zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
No dobrze... Nie mogę się powstrzymać :) Zarwałam ubiegłą nockę i teraz jestem niewyspana oraz szczęśliwa, bo podoba mi się to co napisałam.
Miasteczko miało dziwną nazwę, która jak głosiła miejscowa legenda wzięła się od jego niezwykłego położenia - w połowie drogi do piekła, ćwierć kilometra do nieba. Było na tyle duże, żeby zadomowiło się w nim kilka kościołów, dwa nocne kluby i jeden supermarket, a na tyle małe, by mieszkańcy z jego przeciwległych krańców wiedzieli o sobie niemal wszystko. Latem tętniło życiem, zapełnione przez tłumy turystów, którzy przyjeżdżali tutaj dla przejrzystych wód otaczających go jezior i bezkresnych lasów, pełnych grzybów i jagód. Zimą, otulone zaspami białego śniegu i otoczone przez skute lodem tafle jezior, zapadało w letarg. Pokryte końskim brukiem wąziutkie uliczki pełne były zakurzonych sklepików, a małe ryneczki otaczały niewielkie domki, które jakby nieśmiało przycupnęły na ich skraju.
Pewnego chłodnego wieczoru, u skraju kończącego się lata, ulicą szła niewysoka dziewczyna. Wyglądała całkiem zwyczajnie - ciemne, miedziane, lekko kręcone włosy miała spięte z tyłu głowy, a buzię ogorzałą od słońca. Ubrana była w szarą wiatrówkę, a przez ramię przewiesiła niewielką torebeczkę. Tylko ten kto przyjrzałby się jej dokładniej, zauważyłby jeszcze trójkątną twarzyczkę, zbyt szerokie usta i ciemnobrązowe oczy otoczone firanką rzęs tak gęstych, że wydawały się nie być dziełem natury. Kiedy się uśmiechała, w prawym policzku robił się mały dołeczek, który nadawał jej twarzy lekko łobuzerski wygląd. Idąc raźnym krokiem, raz po raz witała się z kimś znajomym.
Tanja nie miała pojęcia, że dzisiejszego wieczoru śledzi ją wiele par niezwykłych oczu. Pierwsze z nich należały do mężczyzny o długich, jasnych włosach i bladej twarzy, Ukradkiem skradał się tuż za, zwinnie przemykając pomiędzy mijanymi przechodniami. Przypominał drapieżnika, właśnie ruszającego na łowy i podążającego tropem upatrzonej ofiary.
Ten, który pojawił się następny, był krępy i ciemnoskóry, a jego niezwykle błyszczące niczym lustra oczy, patrzyły z uwagą na niczego nieświadomą dziewczynę i podążającego za nią pierwszego Łowcę.
Lecz ona nie zwróciła na nich najmniejszej uwagi i szła dalej, rozbawionym głosem gawędząc z kimś przez telefon.
Nagle z ciemnego zaułka wyskoczył smukły, sprężysty cień. Czarny jak noc kocur o wielkich, złocistych oczach, ocierał się o łydki przechodniów, bacznie mierząc okolicę spojrzeniem.  Potem zatrzymał się i miauknął głośno, ale zajęta rozmową dziewczyna nawet nie odwróciła głowy. Wtedy wbiegł za budkę telefoniczną i zmienił się w niewysokiego mężczyznę o skośnych oczach, trzymającego w ręku dużą skórzaną teczkę. Strzepnął niewidzialny pyłek z rękawa garnituru, poprawił odrobinę przekrzywiony krawat i spokojnym, równym krokiem ruszył przed siebie, doskonale wiedząc, że nie jest jedynym śledzącym. Jego jakby wyciosana w kamieniu twarz, wykazywała nienaturalny spokój, a w migdałowych oczach czaiło się coś nie całkiem ludzkiego, coś magicznego.
Nikt z nich nie zauważył obecności czwartej osoby, szczupłej kobiety o długich, kruczych włosach zebranych w koński ogon na czubku głowy i dziwnie wytatuowanej połowie twarzy. Czarne oczy spoglądały na świat z wyjątkową ostrością, a pionowa zmarszczka przecięła gładkie czoło, gdy zauważyła ciemnowłosą dziewczynę i towarzyszące jej cienie.
Lecz doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że najgroźniejsi z Łowców jeszcze się nie pojawili.
Roześmiana Tanja właśnie witała się z przyjaciółkami, przed wejściem jedynego działającego nocnego klubu. Niedawno wróciła z miasta, gdzie studiowała przez kilka ostatnich lat i to był pierwszy wieczór, gdy mogła w końcu spotkać się z dawno nie widzianymi znajomymi, wypić piwo i poplotkować o wszystkich tych błahych lub poważnych wydarzeniach w miasteczku.
Wtedy właśnie spoczął na niej wzrok pewnego mężczyzny. Wyglądał niczym ucieleśnienie wszelkich marzeń kobiecych, które zeszło wprost z okładki modnego magazynu dla pań. Miał sylwetkę sportowca, kasztanowe lekko falujące włosy, seksowny dwudniowy zarost i oczy błękitne niczym niebo w bezchmurny, słoneczny dzień lata. Właśnie zmrużył je, w myślach recytując wiązankę przekleństw, bo zauważył również nie byle jaką konkurencję. Ale potem rozluźnił się, wiedząc że ma nad nimi wszystkim sporą przewagę.
Wmieszał się w tłum nie spuszczając wzroku z rozbawionych dziewcząt. Kiedy podeszły do baru, usiadł nieopodal starając się nie rzucać nikomu w oczy, co przy jego wyglądzie okazało się jednak zbyt trudnym zadaniem. Sącząc drinka intensywnie przyglądał się Tanji, zastanawiając się czy naprawdę warto toczyć tę grę o kogoś tak niepozornego.
Nagle drgnął i spojrzał w górę, na galeryjkę biegnącą nad parkietem. W niedbałej pozie, oparta o poręcz, stała kobieta w czarnej, połyskującej srebrem sukni. Miała wytworną fryzurę i wyraziste czerwone usta. Spostrzegła jego zainteresowanie i posłała mu kpiące spojrzenie, a oczy zabłysły jej niezwykłym, srebrzystym blaskiem.
Zaklął w duchu. Szósty Łowca, jedyny godny go przeciwnik. Z szyderczym gestem uniósł w górę kieliszek z szampanem, jakby chciał przesłać pozdrowienie. Na moment błękitne oczy straciły swą przejrzystość i zamieniły się w żółtozielone ślepia bestii. Tym razem nie zamierzał się poddać, nawet za cenę złamania obowiązujących w tej grze zasad. Tym razem stawka była zbyt wysoka.
Potem wstał i dopiwszy drinka, oblizał usta. Czas ruszyć na łowy.
Powoli podszedł do śledzonej dziewczyny. Stała samotnie przy barze, bo przyjaciółki na chwilę udały się do toalety. Lekko dotknął jej ramienia i pochylając się wyszeptał do ucha:
- Mam dziś wyjątkowe szczęście...
Nie zdążył jednak wyjaśnić jakie to szczęście, bo wystraszona Tanja zbyt energicznie się odwróciła. Nie dość, że nadepnęła mu nogę doskonale ostrym, szpiczastym obcasem, to jeszcze na skutek niekontrolowanego zamachu przywaliła łokciem dokładnie w sam środek twarzy, oblewając zawartością trzymanej w ręku szklanki. Dodatkowo widząc efekt swych niezamierzonych działań, dała gwałtowny krok w tył i potykając się o własne nogi, z głośnym rumorem walnęła o krawędź lady baru.
Jęknęło wszystko, choć głównie poszkodowany mężczyzna, łapiąc się za nos.
- Zwariowałaś?! – wrzasnął w wybuchu wściekłości. Pomimo panującego hałasu, jego głos zabrzmiał dość donośnie i kilka osób spojrzało w ich kierunku z zaciekawieniem.
- Bardzo przepraszam… - Tanja ze skruchą rzuciła się na ratunek, ponownie przydeptując mu stopę obcasem, tym razem tą drugą.
Wysyczał długą wiązankę przekleństw, a jego oczy pociemniały, przypominając teraz niebo tuż przed burzą.
- Jasna cholera! – zaklął macając się po obolałym nosie. Jednocześnie usiłował rozmasować poszkodowaną nogę, niezgranie podskakując, co dało całkiem niezamierzony efekt komizmu.
- Naprawdę mi przykro. To nie było specjalnie…
Spojrzał na nią z furią. Dodatkowo sprawę pogarszał fakt, że z pewnością przyglądało mu się pozostałych pięciu łowców. Ośmieszyła go! Nawet jeśli było to niezamierzone, to i tak miał ochotę ją udusić.
Tanja przez ten czas patrzyła na niego z niepewnością. W pierwszym momencie czuła tylko zakłopotanie i skruchę. Potem dołączył zachwyt. Ostatnie pojawiło się zwątpienie. Bo ten mężczyzna był zbyt doskonały, by mógł być prawdziwy. Gdzieś w głębi duszy odezwał się ostrzegawczy głosik, lecz był tak niewyraźny, że zdezorientowana sama nie umiała powiedzieć, co chciał jej przekazać.
Nieznajomy spojrzał na nią spode łba, potem westchnął ciężko i przywołał na twarz coś, co chyba w zamiarze miało przypominać uśmiech.
- To ja przepraszam. Moja wina, bo chyba cię zaskoczyłem. – W duchu zaś wyliczał wszystkie znane mu przekleństwa. Zaraz, zaraz. Jego informator coś wspominał o jakimś prześladującym ją pechu. Dlaczego u diabła, to on pierwszy padł jego łupem?
Uśmiechnęła się z rezerwą. Daren zaklął. Po prostu cudownie! Już na samym początku dał ciała. Zamiast oczarować, wytworzył niezamierzony dystans. Ale z drugiej strony, tak go przydepnęła tym obcasem, iż nie był pewien, że nie zrobiła żadnego otworu na wylot.
- Może jakiś drink na zgodę? – zaproponował delikatnie macając obolały nos.
Pewnie gdyby nie wyrzuty sumienia, to by się nie zgodziła. Skinęła głową i bez słowa przyglądała się jak zamawia butelkę szampana.
- Nie lubisz? – spytał widząc jej sceptyczną minę.
- Nie, dlaczego? Ale bąbelki mi szkodzą. Robię się zbyt wesoła – dodała rozglądając się w popłochu za koleżankami.
- Odrobina na pewno nie. – W duchu już zacierał ręce, bo może pójdzie łatwiej, niż się spodziewał. Kiedy dziewczyna się odwróciła, uczynił szybki ruch na kieliszkami, do jednego z nich wrzucając niemal przejrzysty proszek.
- Przepraszam, gdzieś w tym tłumie zgubiłam koleżanki – wyjaśniła usprawiedliwiająco sięgając po szampana. Ale w tym momencie zauważyła znajome twarze i uniosła rękę by im pomachać. Jednocześnie trąciła stojącą obok butelkę…
Tym razem aż tak się nie zdenerwował. Z lekką rezygnacją patrzył na pienisty strumień, moczący mu ubranie.
- Boże! Strasznie przepraszam! – W popłochu wyciągnęła paczkę chusteczek i rzuciła się by naprawić szkodę. Osłupiały mężczyzna przyglądał się jak padła na kolana i z twarzą dokładnie naprzeciwko jego korcza, energicznie zaczęła pocierać mokre spodnie. By ukoić nerwy sięgnął po omacku po kieliszek z alkoholem i wypił go duszkiem.
- Co wy tu robicie? – Łowczyni w srebrzystej sukni podeszła z boku i przyglądała się całej scenie z rozbawieniem. – No wiesz Darenie!... Żeby tak publicznie?
Spojrzał na nią z nagłym błyskiem zrozumienia. Klęcząca dziewczyna, majstrująca przy jego rozporku i wielka mokra plama dokładnie pośrodku krocza. Cholera!
- Zamknij się! – warknął, energicznie odsuwając od siebie Tanję. Siłą postawił ją na nogi i potępiająco popatrzył w spłoszone, brązowe oczy. Jakoś jednak tak niewyraźnie widział? Zamrugał, ale nic to nie dało. Chyba, że wypił z niewłaściwego kieliszka…
„Przecież to nie możliwe, bym miał aż takiego pecha?” - zdążył jeszcze pomyśleć, zanim na dobre odpłynął w niebyt, z głośnym hukiem zwalając się na podłogę.
***
Powrót do rzeczywistości był niezwykle bolesny. Jęknął, podnosząc się z własnego łóżka. Dokładnie wiedział, kto mógł go tutaj umieścić i wzdrygnął się, wyobrażając sobie wściekłość Najwyższego, gdy otrzyma dokładny raport poczynań swojego najgroźniejszego wojownika.
Do stu demonów! Dawał sobie radę z całymi armiami, a teraz poniósł porażkę w starciu z jedną, całkiem zwyczajną dziewczyną! A raczej z towarzyszącym jej pechem… Wykrzywił się do swego bladego, wręcz zielonkawego odbicia w lustrze. Na szczęście nos był tylko nieznacznie opuchnięty.
No cóż. Trzeba doprowadzić się do porządku i na nowo rozpocząć grę. Cholera! Ile by dał by wrócić do swego prawdziwego ja, a nie męczyć się w tej ludzkiej, zwyczajnej postaci. Na chwilę w lustrze zamigotało zupełnie inne odbicie, szczupłej, trójkątnej twarzy, o rozwichrzonych włosach i zielono żółtych oczach.
Daren westchnął i obraz zafalował. Znów stał tam jak najbardziej zwyczajny mężczyzna, może jedynie bardziej urodziwy od ogółu.
Polowanie się rozpoczęło. Siedmiu Łowców ruszyło, by przeciągnąć na swoją stronę niczego nieświadomą dziewczynę. Każdy mógł ją skusić za pomocą jednego z grzechów głównych. Każdy mógł więc zdobyć jej duszę. I chwilową władzę nad światem.
Ale on, on miał również inne zadanie. Kiedy je zrealizuje, zniknie równowaga między tym co ludzie uważali za dobro, a tym, o czym sądzili, że jest złem. Zapanuje chaos, wydobywając na wierzch wszystkie ukrywane grzechy, wszystkie tłumione instynkty. Zapanuje piekło i nadejdzie jego pan, by bez przeszkód objąć władzę i w tym świecie.
Uśmiechnął się krzywo do swego odbicia. Piekielny środek nasenny! Że też jako demon, nie jest odporny na te rzeczy? Piękny plan poszedł się walić, a on znów musi obmyślić coś nowego. Bo czas uciekał w zastraszającym tempie…
Po godzinie Daren siedział w pobliskiej kawiarni, nad filiżanką aromatycznej kawy. Tuż obok jego prawego łokcia leżała czerwona róża, na długiej, smukłej łodydze. Ze spokojem czekał aż pojawi się obiekt polowania, podjadając bez entuzjazmu, jeszcze gorącą muffinkę z kawałkami czekolady.
Gdzie ta piekielna baba się podziewa? Znał na pamięć rozkład każdego jej dnia i dokładnie wiedział, że w poniedziałki wstępuje tu na poranną kawę. Nie mogłaby być bardziej punktualna?
Właśnie kiedy po raz kolejny recytował w duchu nie nadającą się do powtórzenia, wiązankę przekleństw, odezwał się dźwięcznie miedziany dzwoneczek nad drzwiami i do środka weszła zamyślona Tanja. Z lubością wciągnęła do nosa zapach świeżo palonej kawy i usiadła na ulubionym miejscu pod oknem. Uśmiechem odpowiedziałam na pozdrowienie kelnerki i jak zwykle zamówiła to samo: podwójne espresso z francuskim rogalikiem, nadziewanym konfiturą. Potem pochyliła się nad wyjętą z torby książką, nie zauważywszy śledzącego ją, czujnego spojrzenia.
Daren westchnął i usiłując przywołać na twarzy czarujący uśmiech, wstał i podszedł do pochłoniętej lekturą dziewczyny. Mętnie pomyślał, że ich pierwsze, niefortunne spotkanie, odrobinę go zniechęciło do wykonania podjętego zadania. Ale nie miał wyboru.
- Co za niespodziewany widok! – wyszczerzył zęby, siadając naprzeciwko. Posłała mu spłoszone, zakłopotane spojrzenie. „To znów ten dziwny facet” - pomyślała zniechęcona, odsuwając na bok książkę. Nie miała wcale ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, nawet jeśli ten ktoś wyglądał niczym młody bóg i najwyraźniej starał się ją poderwać. Nie rankiem, kiedy jedynym marzeniem była chwila spokoju i aromatyczna kawa.
- Faktycznie – potwierdziła z rezygnacją, bo nie wyglądał na kogoś kto mógłby zmienić swoje zamiary. – Niespodziewany.
Przez dłuższą chwilę milczeli, przyglądając się sobie nawzajem. Jednak od ciszy, znacznie gorsza była niemal wyczuwalna obopólna niechęć.
- Przepraszam za wczoraj. Chyba nieźle ci przyłożyłam, skoro zemdlałeś z bólu?
Zgrzytnął zębami, usiłując jednocześnie zachować pogodny i beztroski wyraz twarzy.
- Ja zemdlałem?!
- Tak powiedziała ta dziwna kobieta w srebrzystej sukni…
- Ach ona! – Machnął niedbale ręką. – To moja eks. Podła, kłamliwa suka.
- Nieładnie się tak o kimś wyrażać.
- Kiedy to prawda. Mogę jedynie przeprosić za ostatnie określenie.
Pokręciła głową zrezygnowana. Jak widać, tak szybko nie pozbędzie się niechcianego towarzystwa. Co za namolny, pozbawiony wyczucia facet.
- Jesteś tu przejazdem?
- Zakochałem się w tutejszej, pełnej dziewiczego piękna okolicy i postanowiłem zostać na dłużej.
- Hę? – posłała mu sceptyczne spojrzenie.
- Umieram – oświadczył ze smutkiem. Musiał w końcu improwizować. – Dlatego wczoraj zemdlałem. Zdarza się to coraz częściej, bo też i jestem bliżej końca.
- Na co? – spytała ze współczuciem. – Wiesz, trochę się na tym znam, bo właśnie w tym roku skończyłam medycynę…
Jasny gwint! Co miał niby powiedzieć? Nie mogła mu się trafić jakaś mało rozgarnięta, kochliwa baba, która w ramach pocieszania konającego poszłaby na wszystko?
- Nie mówmy o tym – szepnął pochylając głowę. – Jestem samotnym, cierpiącym człowiekiem, który chciałby zaznać spokoju u kresu swego istnienia.
Cholera! Nie podejrzewał samego siebie, że umie być tak poetycki. Niech to się jak najszybciej skończy, bo porzyga się od nadmiaru tej tkliwości.
Dziewczyna ze zrozumieniem nakryła swą dłonią jego rękę. Nadal nie czuła ani cienia sympatii, ale nie mogła odmówić mu współczucia. Biedaczek! Faktycznie, wczoraj, gdy zwalił się niczym kłoda, z pobladłą, wykrzywioną dziwnym grymasem twarzą, sama pomyślała, że musi być na coś chory. Jak widać, nie myliła się.
Zerknął na nią spod opuszczonej głowy. Złapała haczyk? Dobra, trzeba kuć żelazo póki gorące.
- Wczoraj – utkwił spojrzenie w jej oczach. – Kiedy cię zobaczyłem… Pomyślałem… Miałem nadzieję… - jąkał się nieśmiało.
Jak kiedyś wypędzą go z piekła, to stanowczo może zacząć karierę jako aktor. Albo polityk. Chyba ma wrodzony talent?
W tym samym czasie spłoszona Tanja zastanawiała się nad jak najdelikatniejszą odpowiedzią. Pocieszanie umierającego to jedno, a umawianie się z nim na randki to drugie. Jak by się tu delikatnie wyłgać?
- Niestety to niemożliwe – westchnęła obłudnie.
- Masz już męża?
Idiota! Też powód!
- Jestem lesbijką – oświadczyła dobitnym tonem. – Zadeklarowaną lesbijką. Faceci ani odrobinę mnie nie kręcą. Mogę ci zaproponować tylko przyjaźń – dodała ze smutkiem, patrząc na jego osłupiały wyraz twarzy.
- Przyjaźń… - jak echo powtórzył to słowo.
Niemożliwe? Informator nic o tym nie wspominał! Dziewczyna łgała, tylko dlaczego? Nie podobał jej się? Bez przesady, chyba znów aż tak nie powinna wybrzydzać?
- Niestety – potwierdziła. O mało przy tym nie roześmiała się mu w nos. Sytuacja stawała się coraz zabawniejsza. – Za to dozgonną.
- Yyyy… - wyrwało mu się. Jeszcze czego! Co ona sobie niby myślała? Że zakochał się od pierwszego wrażenia? Niby kiedy? Jak przywaliła mu w nos czy jak wbiła obcas w stopę? Udusi ją! Przysięga na wszystkich przodków i Najwyższego! Udusi, gdy tylko będzie po wszystkim! Co za zarozumiałe, bezczelne babsko!
W takt tych niezbyt przyjemnych myśli, przywołał na twarzy czarujący i odrobinę zawiedziony uśmiech. Trzeba podtrzymać swój wizerunek.
- Ja to mam pecha. Nie dość, że moja narzeczona zginęła rok temu w wypadku, to jeszcze pierwsza kobieta, na którą zwróciłem uwagę… - westchnął z takim rozrzewnieniem, że aż podfrunęły do góry serwetki leżące na stoliku przed nim.
- Przeżyjesz – dał się słyszeć z boku pełen sarkazmu głos. Ciemnowłosa Łowczyni, tym razem w zwykłej, skromnej czarnej sukience, przysiadła się do nich, nie pytając o pozwolenie. – Posuń się Darenie. Jestem Sylwia – przedstawiła się, wyciągając dłoń w kierunku zaskoczonej Tanji.
- Nie zwracaj na niego uwagi. Lubi się nad sobą poużalać. To jego stary numer na podryw – udaje umierającego by zdobyć twoje zaufanie.
Z całej siły kopnął ją pod stołem. Tą suką też się odpowiednio zajmie, gdy już wszystko będzie skończone! Oddała mu, wbijając obcas w jego łydkę. Nawet się nie skrzywił, choć to co pomyślał, stanowczo nie kwalifikowało się do powtórzenia. Czy te baby nie mogły nosić zwykłych adidasów?
Zdezorientowana Tanja spoglądała na nich bez słowa. Jakoś nie wyglądali na parę. Może była to tylko przelotna znajomość, dlatego wyrażał się o swojej eks zbyt obcesowo? Poranna kawa w towarzystwie skłóconych kochanków, to wątpliwa przyjemność.
- Muszę już iść. Czeka na mnie cały tłum zasmarkanych pacjentów – uśmiechnęła się przepraszająco w pośpiechu sięgając po obszerną torbę i płaszcz, przewieszony przez oparcie krzesła stojącego obok.
Kiedy tylko zniknęła za drzwiami, błękitne oczy Darena zalśniły żółtym blaskiem.
- Wynoś się! – wysyczał w kierunku wciąż rozbawionej Łowczyni. – Wynoś się, bo sam cię poślę do…
- Do piekła? Daruj, ale w końcu i tak tam trafię. A swoją drogą, skąd ten durny pomysł z umieraniem? Zazwyczaj twoje metody są, hm… Bardziej zdecydowane?
Spojrzał na nią ponuro.
- Nie twoja sprawa.
- I ta róża! – Pokpiwała dalej, biorąc do ręki zlekceważony kwiatek. – Zrobiłeś się nieoczekiwanie romantyczny, wręcz ckliwy Darenie.
- Po co tu przylazłaś? Regulamin mówi, że nie możemy wchodzić sobie w drogę? – warknął, wypijając końcówkę kawy.
- Te całe polowanie… To strasznie nudne zajęcie, zwłaszcza kiedy wciąż się wygrywa. Nie masz ochoty się zabawić, jak ostatnio? Chyba, że teraz kręcą cię niewinne dzieweczki w typie naszej ofiary?
Spojrzał z ukosa.
- Ostatnim razem usiłowałaś mi odgryź… - prychnął, czyniąc nieokreślony gest ręką. - Wybacz więc, ale to mało kusząca perspektywa.
- Bez ryzyka nie ma przyjemności – rzuciła drwiąco. – Gdybyś nie chciał mnie zabić, nie byłoby problemu.
- Suka! – rzucił z nienawiścią. Ale zauważyła w jego oczach błysk narastającego pożądania. Demony bywały zazwyczaj bardzo aktywne seksualnie, ale podczas łowów musiały trzymać się z daleka od podobnych rzeczy. Daren nie był wyjątkiem i mogła się założyć, że już mu stanął.
Pstryknęła palcami i świat dookoła zwirował. Znaleźli się na strychu czyjegoś domu. Było tu gorąco, duszno i niezwykle cicho. Tylko gdzieś z oddali docierało do ich uszu gruchanie gołębi.
- To jak? – mruknęła podchodząc bliżej i dłońmi zaczynając pieścić jego tors.
Nienawidził jej, ale i nie potrafił się oprzeć. Zresztą gdyby miał okazję, to przeleciałby cokolwiek co tylko miało dwie nogi, bez względu na płeć czy wygląd. Kilkudniowa wstrzemięźliwość już dawno dawała się mu we znaki, ale kontakty z ludźmi podczas gry były surowo zabronione. Co innego jednak pozostali łowcy…
- Zerżnę cię niczym sukę, którą jesteś! Będziesz wyła z bólu, cierpiąc… - warknął, zdzierając z niej ubranie. Nie pozostała mu dłużna i po chwili, pchnęła go na twarde deski podłogi, dosiadłszy niczym wytrawna amazonka nieujarzmionego jeszcze rumaka. Jej piersi falowały w tak każdego ruchu, w oczach malował się zachwyt wymieszany z coraz bardziej narastającą rozkoszą. Ujeżdżała go coraz mocniej, z taką siłą, że całkiem już stracił panowanie nad samym sobą. Dłonie zacisnął niczym szpony na rozkosznie krągłych piersiach, potem przesunął je na kształtne pośladki, nakazując jeszcze bardziej zwiększyć tempo. Ustami przygryzał twarde, sterczące sutki, bawiąc się nimi, ssąc, drażniąc i za każdym razem wydobywając z jej ust ochrypły jęk rozkoszy.
- Och tak! Tak!... Mocniej, błagam cię, mocniej! – krzyczała odrzucając głowę do tyłu. Dochodziła szybciej niż on. Jeszcze kilka niemal konwulsyjnych ruchów i zamarła sztywniejąc i krzycząc z nieopisanej rozkoszy.
- Aaaa!...  
Nie czekał aż minie ekstaza. Błyskawicznie zmienił pozycję, zmuszając by uklękła przed nim i wsadził w rozchylone usta, nabrzmiałego, poprzecinanego fioletowymi żyłkami, członka. Bez sprzeciwu pozwoliła by zanurzył go aż po sam koniec, tak bardzo, że twarde jak kamienie jądra, dotknęły jej podbródka. Obie dłonie wplótł w gęste, ciemne włosy i wytrysnął, wciąż przytrzymując głowę kobiety. Posłusznie łykała każdą porcję spermy, patrząc w górę zamglonym wzrokiem, wciąż pełnym pożądania. To sprawiło, że i jego orgazm był nie do opisania, niemal jeszcze lepszy niż poprzednim razem.
Dyszał opierając się o ścianę i obserwując jak podnosi z ziemi podartą sukienkę.
- Widzisz? Było cudownie. A teraz wybacz – uniosła dłoń. – Robota czeka!
I zniknęła. Pozostał po niej tylko zapach i odrobina kurzu, wirującego w powietrzu.
Wciąż był wściekły, ale teraz przynajmniej mógł jasno myśleć. O tak! Ta kobieta potrafiła kusić! Nic dziwnego, że od kiedy się pojawiła, to wygrywała wszystkie kolejne polowania. Ostatnim razem, kiedy już prawie miał zwycięstwo w dłoni, zwinęła mu je sprzed nosa. Lecz tym razem będzie inaczej, już on się o to postara! W jego zółtozielonych oczach zapaliły się iskierki zdecydowania. Tym razem będzie inaczej, choćby miał złamać wszystkie zasady tej cholernej gry!
***
Kiedy już odrzuciło się wszelkie reguły, cale zadanie wydawało się tak proste, wręcz banalne. Zamiast namawiać dziewczynę by zgrzeszyła, kochając się z kim popadnie, sam siebie uczynił przynętą. Jako jedyny z łowców, zmienił swoją postać, czyniąc ją na ludzki sposób atrakcyjną. Nie obchodziło go przy tym, że inni podniosą słuszny protest, iż oszukiwał. Miał za zadanie wygrać za wszelką cenę. Pragnął tego zwłaszcza po ostatnim upokorzeniu jakiego doznał za strony Łowczyni. To ona od kilku polowań nosiła ten zaszczytny tytuł, a poprzednim razem dosłownie w ostatnim momencie odebrała mu zwycięstwo. Skąd mógł wiedzieć, że kretyn będący przedmiotem jego starań, zamiast gwałtu wybierze brutalne morderstwo pod wpływem nieopanowanego gniewu? Za to teraz smaży się w najgłębszych czeluściach piekła! Jest jeszcze jakaś sprawiedliwość na tym świecie…
Daren westchnął i z ociąganiem wszedł do malutkiej kwiaciarni. Dla niego całe to zielsko wyglądało jednakowo, ale musiał się postarać, ze względu na chęć osiągnięcia zadowalającego wrażenia. Posłusznie przytakiwał więc słowom ekspedientki, by w końcu opuścić sklep z ogromnym bukietem czerwonych róż.
Choć zaczynało padać, w miarę zbliżania się do celu, zwalniał. Z niechęcią myślał o kolejnym spotkaniu z Tanją. Może jednak trzeba było wynająć do tego jakiegoś fagasa? Tylko, że wtedy nie mógłby być pewien rezultatów. Podejmując się samodzielnego wykonania zadania, myślał że będzie miał nad tym całkowitą kontrolę. Niech to szlag trafi!
Kiedy stanął przed niewielkim, białym domkiem, o spadzistym czerwonym dachu i ścianach porosłych bluszczem, z nieba lunął rzęsisty deszcz, mocząc go tak obficie, że gdy doszedł do malutkiego ganku, nie było już na nim ani suchej nitki. Zaklął by rozładować napięcie, trochę poprzytupywał dla rozgrzewki, potem rzucił jeszcze jedno spojrzenie na rozłożysty bukiet i z markotną miną przycisnął dzwonek.
Nie spodziewał się, że będzie miał aż takie szczęście i otworzy mu powód jego zmartwień. Dziewczyna w milczeniu przyglądała się całkiem przemokniętemu mężczyźnie, o nieco zaskoczonym i ponurym wyrazie twarzy.
- Niech zgadnę? Przechodziłeś przypadkiem?
Zerknął na trzymane w ręku kwiaty.
- Nie. Przyszedłem specjalnie.
Westchnęła i gestem zaprosiła go do środka.
- Chodź za mną. Trzeba cię najpierw wysuszyć, bo nabawisz się jakiegoś przeziębienia.
Zaprowadziła go do niewielkiej łazienki. Z wąskiej szafki za drzwiami wyciągnęła świeży, puszysty ręcznik, z wieszaka zdjęła szlafrok.
- To mojego brata, ale jest czysty. Mokre ciuchy wrzuć tutaj – wskazała na pralkę. - Potem przyjdź korytarzem do ostatniego pokoju po prawej. Musimy poważnie porozmawiać.
Wytarł się do sucha, a następnie usiłował wcisnąć w to coś, co mu dała. Z ponurą miną przejrzał się w lustrze. Wyglądał w tym brązowym śmieciu jak w rzeczach po młodszym bracie. Zabawnie, podczas gdy on chciał wywrzeć wrażenie silnego, seksownego faceta o tragicznej przeszłości. Tragedię miał jak w banku, wystarczyło spojrzeć…
- Jest za mały – powiedział, wchodząc do schludnego, niewielkiego pokoiku. Tanja czekała na niego, siedząc w fotelu pod oknem.
- Owszem – zaczęła się śmiać. – Nie gniewaj się, ale wyglądasz bosko!
Mruknął coś pod nosem i poszukał wzrokiem miejsca, gdzie mógłby usiąść. Najwyraźniej pozostało mu tylko łóżko. Czyżby? Malutka iskierka nadziei napełniła go nieoczekiwaną radością.
- Jak masz na imię? – spytała, podając mu parujący kubek z herbatą.
- Daren.
- Dość niezwykłe. Tu masz cukier, jeśli słodzisz, a tu ciasteczka, jeśli lubisz. Jestem Tanja.
- Wiem.
Uniosła brwi w niemym zdumieniu.
- A jak niby dowiedziałem się gdzie mieszkasz? Pytając o taką jedną, z kręconymi ciemnymi włosami?
Źle! Powinien był raczej powiedzieć, że szukał imienia i adresu najpiękniejszej kobiety w miasteczku. Cholera, cholera, cholera! Ale nie mógł się powstrzymać od sarkazmu.
- Nieważne. Raczej wyjaśni mi swą nieoczekiwaną wizytę z bukietem kwiatów.
- Chciałem cię znów ujrzeć! – szepnął namiętnie, posyłając jej gorące spojrzenie. Efekt zepsuł nieco fakt, że trochę wiało mu po gołych łydkach, wystających spod kusego szlafroka. Lekko poirytowany tym Daren pomyślał, że zdecydowanie łatwiej być demonem: raz, dwa i po wszystkim. Dlaczego ludzie wymyślali sobie tak skomplikowaną drogę do celu? Przecież i tak wszystko kończyło się w jednakowy sposób?
- Pójdę włączyć suszarkę. Inaczej albo wrócisz do domu w tym czymś, albo zostaniesz do jutra rana – uśmiechnęła się przelotnie.
- Mogę zostać! – zawołał za wychodzącą dziewczyną.
Kiedy zniknęła, jego twarz przybrała zupełnie inny wyraz. Pojawiła się na niej wściekłość i prawdziwa żądza krwi. Och, jak on by chętnie ją… Naprędce wymyślił kilka brutalnych, pełnych okrucieństwa metod, delektując się ich szczegółami. Ale gdy skrzypnęły drzwi, w pośpiechu starał się wypogodzić i znów wyglądać jak zabiedzony, potrzebujący współczucia psiak.
- Kwadransik i będzie po kłopocie. Nie myśl, że aż tak bardzo chcę się ciebie pozbyć, ale… To nie w moim stylu gościć u siebie całkiem obcych ludzi.
Nie chciała go urazić. Lecz pragnęła również by jak najszybciej sobie poszedł. Owszem, niezwykle silnie oddziaływał na jej zmysły i nawet w tej chwili podbrzusze pulsowało jej podnieceniem, ale… Czuła się niepewnie, bo gdzieś w zakamarkach umysłu pojawiła się kusząca wizja. A gdyby tak choć raz sobie odpuściła zasady? I kochała się z nim, dziko, namiętnie, bez zahamowań? To mogłoby być cudowne!
„Co za drętwa baba” – myślał w tym czasie demon, popijając herbatę. „Siedzi niczym kołek i ani drgnie! Może faktycznie jest lesbijką, skoro w ogóle nie działa na nią moja obecność?”
- W takim razie musimy po prostu lepiej się poznać.
- To długa droga. A ty wyglądasz raczej jakbyś miał ochotę na szybki, krótki numerek – powiedziała bez zastanowienia. Dopiero przy ostatnich słowach się zarumieniła.
- Ja?! – postarał się by na jego twarz wypłynęło szczere oburzenie. – Jestem bardzo uczuciowym facetem. Nie zaczynam znajomości od łóżka.
Wyglądała na dość sceptycznie nastawioną. Trzymała w dłoniach ten swój kubek z herbatą i obracała go dookoła, lekko zamyślona.
- Akurat – mruknęła. – Zamiast rozmawiać o upodobaniach, wesołych wydarzeniach z dzieciństwa, ulubionych potrawach czy muzyce, my od razu wskoczyliśmy na temat związany z seksem.
- Widocznie oboje chcemy tego samego?
- Tak – odpowiedziała zdecydowanie, wprawiając go w konsternację. – Ale nie dziś i nie tutaj.
- Jutro u mnie? – spytał z zachłanną nadzieją.
- Nieee… Ty nic nie rozumiesz?
Czego niby nie rozumiał? Po raz pierwszy przyszła mu do głowy myśl, że może jednak nie nadawał się do tego zadania.
- To chcesz się ze mną kochać czy nie? – spytał poirytowany.
Patrzyła na niego bez słowa, a na policzki wypływał jej powoli krwisty, purpurowy rumieniec. Uczuciowy facet? Akurat! Dobrze wyczuwała, że w jego tkliwych zapewnieniach był jakiś fałsz, czułości podszyta była brutalnością. Musi delikatnie się go pozbyć i z całych sił unikać. Dlaczego akurat ją wybrał sobie na cel? Było tyle piękniejszych, seksowniejszych i dużo łatwiejszych kobiet? Nie powinna dopuścić więcej do takiej sytuacji sam na sam, jak teraz.
- Nie – powiedziała cicho.
- Dlaczego?!
Miał wypisane na twarzy tak żywe zdumienie, że o mało się nie roześmiała.
- Będziemy mieli dziś wieczorem gości, muszę jeszcze udekorować babeczki i zastawić stół w jadalni. Przyjeżdża rodzina mojego taty. – Wstała z fotela, chwytając pusty talerzyk po ciastkach. Pomyślała mętnie, że mogłaby napuścić na Darena Izoldę, starszą siostrę ojca, starą pannę i zdeklarowaną nimfomankę. Westchnęła. Chyba jednak by się nie skusił.
- Mogę zostać? – spytał ponuro.
- Jeśli chcesz, to dlaczego nie? Przyniosę ci za chwilę ubranie.
Dwie godziny później, przedstawiony jako przyjaciel z pracy, siedział lekko ogłuszony panującym gwarem, przy długim, suto zastawionym stole. Po prawej miał jakiegoś zramolałego staruszka, kompletnie głuchego, o błogim, jak u psychopaty uśmiechu. Po lewej Tanję, która zajęta była rozmową z bladym wypłoszem, o nosowym, pełnym wyższości głosie. Za to naprzeciwko… Siedziała tam jakaś podstarzała, wyfiokowana lafirynda, posyłając mu kuszące uśmieszki i wieloznaczne spojrzenia. Nie mówiąc już o tym, że stopą macała go po łydkach. Dlaczego ta dziewucha nie wdała się w ciotkę? Miałby takie łatwe zadanie…
Z zasady nie ma czegoś takiego jak pijany demon. Ale przybierając ludzką postać, musiał również liczyć się z tym, że nie do końca będzie to tylko przemiana zewnętrzna. Dlatego właśnie po wybiciu piątego kieliszka wina, zaczęło szumieć mu w głowie.
- Daren? Coś nie tak? – Zaniepokojona Tanja od razu zauważyła jego mętny wzrok i dysproporcję w ruchach.
- Nie myślałem, że kiedykolwiek to powiem. Za dużo wypiłem…
- Chodź. Zabiorę cię gdzieś, gdzie będziesz mógł dojść do siebie.
Ująwszy go pod ramię zaprowadziła do swojego pokoju.
- Jakie lekarstwa bierzesz na tą swoją tajemniczą chorobę?
- No dobrze, łgałem – powiedział desperacko usiłując utrzymać się w pionie. – Bo miałem cholerną ochotę cię przelecieć! Nadal mam!
Pokiwała głową zrezygnowana. Nawet teraz myślał tylko o jednym.
- Zostań ze mną – wymruczał zanim zwalił się na łóżko. – Zerżnę cię tak, że na kolanach będziesz błagała o więcej…
Potem błogo chrapnął, pogrążając się w słodkim, pijackim śnie.
Tanja usiadła rozdygotana w fotelu obok. To co przed chwilę powiedział, w sposób jaki powiedział… Dłonie, które tak chaotycznie przesuwały się po jej ciele…
Jęknęła. Jednak dobrze, że był aż tak pijany!
***
Bardzo powoli odzyskiwał świadomość samego siebie. Wzrok szybko przyzwyczaił się do panujących wokół ciemności, a potem przyszła świadomość ciepła drugiej osoby, leżącej tuż obok na łóżku i w najlepsze pochrapującej.
Choć pękała mu głowa, to o mało nie zatarł rąk z zadowolenia i nie wykrzyknął gromkiego hura. Teraz ma okazję! Szybko, starając się robić jak najmniej hałasu, zsunął spodnie i przytulił się do Tanji, która tak nieopatrznie sama mu się podłożyła. Już czuł jak twardnieje mu członek, a po głowie krążą chaotyczne myśli. Nie dość, że wygra, to jeszcze sobie ulży! Musi być tylko czuły i zdecydowany, żeby ta kretynka nie uciekła w popłochu.
Głęboko odetchnął i ignorując niewielkie zawirowania w żołądku, przystąpił do działania.
- Już tego pierwszego wieczoru w barze, nie mogłem oderwać od ciebie oczu – szeptał, czule gładząc jej nieruchome ramię. – Wiesz, jak boli mnie twa obojętność – jęknął z udawana rozpaczą, jednocześnie myśląc z irytacją, że przecież nie mogła aż tak mocno zasnąć. – Tanju, błagam…
Wciąż nic! Co za wstrętne, nieczułe dziewuszysko! Słusznie od samego początku nie darzył jej sympatią.
Przerwał pieszczoty i przyjrzał się z zastanowieniem dość niewyraźnej w tych ciemnościach postaci. Akurat to mu teraz nie przeszkadzało, przeczytał w internecie, że mrok i bliskość, to najlepsze afrodyzjaki. Jak widać nie dla niej, bo wciąż cicho pochrapywała, śpiąc w najlepsze i ani odrobinę nie reagując.
Widać, trzeba to zrobić bardziej stanowczo. Zacisnął zęby i wepchnął dłoń pod kołdrę, a potem pod skraj nocnej koszuli. Po czym jego ręka zanurzyła się w istnym buszu – był to szorstki, splątany gąszcz długich włosów łonowych, biegnących szeroką smugą od pępka w dół.
Daren zamarł w bezruchu, wybałuszając w ciemnościach oczy. Niemożliwe, żeby aż do tego stopnia nie dbała o higienę?! Przecież to obrzydliwe!
Kobieta poruszyła się lekko i sapnęła pobudzona, czując jego dotyk w tych najbardziej intymnych częściach ciała.
No, nareszcie! Chyba się budziła. Choć z drugiej strony robiło mu się niedobrze na samą myśl o jakimkolwiek intymnym zbliżeniu. Nawet jego stwardniały z podniecenia członek, jakby lekko sflaczał.
- Ukochana – wyszeptał z determinacją, wkładając w te słowa maksimum uczucia. – Pragnę cię! Dziś, teraz, w tej chwili… Tak bardzo cię pragnę!
Jednocześnie starał się usunąć przeszkodę w postaci długiej, wykrochmalonej nocnej koszuli. Co za barchany ubierała ta kobieta? Niczym własna prababka! Sapnął gdy udało mu się w końcu rozedrzeć oporny materiał. W pośpiechu, aby całkiem nie przeszła mu ochota, rozchylił jej pośladki i jednym gwałtownym ruchem, wszedł do środka.
Wrzasnęła, jakby ktoś ją oskalpował. Demon bez namysłu zaczął się poruszać w zbyt suchym, choć gorącym wnętrzu. Jak najszybciej chciał to zakończyć. A potem czeka go już tylko chwała i potęga!...
Jęknął, bo tak bez poślizgu bolało. Drugą ręką złapał kobietę za piersi, z niesmakiem myśląc, że bez stanika są jakieś obwisłe i pomarszczone.
O Najwyższy! Niech to się już skończy! Zamknął oczy, z desperacją usiłując wyobrazić sobie jakąś seksowną, ponętną blondynkę. Bez tego w życiu nie dojdzie! W dodatku ten zapach jej skóry, lekko zalatujący stęchlizną…
Dyszał, uderzając coraz mocniej i z coraz większą desperacją. Kobieta albo piszczała cienkim głosikiem, albo jęczała niczym więzień na torturach. W końcu też zrobiła się w miarę wilgotna, tam w środku. Czuł, że pomimo niesprzyjających warunków, zaraz eksploduje. Jednak długa wstrzemięźliwość zrobiła swoje.
- Złap mnie dupę, bo nie dojdę! – wykrzyknęła naraz wijąc się w jego objęciach.
I w tym momencie do wstrząsanego drgawkami erekcji Darena dotarło, że to nie była Tanja! Wystrzelił, z przerażeniem wpatrując się w twarz tej podstarzałej lafiryndy, która z takim zapałem podrywała go przy stole. O, do stu diabłów!
„To nie może być prawda” – myślał gorączkowo, wyrywając się z pazernego uścisku, z wciąż jeszcze sterczącym członkiem. Z czubka kapała mlecznobiała ciecz, a kobieta leżała na łóżku głośno dysząc.
- Tanja?! – jęknął, macając dookoła siebie w poszukiwaniu ubrania.
- Zgłupiałeś czy co? Moja bratanica śpi w pokoju obok. Ale nie było źle, prawda? – zalotnie mrugnęła jednym okiem.
Jeszcze nigdy, z takim pośpiechem, demon nie uciekał z żadnego miejsca. Nawet nie założył spodni, tylko trzymając je w garści, wyskoczył przez okno. I oczywiście nadział się skrajem pośladka, prosto na samotną sztachetę płotu…
***
- Jak samopoczucie? – Sylwia usiadła tuż obok, zerkając na niego kpiąco. Biedaczysko! W tej rozgrywce demon miał przedziwnego pecha. Co by nie zrobił, kończyło się dla niego wręcz tragicznie.
- Odczep się – burknął nieuprzejmie.
- Jeszcze boli?
Zgrzytnął zębami w niemej wściekłości, ale nie odpowiedział na zaczepkę. Zresztą nie miał ochoty wspominać tamtych wydarzeń.
- Przecież lubisz brutalny seks? Choć przyznam, że nie słyszałam, abyś kiedykolwiek bzykał się z kawałkiem drewna, w dodatku analnie!
- Och! Zamknij się wreszcie!
- Mam tylko nadzieję, że nie będziesz teraz robił loda każdemu napotkanemu patykowi?
Gdyby nie to, że był tak obolały, już on by jej pokazał! Kiedy nadejdzie pora, policzy się z nią jako pierwszą. Nie, drugą. Pierwsza będzie ta wstrętna, obrzydliwa dziewucha.
- Myślałeś, że grzech nieczystości będzie najskuteczniejszy do przeciągnięcia jej na swoją stronę?
- Zazwyczaj bywa.
- Źle wybrałeś Darenie. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Zerknął na nią podejrzliwie.
- Taka jest święta?
- Ależ skąd! Ale i tak myślę, że przed tobą niezmiernie trudne zadanie.
- Jeszcze zobaczymy – powiedział złowróżbnie. – A jak zwyciężę, to wtedy dopiero się z tobą rozprawi
babeczkarnia

Opowiadanie

Autor
Babeczka
Stan
Zakończone
Cena
Bezpłatne

Zobacz także