zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Kochani! Wesołych Świąt :D
Mokrych jajek, radości i miłości. Samego szczęścia i tylko odrobinę goryczy, by docenić słodycz.

Rozdział 12

Leżała, analizując to, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Była rozpalona, drżąca i kompletnie rozbudzona. Fizycznie, psychicznie, całkowicie, na wskroś. Po pół godzinie mielenia myśli wpadła na pomysł, który wydał jej się niedorzeczny, przez co idealny. Jak zwykle przy Krisie, nic co przewidywalne, nie miało szans na powodzenie. Właśnie dla tego, że chodziło o niego, nic konwencjonalnego nie miało racji bytu. Sięgnęła po telefon, wybrała numer do Krisa.

 - Wiesz co? – zapytała czując ulgę, że odebrał, a odebrał już po pierwszym sygnale. Uczynił to oczywiście bezdźwięcznie.  Żadnego "cześć". Cisza w słuchawce, ale nie bała się już tej ciszy. - Pomyśl nad takim scenariuszem - zaczęła tajemniczo. - Ja przykuta do łóżka, bym cię nie mogła dotknąć. Chustki, paski, skarpetki do wiązania, cokolwiek. Oczy zasłonięte przepaską, bym cię nie mogła widzieć. Ty zrobisz co zechcesz i możesz być pewny, że ja też tego chcę. Jaram się na samą myśl i gdybym miała penisa, to by mi właśnie stał.

Parsknięcie po drugiej stronie i westchnięcie.

- Ale z ciebie wrzód na tyłku! - Uśmiechał się słowami.
- Wrzodzik, Krzysiu - mruknęła. - Słodki, całkowicie twój i czekający na wycisk.
- Dobranoc. – Jedno spokojne słowo.
- Ta! - Parsknęła. - Muszę sobie zrobić dobrze, żeby w ogóle usnąć.
- A dasz popatrzeć? - Głos mu zachrypł.
- Nie ma bata! - I rozłączyła się.

Niech zatęskni! – myślała zawistnie - Niech mu się zachce wysilić.

Laptopa nie załączyła, telefon wyciszyła, po czym wrzuciła do szuflady w szafce przy łóżku i zgasiła światło.

Jeśli mnie chce, to musi przyjść. – Zacięła się w sobie. - Jeśli nie przyjdzie, wtedy będę się martwiła.

Wbrew temu, co mówiła, nie zrobiła sobie dobrze. Wolała poczekać. Postanowiła przeczekać ssący głód w dole brzucha. Usnęła w końcu i spała niespokojnie, nerwowo.

Rano wyłączyła ćwierkanie budzika i zszokowana spojrzała na wyświetlacz. Dwadzieścia osiem wiadomości! Wszystkie od Krisa.

Pizda! Załącz światło! Pizda do kwadratu! Załącz skype! Nie znęcaj się nade mną! Załącz komputer! Rano Cię uduszę! Załącz to pieprzone światło!

I tak dalej i temu podobne.
Nie zezłościła się, poczuła słodycz zwycięstwa. Oto Kris, staje się jej Krzysiem. Czuła, że zaczyna go uzależniać od siebie i przyciągać coraz bardziej. Jak płomień ćmę. Tyle tylko, że była pewna, iż nie przypali mu skrzydełek. Wiedziała też, że sama uzależniła się już dawno. Jesteś moją kokainą - zadźwięczały jej w głowie słowa piosenki.

- Przepraszam, nie słyszałam wiadomości w nocy. - Wstukała w telefon. - Usnęłam po dokończeniu doprowadzenia się do stanu, w który mnie wprawiłeś :-)
- Świntucha XD - Odpowiedź. - Jak to robiłaś?
- Może Ci pokażę na żywo? - Odważyła się.

 

Jeszcze niedawno, nie podejrzewałaby siebie o taką swobodę w świntuszeniu. Kris potrafił obudzić w Ani zmysłową bestię, która nie czuła wstydu. Przy nim nie musiała ukrywać uczuć, powstrzymywać pragnień. Podobało jej się to. Polubiła nową niegrzeczną siebie.

- Myślałem o Twojej propozycji. - Napisał. - Nie jestem na to gotowy.
- To niech będzie, jak dotąd! – Wolała nie naciskać. - Po pracy będę czekać z obiadem, winem i wilgocią nagrzanej i grzesznej dla Ciebie kobiety. I Kris! Nie zrobiłam sobie dobrze. Wolę poczekać.

Zastanawiała się, co on teraz czuje. Co myśli i jakie ma zamiary. Oczywiście nie odpisał, bo po co? Była ciekawa, czy patrzy na nią przez oko kamerki w telefonie w momencie, gdy pisze do niego te słowa. Westchnęła, odkładając aparat.

Ale sobie wybrałam. – Na szczęście nie powiedziała tego na głos.

W pracy znów była rozkojarzona i ponownie Darek przyjął jej stan z pełną wyrozumiałością. Nie wypytywał o przyczyny, bo wiedział, że to przez Krisa. Nie doradzał, bo po co? Przecież sami muszą odnaleźć drogę do siebie.
W domu Ania uwijała się z gotowaniem, w końcu z upiększaniem swej postaci. Wszystko, byle nie myśleć.

- Cześć Kris. - Uśmiechała się do faceta, który przez przekaźniki telefoniczne i internetowe był mistrzem władania słowem, a stojąc metr od Ani w drzwiach jej mieszkania, patrzył na nią wielkimi, pełnymi obawy oczami, pokiereszowanego uczuciowo faceta i bał się.

Mojego, pokiereszowanego faceta! – Tego była pewna. - Może jeszcze o tym nie wie, będzie mój i koniec, kropka!

- Wejdziesz? – Uśmiechnęła się łagodnie.

Znów wycofała się do mieszkania, a on wszedł za nią.
Jedli i rozmawiali, a Kris uspokajał się i rozluźniał. Swobodniej siedział, uśmiechał się, obawa zniknęła z oczu.

Cholera. Ciężka droga przede mną. – Zastanawiała się, jak to wytrzyma. - Cóż, klamka zapadła, serce się poddało. – Wiedziała, że czeka ją walka o niego i zwycięstwo, lub cierpienie i gorycz porażki.

Tej nocy spał już na materacu, lecz nie dał się namówić na ponowną próbę pocałunku. Nie naciskała ciesząc się z tego, co udało jej się osiągnąć.

Kolejne dni i kolejne kroczki. Jedne w przód, inne wstecz. Jednego dnia potrafił śmiać się i żartować, a nawet pochylić się nad Anią podczas gotowania i zajrzeć przez ramię w garnki, dotykając przy okazji pleców. Innego milczał, był ponury i wracał na noc do swojego mieszkania.
Rozbawił Anię fakt, że powolutku, po jednej dosłownie części garderoby, wprowadzał się do jej mieszkania. Sypiali osobno. Ania na łóżku, Kris na materacu obok, bądź na kanapie w salonie. Przestrzeń w szafie zaczęła się kurczyć i przesiąkać zapachem jego ubrań. Szczoteczki do zębów stały w jednym kubku, a większość stołu w pokoju dziennym zajmowały jego akcesoria komputerowe. Sypiali przy świetle lampki nocnej, Kris coraz rzadziej budził się w nocy. Anię cieszył fakt, że może się przenieść bliżej krawędzi łóżka i usypiać ze wzrokiem przytulonym do jego wzroku. Zawsze odpływała pierwsza, jakby Kris wciąż czuwał i nie chciał odpłynąć w bezbronność sennego niebytu pierwszy.
Po dwu miesiącach złe dni zdarzały się rzadziej. Kris był coraz częściej pogodny i wesoły i tylko Anię męczył przemożny głód jego bliskości fizycznej. Obejrzała jego ciało całkiem dokładnie o tyle, na ile wyobraźnia kształtowała wypukłości pod bielizną, bez której nie dane jej było go dotąd zobaczyć. Poznała zapach skóry i zrobiła to podstępem wiedząc, że ryzykuje. Wiedziała, że gdyby się obudził i zobaczył ją wiszącą nad krawędzią łóżka z nosem przy swojej szyi, lub pasze, gdy spał z ramieniem pod głową, mogłaby zniweczyć wiele z tego, co udało się dotąd wypracować. Nie potrafiła się jednak powstrzymać przed tymi ukradzionymi podczas jego snu, bonusami. Nie chciała, zbytnio wygłodniała jego bliskości. Jak narkoman ulubionego narkotyku.

Czytała dużo na temat efektów molestowania w dzieciństwie i następstw w dorosłym życiu ofiary. Dodatkową podporą Ani był Darek i to z nim analizowała codzienne kroczki w związku z Krisem.

- Nie wymiękaj lalka - powtarzał. - Osiągnęłaś więcej, niż mógłbym cię o to podejrzewać.

Osiągnęła, a owszem, ale miała inny problem. Z ustawicznego, przeciągającego się podniecenia, brzuch bolał Anię coraz bardziej. Nie mogła sobie zrobić dobrze, bo nie miała gdzie, ani jak? W pracy nie umiałaby, bo to w końcu miejsce jej zarobkowania. W domu Kris chłonął jej obecność i nie wchodziło w grę zamknięcie się w łazience na samodzielny „numerek”.

- Krzysiu - mruknęła, gdy leżeli późnym wieczorem, spleceni wiązką wzroku. - Czy myślałeś o jakiejś próbie zbliżenia fizycznego?
- Ania... - zaczął i po minie widziała, że będzie jej to perswadował.
- Ja nie mówię o bzykaniu z wkładaniem - przerwała mu. - Możemy to jakoś inaczej zrobić.

Zmarszczył się, Ania w międzyczasie pieściła wzrokiem jego brzuch. Niższe partie przykrywała kołdra.

- Jak? Przez komputer? - Zgadywał. - Mam iść do drugiego pokoju i...
- Nie. - Wpadła mu w słowo i na genialny pomysł równocześnie. Musiała mu go tylko odpowiednio przedstawić. - Skoro możemy to robić przez internet, to tak samo da się będąc w jednym pomieszczeniu. Siądziemy z dala od siebie i będziemy się pieścić. Każdy siebie i mówić o tym, co robimy.

Zamilkła, czekając na jego reakcję.

- To się może udać. - Potarł w zamyśleniu twarz. - To jest podobne...
- Kiedy? - Wiedziała, że naciska, ale brzuch momentalnie zaczął pulsować podnieconym oczekiwaniem. - Tak tylko pytam.
- Jesteś cholernie najarana, co? - Uśmiechnął się, mrużąc oczy.
- Krzysiu... - Dmuchnęła mu miętowym oddechem w nos. - Mam cię codziennie na wyciągnięcie ręki, a nie widziałam jeszcze nigdy twojego kutasa - mruczała, jak kotka. - Nie wiesz ile bym dała za wzięcie choćby czubka twojego fiuta w usta, nie mówiąc już o polizaniu go i possaniu. – Widziała jego rozszerzające się źrenice, rozchylające usta. Wiedziała, że słowa przynoszą odpowiedni rezultat. - Czuję twój zapach, ilekroć wracam z pracy i jedynym zapachem, jakiego nie znam jest aromat twojego penisa.
- Ania - warknął i potarł się przez pościel w okolicy podbrzusza.
- Pewnie jesteś tam gładki i gorący, co? - Patrzyła na niego spod przymkniętych powiek. - Może jeszcze nie tak twardy, jak stałbyś się w moich ustach. Wiesz, że byłabym delikatna i mogłabym dotykać go tylko czubkiem języka - mruczała, oblizując usta. - Czubek do czubka, nic więcej.
- Idź do drugiego pokoju, usiądź na dywanie i czekaj tam na mnie - rozkazał schrypniętym głosem.

Nie odpowiedziała nic. Cichutko podniosła się z łóżka, wstała i poszła do salonu. Usiadła pod ścianą, jak kazał, jak najdalej od drzwi. Czekała.

Czyżby przyszła pora na kolejny etap? – Ekscytacja wybuchała w niej radosnymi fajerwerkami.

Kris stanął w drzwiach i analizował sytuację, przyglądając się Ani. Siedziała napięta, niczym struna. Drżała, oddychała szybko. Widział, że jest podniecona. Powoli podszedł do fotela, obrócił go w kierunku Ani.

- Zaczynaj - mruknął siadając, rozchylając uda.

Wzrok Ani momentalnie skoncentrował się na napiętym materiale bokserek.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także