zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Kochani, życzę Wam spokojnych świąt z najbliższymi. Jedzcie, pijcie, śmiejcie się i kochajcie. Cała reszta poczeka :D

Rozdział 11

Jadąc do domu, zboczyła na targowisko. Kochała to miejsce, szczególnie w słoneczne dni. Ciepłe światło podgrzewając owoce i warzywa uwalniało aromaty, przenosząc ją w inny świat.  Głośne rozmowy, śmiechy, czasami kłótnie, wszystko to kojarzyło jej się z dzieciństwem i wspólnymi zakupami z mamą.
Obładowana siatami, wypełnionymi owocami i zieleniną, wdrapała się na drugie piętro, odłożyła zakupy na stół i klapnęła ciężko na krzesło.

Telefon piknął, informując o przyjściu wiadomości.
 
- Oby to był Kris – mruknęła pod nosem, sięgając po aparat.
- Zamierzasz zjeść to wszystko sama :-)?

Patrzyła na wyświetlacz, a pytania bombardowały umysł.

Czy on wciąż mnie obserwuje?
Czy mnie słyszy?

Wcisnęła ikonkę zielonej słuchawki i czekała na połączenie.

– Halo. – Cichy głos po drugiej stronie.
– Musisz mi powiedzieć, jak ty to wszystko robisz. – Poprosiła ciesząc się, że słyszy jego głos. Wciąż ostrożny, ale odebrał połączenie od niej.
– Chodzi ci o źródło informacji o tobie? – Dopytywał, ale już swobodniej.
– Tak Krzysiu. – Uśmiechnęła się, słysząc słabnącą ostrożność w głosie. – Ale mam propozycję.

Wpadła jej do głowy myśl, a ponieważ przy tym człowieku najlepiej wychodziło kierowanie się intuicją, tak i teraz nie zastanawiała się długo.

– Tak? – Ostrożność powróciła.
– Daj się zaprosić na kolację. – Zaproponowała szybko i nie dając mu dojść do słowa, mówiła dalej. – Lubię i umiem gotować, ale dla mnie samej nie chce mi się, a chciałabym na ciebie popatrzeć, bo twój głos znam coraz lepiej i chcę się dowiedzieć, skąd wiedziałeś, że jestem przy furtce twojego domu i pod drzwiami. Proszę.

Zamilkła, czekała. Milczeli oboje.

– Ania… – Zaczął powoli. – Nie wydaje mi się żeby…
– A mnie się wydaje i to bardzo. – Przerwała mu. – Jeśli będziesz miał dosyć, to sobie pójdziesz i tyle.

Cisza zaciskała się boleśnie na żołądku Ani, ale milczała, czekając.

– Ok. – I rozłączył się.

Siedziała i z niedowierzaniem patrzyła w telefon, po czym zerwała się z krzesła, by odtańczyć taniec radości, szczerząc się przy tym w kierunku aparatu telefonicznego.

– Szajbuska :-) – sms od Krisa.
– Tu cię mam! – Wrzasnęła, dziabiąc palcem w wyświetlacz. – To tak mnie widzisz!

Znów błysnął jej w głowie pomysł - błyskawica.
Ustawiła telefon na blacie, opierając go o szklankę. Zadarła do góry koszulkę razem ze stanikiem i odtańczyła taniec radości ponownie.

Piknęło i zobaczyła :-)

Może to jest sposób na Krisa? – Zagryzła wargę, zawieszając się na chwilę ze wzrokiem wbitym w wyświetlacz. - Nie podchodzić do niego, jak pies do jeża, ale na luzie, bo takim go przecież poznałam.

– Daj mi godzinę – zawołała w kierunku szybki i zabrała się za przygotowania.

Po czterdziestu minutach dwa garnki pykały zapachami, a sałatka przegryzała się sosem w lodówce. Nie nakrywała do stołu, by nie było zbyt oficjalnie i elegancko. Chciała pokazać Krisowi zwyczajność czując, że to za nią tęskni.
Czymże innym jest patrzenie na śpiącego, czy myjącego zęby człowieka?

Nim zadzwonił dzwonek w drzwiach, związała jeszcze włosy w niedbałą kulkę na czubku głowy, przebrała się w legginsy i spraną koszulkę domową. Na luzie i na bosaka.

– Cześć. – Uśmiechnęła się tylko, walcząc z pragnieniem przytulenia go.

Wiedziała, że musi czekać i że będzie to trudne. Od zawsze wyczuwała nastroje ludzi i ewakuowała się, trafiając na napastliwych. Wybierała towarzystwo ludzi wycofanych.
Na tak wycofanego człowieka patrzyła po raz pierwszy. Stał z wyciągniętą w jej kierunku dłonią, w której trzymał butelkę wina.

– Dziękuję. – Wzięła ją za szyjkę, by nie dotknąć dłoni Krisa. – Pasuje do obiadu, choć ja to tak bardziej po domowemu gotuję. – Odwróciła się, idąc w kierunku kuchni. – Żadne tam restauracyjne wydumki.

Miał dwa wyjścia. Stać dalej w progu, lub wejść do mieszkania. Odetchnęła z ulgą słysząc, że idzie za nią.

– Pan mega mózg usiądzie sobie. – Wskazała krzesło. – A upośledź poda jedzenie, bo z tym sobie poradzi.

Wyszczerzyła się do niego, Kris w odpowiedzi uśmiechnął się słabo.

Wyjęła talerze i nałożyła na nie jedzenie i wraz z sałatką postawiła po dwu stronach stołu. Nie umknął jej fakt, jak bardzo płytko Kris usiadł przy stole. Jakby chciał mieć otwartą drogę ewakuacji, a już na pewno by nie dotknąć jej kolanem pod stołem. Siedział i patrzył w talerz.

– Powiesz, co to jest? – Zadając to pytanie krzywił się, jakby oglądał coś wstrętnego. – To zielone w ryżu.

W pierwszej chwili zgłupiała, ale szybko zreflektowała się, że Kris pewnie nie bywa w miejscach publicznych, nie chodzi do restauracji i może nie znać bardziej skomplikowanych potraw.

– Ryż zasmażony ze szpinakiem, gulasz z piersi indyka i surówka z papryki – Wskazała miskę stojącą na środku stołu. – Nie musisz jeść, ale zapewniam cię, że nie znam osoby, której by ten posiłek nie smakował. Nawet koleżanka, która do szpinaku nie podejdzie na metr, dała się okłamać, że to zielone, to odmiana kapusty chińskiej i zjadła całość.
– No nie wiem. – Dziabnął jedzenie widelcem, jak chłop widłami dziabie łajno.
– Skosztuj odrobinę. Ja naleję wina.

Wstała w poszukiwaniu korkociągu, odwracając się do Krisa plecami, by dać mu odrobinę prywatności podczas poznawania nowości.

Co on do cholery jadł dotąd? – Wbiła sprężynkę drutu w korek, wkręciła ją powoli. - Chleb z masłem i jajka na miękko? Będę musiała poczytać trochę o tym, co go spotkało i czym w późniejszym wieku skutkuje.

– Dobre. – Po tej jednowyrazowej pochwale zalała ją ulga.

– Dobrze. – Przesunęła kieliszek w kierunku Krisa. – Opowiadaj w międzyczasie, jak to wszystko wygląda. Ten globalny brak prywatności. Zacznij od tego, skąd wiedziałeś, że idę do ciebie.
– Telefon. – Odgryzł kawałek indyka, upił łyk wina. – Wysłałem ci kiedyś mmsa, a ty go przyjęłaś, a tym samym zainstalowałem ci apkę umożliwiającą słuchanie cię, oglądanie przez kamerkę, a że masz telefon z dwustronnym okiem, więc wiesz.
– Wow. – Zawisła z widelcem tuż przed ustami. Ryż spadł, tworząc upstrzone zielenią kulki, obok talerza.
– Działa również, jako twój lokalizator, więc widziałem, gdzie jesteś – dodał ośmielony szczerym zainteresowaniem Ani, obserwując przy okazji, jak zbierała palcami ryż i wkładała go do ust.

Udało jej się ukryć szok wywołany informacją. Krisowi nie udało się jednak skryć zainteresowania tą drobną czynnością, która miała niezamierzony podtekst erotyczny.
Oblizała palce i to już zrobiła z pełną premedytacją.

– Czyli można sobie oglądać i słuchać każdego, przez jego własny telefon? – Nie mieściło jej się to w głowie.
– Przez każde urządzenie podpięte do sieci. – Zastrzelił ją tym stwierdzeniem. – Również przez komputer i tu ci coś opowiem. Rozśmieszyło mnie kiedyś, gdy usłyszałem od znajomego, że przecież wtedy świeci się dioda przy kamerce, więc od razu by zauważył. – Oparł się wygodnie na krześle, a temat w którym był najwyraźniej ekspertem, rozluźnił go, wywołał uśmiech. – Można patrzeć na człowieka przez oko kamerki, oglądając sobie przy okazji na żywo to, co on w danym momencie przegląda w necie, a ten pozostanie w błogiej nieświadomości.

- Straszne! - Ania odłożyła widelec, słysząc te rewelacje. Upiła łyk wina.
– Można patrzeć na ludzi przez telewizor, bo i te mają teraz połączenie z siecią. – Mówił dalej z uśmiechem. – Oglądać ich sobie w bankach, marketach i wszędzie, gdzie jest monitoring, a większość jest obecnie spięta z netem. Nawet niektóre lodówki mają wbudowane komputery. Ludzie sami dostarczają dostęp do siebie.
– Trochę to przerażające. – Podsumowała.
– Dlatego wolę wiedzieć, jak się w tym świecie poruszać – odparł.

Ani przyszło do głowy, że zamknął się w wirtualnym świecie i stał się w nim ekspertem, ale otaczająca go realna rzeczywistość, była zaniedbana i nieznana.

– Wiesz co? – Spoważniał, wpatrując się w Anię intensywnie. – Zazdroszczę ci biegania.
– Jak to, zazdrościsz?
– Gdy biegłaś, słyszałem twój oddech i widziałem na ekranie puls, trasę w lesie i bardzo chciałem być tam z tobą – wyznał szczerze. – To musi być piękne uczucie.
– To jest najpiękniejsze uczucie, jakie znam – przyznała. – Poza tym, co czuję do ciebie.
– Opowiedz mi o bieganiu – poprosił.

Przełknęła wstrętne uczucie, które dźgnęło w piersi, gdy nie zareagował nijak na wyznanie i zaczęła opowiadać.

Niedojedzony obiad wystygł na jej talerzu, jego znikał powoli.
Mówiła o zieleni, z którą się integruje, biegając w lesie, o walce z ciałem, gdy wbiega pod długą górę i uldze deszczu, zmywającego z twarzy pot i o smaku tego potu.

Nie przerywał, słuchał i oparł się nawet łokciami na blacie stołu, zmniejszając niechcący dzielącą ich odległość między.

Tak minęło popołudnie. Na rozmowie, która zapełniała lukę w ich dotychczasowych kontaktach. Coś, od czego większość rozpoczyna znajomość.

– Pójdę już – oznajmił w końcu. – Jeśli mogę cię prosić, to miej zapaloną lampkę przy łóżku.
– Mam inny pomysł. – Przerwała mu, olśniona myślą. – Zamiast iść do siebie i stamtąd mnie obserwować, zostań tutaj i po prostu bądź.
– To bez sensu Aniu. – Zmarszczył czoło. – Wolę…
– Jeśli to będzie zbyt wiele, pojedziesz do domu. – Znów mu przerwała. – Możesz spać na kanapie, lub rozłożę ci materac obok mojego łóżka. Co ci szkodzi spróbować? To może być fajna odmiana od codzienności.

Siedział i patrzył. Patrzył i mielił, a uczucia biegały po jego twarzy, jak elektrony wokół jądra atomu. W końcu skończył analizę wewnętrzną.

– Ok – wyartykułował powoli. – Mogę.
– Mam ochotę odtańczyć taniec radości, więc doceń proszę mój wysiłek, że siedzę spokojnie i powściągam emocje, Krzysiu. – Na twarzy miała wypisanych milion słońc. – Kanapa, czy materac?
– Jedno i drugie.

On pompował materac, ona ścieliła kanapę. Później się kąpała, myła zęby, a Kris ją obserwował. Nie podchodził zbyt blisko, ale rejestrował wszystkie zwyczajne czynności.

Niewiele mówił, a właściwie wcale, ale wyraz jego oczu, gdy patrzył na Anię sprawiał, że po plecach przebiegły jej ciarki. Odbierała to baczne spojrzenie, niczym delikatną pieszczotę. Była pobudzona i coraz bardziej rozpalona. Nawet nie próbowała zrzucić tego na wino.

– Idę do łóżka – oznajmiła po zakończeniu toalety. – W szufladzie pod umywalką są przybory toaletowe i ręczniki. Dobranoc. - I wyszła z łazienki, zostawiając go samego.

Niech myśli co robić i niech widzi, że nie mam zamiaru naciągać go na więcej, niż jest w stanie z siebie dać. – Utwierdzała się w słuszności własnego postępowania.

W sypialni rozebrała się do naga i wsunęła pod cienką kołdrę. Wszystko tak, jak co dzień. Jak gdyby nic nie zaburzało zwyczajnego rytmu dnia. Chciała, by poczuł się dobrze i odnalazł w jej codzienności.

Słyszała, że się myje. Nasłuchiwała i rozpoznawała każdy dźwięk wydawany przyborami toaletowymi, jak na przykład szczoteczkę odkładaną do kubka.

Czyżby użył mojej? – Podciągnął kołdrę pod brodę. - To tak, jakby mnie skosztował.

Leżała na boku tyłem do drzwi w nadziei, że tym go ośmieli i skusi, a w efekcie położy się na materacu obok łóżka.
Rozczarowała się, poszedł do drugiego pokoju.
Nie potrafiła usnąć, nawet nie próbowała. Czas mijał, a Ania leżała z szeroko otwartymi oczami, bijąc się z myślami.

Nie usłyszała, kiedy wszedł do sypialni. Zorientowała się dopiero, gdy zaskrzypiał materac.

Czyli jednak uległ pokusie i walczy z demonami. – Mnóstwo wysiłku kosztowało ją opanowanie emocji. - Dla mnie!

Ułożył się cichutko i dopiero wtedy pozwoliła sobie, by przewrócić się na plecy. Od leżenia przez tyle czasu w niezmienionej pozie, zdrętwiała jej ręka, lecz nie chciałam go spłoszyć, przyglądając mu się.

Czy on śpi, czy siedzi i patrzy na mnie? - Kolejne minuty w bezruchu i z zamkniętymi oczami. - Cierpliwość, to sobie obiecałam!

Była pewna, że bardzo wiele zależy od tej nocy.

Poczuła dotknięcie na odkrytej łydce. Delikatne i nieśmiałe, ledwo wyczuwalne.
Z nieśmiałego stało się pewniejsze i odważniejsze, by po chwili musnąć kolano i skrawek uda. Podnieciła się, poruszyła mimowolnie, w efekcie straciła kontakt z palcami Krisa.

– Kris – jęknęła. – Torturujesz mnie.

Znowu cisza, lecz udało jej się nie otworzyć oczu.

– Kris – szepnęła.
– Tak?
– Pocałujesz mnie chociaż? – Zaryzykowała.
– Nie. – Krótka odpowiedź.

Westchnęła, ale nadal leżała w bezruchu.

– A taki malutki buziaczek, na dobranoc? – Podjęła kolejną próbę.
– Nie.

Już jej się nawet wzdychać nie chciało, bo o cóż mniejszego można jeszcze poprosić, jak nie o całuska?
Leżała wiedząc, że nie uśnie. Świadomość obecności Krisa obok i wyobrażenie tego, co czekało na nią w jego ramionach, doprowadzały Anię do szału.

– Ok. – Dobiegło do jej uszu i było najpiękniejszym słowem, jakie mogła w tym momencie usłyszeć. – Ale nie otwieraj oczu i nie ruszaj się!
– Ok. – Głos drżał jej z przejęcia.
– Nie dotykaj mnie! – dodał z naciskiem.
– Ok.

Łóżko ugięło się pod ciężarem Krisa, gdy przysiadł na nim powoli. Przez dłuższą chwilę nie robił nic, słyszała ciszę. Ania zacisnęła dłonie w pięści, podkurczyła palce stóp, byle się nie poruszyć, nie drgnąć nawet.
Czuła że pochyla się nad nią, poznała to po zmianie nasilenia światła, przebijającego przez zamknięte powieki. Czuła jego zapach, ciepło ciała, a w końcu oddech na twarzy. Pachniał miętowo. Gdy ustami dotknął jej ust, drżała z przejęcia, oddychając płytko.
Najpierw dotykał tylko warg, po chwili rozchylił je i przejechał czubkiem języka po ustach Ani. Nie zapanowała nad jękiem.
Może to dlatego przestał być tak delikatny i wpił się w jej usta zaborczo, poznając je językiem. By zapanować nad dłońmi, musiała je wcisnąć pod pośladki, by nie objąć go, nie przyciągnąć do siebie i pewnie wystraszyć tym gestem. Po raz pierwszy w życiu pocałunek rozniecał ją tak bardzo, iż była pewna, że wystarczyłoby w tej chwili jedno jego muśnięcie wrażliwego punktu między udami, a osiągnęłaby szczyt. Kris podniecił się również, poznała to po przyspieszonym oddechu i pomruku, który uwiązł gdzieś w jego gardle.

Nagle przerwał i wstał z łóżka.
Musiała otworzyć oczy, spojrzeć.

Czy coś zrobiłam źle? Schrzaniłam? Wystraszyłam go i obudziłam demony? – Nie wypowiedziała tego. Milczała.

Stał w nogach łóżka i ciężko oddychał, patrząc na Anię błyszczącymi oczami.
Był zszokowany i podniecony.

– Muszę wracać – wyszeptał gorączkowo. – Przepraszam Aniu, nie zostanę dzisiaj.

W łazience ubrał się i szybko wyszedł z mieszkania, zostawiając ją osłupiałą i rozpaloną.
Patrzyła na zamknięte drzwi wejściowe, powtarzając jego ostatnie słowa:

„nie zostanę DZISIAJ„.

 

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także