zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

No to koniec :-)

Rozdział 16

Boy otworzył przed Anią drzwi, wprowadził jej walizkę do pokoju, odebrał napiwek. Wychodząc nie powstrzymał się przed otaksowaniem jej figury. Nie zauważył zaczerwienionych od łez oczu. Zbytnio skupiony był na kształtnej pupie.
Ania dostała klucze do uroczego pokoiku z balkonem, z którego roztaczał się widok na ocean. Zabolało w sercu, bo powinna być tu z Krisem. Wiedziała jednak, że nie byłby w stanie wsiąść do samolotu. Nie zmieniłby aż tak swojego bezpiecznego otoczenia.

Dowiedziała się wiele o oporze do jakichkolwiek zmian, u osób z tego typu traumą. To było nie do przeskoczenia dla niego. Skoro nie potrafił jej choćby dotknąć, co tu mówić o głębszych zmianach. Fakt, że przeprowadził się do niej, dał Ani nadzieję. Myślała, że to pierwszy krok na drodze do poważnych zmian. Wierzyła w uzdrowczą siłę miłości, ale niestety przeliczyła się. Kris zatrzymał się w punkcie, który był mu wygodny. Dla Ani to miał być początek, po którym jednak nic więcej nie nastąpiło.

Wypakowała z walizki ubrania, powiesiła je na wieszakach w szafie. W gardle ścisnęło ją na widok samotnej szczoteczki do zębów, stojącej w szklance na umywalce.

- Cóż, widocznie nie nadaję się do bycia w normalnym związku. – Zgasiła światło w łazience, wróciła do pokoju, stanęła naprzeciw otwartej szafy. – Popsuta lodowa księżniczka stworzona do samotności.

Westchnęła, sapnęła, zaklęła pod nosem.

- Spierdalam z tego pokoju! - Wyszarpnęła wieszak z białą, zwiewną sukienką. – Idę zwiedzać, może się upiję, może utopię w basenie.

Trzasnęła drzwiami szafy tak mocno, że aż wprawione w nie lustro jęknęło w proteście.
Po lekkim posiłku poszła zwiedzać okolicę. Wcześniej musiała jeszcze odeprzeć zaloty kilku samców. Dwóch z nich było z obsługi hotelowej, trzej to turyści. Jej samotny przyjazd kojarzył im się pewnie z poszukiwaniem wakacyjnych przygód. Skąd mieli wiedzieć, że Ania przyjechała w to rajskie miejsce, by lizać broczące krwią rany w obolałym sercu, by pochować miłość.

Spacer był przyjemny i nic ponadto. Zmysły rejestrowały ciepłotę powietrza, słodką woń kwiatów kwitnących zarówno wokół hotelu, jak i dziko pnących się po pniach drzew, na murkach i każdej w miarę pionowej powierzchni. Widziała tak inny od polskiego odcień nielicznych chmur na niebie. Idąc boso po plaży odczuwała przyjemność masażu skóry stóp, gdy drobne kamyki przesuwały się pod podeszwami. Wszystko to jednak było płaskie, blade, okrojone z emocji. Nie potrafiła czuć życia jak w momencie, gdy wpadła we władanie Krisa. To, co działo się z jej ciałem i umysłem w jego obecności prześcigało każdą emocję, jakiej dane jej było doświadczyć przed poznaniem go i teraz, po rozstaniu.

Po powrocie do hotelu zamówiła lekką kolację i butelkę wina do pokoju, odrzucając zaproszenie na wieczorną imprezę zapoznawczą. Usiadła na balkonie i sącząc wino rozmyślała nad sensownością przyjazdu w to rajskie miejsce.
Po raz tysięczny tego dnia zalogowała się do facebooka wiedząc, że Kriss zobaczy jej aktywność w aplikacji. Będzie wiedział, że wchodzi tam dla niego, bo tylko z nim korespondowała za pomocą sieci. Jak zwykle zastała brak wiadomości.

- Och, Krzysiu – westchnęła wpatrzona w bezosobową ikonkę jego awatara. – Nic bez ciebie nie smakuje tak samo. Wszystko jest blade i mdłe, ale widocznie taka moja karma. Pokochałam po raz pierwszy w życiu, ale bez wzajemności. Znaczy, że nie jestem wystarczająco silna, by moja miłość mogła zabić twoje demony. Zajebałabym tego chuja, który tak cię skrzywdził! – Ostatnie wykrzyczała w ekran telefonu, zaciskając palce na jego obudowie tak mocno, że aż pobielały z braku dopływu krwi. – Zniszczył ciebie, a w ślad za tobą i mnie! Nie pokocham już nikogo tak, jak ciebie! Moje serce zamarzło!

Wzburzona wstała z fotela i zamachnęła się ramieniem, po czym wysłała aparat silnym rzutem w kierunku zarośli otaczających hotel. Patrzyła na mrugający w locie ekran i nie czuła żalu po utracie aparatu. Na nic nie był jej już potrzebny. Nie ma Krisa, więc nie ma do kogo dzwonić, czy pisać. Westchnęła, wychyliła kieliszek, w trzech łykach dopiła jego zawartość.

Nie chciało jej się myć zębów, spłukiwać morskiej soli i drobin kamyczków ze stóp, a nawet przebierać. Odrzuciła narzutę okrywającą pościel. Zdjęła sukienkę, bieliznę i naga wsunęła się pod prześcieradła, które miały służyć za kołdrę. Ułożyła się na boku zastanawiając, jak przetrwa ten wakacyjny wyjazd i po co ma to przetrwać. Przymknęła oczy dochodząc do wniosku, że nie ma sensu zastanawiać się nad jutrem. Teraz wino szalało z jej neuronami i stan upojenia uznała za zbawienny. Jeśli będzie trzeba, to będzie piła codziennie i o każdej porze. Jeśli to jej pomoże w uśmierzeniu bólu serca, to tak właśnie zrobi. Co z tego, że wyniszczy tym ciało? Co jej po ciele, które jest zbyt małą pokusą dla mężczyzny jej życia?
Usnęła umęczona myślami i obrazami ukochanej twarzy człowieka, dla którego nie była dość dobra.

Śnił jej się Kris i to był piękny sen. Przyszedł do niej do łóżka i powiedział, że ją kocha i nie może żyć bez Ani. Dotykał jej twarzy, całował ją i powtarzał, że miłość go uleczyła i że teraz wie, dokąd prowadzi jego życie. Mówił, że wszystko będzie dobrze, bo już zrozumiał i teraz się nie boi.
Ania powoli wybudzała się z tego sennego marzenia płacząc i złoszcząc się, że to tylko senna mara. W oparach snów szlochała zło życząc życiu, które daje jej tylko senną namiastkę człowieka, w którym się zakochała.
Sen nie chciał odejść, Kriss wciąż jej dotykał, powtarzając że jest jego aniołem. Scałowywał łzy z policzków Ani i głaskał ją czule.

- Aniu - szeptał między pocałunkami. - Już rozumiem.

I wtedy dotarło do niej, że nie śni. On jest obok i naprawdę ją całuje, dotyka i mówi tak pięknie. Łzy nie przestawały płynąć, lecz teraz Ania płakała z ulgi, radości i ze szczęścia. Miała go obok, w zasięgu rąk, ust i serca. Nie znalazła słów, ale nie szukała ich, bo nie były potrzebne. Miała wreszcie jego ciało, a umysł otworzył się dla niej. Rozpękła się skorupa, która więziła go tak długo. Kriss pokonał barierę fizyczną, przytulał się do wygłodniałego ciała Ani, usta bez obaw napierały na jej wargi. Leżał na Ani i mogła w końcu wodzić palcami po jego ramionach, dotykać pleców, całować usta. Te same, którym wieki temu ukradła jeden pocałunek. Dotyk jego skóry przylegający do jej brzucha, piersi, ud i ramion wprawiał ją w ekstatyczny dygot. Oddał jej się, brał ją, był tu dla niej!
Zatracała się w doznaniach, miękkich wargach i tarciu skóry. Zachłysnęła się powietrzem, gdy wszedł w nią bez wstępów i uprzedzenia. Jakby tego nie planował i działał intuicyjnie. Znieruchomiał z jękiem. Podniecenie uderzyło w ich głodne siebie ciała, jak gorący podmuch. Ania była zszokowana faktem, że można być tak bardzo świadomym dotyku na każdym milimetrze skóry. Czuła prężące się pod skórą ramion mięśnie i włoski na brzuchu, biegnące wąskim pasem w dół, teraz ocierające się o jej brzuch. Nie chciała zamykać oczu, bo nareszcie mogła go odbierać wszystkimi zmysłami. Kris również przyglądał jej się, jakby nie wierzył w to, co właśnie się dzieje.

- Jesteś cholernie najarany, co? - mruknęła, małpując jego ulubione zapytanie.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. – Wspierał się na łokciach, zaglądając jej w oczy. - Gotowa na więcej? - Poruszył się powoli.
- Na wszystko, Krzysiu – stęknęła, gdy wszedł w nią do końca.

Nim rozkosz zacisnęła jej powieki, dojrzała w oczach Krisa wszystko, czego tak długo pragnęła i na co czekała. Miłość i radość, że wreszcie udało się zburzyć mur, ale przede wszystkim nadzieję, że teraz będzie inaczej.Że będzie dobrze.

Epilog

- Nie pytam, jak się tu dostałeś i jak mnie znalazłeś. – Oparła głowę na brzuchu Krisa. Przed oczami miała jego penisa. Kochali się tej nocy pięć razy i żadne z nich nie miało dosyć. – Ciekawi mnie, ile czasu możesz spędzić tu ze mną.
- Tyle, ile masz urlopu. – Owijał sobie wokół palców jasne włosy Ani. – Pamiętaj, że ja mogę pracować mobilnie. Odpoczęłaś?
- Nie muszę. – Musnęła opuszkami palców twardniejącego penisa. – Widzę, że ty też jesteś gotów.
- Dzięki tobie, Aniu. – Złapał w garść blond włosy i unieruchomił jej głowę tuż przed wzwodem.
- Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić? – Patrzyła na niego spod rzęs, czubkiem języka trąciła pękatą główkę.
- Wszystko, Aniu – mruknął, przyglądając się pełnym ustom, powoli obejmującym jego podniecenie.

Przez głowę Ani przemknęła myśl, że pewnie przyjdzie jej poczekać na wyznanie miłości z ust Krisa. Wiedziała, że z tym facetem nic nie jest proste. Nie przeszkadzało jej to. W końcu od samego początku było nietypowo, chwilami dziwnie. Miała pewność, że Kriss jest jedynym człowiekiem, z którym może być, czuć intensywnie, którego kocha i pragnie. Była przekonana również i o tym, że dla niego ona sama jest zbawieniem i że go uratowała. Wyrwała ze szponów przeszłości, zabiła demony.
Jej miłość, bo przecież to ona jest najsilniejszym motorem w życiu.

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Zakończone
Cena
Bezpłatne

Zobacz także