zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).

Wakacyjny epizod (I)

0 Review
1,60 zł
Brutto
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Wakacyjne klimaty, bo wciąż mamy wakacje :-)
Przygoda Izy w autobusie nie jest fikcją. To się wydarzyło mojej koleżance tyle, że w tramwaju :-)

Rozdział 1

- Ale jak to – koniec z nami?! – Patrzył na mnie swoimi maślanymi oczami, a ja biłam się z myślami, co tez widziałam w tym duraku.
- Nie pasujemy do siebie. – Postanowiłam podejść go jakoś łagodnie, widząc zaszklone, pełne łez ślepia. – Zasługujesz na kogoś lepszego. – Aż mi się żołądek wywracał, gdy serwowałam mu te ckliwe teksty. -  Ja się nie nadaję do związków, a ty potrzebujesz kogoś, kto będzie cię kochał.
- Ale ja cię kocham!

Wobec tego „argumentu” czułam kompletną bezradność. Ani on mnie, ani ja jego nie kochałam. Byliśmy ze sobą od trzech lat, z czego ostatnie dwa i pół roku z przyzwyczajenia, może z nudów. Nie interesowałam się wcześniej mężczyznami, a Grzesiek „przytrafił się” od tak sobie. Poznaliśmy się na imprezie, na którą oboje przyszliśmy bez pary. Pomyślałam, że może poza lubieniem go, poczuję coś więcej po jakimś czasie, może nawet pokocham. Nic takiego się nie wydarzyło. Od dwóch miesięcy drażnił mnie i odpychał fizycznie. Nie brzydził, ale przestałam cokolwiek czuć podczas seksu. To zaważyło, podjęłam decyzję o rozstaniu.

- Odpocznijmy od siebie przez wakacje, a później czas pokarze. – Cofnęłam dłonie, ułożyłam je na kolanach pod stołem. Zdążyłam, nim chwycił mnie za nie.
- Ale to znaczy, że chcesz jechać beze mnie na wakacje? – Ewidentnie nie pojmował, że z nim zrywam, a może udawał tylko. – Masz kogoś?
- Mam pracę. – Traciłam cierpliwość. – Wyjeżdżam.
- Mógłbym jechać z tobą i dotrzymać ci towarzystwa. – Nie dawał za wygraną.
- Będę wychowawcą kolonijnym dzieci. – Strzeliłam pierwsze, co mi przyszło do głowy. – Kilkulatków.

Wiedziałam, jak nie cierpi tych, tak zwanych, smarkaczy. Niekontrolowany grymas wykrzywił mu twarz. Wiedziałam, że celnie trafiłam.

- To chociaż pozwól mi się odprowadzić na pociąg i odwiedzić na miejscu. – Uparty osioł.
- Jedziemy autokarem – brnęłam w kłamstwa.
- Nalegam.

Westchnęłam wiedząc, że ten jeden raz muszę ustąpić. Wiązało się to niestety z poszukiwaniem pracy wychowawcy kolonijnego. W sumie, czemu nie. Może być ciekawie, a i trochę dodatkowego grosza się przyda.
Nie miałam się komu wyżalić. Monika, moja psiapsiółka wyjechała do pracy za granicę i miała wrócić za trzy miesiące. Była tak zajęta, że mimo, iż obiecała dzwonić wieczorami, ledwie wysłała maila o treści, że pada na twarz i zadzwoni, gdy się wyśpi. Nie zawracałam jej głowy. Znałam ją i wiedziałam, że widocznie faktycznie musi być ledwie żywa.
Wieczorem odpaliłam internet i włączyłam wyszukiwanie ofert pracy. Zapisałam na pulpicie kilka skrótów do stron z ofertami, po czym włączyłam ulubiony serial – usypiacz. Usnęłam, nim akcja odcinka rozkręciła się na dobre.
Rankiem ubrałam „grzeczną” bluzkę, najbardziej pasującą do rozmów w sprawie pracy. Elegancja jasnej koszuli z kołnierzykiem i maleńkimi guziczkami mówiła, że jestem odpowiedzialna i poważnie podchodzę do spotkania z pracodawcą.
Postanowiłam jechać autobusem, co jak się okazało, było bardzo złym pomysłem. Namolny froterysta napastował szczupłą dziewczynę, stojącą przy wejściu. Ta zamiast odgonić natręta, pąsowiała na twarzy, starając się od niego odsunąć. Bezskutecznie, zboczeniec dobijał do jej biodra namiotem w spodniach, ocierając się o nią nieznacznie. Minę miał przy tym taką, jakby zamyślił się nad problemem egzystencjonalnym. Na pierwszym z przystanków dziewczyna wyprysnęła z autobusu i mogłabym się założyć, że to nie był jej przystanek. Rozumiałam ten pośpiech, choć będąc w jej sytuacji, z całą pewnością zareagowałabym zupełnie inaczej. Poza mną, w tylnej części pojazdu, siedziała jeszcze tylko starsza, zapatrzona w przestrzeń za oknem kobieta i śpiący na tak zwaną „popielniczkę” mężczyzna. Wyglądał na mocno wczorajszego. Pewnie wracał po nocnej imprezie. Chrapnął, ocknął się, rozejrzał wokoło, po czym ponownie zapadł w sen.
Froterysta namierzał kolejną ofiarę, ale poza mną, nie było w pojeździe żadnej dziewczyny. Nie nadawałam się na obiekt jego ataku. Siedziałam, więc nie mógł się o mnie ocierać. Nie doceniłam go. Po chwili wahania przysiadł się, po czym zaczął majstrować przy rozporku. Minutę później siedział z rozszerzonymi udami, a sterczący purpurową główką penis, wystawał z rozpiętych dżinsów. Osłupiałam, nie wiedząc, jak zareagować. Nie zamierzałam mu się przyglądać, żeby nie poczuł się zbyt pewnie i podniecił się jeszcze bardziej. Odwróciłam głowę i niewidzący wzrok wbiłam w przesuwające się za oknem budynki. Myślałam, że tak go przetrzymam, ale nie doceniłam zdesperowania mężczyzny. Aż podskoczyłam czując coś gładkiego, czym zostałam dziabnięta w ucho. Odwróciłam głowę, by napotkać patrzące na mnie oko. Miałam przed oczami kutasa. Facet stał z penisem w ręku i starał się nim dotknąć mnie, ale byłam szybsza.

Powyżej to tylko fragment opowiadania. Jeśli chcesz przeczytać całą część, to zapraszamy do zakupu.
Jeśli chcesz przeczytać więcej i zapłacić sms, kliknij tutaj!
Jeśli chcesz zapłacić przelewem, wrzuć produkt do koszyka!

Opowiadanie

Autor
Mikakamaka
Stan
Zakończone
Cena
Płatne

Zobacz także