zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Nowe - Tom 2 (z dwóch)

0 Review

CENA: przelew 13,60 zł, lub sms 20,91 zł

Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Gdyby kogoś zaskoczyło pojawienie się tej powieści ponownie to pędzimy z informacją, że to wyłącznie podzielenie całości na dwie części, każda po prawie 150 stron.
Zrobiłyśmy to na prośby kilkunastu osób, które kupują opowiadania wyłącznie smsami.
To dla nich to udogodnienie :-)

Jeśli chcesz mieć to opowiadanie w formacie pdf to wystarczy, że napiszesz: „Chcę to opowiadanie w pdf-e + kod który dostajesz przy zakupie” na mail motylewnosie@gmail.com
Z przyjemnością Ci je wyślemy :D

ps. przypominamy, że dziś o północy kończy się świąteczna promocja   WYBRANE OPOWIADANIA ZA PÓŁ CENY

Kolejna taka okazja dopiero w Walentynki.

Nowe – Tom 2 (z dwóch)
Rozdział dwudziesty ósmy

Przez cały dzień roboczy, czekałam.
Na co? Oczywiście na jakikolwiek znak życia, dany przez Norberta.
Godziny mijały, ja co chwilę sprawdzałam telefon, a ten milczał.
Nic. Pusty wyświetlacz i tylko przypomnienie od mamy, o urodzinach taty.
Kurczę, pierwszy raz zdarzyło mi się, bym zapomniała o czymś tak ważnym, jak jego urodziny! Kończył właśnie pięćdziesiątkę, więc i prezent musiałam godny tej okrągłej daty, znaleźć.

Około czternastej, miałam już tak marny humor, że nawet jeść mi się nie chciało. W palarni milczałam, na pytania odpowiadałam co najwyżej półsłówkami.
Czułam się spięta, jak gumka w majtkach. Żeby chociaż Przemek mi podokuczał, mogłabym na niego skierować swoją frustrację.
Nawet Agnes był tak zajęta sobą, że i z nią nie mogłam się podzielić kotłowiskiem, które miałam w głowie.

Skoczył się dzień pracy, ja czułam się fatalnie i marzyłam jedynie o tym, by zamknąć się w mieszkaniu. Zrobię sobie dzban herbaty, poczytam dobrą książkę, a może zacznę odnawiać jakiś mebel.

Tak, to ostatnie było najlepszym zajęciem w stanie, w jakim się znalazłam. Podejrzewałam, że i tak nic nie rozumiałabym z treści książki. Skoro obowiązkowe w pracy litery i cyfry przepływały mi koło mózgu, to nie ma szans na to, bym przyswajała rozrywkową treść.

W osiedlowym sklepiku zrobiłam jeszcze tylko szybkie zakupy. Część z nich przerobiłam na zjadliwy posiłek. Musiałam jeść. Tego dnia mój żołądek nie otrzymał jeszcze żadnego zajęcia i czułam, że zaczyna trawić sam siebie.
Nie, choroby wrzodowej nie zamierzałam sobie zafundować.
Miałam wrócić rozsądna ja, a jedzenie było krokiem pierwszym, na drodze do stabilizacji emocjonalnej.
Dałam radę ćwierci posiłku. Resztę makaronu z kurczakiem zostawiłam pod przykryciem, na patelni i postanowiłam wpaść w twórczy szał.

Miałam taboret.
Nic specjalnego, lecz grube nogi pod siedziskiem dawały sporo powierzchni do zaaranżowania jej kolorami. To miał być prezent dla taty, więc i tematycznie musiałam upstrzyć mebel.

Tata od zawsze kochał majsterkowanie. Potrafił godzinami reperować sprzęty domowe, czy te porzucone przez kogoś. Znosił graty do domu, a mama nie protestowała już nawet i tylko postawiła warunek. Wszystko, co przyniesie, ma pozostać w piwnicy, lub w garażu. Nie miał prawa zagracać pomieszczeń mieszkalnych, gdyż maminy perfekcjonizm nie zniósłby nieładu.

Przed drzwiami kamienicy wisiała skrzyneczka, a z niej wysypywały się już foldery reklamowe, jakieś katalogi. Zgarnęłam wszystkie w nadziei, że znajdę w nich coś tematycznie pasującego, do wizji taboretu majsterkowicza. Te rozrzuciłam na podłodze w pokoju i szukałam odpowiednich zdjęć. Znalazłam sporo, lecz za mało na ukończenie taboretu. Najcenniejszym znaleziskiem był oczywiście katalog Castoramy.

Chwilę później cięłam, rozrabiałam klej i gruntowałam klocki taboretu. Mogłam oklejać, tworzyć, zapomnieć się w tym.

Ocknęłam się późnym wieczorem i ze zdziwieniem zarejestrowałam godzinę dwudziestą pierwszą. Wyświetlacz telefonu był pusty i taką właśnie pustkę poczułam w sobie.
Nie zadzwonił, nie napisał. Ten pocałunek i froteryzm nie były dla Norberta tym, czym dla mnie. Ja w tym widziałam początek czegoś ważnego, a on?
Cóż, gorzko to smakuje.

Odkorkowałam wino, które stało w kuchennej szafce od miesiąca.
A co tam. Najwyżej jutro będę umierała. Piątek będzie, więc jakoś przetrzymam.
Wiedziałam, że bez kieliszka czegokolwiek nasyconego procentami, nie usnę dzisiaj.
Czy ja wpadam w alkoholizm? Za często ostatnio pozwalam sobie na tego rodzaju używki.

Piłam powoli, starając się napawać smakiem. Oglądałam przy okazji niedokończone jeszcze dzieło, obracając je stopą.
Ogarniało mnie rozleniwienie i sen powoli wkradał się pod powieki.
Wcześnie dosyć, lecz zwarzywszy na fakt, że ostatnimi dniami nie dosypiałam, napędzając się miłosnymi emocjami, nie było w tym nic dziwnego.
Wezmę prysznic, umyję zęby i pomarzę jeszcze przed snem.
Siedziałam, majtałam stopą w takt muzyki, popijając wino, by podskoczyć wystraszona. Wystraszył mnie dzwonek do drzwi.
Kogo licho niesie o tej porze?!
To musiał być ktoś z sąsiadów, gdyż każda inna osoba dzwoniłaby do domofonu. Norbert nie mógł to więc być.
Szkoda. Serce piknęło bólem rozczarowania.

Wyjrzałam przez judasz w drzwiach, lecz za nimi widać było jedynie ciemność.
Zaśmierdziało mi to. Dwudziesta druga prawie na zegarze. Niezbyt dobra godzina na odwiedziny.

– Kto tam? – krzyknęłam przez drzwi, zbliżając twarz do ich drewna.
– Ja. – Krótka odpowiedź.
– To super – odkrzyknęłam. – Czyli kto?
– Norbert.

I zmartwiałam z dłonią na klamce, uchem przy skrzydle drzwi, oddechem uwięzłym w gardle i pewnie baranim wyrazem twarzy.
Tego się nie spodziewałam. Skąd nocna wizyta? Tak bez zapowiedzi, choćby smsem?!

No tak. Wiedziałam przecież, że nie przewidzę tego człowieka. Ktoś przewidywalny nie zaintrygowałby mnie aż tak.

– Otworzysz? – Spokojne pytanie.

Nie ryzykowałam odpowiedzi, gdyż nie ufałam własnemu gardłu. Przekręciłam zamek i uchyliłam drzwi. Staliśmy tak, patrząc na siebie bez słowa. Trwało to dłuższą chwilę, którą przerwał on, ja w efekcie poczerwieniałam na twarzy.

– Zaprosisz mnie, czy mam sobie iść?

O ja głupia!
Znów głupiałam, nie zachowywałam się naturalnie i tylko wpatrywałam się w Norberta maślanym wzrokiem.
A może taka właśnie moja natura się przy nim budziła? Bezwolna i zapowietrzona nim.
Nie chciałam być taka. Nie podobało mi się to w końcu u innych kobiet.

– Wejdź – wyszeptałam ledwie. – Zaskoczyłeś mnie po prostu.
– Przeszkadzam?

Minął mnie, a ja jak postać z kreskówki, popłynęłam nosem za jego zapachem.
Nie wydusiłam z siebie odpowiedzi, gdy wszedł do mieszkania, jak również gdy zdejmował skórzaną kurtkę. Pod nią miał na sobie biały t-shirt, w którym wyglądał co najmniej dobrze. Prostota ubioru. Jasne dżinsy i biel koszulki. Nic, co przeszkadzałoby w odbiorze reszty.
Kontemplowałam sobie widoki, robiąc mu przysłowiową obcinkę. On tymczasem stał, patrząc na mnie i uśmiechając się znów jedynie kącikiem ust. Oczywiście zauważył mój błądzący wzrok. Jak zwykle musiałam wyjść na idiotkę.
Już czułam krew, która zdradziecko chciała wypełznąć rumieńcem pod skórą policzków, lecz przypomniałam sobie powzięte w pracy, postanowienie.
Koniec z zaświergolonym dziewczęciem! Od teraz będzie się musiał postarać, bym dopuściła go do siebie tak blisko, jak pod drzwiami dzień wcześniej. Lub tam, na wzgórzu.
Cholera! Najgorsze było to, że na samo wspomnienie robiło mi się gorąco, a oddech przyspieszał. On oczywiście odczytywał mnie bezbłędnie, jakby czytał mi w oczach. Odbierał moje emocje zdalnie.
Stwardniały mi sutki, więc chciałam to zamaskować, otulając się własnymi ramionami.

– Napijesz się czegoś? – Włączyła mi się wreszcie logika w myśleniu. – Wina nie proponuję, bo pewnie prowadzisz. Chyba, że na noc zostaniesz.

To ostatnie palnęłam oczywiście bezmyślnie. Palnęłam i aż musiałam warknąć pod nosem.
Kretynizm mi się załączał przy nim za każdym razem.

– Herbata wystarczy. – Nie mrugnął nawet, odpowiadając.

Obróciłam się na pięcie i schowałam w kuchni. Musiałam ochłonąć i zebrać myśli. Mam być twarda, lecz przy nim to było straszliwie ciężkie. Niewykonalne wręcz!

Odetchnęłam głęboko i skupiłam się na szumie wody w czajniku. Szum nasilał się, a ja z zamkniętymi oczami, koncentrowałam się wyłącznie na tym dźwięku.

– Sama to zrobiłaś?

Dobiegło do moich uszu.
Powstrzymałam się z odpowiedzią, z jakąkolwiek reakcją. Zalałam saszetkę wrzątkiem, wsypałam standardowe dwie łyżeczki cukru i samą łyżeczkę, mało elegancko, włożyłam do kubka. Jeśli nie słodzi, to trudno. Wypije słodką.

Szłam powoli, nie mając zaufania do ciała. Po pierwsze piłam wino, po drugie, a właściwie to powinno być pierwsze, on tam był i wiedziałam, że nie reaguję racjonalnie.
Sami w mieszkaniu, noc prawie i ten jego zapach.

– Cholera – syknęłam, rozlewając herbatę i parząc sobie przy tym dłoń.

Odstawiłam kubek na podłodze w miejscu, w którym stałam. Podniosłam wzrok i znów skamieniałam. Miałam oto piękny widok na jego pupkę, opiętą materiałem spodni.
Kucał do mnie tyłem, z szeroko rozstawionymi kolanami. Tak po męsku, naturalnie.
Mam rozwinięty zmysł artystyczny, więc nie trudno było mi wyobrazić sobie go nagiego. Napięte pośladki, mięśnie ramion opartych o kolana i plecy, których rzeźbę widziałam poprzez bawełnę koszulki.
Znów zaschło mi w gardle, piersi zareagowały postawieniem czubków na baczność.
Przeklinałam siebie za brak stanika. Byłam jednak w domu, a poza tym podczas dekorowania mebla nie lubiłam, by coś mnie krępowało.

Powyżej to tylko fragment opowiadania.
Jeśli chcesz przeczytać całą część, to zapraszamy do zakupu.


Śledź też nasze opowiadania na stronie patronite.pl

Jedno z nich zawsze jest dostępne bezpłatnie.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Zakończone
Cena
Płatne

Zobacz także