zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Jednak opowiadanie postanowiło się wydłużyć i to nie ostatnia, ale przedostatnia część :-)

Rozdział 15

Kris czekał zgodnie z obietnicą. Ania nie miała wyjścia, czekała wraz z nim. Na co? Sama się nad tym zastanawiała.
Ogarniała ją rozpacz i zaczynała tracić nadzieję widząc strach w oczach Krisa zawsze, gdy choćby próbowała go dotknąć, nie wspominając o przytuleniu się. 

Ile czasu można żyć w takiej ascezie?! – Głowiła się w ciszy z obawy przed tym, że usłyszy jej rozmowę z samą sobą. - Przecież to już prawie pół roku!

Kris obudził w Ani kobietę, o której istnieniu nie miała pojęcia. Ta kobieta kochała go, ale i pragnęła. Co z tego, skoro nie miała szans na rozwinięcie skrzydeł? Mieć obok siebie kogoś, kogo się kocha i nie móc go całować, dotykać, czy wtulić się w niego? Kobieta w niej, ta nowa, rozbudzona dopominała się tego wszystkiego. Chciała poznać zakamarki duszy Krisa, odkryć z nim nowe rejony bliskości cielesnej. Pragnęła stopić z nim ciało i umysł.
Ania postanowiła nie dać dojść do głosu temu nowemu JA. Pomysłem na zduszenie potrzeb stał się wymęczający wręcz wysiłek fizyczny.
Nagromadzenie seksualnej energii wyładowywała codziennym biegiem na coraz dłuższych trasach. Wściekłość na przeciwności losu i na człowieka, który tak bardzo skrzywdził Krisa, zamieniła na wycieńczający ciało i uspokajający umysł bieg. Złość wylewała się potem, nadmiary pragnień tłumiło zmęczenie. Gdy wracała po takim biegu do domu marzyła jedynie o szybkim prysznicu, lekkim posiłku i śnie. Kriss zdawał się akceptować nowy stan rzeczy, nie pytał o coraz dłuższe treningi.

Ania zawzięła się, że nie da się skusić na wspólną masturbację, czy seks przez telefon. W dodatku po kilku sesjach z przywiązaniem Ani do łóżka i pozostawieniu siebie w niedosycie, Kris sam zrezygnował z tej zabawy. Ania podejrzewała, że może odbierać to boleśnie, ale gdy spytała go o to, zbył ją zdawkową odpowiedzią. Nie drążyła, on nie wrócił do tematu i nie zaproponował innej formy zbliżenia.

Seksualność zamarzła, zaczęli odsuwać się od siebie. Żadne z nich nie wiedziało, jak wypełnić te braki, nie wspominając o sferze fizycznej. Dotąd, nawet gdy tylko pieścili się słowem, byli blisko siebie. Ta bliskość znikała i żadne z nich nie wiedziało, co zrobić z rosnącą przepaścią. Poskutkowało to dziurą emocjonalną, która zaczęła się między nimi tworzyć.

- Chodźmy na terapię dla par, lub spróbujmy czegoś podobnego – zaproponowała pewnego wieczoru, gdy każde z nich utknęło ze wzrokiem utkwionym w ekranie własnego komputera.
- Próbowałem kiedyś terapii, ale to nie dla mnie – zaczął, lecz przerwał widząc ból w oczach Ani. – Dobrze, możemy spróbować – skapitulował.

 Terapia, na którą uczęszczali przez kolejne trzy miesiące przynosiła powolne postępy, lecz lata milczenia o przeżyciach w dzieciństwie, zasklepiły Krisa w grubej skorupie. Po kolejnych miesiącach Ania zaczęła wątpić w skuteczność jakichkolwiek działań. Czuła się tak, jakby Kriss otoczył się murem i tylko czasami uchylał odrobinę drzwi do tej twierdzy, po czym wycofywał się ponownie, zostawiając ją w rozbudzonych nadziejach.

- Masz ochotę na wspólny spektakl? - zapytał podczas jednego z takich wieczorów. - Dam ci orgazm.
- Mam ochotę na to, byś mnie dotykał. Chcę być przytulana przez ciebie - odparła poważnie, ale umilkła widząc gasnące spojrzenie Krisa.
- Nie naciskaj Aniu. – Zgarbił się, a Ania musiała powstrzymać chęć przytulenia go i pocieszenia.

Wiedziała, że to go zaboli, ale nie widziała sensu w trwaniu w czymś tak ułomnym. Zdawała sobie sprawę, że seks to nie wszystko, lecz przebywanie z człowiekiem, którego się pożąda i niemożność dotknięcia go nawet, przerosło jej opanowanie i zużyło pokłady altruizmu.

- Kris. - Przyszpiliła go wzrokiem podczas kolacji. - Ja tak dłużej nie potrafię.

Nic nie odpowiedział, nie pytał. Wiedział o co chodzi.

- Może powinniśmy od siebie odpocząć - mówiła dalej, choć wszystko w niej błagało go, by zapewnił ją, że dadzą radę i przetrwają to. - Może musisz się zastanowić nad wszystkim. Nad tym, czy chcesz nas. Jeśli chcesz, to musisz mi powiedzieć, jak widzisz przyszłość.
- Chcę, ale... – urwał, zamilkł.
- No właśnie. - Spuściła wzrok, na ledwie dziabnięte widelcem danie. - To ale nie pozwala nam na posunięcie się ani o krok dalej. Wiesz, co do ciebie czuję, ale już nie daję rady. Nie umiem tak żyć.

Mówiąc to cierpiała wiedząc, jak bolesne dla niego jest to, co mówi. Wiedziała, że Kriss ją kocha, ale straciła nadzieję na bliskość z nim i czuła, że z dnia na dzień oddala się od niej coraz bardziej. Pozostawienie obecnego stanu rzeczy donikąd nie mogło zaprowadzić, a już na pewno nie do rozwinięcia się związku w coś poważniejszego.

Nie dyskutował, nie przekonywał Ani i to zabolało ją najbardziej. Oczekiwała zdecydowanego sprzeciwu, może obietnic wytężonej pracy nad związkiem, ale nic takiego się nie wydarzyło. W milczeniu zebrał swoje ubrania, wcisnął je do torby. Spakował komputery i wezwał taksówkę.

Ania stała przyglądając się temu i nie wierzyła, że milczy i nie spojrzy na nią nawet. Ani słowa, cisza i tylko ukradkowo rzucone jej jedno spłoszone spojrzenie. Pełne bólu, żalu i tęsknoty.

Drzwi zamknęły się za Krisem, Anię ogarnęła pustka. Całkowite wyłączenie emocji, zablokowanie łez i jakichkolwiek reakcji. Przekręciła zamek w drzwiach i w ubraniu położyła się na łóżku w pozycji embrionalnej. Nie myślała, nie rozpamiętywała, nie czuła. Usnęła.

Następnego dnia w pracy była spokojna, wyciszona i dokładna w wykonywaniu obowiązków. Mówiła wyłącznie w słuchawkę telefonu, lub odpowiadając na służbowe pytania, zadawane przez Darka.
Ten po kilku godzinach nie wytrzymał zachowania Ani. Przysiadł na brzegu jej biurka i obserwował ją z bliska.

- Chodzi o Krisa? - wypalił w końcu.
- Tak.
- Pokłóciliście się? – Widział, że musi ją pociągnąć za język.
- Rozstaliśmy się, Darku – odparła cichutko. - Nic z tego nie będzie. Sama miłość to za mało.

Nie zadawał pytań, lecz westchnął i przeniósł się do swojego gabinetu.

- Co powiesz na urlop, lalka? - Zaproponował po pracy. - Zebrało ci się go już sporo, a trochę wolnego pozwoli ci się pozbierać i poukładać sobie w głowie.
- Wolę pracować. - Nie chciała urlopu. Nie wiedziałaby, co zrobić z wolnym czasem. Nie bez Krissa. - Co mam robić w domu? Szukać innego internetowego świra w sieci?
- Masz wyjechać na wakacje i to za granicę. – Uniosła brwi zaskoczona tym pomysłem. - Poleżeć na piasku, opalić stare dupsko i może poznać kogoś?
- Dobrze wiesz Darku, że nie chcę nikogo poznawać – odparła smętnie.
- Mam to w dupie. – Widział, że dobrocią niewiele wskóra. – Jesteś popsuta i musisz gdzieś wyjechać.
- Poszukam jakiegoś fajnego miejsca. – Nie miała siły, by się sprzeczać. Chciała skończyć pracę i wrócić do domu, do łóżka.
- No! - Poczochrał jej pieszczotliwie włosy. – Wróć równo opalona.

Po wejściu do mieszkania pierwszym co zrobiła, było załączenie komputera. Zrobiła to wbrew składanej sobie wcześniej obietnicy. Miała nadzieję, że może tą drogą Kris zechce się z nią skontaktować, przeprosi ją i wyzna miłość i pragnienie zmian. Po zalogowaniu się do facebooka serce podskoczyło jej w piersi, gdy zobaczyła czerwony dymek wiadomości przychodzącej. Kliknęła weń bez namysłu. Tak szybko jak wystrzeliła w niej radość, tak po chwili prysnęła, niczym bańka mydlana i zastąpił ją smutek.

„Nie chcę cię widzieć jutro w pracy! Masz wyjechać na urlop!” - Tak brzmiała wiadomość od Darka.

Westchnęła, włączyła nowe okienko przeglądarki i wpisała frazę „wyjazd last minute”. Wyskoczyła jej cała lista ofert, w które nie zmierzała się wczytywać. Wybrała adres najbliższej agencji turystycznej i upewniwszy się, że jest otwarta, zarzuciła na ramię plecak i wybiegła z mieszkania.

- Muszę opuścić te pokoje – mruczała pod nosem, maszerując szybkim krokiem. – Oszaleję, albo nie wytrzymam i będę go błagała o powrót na jego warunkach. Nie dam rady!

Po wejściu do biura agencji oznajmiła jasno i klarownie, jakie ma oczekiwania. Chciała słońca, braku tłumów turystów i spokoju. Spośród kilkunastu ofert wybrała taką, która skusiła ją malowniczymi widokami kuszącymi ze zdjęć w folderze. Hotel był niewielki i z danych wynikało, że prawie całkowicie pusty. Zastanawiała się, czy tak przytłaczające romantyzmem miejsce nie będzie dla niej zbyt dobijające przy obecnym stanie ducha, ale w końcu uległa impulsowi i po szybkich, telefonicznych uzgodnieniach z Darkiem, zarezerwowała wyjazd.

Oferta last minute wymusiła na niej szybkie działanie i nie miała czasu na zastanawianie się nad sytuacją, jej zawiłością i przede wszystkim na rozpacz. Musiała się szybko spakować, dokupić najpotrzebniejsze sprawunki i odwiedzić kantor.

Połowę następnego dnia spędziła kolejno na lotnisku, w samolocie, później w autokarze. Późnym popołudniem dotarła do cichego, buchającego zielenią i ciepłymi zapachami hoteliku. Próbowała podziwiać fiolet ciężkich kielichów kwiecia zwisającego z pergoli, murków i dachu przed wejściem do budynku. Słodki zapach wypełniał nozdrza, ale zarejestrowała go wyłącznie i nie udało jej się poczuć zachwytu. Kiedyś urzekłoby ją to miejsce, ale nie teraz. Miała wrażenie, że serce jej zamarzło, a emocje wraz z nim.  Nie czuła i cieszyło ją to. Bała się, że gdyby pozwoliła sobie na choćby odrobinę zachwytu, otworzyłaby serce również dla bólu i cierpienia. Wolała stan, który zarzucono jej kiedyś. Wolała zmienić się w lodową księżniczkę.

Pozwoliła boyowi hotelowemu zabrać sobie z rąk rączkę walizki. Mówił coś do niej, uśmiechając się promiennie, ale Ania widziała jedynie ruch jego warg, nie zrozumiała ani słowa. Chłopak dał za wygraną i tylko gestem wskazał windę. Przepuścił ją w drzwiach, gdy drzwi otworzyły się. Ania poczuła gulę w gardle, gdy wzrok jej padł na wyświetlacz. Napłynęły obrazy wspomnień, gdy Kris zamknął ją w windzie i pokazał, jak cudowny może być seks przez telefon. Pamięta wstyd, który wtedy przełamała. Zrobiła to dla niego. Dlaczego on nie mógł pokonać swoich demonów dla niej?

Bo za słabo cię kochał! – krzyknął głos w jej głowie.

Ania opuściła głowę, by ukryć łzy. Nie chciała mieć świadków swojego cierpienia.
W myślach napłynął cytat ulubionej poetki:  

„Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.”

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Trwające
Cena
Bezpłatne

Zobacz także