zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Na tą chwilę opowiadanie dostępne jest wyłącznie dla Patronów na

Po zakończeniu będzie dostępne na motylewnosie.pl w wersji płatnej.

Od razu zaznaczam, że to przez serial "Dexter" :-) Bez obaw, nie będzie ćwiartowania, spuszczania krwi i innych takich.
Przynajmniej na razie ;-)


Rozdział 1

Od zawsze wiedział, że jest złym człowiekiem.
Stał się taki przez dzieciństwo i to, co zaserwowała mu rodzona matka. To ona go ukształtowała, zrobiła z niego psychola. Tak o sobie myślał, nie próbował z tym nawet walczyć. Może i powinien był się leczyć, zrobić wszystko, co pozwoli mu wpasować się w społeczeństwo, ale postanowił coś z goła odwrotnego. Zaplanował życie niezgodne z prawem, paranie się zajęciem przynoszącym mu profity i przyjemność zarazem.

Zaczęło się od tego, że zupełnie przypadkiem wszedł na szyfrowaną stronę. „Zniszcz ją!”, tak krzyczał nagłówek na górze strony. Zdjęcia szokowały tym, co sobą przedstawiały. Drżącą, spoconą ręką skrolował stronę, przewijając w dół. Kolejne obrazy zmieniały szok, w podniecenie. Gdy załączył film umieszczony na podstronie, nie wytrzymał. Rozpiął rozporek, wyjął sztywnego już kutasa i kilkoma ledwie ruchami doprowadził się do orgazmu. Szybko, wręcz boleśnie, bez uczucia ulgi, którą czuł zazwyczaj po samogwałcie.
Miał wtedy ledwie szesnaście lat, poznawał zakątki internetu, a to odkrycie zmieniło go na zawsze.

Nienawidził matki, przez nią brzydziły go kobiety. Nie wyobrażał sobie pocałunku z którąkolwiek z dziewczyn, a te napastowały go słownie, a bywało że i fizycznie. Matka nie dała mu nic ale musiał przyznać, że otrzymał dobre geny. Ojciec był nieznany i Piotrek podejrzewał, że to raczej on nie chciał znać tak jego, jak i matki. Widocznie matczyne dni płodne skusiły jakiegoś przystojnego fagasa, po którym odziedziczył tak posturę, jak i ładną buźkę.
Piotr starał się wyrzucić z pamięci twarze tych wszystkich mężczyzn, którzy przewinęli się przez niewielkie mieszkanko, wynajmowane przez matkę. Najszczęśliwszym momentem w życiu był ten, gdy zabrano go do domu dziecka, odebrano tej suce. Był wdzięczny sąsiadce, starszej kobiecie, która wezwała policję. To była noc, gdy matka obsługiwała dwóch mężczyzn równocześnie. Piotr jak zwykle podczas jej, jak to ładnie nazywała – spotkań, spał w łazience, w otrzaskanej, pożółkłej wannie. Miał do dyspozycji koc, którym się owijał. Nieprany od wielu miesięcy, śmierdzący, ale był wyłącznie jego. Za poduszkę służył mu stary, wysłużony miś. Wymiętoszony, przesiąknięty łzami, które wylał podczas samotnych nocy. Łazienka była schronieniem i tylko czasami któryś z kochanków matki wchodził, by się załatwić. Wtedy Piotruś nakrywał się szczelniej kocem, starając się nie słyszeć odgłosów załatwiania potrzeby fizjologicznej. Nie potrafił zapomnieć nocy, gdy pijany osiłek pomylił ubikację z wanną i wysikał się wprost na Piotrka. Maluch nie drgnął nawet, bojąc się rozgniewać obcego człowieka. Nie usnął już tej nocy, nie śmiał też opuścić wanny. Bał się, był przerażony.

W domu dziecka spędził raptem dwa miesiące. Był ładnym dzieckiem, a pewna rodzina szukała chłopca, którego mogłaby adoptować. Nie chcieli niemowlaka, obawiając się wad ukrytych, wynikających z pochodzenia z rodziny patologicznej. Woleli dziecko, które mogliby zbadać i stwierdzić poziom inteligencji i rozwoju intelektualnego. Szczupły, wysoki siedmiolatek z ogromnymi, niebieskimi oczami spełnił kryteria z zapasem. Piekielnie inteligentny, wyjątkowo sprawny fizycznie odznaczał się na tle rówieśników. Pieniądze nowych rodziców przyspieszyły procedurę adopcyjną. Piotrek zamieszkał w pięknym domu, został wysłany do prywatnej szkoły i od tej pory miało mu niczego nie brakować. Niczego, jeśli nie liczyć miłości matczynej, której i tak nie poznał.
Ojczym był politykiem, a Piotruś miał stanowić dopełnienie oprawy jego wizerunku. Tym właśnie był i nie przeszkadzało mu to. Miał dach nad głową, bezpieczny kąt i jedzenie.
Gosposia stała się zastępczą babcią i to ona czasami poczochrała mu czuprynę, przytuliła, zainteresowała się tym, co chłopiec czuje. Macocha była wyniosłą, oziębłą uczuciowo kobietą. Jej zdolności aktorskie wznosiły się na wyżyny, gdy organizowała przyjęcia dla znajomych męża. Uśmiechnięta, wesoła, emanująca udawaną miłością tak do Piotrka, jak i do męża, odgrywała szopkę na użytek fotografa, który każdorazowo przyjeżdżał i uwieczniał te pełne sztucznych zachowań spotkania wysoko postawionych ludzi. O dwudziestej dziękowano fotografowi, odprawiając go. To samo tyczyło się Piotrka, a ten to przyjmował z ulgą. Mógł wreszcie w samotności poznawać tajemniczy świat internetu i uczyć się.

Jako trzynastolatek potrafił już bardzo wiele. Założył własną stronę, testował, uczył się, choć celniejszym określeniem byłoby, że chłonął, z siłą kosmicznej, czarnej dziury. Zaczął też pisać programy, a te sprzedawał za niewielkie pieniądze.

Teraz, jako dwudziestosiedmioletni facet, utrzymywał się z działalności przestępczej, która była również jego hobby. Uważał siebie za artystę, to co robił, było w jego odczuciu dziełem sztuki.

więcej na

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także