zamknij Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
  • Nowość

Doppio (I)

0 Review
1,60 zł
Brutto
Ilość

favorite Dodaj do mojej półki

Iza

 

- Ty weź się zachowuj! To ślub naszych staruszków, a ty zachowujesz się, jak człon.  – Starałam się ukryć wstręt jaki poczułam, patrząc na podpitą Baśkę.

Basia wpadła na mało inteligentny plan, by dodać sobie kurażu, a właściwie urozmaicić jakoś nudny obowiązek i w tym celu osuszyła pokaźnych rozmiarów kieliszek z wiśniówką domowej roboty. Kieliszkiem był tylko z kształtu, bo pojemnością przypominał kufel. Teraz mocno zarumieniona, z głową przechyloną na bok wpatrywała się w ołtarz, przed którym rodzice odnawiali ślubowanie małżeńskie.

- Tych oto dwoje ludzi połączyła miłość, a w ślad za miłością i węzeł małżeński. – Podniosły głos księdza niósł się w śród ławek, odbijał od ścian, mieszał z wonnym kadzidłem.

- Miłość, sriłość – mruknęła Basia, więc musiałam wpakować jej łokieć w bok. – Mamuśka zaszła w ciążę bliźniaczą, to co było robić? Trza się było dać zaobrączkować i piać z radości, choćby tylko na pokaz.

- Stul dziób, idiotko! – syknęłam, choć nie robiłam sobie nadziei na pozytywny efekt.

Poczułam pełen dezaprobaty wzrok męża, który palił mnie w kark. Nie wiedział, że uciszam Baśkę. Dla niego wyglądało to pewnie na pogaduchy sióstr. Poczuł się w obowiązku, by przywołać żonę do porządku. Zacisnął palce na dłoni, którą trzymał w uwięzi. Zawsze tak robił, by zaznaczyć swoją władzę nade mną. Uwielbiał sprawować kontrolę, mieć wszystko perfekcyjnie poukładane. Żona, rodzina, cały świat chodził, niczym tryby w szwajcarskim zegarku. On sam był sercem mechanizmu, choć lepszym porównaniem byłoby, że mózgiem. Tak się czuł, to mu pasowało do wizji samego siebie. Dowiedziałam się o tym niestety dopiero rok po ślubie. Wcześniej przypominał chodzący ideał. Nawet mojej siostrze zamydlił oczy. Firma dopięta na ostatni guzik, każdy z dokumentów pracowniczych, rozliczeń z klientami, wszystko w absolutnym porządku. Nie chciał mieć dzieci, ja musiałam to zaakceptować. Potomstwo było czymś, czego nie mógł poprowadzić według planu, więc wolał odłożyć wpierw pieniądze na dzieci, pozostawiając ich spłodzenie na później. 
Widziałam, że przygląda się moim rodzicom. Wiedziałam, że współczuł im życia. Znał fakty z ich przeszłości, jak ten, że tata nieźle rozrabiał w małżeństwie. Kochanka, alkohol, kredyt wzięty bez głębszego przemyślenia, to wszystko spowodowało, że rodzina pękała w przysłowiowych szwach. Mój mąż nie zamierzał dopuścić do czegoś podobnego. Miał zaplanowany każdy dzień z pozostałych mu do końca życia. Jeśli pijany kierowca nie wjedzie w niego, czy też spadająca cegłówka nie rozbije czaszki, to będzie postępował według starannie ułożonego planu.

Dziś miało mieć miejsce huczne przyjęcie. Wraz z siostrą zorganizowałyśmy je na życzenie mamy. Wytyczne wypisała w kilkunastostronicowym zeszycie. Nawet utwory puszczane prze didżeja, ułożyła w odpowiedniej kolejności. Nie wyrażała zgody na jakiekolwiek odstępstwa od harmonogramu. Miał być kościół, później przyjęcie w moim ogrodzie, a na zwieńczenie imprezy fajerwerki. Te ostatnie oczywiście o północy. Dlaczego w moim ogrodzie? Z oczywistych powodów. Pierwszy, to oszczędność. Wynajem lokalu kosztowałby zbyt wiele. Drugi był taki, że zarówno nasz ogród, jak i dom, są piękne. Oczywiście pasują do idealnej wizji mojego męża. Oprawa naszego bytu i tylko ja zaczynałam się w tym wszystkim dusić. Żona – prawie jak mebel. Połowica – wygodny i niekłopotliwy rekwizyt wygodnego życia.

Otrząsnęłam się z pędzących w niewygodnym kierunku myśli i starałam się skupić na słowach księdza. Basia zakłócała mi oczywiście delektowanie się uroczystością, ale franca zawsze tak miała. Twierdziła, że fakt, iż urodziła się o minutę wcześniej, daje jej pierwszeństwo we wszystkim. Miałam się podporządkować i siedzieć cicho, albo spuszczała mi łomot. Oczywiście winę za wszystko zrzucała na mnie, więc dodatkowo dostawałam karę za bójkę z siostrą. Narzucanie swojej woli było codziennością. Kiedyś się nienawidziłyśmy. Robiłyśmy sobie na złość, odgrażałyśmy się sobie i unikałyśmy, jak ognia. Teraz kochałam Baśkę i zazdrościłam jej życia.

Powyżej to tylko fragment opowiadania. Jeśli chcesz przeczytać całą część, to zapraszamy do zakupu.

Opowiadanie

Autor
Wspólne
Stan
Trwające
Cena
Płatne

Zobacz także