zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

On (X)

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Wiecie… Na babeczkarni to szukałam czasu, aby móc odpowiedzieć na wszystkie Wasze komentarze, a teraz szukam komentarzy, na które mogłabym odpowiedzieć… Nieładnie, oj nieładnie ;-)

Zgodnie z obietnicą kończymy „Onego”.  Na weekend jeśli zdążę, to dam to zakończenie „Pokusy”. Na patronite nowe, bezpłatne opowiadanko. Nieco przekorne i pełne rubasznego humoru. Będzie krótkie, acz treściwe.

 

 

– Ale zdrętwiałam – powiedziała pełnym niezadowolenia tonem, usiłując rozprostować obolałe kończyny. – Zatrzymamy się gdzieś na postój?

Skinął głową, całą swoją uwagę skupiając na prowadzeniu auta. Pogoda była fatalna, padał gęsty śnieg, a na dodatek zapadał zmierzch.

– Jak daleko zajechaliśmy?

– Jesteśmy prawie pod granicą.

– Dorian, błagam! – jęknęła. – Kiedy będzie jakiś postój? Muszę w trybie pilnym skorzystać z toalety.

– Pada.

– I o z tego? Niech to będzie nawet pobocze, wszystko mi jedno.

Zwolnił, skręcając w leśną dróżkę. Nie wjechał w głąb, zatrzymując się tuż przy samej drodze. Wolał nie ryzykować ugrzęźnięcia w jakiejś ukrytej dziurze. Orina wyprysnęła z samochodu, rozglądając się dookoła w panice. Cholera! Same nagie pnie drzew, żadnego krzaczka, zagajnika czy czegoś w tym stylu. Niestety, przeciążony pęcherz gwałtownie dopominał się o swoje prawa. Poddała się i wybrała po prostu najgrubszy pień. Wróciła zarumieniona ze złości i wstydu, bo była pewna, że Dorian nie odwrócił dyskretnie głowy. Wręcz przeciwnie, nawet teraz patrzył na nią lekko rozbawiony.

– Mógłbyś po dżentelmeńsku pogapić się w inną stronę – wytknęła mu, ładując się do środka.

Po co? odpowiedziała jego mina. Szczerze mówiąc, to było znacznie bardziej irytujące niż słowa. Zgrzytnęła zębami. Stanowczo potrzebowała kolejnej kawy, porządnego posiłku i ciepłego łóżka. Włączyła radio, usiłując złapać którąś z regionalnych lub ogólnokrajowych stacji. Muzyka podziałała kojąco, ale nie poskromiła głodu.

– Mam ochotę na coś dużego i mięsnego – rozmarzyła się Orina. Dorian gwałtownie odwrócił głowę w jej kierunku.

– Dużego i mięsnego? – powtórzył ze śmiechem.

– Bez takich skojarzeń! I patrz lepiej na drogę – upomniała go, ponownie się rumieniąc. Doskonale wiedziała, co miał na myśli. – Mówiłam o schabowym, ewentualnie ociekającym sosami hamburgerze.

– Czyżby?

Chyba po raz pierwszy, to ona ucięła rozmowę. Skuliła się na siedzeniu, starając nie myśleć o narastającym uczuciu głodu. I o swoich obawach. Przecież było jasne, że wynajmą wspólny pokój. I to nie na jedną, ale na dwie, trzy lub więcej nocy. Spędzą je razem, być może na jednym łóżku. Poruszyła się, czując nagłe mrowienie w podbrzuszu. Ukradkiem zerknęła na milczącego mężczyznę. No dobrze, sama przed sobą mogła przyznać, że jej się podoba. Jakby to było… kochać się z nim? Zacisnęła uda. Ejże! Skąd to nagłe podniecenie? Dotychczas bez problemu panowała nad swoimi odczuciami, więc skąd tak gwałtowna zmiana? Sytuacja w jakiej się znaleźli wymuszała pewną intymność, lecz… Powędrowała wzrokiem niżej. Nie musiała wyobrażać sobie jak wygląda nago, bo przecież już go takiego widziała. No dobrze, wtedy zostawiła bieliznę, bo rana znajdowała się dużo wyżej, ale obcisłe bokserki nie pozostawiały zbyt wielkiego pola do wyobraźni.

– Przed nami stacja benzynowa – odezwał się niespodziewania Dorian. – Kawy?

– Tak, poproszę – odpowiedziała w wyraźną ulgą w głosie. Przeczesała palcami włosy. – Może będzie tam mały sklepik. Potrzebuję kilku kosmetyków.

Z żalem pomyślała, że chciałaby kupić coś więcej niż krem i mydło. Dobrze że przynajmniej z ubraniami nie miała problemu. I z bielizną.

Lustro nie było łaskawe. Pod oczyma miała głębokie cienie, wargi spierzchnięte, włosy wzburzone. Zdenerwowało ją to. Dlaczego wygląda jak ofiara katastrofy i to właśnie teraz, gdy zależało jej na własnym wizerunku? Cholera! zaklęła. Lekko zwilżyła dłonie wodą i z trudem doprowadziła fryzurę do ładu. Chociaż to.

– Niedaleko stąd jest mały motel – powiedział Dorian, kiedy już wyszła z toalety, wręczając jej papierową torbę słusznych rozmiarów. – Chcesz odpocząć?

– To bezpieczne?

– Raczej – wzruszył ramionami, wygrzebując z kieszeni papierosa. Lecz chyba zauważył jej kose spojrzenie, bo z westchnieniem pełnym żalu, schował go z powrotem.

– To raczej, oznacza że nie jesteś pewien? Gdzie jest ta kawa?

– W samochodzie.

– To jedźmy tam, na co czekamy?

Chociaż napój był gorący i aromatyczny, to nie poprawił humoru Oriny. Popijała go ostrożnie, małymi łyczkami, ale i tak parzył jej usta. Coraz bardziej docierała do niej świadomość, że została oszukana przez własną siostrę. Karoliny nie usprawiedliwiał nawet fakt, że robiła to dla jej dobra. I co z tego wynikło? Zaskoczona, nie żyłaby już od kilku dni gdyby nie Dorian. Tyle dały te wszystkie tajemnice.

– W tym towarzystwie, to ja bywam małomówny – odezwał się kpiąco jej towarzysz.

– Masz wziąć dwie osobne sypialnie.

– Ach! To cię gryzie?

– Nic mnie nie gryzie! – warknęła, zduszając w dłoniach pusty kubek po kawie. – Albo nie, masz rację. Jestem wściekła z wielu powodów, więc nie dostarczaj mi kolejnego.

Już podczas wypowiadania tych słów, wiedziała że kłamie. Tak, denerwowała ją perspektywa kolejnej nocy spędzonej w tym samym pokoju, a może i we wspólnym łóżku. Denerwował, bo nie miała w zwyczaju wskakiwać facetom w spodnie, po tak krótkim okresie znajomości. Lecz musiała przyznać, że była to bardzo intensywna znajomość.

– A jak nie będą mieli dwóch wolnych sypialni? – spojrzał na nią z namysłem. – Co wtedy? Mam spać w samochodzie?

– Nie bądź głupi.

– Skoro ty będziesz spała w aucie, to zgoda. – Znów się z niej śmiał. Nagle przyszło jej do głowy, że i on próbował coś ukryć. Zerknęła w bok, spod opuszczonych powiek. Dorian wzrok miał wbity w drogę, którą przemierzali, palce zaciśnięte na kierownicy. Wyglądał na zupełnie spokojnego i rozluźnionego. Otarła spocone dłonie i szorstki materiał spodni. Mimowolnie oblizała też spierzchnięte wargi.

Gwałtownie zahamował.

– Co robisz wariacie? – jęknęła, patrząc jak zjeżdżają na pobocze. – Śledzą nas?

– Nie – mruknął, zaciągając ręczny. Nie wyłączył jednak silnika. – Muszę to zrobić.

– Niby co? – Wyglądała na zdezorientowaną, ale nie na długo. Mężczyzna odpiął pas, a potem obrócił się bokiem i lekko pochylił, łapiąc ją jedną ręką za kark oraz delikatnie ku sobie przyciągając. I pocałował. Żadne tam muśnięcie warg czy zabawa w subtelności. Tym razem poczuła jego siłę, podniecenie, głód. Język, który wdarł się do środka i bezczelnie drażnił każdy zakamarek. Usta, tak gorące, że prawie parzyły i tak władcze, że nawet przez sekundę nie pomyślała o proteście. Objęła ramionami jego szyję i wpakowała mu się na kolana, nie przerywając pocałunku. Oblał ją żar, nieporównywalny z niczym, czego wcześniej doświadczyła. Opanowało pożądanie, chociaż zawsze umiała je okiełznać. Zaczęła się ocierać o ciało Doriana, z euforią przyjmując jego pieszczoty, pozwalając by silne ręce wkradły się pod materiał swetra i czując namacalny fakt jego podniecenia. Jego męskość rosła, twardniała, rozpychała materiał elastycznych spodni.

I wtedy to on ją odsunął.

– Jeszcze nie – powiedział schrypniętym od emocji głosem. Oddychał płytko, szybko, jak ktoś po intensywnym wysiłku fizycznym. – To nie najlepsze miejsce – wyjaśnił niechętnie, gładząc zarumieniony policzek dziewczyny.

– No tak – bąknęła, błyskawicznie wycofując się na swoje miejsce. W życiu nie była tak rozwścieczona. Na samą siebie, za nieodpowiedzialne, impulsywne zachowanie, na niego, że przerwał w tak obiecującym momencie…

– Rana mi dokucza – dodał, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że jest rozgniewana.

– Tak to się teraz nazywa?

Mało brakowało, a zacząłby się śmiać. Zwrot o całe sto osiemdziesiąt stopni w reagowaniu na jego seksualne aluzje.

– Zrzędzisz. Dokończymy później.

– Nie będzie żadnego później!

Nie kłócił się dalej. To było bezcelowe. Czuł, że Orina jest na skraju załamania nerwowego. Całe jej życie okazało się tajemnicą, siostra prawdopodobną oszustką, a teraz to wszystko skomplikowało się do granic możliwości.

– Może wcale nie byłyśmy rodzeństwem… – wymamrotała, lecz na tyle głośno, że dosłyszał te słowa. Ruszył w dalszą drogę, podczas gdy ona siedziała sztywna, spięta, z odwróconą głową i wzrokiem utkwionym gdzieś w uciekającą przestrzeń. Jak widać doskonale odgadł nurtujący ją problem.

– Masz chyba wspomnienia? – spytał ostrożnie.

– No właśnie. Wspomnienia. Mam, dlaczego by nie. Ale kto mi zagwarantuje, że są prawdziwe?

– Za dużo kina rodem z Hollywood.

– Tak? – gwałtownie zmieniła pozycję, wlepiając w niego rozgniewany wzrok. – Ty, cała banda fagasów, którzy chcieli mnie zabić i biochip zaszyty w dłoni. A na dodatek rana, która zagoiła się w kilka godzin! – Uniosła w górę rękę i pomachałam mu nią przed oczyma.

– Wytrzymaj jeszcze pięć minut – odparł w zamian, skręcając w drogę, przy której stał nieco staromodny szyld. Aleja wysokich, nagich drzew doprowadziła ich do dużego, parterowego budynku, nad którego wejściem wesoło pobłyskiwał mocno frywolny neon.

– Czy to jest to, o czym myślę? – spytała Orina słabym głosem. – Chyba żartujesz?

– Nie. Spytać o dwie sypialnie?

Przygryzła wargę. O dwie? Nie, wbrew własnym słowom, nie chciała się z nim rozstawać ani na minutę. Bała się. Była zdezorientowana. I podniecona. Wściekła z powodu tego podniecenia. Sama już nie potrafiła określić własnego stanu ducha. Weszła za Dorianem do środka. Z obojętnością rozejrzała się po wnętrzu, ledwo zaszczyciła swą uwagą kobietę siedzącą za kontuarem recepcji. Pozwoliła, aby ujął ją za rękę i poprowadził wąskim korytarzem, po którego obu stronach rozmieszono w nieregularny sposób drzwi.

Dopiero gdy jedne z nich zatrzasnęły się za ich plecami, utonęła w silnych ramionach. Dorian objął ją, przytulił i opierając brodę na czubku jej głowy, wyszeptał:

– Teraz możesz płakać.

– Ja nie… – I oczywiście rozbeczała się jak dziecko. Łkała wtulona w jego pierś, podczas gdy on delikatnie pieścił ustami jej włosy, a dłońmi błądził po szczupłych, wstrząsanych płaczem plecach. Nic poza tym, chociaż miał szaloną ochotę wykorzystać sytuację. Wolał jednak zaczekać. Orina była silna, nie łatwo poddawała się rozpaczy, więc jeśli już to zrobiła, musiała czegoś takiego potrzebować. Był też pewien, że za chwile wyprostuje się, obetrze rękawem zapłakaną twarz i zażąda osobnego łóżka. Nic z tego. Zamierzał spędzić tę noc wtulony w jej ciało, opleciony zgrabnymi udami, pokrywając pocałunkami jędrne piersi.

 

babeczkarnia

Opowiadanie

Autor
Babeczka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także