczała pod nosem. - Cholera.

Całą drogę do domu analizowała swoje zachowanie i układała opcjonalne scenariusze sceny w sali kinowej. W tych wymyślonych sytuacjach była błyskotliwa, odpowiedzi celne i zabawne.
Mimo udanego popołudnia straciła dobry humor, w wyniku czego pierwsze kroki skierowałam do kuchni i napoczętej dzień wcześniej butelki wina. Nalała kieliszek rozluźnienia, do wanny napuściła wody i dopiero wtedy sprawdziła Skype w laptopie.
Nic, cisza, brak wiadomości.

Praca… - mruknęła, zamykając z impetem laptop. – Akurat.

Zanurzyła się w gorącej wodzie, pokrytej szeleszcząco pękającymi bąbelkami piany i wtedy telefon oznajmił szczeknięciem, przyjście wiadomości.

– To jak? Odpowiesz mi na zadane pytanie? – Numer nieznany.

Od kogo to? – Zmarszczyła brwi, zagryzła wargę.

– Jakie pytanie i kto je zadaje? - Odpisała i pomoczyła przy okazji aparat.

Przypomniała sobie, że na szczęście kupiła wersję wodoodporną i aż zaśmiała się na wspomnienie własnej reakcji, gdy model tego właśnie telefonu zachwalał jej sprzedawca. Zapytała go wtedy, czy dzwonił kiedykolwiek z wanny. Facet spąsowiał i odparł, że zdarzyło mu się telefonować spod prysznica
Teraz ona sama siedziała otoczona pianką i nie wiedziała tylko, czy telefon był odporny na wodę o tak wysokiej temperaturze. Przypuszczała, że nie, ale nie zamierzała tego sprawdzać.

– Czy zawsze reagujesz tak fizycznie na obrazy? – Odpowiedź.
– Krzysztof. – Kolejna wiadomość.

I wtedy telefon wpadł pod piankę, a za nim kieliszek z winem, który potrąciła, starając się ratować aparat.

Siedziała z kieliszkiem zsuwającym się po brzuchu i telefonem między nogami zastanawiając się, czy aby wątroba działa jeszcze, czy może upija się już jednym łykiem wina. Zastój procesów myślowych trwał na szczęście tylko moment i już po chwili zanurkowała ręką, ratując utopiony telefon. Kieliszkowi nie poświęciła nawet krztyny uwagi, wina przecież nie odcedzi z zawartości wanny, może ewentualnie wchłonie porami skóry.

Osuszyła szybko aparat i w napięciu sprawdzała jego stan.
Działał i wyświetlał wciąż ostatniego smsa.

– Skądd masz mmój numer? – Zapytała, z nerwów klikając niektóre litery podwójnie.
– Oj laska, jak Ty mało wiesz o świecie :-)

Czy mnie oczy mylą, czy już gdzieś to czytałam? – Dreszcz przebiegł po plecach, schował się we włosach na karku.

– Odpowiem, jeśli Ty odpowiesz pierwszy. – Wstukała szybko.
– Odpowiem. – Błyskawiczna odpowiedź.
– Czy jesteś informatykiem?
– Bingo XD

Krew odpłynęła Ani do stóp.
Cholera… i co teraz?

 

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także