zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Piernikowa magia (V)

0 Review
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Do poczytania w świąteczne popołudnie ;-) wraz z spóźnionymi życzeniami. W tym roku chaos w mojej egzystencji osiągnął apogeum. Nawet prezentów porządnie nie mogłam kupić. No i powiem szczerze, że pogoda na zewnątrz mnie dobija. Plus dziesięć? Serio? Co to za zima! Gdzie te śnieżne święta, które pamiętam! Niestety, w Poznaniu już od dawna nie mamy białego Bożego Narodzenia :(

.

W czwartek zjawiłam się w pracy z duszą na ramieniu i dziwnym, nieprzyjemnym uczuciem gdzieś w okolicach serca. Bałam się kolejnego spotkania z Robertem, bałam się momentu, gdy będę musiała mu wyjaśnić, że potrzebuję więcej czasu. Zwłaszcza po tym, co już pomiędzy nami zaszło.

Lecz tym razem los okazał się dla mnie łaskawy, okazało się bowiem, że Robert wyjechał. Pewne sprawy, pilne przez duże „p” wezwały go do Warszawy. Coś w tym musiało być, bo nawet do mnie nie zadzwonił, wysłał jedynie krótką wiadomość, że wkrótce się odezwie i ma nadzieję, iż nie pogniewam się za jego nagły wyjazd. Ta pewna szorstkość w jego postępowaniu trochę złościła i nie powiem, zabolała. Z drugiej strony powinnam się cieszyć, że zyskałam czas potrzebny do namysłu. W końcu odpisałam mu wspaniałomyślnie, że nie ma problemu. I nic, cisza. Żadnej odpowiedzi, najmniejszej reakcji. Nie powiem, znów poczułam irytację. Jeśli miał w zwyczaju tak obcesowo traktować swoje partnerki, to czeka nas poważna rozmowa. Zresztą… Jęknęłam cicho, tarmosząc i tak już wzburzone włosy. Co za podły los! Czy naprawdę musiałam dokonać wyboru? Tak, i doskonale o tym wiedziałam.

Robert zadzwonił dopiero w piątek wieczorem. Nie odebrałam, napęczniała od negatywnych emocji, urażona w swej dumie, bo jak mógł milczeć tyle czasu. Poza tym przez te dwa dni nie robiłam nic innego, tylko rozmyślałam nad wyborem, którego muszę dokonać. I niezmiennie dochodziłam do wniosku, że muszę dać sobie więcej czasu. Seks to nie wszystko, a nagłe zauroczenie fizyczne bywa kiepskim fundamentem udanego związku. Robert był starszy, pod wieloma względami bardziej doświadczony, dwukrotnie żonaty, no i był moim szefem. A Kamil…

Westchnęłam, stojąc przed witryną dobrze znanego sklepu. Piernikowy świat był tak samo fascynujący, jak za pierwszym razem, gdy się tutaj znalazłam. Zapachy dochodzące z wnętrza, tak samo kuszące. I chyba nie tylko zapachy.

Uniosłam głowę w górę, patrząc w niebo, z którego leciały płatki śniegu. Bezwładnie wirowały wokół własnej osi, osiadając na moich ramionach, na twarzy, na przymkniętych powiekach. I wtedy poczułam nietypowy swąd spalenizny. Od razu przeszła mi ochota na zadumę. Wyprostowałam się gwałtownie i czujnie rozejrzałam. Czyżby gdzieś się paliło? Nie, dookoła panował ten sam spokój zimowego popołudnia, ulice były tak samo zasypane śniegiem, ludzie przemykali ukradkiem, wtulając twarze w kołnierze swoich płaszczy. A ciepłe wnętrze kawiarenki kusiło przytłumionym, złocistego światła, ciepłem i obecnością człowieka, który tam na mnie czekał.

Weszłam do środka.

Kamil siedział przy jednym ze stolików czytając gazetę. Uniósł głowę i jego szczupłą twarz rozświetlił szeroki uśmiech. Moje serce zatrzepotało i już byłam pewna, że przede mną czas wyborów. Trudnych wyborów.

– Przepraszam że tak późno – zaczęłam się usprawiedliwiać, rozplątując szal, ale on tylko machnął ręką.

– I lepiej, bo od rana miałem spory ruch.

– A teraz?

– Teraz oficjalnie mam już zamknięte.

– Co czytasz? – podeszłam bliżej i zerknęłam na tytuł. Coś o fotografii.

– Staroć. Robiłem porządki i przypadkowo znalazłem za szafą. – Szybko zwinął gazetę w rulon. Ale zdążyłam dostrzec, że na okładce widniała data z zeszłego roku. – Kiedyś się tym interesowałem.

– A teraz nie?

– Szczerze mówiąc nie mam czasu.

– Może nie powinnam…

– Nie. Dla ciebie mam czas. – Szybko chwycił moją dłoń. Jego dotyk był silny, pewny siebie, palce szczupłe, zwinne. Znałam je już, kiedyś dotykały moich warg. – Chodź, wszystko przygotowałem.

– Napiłabym się czegoś – bąknęłam nieśmiało. Dziwne, bo nie takiej reakcji się po sobie spodziewałam.

– Jasne! – roześmiał się. – Herbata, kawa, czekolada?

– Nie wiem. Po prostu coś wymyśl – zaproponowałam, a on tylko skinął głową. Oparłam się o kant kuchennego blatu, z uwagą obserwując precyzyjne ruchy jego rąk, pewne zamyślenie widoczne na twarzy.

.

.

Jeśli chcesz przeczytać całe, BEZPŁATNE opowiadanie, kliknij w ikonkę patronite!

babeczkarnia

Opowiadanie

Autor
Babeczka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także