zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Biała 2 (XI)

CENA: przelew 1,60 zł, lub sms 2,46 zł

Rozdział 21

Ten dzień nie był dobry dla żadnego z nas.
Adam o włos uniknął wypatroszenia, niczym kurczak.
Ja ledwie zdążyłam z ratunkiem, a czas spędzony na poszukiwaniach rozsadził mi łepetynę czarnymi scenariuszami. Później zastrzeliłam dwoje ludzi, czy raczej ludzkich kreatur. W końcu blond ślicznotka miała do nas dołączyć, stając się przy okazji moją konkurencją.
Ona sama też podżyła, teraz oddała częściowo swój los w moje ręce. Dobrowolnie, ale też nie dziwiłam się dziewczynie. Lepiej podróżować z poznawanymi dopiero ludźmi, którzy jednak ocalili ci życie, niż samotnie kroczyć przez życie, oglądając się bez przerwy za siebie.

Dotarliśmy między budynki i kolejno przecisnęliśmy się między nimi. Znów panika chwyciła mnie za gardło, ale miałam obok Adama, więc szybko uporałam się ze strachem. Gondolą powoziłam sprawnie, z przyjemnością przyjęłam komplement Adama i zachwycony wzrok dziewczyny.  

Motocykle czekały na nas w miejscu, w którym je zostawiliśmy. Wyciągnęłam zza donicy plecaki, podałam jeden Adamowi.

- Wy śpicie, ja pilnuję. – Uzupełniłam braki w magazynku, zapasową latarkę przypięłam do paska spodni.
- Ja powinienem pierwszy.
- Ty prawie zginąłeś i najadłeś się strachu co niemiara. – Nie pozwoliłam na negocjacje. – Z resztą i tak nie usnęłabym teraz.
- Dostałem w łeb, więc nie miałem zbyt wiele czasu na strach. – Potarł tył głowy, miny nie widziałam, księżyc świecił mu na plecy. – Zmienię cię za cztery godziny. Chodźmy.

Postanowiliśmy spać w budynku, który dane nam było już trochę poznać. Zabarykadowaliśmy drzwi wejściowe na parterze, zaryglowaliśmy okna przy schodach przeciwpożarowych. Te ostatnie były również atutem budynku, bo dawały dodatkową drogę ucieczki. Przed czym? A cholera wie, jakie niespodzianki mogły nas spotkać we współczesnej Wenecji.
Na sypialnię zaadoptowaliśmy pokój z ogromnym małżeńskim łóżkiem, na najwyższym piętrze. Musiałam przełknąć gorycz zazdrości i przystać na to, by Adam i śliczna nieznajoma spali razem. Tak było bezpieczniej.

Jasne. – Mina Wygłodniałej Samicy wskazywała wyraźnie, co myśli o ich wspólnym łóżku. – Takie ciacho i pozwalasz tej blond lafiryndzie z nim spać ? Przecież ona nawet stanika nie nosi! Pewnie majtek też nie ubrała. Wypnie się, on ją zapnie i masz po Adasiu. Dzielić to ty się nie potrafisz, więc wiesz.

Zazgrzytałam zębami, zaświeciłam latarkę i ruszyłam, by zbadać schody, które wiodły w górę, niknąc pod klapą w suficie korytarza.

- Uważaj na siebie. – Dobiegły mnie słowa Adama, gdy wchodziłam na pierwszy stopień.
- Obiecuję – zawołałam, ciepło rozlało się w sercu.

Naparłam dłonią na klapę, wcześniej odemknęłam zasuwę. Opiłki łuszczącej się farby posypały się w dół, więc pewnie nikt od dawna nie wchodził na strych, a przynajmniej nie tym wejściem. Uchyliłam wieko, oświetliłam wnętrze z poziomu podłogi. Stare dechy pokryte były solidną warstewką kurzu, którym zaciągnęłam się, w efekcie zaczęłam kaszleć. Odemknęłam właz, ten z hukiem opadł na podłogę.

Powyżej to tylko fragment opowiadania.
Jeśli chcesz przeczytać całą część, to zapraszamy do zakupu.


Śledź też nasze opowiadania na stronie patronite.pl

Jedno z nich zawsze jest dostępne bezpłatnie.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Zakończone
Cena
Płatne

Zobacz także