zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Nie pukam, nie muszę (IV)

CENA: przelew 1,60 zł, lub sms 2,46 zł

Trzy dni usiłowałam znaleźć odrobinę czasu, żeby dodać tą część ;-) Kiedyś robiłam to wieczorami, teraz wieczory odpadają, bo zasypiam szybciej niż młodsza pociecha :-)))

W przyszłym tygodniu ukaże się pierwsza część nowego, BEZpłatnego opowiadania mojego autorstwa. Już napisana, zakończona, ba! nawet przemyślana. Tak mnie natchnienie pchało! O ile międzyczasie nie uznam, że coś powinnam dopisać lub wykasować, to planowane jest 13 części i umawiam się z Wami, że będzie ukazywało się zawsze w środę. O ile oczywiście nie wydarzy się jakaś katastrofa ;-) bo niestety nie mam możliwości, tak jak na bloggerze, zaplanowania dodania tekstu i muszę to robić ręcznie. Opowiadanie przyznam, że trochę nie szablonowe i nie do końca babeczkowate ;-) 

.

Podszedł do niej z tyłu. Zerknęła przez ramię, zastanawiając się, czy powinna wykorzystać sytuację. Lecz nie zdążyła podjąć żadnej decyzji. Pierwszy klaps ja zaskoczył, drugi zapiekł, trzeci zabolał. Przy czwartym w oczach dziewczyny ukazały się łzy.

– Przestań!

– To ostrzeżenie – uśmiechnął się drapieżnie. Chwycił obiema rękoma jej biodra i wbił się tak gwałtownie, że masywne biurko przesunęło się do przodu.

Krzyknęła.

– Ależ jesteś tam mokra i gorąca – powiedział, pochylając się i łapiąc od dołu zwisające piersi. Zaczął je masować i pieścić, jednocześnie miarowo poruszając się w jej wnętrzu. Był tak podniecony, jak chyba nigdy w życiu. Wyobraził sobie, że robią to na posterunku, a wtedy prawie wytrysnął. Zamarł na chwile w bezruchu, usiłując uspokoić oddech. Ale wtedy to ona nieśmiało poruszyła pupą. Prowokująco, jakby mówiła „nie zapominaj o mnie”.

Nie miał takiego zamiaru. Podarował i sobie, i jej, kolejny orgazm. Później przytulił się do pleców leżącej kobiety, której głośny, świszczący oddech roznosił się echem po pokoju.

– Jasny gwint! – wymamrotał. – Co było w tym śniadaniu? Ledwo skończyłem, a mam ochotę na kolejny raz. Ty też?

Nie odpowiedziała, prychając ze złością.

– Zejdź ze mnie! – rozkazała.

Posłuchał, bacznie obserwując, czy nie szykuje się do zrobienia jakiegoś głupstwa. Nie chciał ponownie jej wiązać, a już na pewno nie zamierzał zrobić krzywdy. Sięgnął po broń, aby przypadkiem nie przyszło jej do tej ślicznej główki skorzystać z okazji. Cofnął się i usiadł w fotelu, z którego miał znakomity widok na całe pomieszczenie. Na zarumienioną, poprawiającą ubranie Justynę również.

– Masz może schowanego gdzieś małego lub dużego, wibrującego przyjaciela?

Poczerwieniała jeszcze bardziej, zaprzeczając ruchem głowy, ale zdradziło ją spłoszone spojrzenie, skierowane w stronę niewielkiej komody. Pewnie że miała. Dostała od koleżanek, gdy świętowała przyjęcie na służbę. Pieprzny, babski dowcip. Raz czy dwa z niego skorzystała, lecz ostatnio nie bardzo miała na to czas. Ta aseksualność mściła się teraz w podwójny sposób.

– A więc masz?

– Nie mam! I odczep się w końcu ode mnie! Nie wystarczy ci to, co zrobiłeś? – dodała z goryczą.

– Niby co? Chodzi ci o te orgazmy?

– Artur! Nie jesteś idiotą, więc przestań się zgrywać. Udało ci się porwać moje ciało, częściowo umysł, ale reszta… Cała reszta jest złakniona twojej krwi – powiedziała, siadając na łóżku. – To chyba oczywiste?

– Jak jęczałaś z rozkoszy, to nie było takie oczywiste. Przynieś go!

– Nie.

– Dalej słoneczko! Wykorzystamy obie dziurki naraz.

Milczała, bo pojawiły się złe, zakazane pragnienia. Czy miała ochotę na coś takiego? Oczywiście, pomyślała z goryczą, nieznacznie zaciskając uda. Miała. Już czuła podniecenie. On był szalony, ale ona również. Nieważne jakimi obelgami go obrzucała, jak bardzo protestowała. Gdy przychodziło co do czego, wiła się w jego objęciach krzycząc z rozkoszy. Ładna ze mnie policjantka, wyrzucała sobie, obserwując jak Artur wstaje, podchodzi do komody i po chwili wyciąga z niej gumowe cudo.

– Oho! Zaszalałaś! Lubisz takie olbrzymy?

– To prezent – wyjaśniła niechętnie.

– Prezent? – zakpił, ale oczy lśniły mu podnieceniem. – Ile to ma?

– Nie wiem, nie mierzyłam.

– Kłamczucha! – zaśmiał się, podrzucając go w górę i na powrót łapiąc. – W którą dziurkę mam ci wsadzić to cudo?

– W żadną! – Zerwała się z miejsca i rzuciła, aby wyrwać mu z ręki kłopotliwy przedmiot. – Oddaj, to moje! – wrzasnęła, tracąc opanowanie. Artur nie wyglądał na zaskoczonego, był raczej rozbawiony.

– Twoje, twoje – poświadczył z satysfakcją. – Gruby. Prawie jak przegub ręki. Dobra, ja wejdę w dupkę, a on w cipkę.

– Zbyt mało mnie poniżyłeś?

– Przyniesiemy oliwkę – kontynuował, jakby w ogóle nie brał jej sprzeciwu pod uwagę. – Szkoda że moi wspólnicy zginęli w wypadku. Albo może i nie? – zmarszczył czoło. Nie spodobała mu się myśl, o innych mężczyznach. Ta ślicznotka była jego i miał zamiar korzystać z jej wdzięków tak długo, jak to będzie możliwe. Ba! Zaczął na poważnie rozważać pomysł zabrania jej ze sobą.

– Nie chcę!

– Justynko, na dole siedzą dwa argumenty, które zmienią twoje „nie” w tak, a poza tym zaprzeczasz tak dziwnie niemrawo, jakbyś robiła to z obowiązku, bez przekonania – mówił, gładząc ją czubkiem sztucznego penisa po twarzy. Silna dłoń zanurkowała pod spódniczką i Artur aż mlasnął z zadowolenia. Była tam nie tylko wilgotna. Była mokra. Soki podniecenia i jego nasienie, spływały po wewnętrznej stronie ud, obficie mocząc mu palce. Oddech miała przyspieszony, nieco świszczący, oczy pociemniałe. Sutki bezwstydnie sterczały, krzykiem błagając o kolejne pieszczoty. Cokolwiek by myślała, przegrywała walkę z własnym pożądaniem. Tak jak on.

..

Jeśli chcesz przeczytać całą część, kliknij w obrazek poniżej:

CENA: przelew 1,60 zł, lub sms 2,46 zł

babeczkarnia

Opowiadanie

Autor
Babeczka
Stan
Zakończone
Cena
Płatne