zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Kolejna część na Waszych pocztach. Przepraszam że z opóźnieniem, ale ból głowy skutecznie uniemożliwił mi chociażby otwarcie kompa ;-)

.

Zmęczona Marta spojrzała na swoje odbicie w małym lustrze wiszącym nad umywalką. Zmęczona, ale i pełna satysfakcji, bo udało jej się wszystko, co zamierzała. Pewnie że lepszy byłby pancerny bunkier z zasiekami, ale zimowy obóz kolonijny też się nadał. Po pierwsze Darek z pewnością się tutaj nie zjawi, bo wręcz chorobliwie nie cierpiał dzieci. To też był powód braku własnego potomstwa. A nieznajomy, Marcel, nawet jeśli po raz kolejny wyskoczy niczym diabeł z pudełka, to… Zachichotała. Parterowy budynek nie miał wiele do zaoferowania, jeśli chodzi o intymność. Pośrodku sala główna, będąca jednocześnie jadalnią, pokojem rozrywki i szatnią, dwa korytarze, jeden na prawo, drugi na lewo, wąskie, prawie że klaustrofobicznie ciasne. Wspólne pokoje, nawet te dla opiekunów, wspólne łazienki z podziałem jedynie na płeć. Nie, to stanowczo nie były warunki nawet na namiętny pocałunek, o szalonym seksie nie wspominając. Dookoła rzadki las, śnieg po kolana i przymarznięte jezioro.

Propozycja wyjazdu spadła na nią zupełnie przypadkowo. Koleżanka rozchorowała się i szukała zastępstwa. Początkowo Marta odmówiła, ale po wizycie Marcela uznała, że to jednak doskonały pomysł. Miała odpowiednie uprawnienia i sporą praktykę, chociaż na co dzień pracowała z dużo młodszymi dziećmi.

Obóz w cudzysłowie zwany „zimową szkołą przetrwania” znajdował się w leśnej głuszy, z daleka od wszelkiej cywilizacji. Dojazd tylko drogą gruntową, z udogodnień zaledwie prąd i bieżąca woda, w tym ciepła limitowana, a ogrzewanie we własnym zakresie. Oznaczało to, że będą musieli pilnować ognia z piecu opalanym drewnem. Jeśli zgaśnie… Cóż, może nie zamarzną, ale z pewnością zrobi się nieprzyjemnie. No i zabraknie ciepłej wody. Marta uśmiechnęła się pod nosem, bo dzieciaki znacznie bardziej narzekały na brak internetu. Przez pierwszą godzinę pałętały się po całej posesji, szukając zasięgu, by w końcu przyjąć do wiadomości okrutną prawdę. Siedem nocy, prawie osiem dni bez facebooka oraz innych szaleństw. Dobrze chociaż, że można było zadzwonić.

Przy wyborze pokoi oraz łóżek nie obyło się bez przepychanek. Poradziła sobie z tym bardzo łatwo, twardym tonem ogłaszając, że zrobią losowanie i każdy będzie musiał z pokorą przyjąć to, co los mu przeznaczy. Udała też, że nie słyszy pełnego buntu mamrotania pod nosem. Gdy już zapanował względny spokój, mały busik dostarczył kolację w formie cateringu. I dopiero po posiłku miała okazję na dłuższą rozmowę z innymi opiekunami.

Razem było ich czworo. Dwóch mężczyzn, dwie kobiety. Kamil przypominający kamiennego kolosa, o tubalnym śmiechu i łagodnym wejrzeniu błękitnych oczu, oraz Marcin chudy jak patyk, niewysoki, małomówny, zamknięty w sobie. I one, Marta oraz Aśka, mała, okrąglutka jak piłeczka, piegowata. Oprócz niej wszyscy jeszcze studiowali, więc na początku czuła się strasznie staro, lecz w miarę upływu czasu to wrażenie zniknęło. Spać poszła w doskonałym humorze, bo wyjątkowo udało jej się zapomnieć o kłopotach w małżeństwie czy dylematach moralnych dotyczących seksu z nieznajomym mężczyzną.

Niestety, ani kłopoty, ani rozterki moralne o niej nie zapomniały i szybko wróciły, atakując z podwójną mocą. Zaczęło się od telefonów od naburmuszonego Darka, któremu wyjazd żony najwyraźniej nie przypadł do gustu. Musiały się pętać mu po głowie jakieś podejrzenia, bo wyraźnie słyszała w jego głosie zazdrość oraz gniew. Dzwonił przed śniadaniem, w trakcie, po posiłku, niemal co godzinę. Bredził coś o jakiś bzdetach i za nic nie chciał zrozumieć, że nie przyjechała tutaj, aby siedzieć na kanapie, popijać kawę i toczyć z nim jałowe dyskusje. W końcu wręcz zażądał, żeby wróciła, bo wykupił dla nich pobyt w luksusowym hotelu w szwajcarskich Alpach. Wtedy straciła cierpliwość, po prostu wyłączając komórkę.

babeczkarnia

Opowiadanie

Autor
Babeczka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne