Pamiętnik

with 2 komentarze
Pamiętnik opowiadanie erotyczne o zakazanej miłości. Seks z tatą. Seks z córką.Niedziela, 1 lipca 2012

Znów lato i upał. Gorąc daje się we znaki.
Mam na imię Weronika, ale większość mówi mi Wronka.
Mieszkam z ojcem w ogromnej willi z basenem, wielkim ogrodem i właśnie zaczęły się wakacje, a ja jak na razie nie mam planów. Mam za to kasę do dyspozycji, tej nam nigdy nie brakowało, samochód i... skończone osiemnaście lat, choć na to nie wyglądam.
Jestem drobna, jak to mówią. Jedyne, czego mi natura nie poskąpiła, to biust. Ten nie jest drobny, ale od pewnego czasu przestało mi to przeszkadzać. Kiedyś maskowałam wielkość piersi, wstydząc się łakomych spojrzeń kolegów, ich niewybrednych uwag.

W końcu jednak zaczęła się we mnie budzić kobieta, moje ciało zaczęło się budzić.
Do tej pory "zaliczyłam", brzydko mówiąc kilka numerków z moim chłopakiem, ale nie było to nic o czym warto pisać w pamiętniku. Zresztą przestał być moim chłopakiem w momencie, w którym zastałam go z kutasem w ustach mojej "najlepszej" koleżanki. Impreza, alkohol, samo życie...

Poniedziałek, 2 lipca 2012

Zastanawiałam się właśnie jacy faceci pociągają mnie najbardziej i doszłam do wniosku, że dojrzali, w wieku mojego ojca. Tata jest "człowiekiem sukcesu" i jest samotny odkąd się rozwiódł, matka była alkoholiczką od kiedy pamiętam, zawsze na lekkim gazie. W końcu potwór alkoholowy ją zeżarł do cna i zgasła. Nawet za nią nie tęskniłam, kojarzyła mi się zawsze z odorem trawionego alkoholu i awanturami.
Ale nie o tym tu miałam pisać.
Pamiętnik jest po to, by w nim spisywać sekrety.
No więc jacy faceci...
A swoją drogą, jak tata radzi sobie z popędem seksualnym? Jest niedaleko po czterdziestce, a nie widziałam go nigdy z żadną kobietą. Może ma jakąś kochankę, a może korzysta z płatnej miłości...
Jest w końcu bogaty... i przystojny.
Tacy faceci mnie kręcą, dojrzali.
Takiego faceta chcę i znajdę.
Tylko jak?

Wtorek, 3 lipca 2012

Nudy nudy nudy.
Dobrze, że mamy basen w ogrodzie. Cały dzień wylegiwałam się w cieniu, czytałam książki i pływałam. Wkurwiał mnie tylko gościu z kosiarką, nasz ogrodnik. Dobrze, że przychodzi tylko we wtorki. Tata wrócił jak zwykle wieczorem i zaszył się w gabinecie.

Środa, 4 lipca 2012

Od rana czułam mrowienie w dole brzucha, czekałam na coś.
Rano tata wyjechał, jak zwykle całując mnie w czoło ze swoim zwyczajowym "miłego dnia Wronko" i już go nie było. Po dwóch godzinach zatelefonował, że przyjedzie do nas jego wspólnik i że niestety on się spóźni o jakieś dwie godziny, bo po jakieś papiery musi do sądu jechać i ble ble ble. Miałam pana Tomasza zaprosić do gabinetu, jakąś kawę mu zrobić, i przeprosić za spóźnienie i wyjaśnić, że nie mógł się do niego dodzwonić, choć próbował. Obiecałam się tym zająć...
Postanowiłam spróbować.
Szybki prysznic, obcisła koszulka, brak stanika i krótka spódniczka, oraz majtki w serduszka powinny zadziałać.
Po około kwadransie usłyszałam domofon, przycisnęłam guzik otwierający bramę. Auto wtoczyło się na podjazd i wysiadł z niego Pan Tomasz. Na oko niewiele młodszy od taty, zadbany i lekko siwiejący, co stwierdziłam wyglądając przez okno przy drzwiach.
- Dzień dobry - otworzyłam drzwi.
- Dzień dobry - stanął w progu. - Byłem umówiony...
- Tak, wiem - przerwałam mu. - Z tatą. Przeprasza, ale się spóźni dwie godziny. Próbował się do pana dodzwonić i uprzedzić.
- Telefon mi się zawiesił - wytłumaczył się. - Przyjadę więc za dwie godziny.
- Nie panie Tomaszu. To nie ma sensu, zanim pan dojedzie do miasta minie pół godziny. Tata kazał pana zaprosić do gabinetu, napoić i dać dostęp do internetu jeśli by pan chciał - uśmiechnęłam się słodko. - Zapraszam.
Wszedł do środka, a mnie nie umknął wzrok, którym prześliznął po moim biuście i nogach.
- Tędy proszę - wskazałam schody idąc przed nim boso.
- Pije pan białą czy czarną kawę? - spytałam otwierając przed nim drzwi gabinetu.
- Białą poproszę - uśmiechnął się uprzejmie.
Gdy znalazłam się w kuchni, poczułam jak jestem podniecona tym co miałam zamiar zrobić. Czułam wręcz ssanie w brzuchu.
Po kilku minutach wróciłam do gabinetu z filiżanką kawy i talerzykiem ciasteczek.
- Proszę bardzo - uśmiechnęłam się. - Sama upiekłam - skłamałam gładko.
Ponoć gotujące kobiety są atrakcyjniejsze w oczach mężczyzn.
- Proszę mi wskazać wolny kontakt - poprosił trzymając wtyczkę przyniesionego z sobą laptopa.
Obeszłam biurko, stanęłam obok fotela, w którym siedział i oparłam się o biurko jedną ręką, drugą otwierając klapkę w blacie, pod którą znajdowały się kontakty.
- Pan da, ja wsadzę - wyjęłam z jego ręki wtyczkę.
Gdy się wyprostowałam, zauważyłam, że przygląda się moim piersiom wyraźnie rysującym się pod cienkim materiałem koszulki.
Uśmiechnęłam się i usiadłam na biurku, podciągając się na rękach.
- Jest pan wspólnikiem taty? - zapytałam, by jakoś zacząć rozmowę.
- Tak - spojrzał mi teraz w oczy. - Robimy razem pieniądze.
- Co jeszcze razem robicie? - wiedziałam, że zabrzmi to dwuznacznie. - Jest pan żonaty? - z innej beczki.
- Już nie - krótko odpowiedział. - A ty masz chłopaka?
- Już nie - odbiłam słówko.
Siedzieliśmy tak patrząc na siebie.
- Nie wiedziałem, że Roman ma taką piękną córkę - uniósł brwi patrząc mi w oczy.
- Nie wiedziałam, że tata ma takiego przystojnego wspólnika - uśmiechnęłam się i usiadłam mu na kolanach. - Co pan tu ma? - spytałam szybko nie dając mu czasu na zareagowanie, udając zainteresowanie treścią pulpitu na ekranie laptopa.
- Gdzie? - spytał zaskoczony najwyraźniej moim zachowaniem.
- Ma pan tu jakieś ważne dokumenty? - weszłam w rolę dzierlatki pochylając się nad laptopem, a pupą moszcząc się w okolicach jego krocza.
- No... tak - nie wiedział co zrobić z rękami.
- No wiem - wyprostowałam się i obróciłam bokiem do biurka, teraz siedziałam też bokiem do niego, gołym udem, dotykając go w okolicach rozporka.
- Nudno zapowiadają się te wakacje - mruknęłam i zaczęłam huśtać nogami, stymulując go "niechcący" udem. - A pan? Wyjeżdża pan gdzieś?
- Yyyy - błyskotliwie odpowiedział.
Czułam, że reaguje na tą niby przypadkową pieszczotę.
- Powinien pan jechać - odpięłam mu górny guzik koszuli. - Taki pan blady - posmyrałam palcem skórę w rozpięciu.
- Może pojadę - mruknął patrząc w dół na moje piersi.
- No wiem - zrobiłam zmartwioną minę. - Są za duże.
- Ale co? - wzrok miał lekko nieobecny.
- Moje piersi - ujęłam je od spodu jakby ważąc w dłoniach. - Jestem zbyt biuściasta.
- Mylisz się - zaprzeczył. - Są idealne.
- Naprawdę? - ucieszyłam się. - Podobają się panu?
- Tak - odparł i głośno przełknął ślinę. - Bardzo.
- O - uśmiechnęłam się zalotnie. - Czuję właśnie - miałam na myśli twardość, którą wyczułam pod udem. Odsunęłam się lekko odciążając wypukłość rozsadzającą jego spodnie.
- Pokaże mi pan? - spytałam z miną dziecka czekającego na zabawkę.
- Nie - odarł z wahaniem w głosie. - Dziecko, ile ty masz lat?
- Oj tam, od razu dziecko - obraziłam się. - Czy ja wyglądam na dziecko? - ujęłam jego dłoń i położyłam sobie na piersi. - Czy tak wyglądają dziecięce piersi? - bawiło mnie jego oszołomienie.
- Nie... - patrzył na swoją dłoń.
- Proszę mi go pokazać - łasiłam się jak o cukierek. - Sama zobaczę - powiedziałam zdecydowanie, sięgając do paska spodni.
- Nie... - zaprotestował słabo, ale nic nie zrobił by mnie powstrzymać.
Odpięłam pasek, guzik i suwak. Z rozporka wystawała błyszcząca purpurą główka jego sztywnego penisa uciskana niemiłosiernie materiałem spodni i bielizny.
Wstałam i zaczęłam ciągnąć spodnie w dół, pomógł mi unosząc biodra.
Usiadłam na nim okrakiem, twarzą do niego, opierając się plecami o biurko.
Miałam teraz między nogami jego sterczącego fiuta. Zaczął mnie pieścić dłońmi, najpierw uda. Zamknęłam dłoń na główce penisa, pan Tomasz jęknął i przeniósł dłonie na moje piersi. Szybko ściągnęłam koszulkę przez głowę i odrzuciłam na bok. Patrzył na moje pokaźnych rozmiarów półkule roziskrzonym wzrokiem. Zaczął je głaskać i uciskać, by po chwili ssać sutki i lizać zachłannie. Podnieciło mnie to. Wplotłam palce w jego włosy i dociskałam jego twarz do swoich piersi jęcząc. Chciałam więcej, chciałam spełnienia. Odepchnęłam go delikatnie i spojrzałam w dół. Jego kutas był jeszcze większy niż przed chwilą, sterczał dumnie czekając na pieszczoty, widziałam wyraźnie żyły, którymi był usiany, czułam jego intensywny zapach. Znów zacisnęłam na nim dłoń i rozpoczęłam pieszczotę, której tyle się naoglądałam w filmach. W górę i w dół, powoli. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Chciałam go poczuć bliżej, przysunęłam więc okrytą majtkami cipkę do trzonu jego kutasa i wolną ręką odsunęłam materiał. Byłam już bardzo mokra i rozpalona. Oparłam stopy na fotelu, po bokach jego bioder i zaczęłam się ocierać opływającą sokami muszelkę w górę i w dół jego fiuta. Chcąc mi pomóc, włożył mi dłonie pod pośladki. Był silny a ja lekka, mógł więc bez trudu nadać rytm moim ruchom. Bardzo chciałam poczuć go w środku, ale nie byłam zabezpieczona, musieliśmy więc zadowolić się tym mokrym ocieractwem. Byłam coraz bliżej spełnienia, on też. Zarzuciłam mu dłonie na szyję i przyspieszyłam ruchy. Majtki niestety przeszkadzały zakrywając moją muszelkę.
- Roztargaj - wychrypiałam.
Złapał materiał bielizny i szarpnął na boki wyszarpując je spode mnie. Byłam wolna i cholernie śliska. Docisnęłam dłonią jego kutasa do swojej szparki i jeździłam po nim cipką jak szalona w górę i w dół, jęcząc. Ugniatał moje pośladki unosząc mnie i opuszczając. Patrzył na przemian to na moje podskakujące w rytm ruchów piersi, to na drobne palce dociskające go do wygolonej cipki. Krzyknęłam czując gwałtowny dreszcz ogarniający ciało i zaczęłam drżeć nie potrafiąc się już poruszać. Ściskałam jego penisa, chciałam by i jemu było tak dobrze. Kiedy wreszcie mogłam się ruszyć, zaczęłam trochę niewprawnie masować go na całej długości jedną dłonią, drugą pośliniłam i masowałam główkę kutasa. Nie trwało to długo, pan Tomasz oddychał coraz szybciej z zamkniętymi oczami i rozchylonymi ustami, by po chwili krzyknąć. Odsunęłam dłoń od główki i zafascynowana obserwowałam pokaźne porcje spermy wytryskujące na moje piersi i na brzuch, spływające w dół. Roztarłam je na skórze dłonią i ciekawa smaku, podniosłam dłoń do ust i polizałam, był słony. Ssałam palce smakując jego nektar i patrząc mu w oczy.
Był spełniony, ja raczej też.
- Dziękuję panu - uśmiechnęłam się do niego z palcem w buzi.
- Nie powinniśmy byli tego robić - powiedział cicho.
Rozumiałam co miał na myśli, dla niego miałam pewnie piętnaście lat, no i był w końcu wspólnikiem mojego taty.
Cóż mógł poradzić, byłam również spełnieniem męskich fantazji, twarz dziecka i ciało kobiety, ciepłe i miękkie i... spragnione.
- A tam - mruknęłam. - Było super - wodziłam palcem po jego brodzie. - To będzie nasz sekret.
- Dobrze - powiedział jakby z ulgą.
Opuściłam nogi na podłogę zsuwając się z jego kolan wciąż trzymając jego mięknącego powoli penisa. Pochyliłam się i pocałowałam delikatnie czubek.
- Mam nadzieję, że jeszcze cię zobaczę - mruknęłam do kutasa. - Pa - jeszcze jeden całusek.
Podniosłam koszulkę z podłogi i świadoma wzroku, którym mnie odprowadzał wyszłam z gabinetu.

Wieczorem długo leżałam w łóżku nie śpiąc i przywołując kolejne sceny dzisiejszych wydarzeń. Wszystko tu opisałam, by móc wracać do tego i nie uronić nawet szczegółu.
A teraz muszę sobie zrobić dobrze.
Czy już zawsze będę taka napalona?
Muszę jutro iść do ginekologa i się zabezpieczyć...

Czwartek, 5 lipca 2012

Wizytę u ginekologa miałam umówioną na jedenastą.
W klinice byłam przed czasem, by się trochę uspokoić, nie przepadam za badaniem.
Przed wizytą zrobiłam jeszcze siku i zdjęłam bieliznę.
Ładna i miła asystentka założyła mi kartotekę, a następnie zaprosiła do gabinetu i posadziła przed biurkiem.
- Pan doktor za chwilkę przyjdzie - uśmiechnęła się i wyszła.
No dobra, miejmy to już za sobą...

- Dzień dobry - przywitał mnie lekarz.
- Dzień dobry - odpowiedziałam, rejestrując równocześnie jego wygląd.
Zadbany, siwiejący mężczyzna o wyjątkowo ładnym uśmiechu.
- Co panią sprowadza? - usiadł za biurkiem.
- Potrzebuję zabezpieczenia - odparłam. - Antykoncepcja...
- Rozumiem - zajrzał w moją kartotekę wyświetlającą się na ekranie. - Nieródka, skończone osiemnaście lat... Stały partner?
- Nie - zawahałam się. - Raczej nie.
- Dobrze więc. Zacznijmy od badania. Zapraszam - wskazał ręką fotel za parawanem.
Wdrapałam się na fotel i położyłam na plecach, układając nogi na podpórkach. Podciągnęłam sukienkę i oddychałam głęboko, starając się uspokoić.
Naprawdę tego nie lubię.

Lekarz odpakował wziernik, posmarował lubrykantem, zapalił lampę kierując jej światło między moje nogi i usiadł na taborecie między nimi.
- Proszę się rozluźnić - uspokajał mnie. - Będę delikatny.
Zabrzmiało to w moich uszach jak pieszczota, mimowolnie zaczęłam się rozluźniać.
Najpierw badał mnie palcami.
- Bardzo dobra budowa zewnętrzna - stwierdził rozchylając płatki cipki. - Ma pani łechtaczkę blisko wejścia do pochwy.
- To dobrze? - zapytałam.
- Bardzo dobrze - uśmiechnął się, a ja stwierdziłam, że ma obezwładniający uśmiech, który całkowicie zmienia jego twarz. - To bardzo dobrze dla pani życia seksualnego - wyjaśnił.
Był przystojny, a w fartuchu, białej koszuli i krawacie wyglądał bardzo elegancko.
Poczułam dreszczyk, jakby mruczenie kota w dole brzucha.
- Dobrze - powoli włożył we mnie wziernik. - Zajrzyjmy...
Rozszerzył go i patrzył, a właściwie zaglądał do środka, delikatnie operując wziernikiem jak przedłużeniem wzroku.
- Wszystko w porządku - stwierdził w końcu, wyciągnął wziernik i wstał.
Stał między moimi nogami uśmiechając się i poprawiając rękawiczki.
Położył mi jedną dłoń na brzuchu i ucisnął, a palcami drugiej zaczął badać moje wnętrze.
Nie bolało.
Jego wzrok błądził gdzieś po ścianie nad moją głową.
- Taaak - mówił to bardziej do siebie. - Wszystko dobrze. Zrobimy jeszcze usg - powiedział wyciągając ze mnie palce.
Podszedł do aparatu obok fotela i otworzył jakiś pojemnik, a z niego wyciągnął prezerwatywę.
- Po co to? - zdziwiłam się.
- Do badania dziecko - znów się uśmiechnął tym swoim uśmiechem. - A pani myślała, że po co ją biorę? - patrzył mi teraz w oczy, a ja poczułam w brzuchu już nie mruczenie kota, ale warczenie psa.
- No nie wiem... panie doktorze - uśmiechnęłam się zalotnie.
Miałam na niego smaka, a lekarz patrząc mi w oczy, jakby zawiesił się na chwilę.
- Będziemy się badać - odpakował prezerwatywę i stał chwilę patrząc na mnie.
Wziął w końcu do ręki aparat przypominający cienkiego penisa i nasunął na niego prezerwatywę. Przysunął monitor aparatu bliżej fotela, znów znalazł się między moimi nogami i zaczął we mnie wkładać tego niby-penisa.

- Zimny - mruknęłam. - Dlaczego łechtaczka blisko wejścia do pochwy to dobrze? - spytałam.
- Bo przy penetracji będzie pobudzana - odparł fachowo. - Nie powinna pani mieć problemów z osiąganiem orgazmu podczas stosunku.
- No nie wiem - wątpiłam. - Miałam kilka stosunków z byłym chłopakiem, ale nie miałam orgazmu.
Aparat był już we mnie.
- Za chwilę do tego przejdziemy - odparł patrząc w ekran i operując w moim wnętrzu tą namiastką penisa. - Wszystko wygląda dobrze - stwierdził i wyciągnął aparat, odłożył go na chwytak przy monitorze.
- Tu ma pani wejście do pochwy - znów wsadził we mnie palce. - U kobiet, które mają łechtaczkę wyżej, jej kontakt z penisem podczas penetracji jest utrudniony - tłumaczył wyciągając i znów wkładając we mnie palce. - Potrzebują wtedy dodatkowej stymulacji.
Stał teraz nic już nie mówiąc, tylko patrząc na mnie, to wkładając to wyciągając palce, jakby mnie nimi posuwał.
Zaczęłam się podniecać i szybciej oddychać. Czułam, że się czerwienię ze wstydu.
- Widzi pani - zdjął rękawiczki. - Wszystko z panią w porządku, może po prostu partner nie ten.
- Nie wszyscy znają się na temacie tak jak pan - z podniecenia mój głos był lekko zachrypnięty. - Szkoda, że to nie pan był moim pierwszym partnerem.
Spojrzał mi znów w oczy, a ja zarejestrowałam jego rozszerzone źrenice.
- Piersi - powiedział. - Zbadamy piersi.
Odsunęłam zamek sukienki, uwalniając biust.
- No no - stwierdził. - Ma pani z czego być dumna. Jako lekarz mogę stwierdzić, że takich pięknych piersi nie spotyka się często. Naturalne?
- Oczywiście! - oburzyłam się. - Ale jako lekarz stwierdzi pan to sam - uśmiechnęłam się do niego kocio.
Zaczął je badać uciskając i masując okrężnymi ruchami, a ja zaczęłam się podniecać coraz bardziej.
- Są takie wrażliwe - mruknęłam.
- Widzę właśnie - odpowiedział zmienionym głosem. - Prawdziwy skarb.
Sutki miałam twarde i sterczące. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam pieścić palcami drugą pierś, zamknęłam oczy.
- To przez pana, panie doktorze - patrzyłam na niego spod wpółprzymkniętych powiek. - Pan mnie dotyka tak... fachowo.
Jego badanie przypominało teraz już bardziej pieszczotę, głaskał pierś, bawił się najpierw jednym, po chwili drugim sutkiem.

- Założymy pani krążek dopochwowy - przerwał nagle badanie, czy raczej pieszczotę. - Jego działanie antykoncepcyjne utrzymuje się przez trzy tygodnie, później go pani wyjmie i wyrzuci, po czterech tygodniach założymy nowy. Zalecam również stosowanie prezerwatyw dla większej pewności i dla zabezpieczenia przed chorobami.
Widziałam, że się podniecił i próbował to zatuszować fachową gadką.
Wyciągnął opakowanie z krążkiem, rozerwał opakowanie i wytrząsnął go na nierdzewną tackę. Założył nowe rękawiczki i przystąpił do zabiegu.

- Gotowe - odchylił się po pewnym czasie na taborecie i wyrzucił rękawiczki do pobliskiego kosza. - Proszę pamiętać o prezerwatywach. Może się pani ubrać - dodał wstając.
- Ale... - zatrzymałam go w połowie drogi do biurka. - Nie zakładałam nigdy prezerwatywy - byłam trochę zmieszana i wciąż cholernie podniecona.
- I? - uniósł brwi.
- Czy mógłby pan doktor mnie... poinstruować jak to fachowo robić? - uśmiechnęłam się przymilnie. - Nie chciała bym wyjść na idiotkę, gdy będę ją miała założyć - wyjaśniłam i czekałam na reakcję.
Zawahał się, ale dlaczego miał by się nie zgodzić?

Podszedł do aparatu i wyciągnął nową prezerwatywę, a ja usiadłam i opuściłam nogi.
Odpakował ją, wziął do ręki aparat do badania.
- Proszę to trzymać - podał mi go.
Siedziałam trzymając tego niby-penisa, ciekawa dalszego ciągu. Minę miał opanowaną i poważną.
- Łapie pani za zbiorniczek na spermę i przykłada do czubka wzwiedzionego penisa - przyłożył prezerwatywę do górnej części aparatu. - Proszę pamiętać, by go cały czas ściskać, aby nie dostało się do niego powietrze. Później odwija go pani ku nasadzie członka i gotowe - uśmiechnął się na zakończenie.
- Czy mogę teraz ja? - spytałam nieśmiało. - Co innego patrzeć, a co innego samej to zrobić.
- Dobrze - zmarszczył brwi, biorąc ode mnie aparat i podając nową prezerwatywę.
- Ale... - zawiesiłam głos. - Wolałabym na czymś innym, nie na tym... czymś.
- Co ma pani na myśli - zapytał, choć po jego oczach widać było, że wie co mam na myśli.
- Pana penisa, panie doktorze - opuściłam dłoń na jego rozporek. - Kto lepiej skoryguje błędy, jak nie specjalista - masowałam go przez materiał spodni.
Stał tak chwilę patrząc na mnie, oczy mu pociemniały, a w spodniach zrobiło się ciaśniej.
- Chwileczkę - odłożył aparat usg, podszedł do drzwi, a ja wystraszyłam się, że chce wezwać asystentkę, żeby mnie wyprosiła, ale on tylko przekręcił klucz w drzwiach i wrócił.

Rozpiął rozporek i guzik, spodnie zsunęły mu się po udach. Patrzyłam zachłannie na jego penisa, który był już prawie wzwiedziony. Ujęłam go w dłoń i zaczęłam powoli masować patrząc zafascynowana, jak rośnie. Był duży i gruby, a widok mężczyzny w fartuchu lekarskim z kutasem na wierzchu działał na mnie elektryzująco.
- Teraz prezerwatywa - podał mi opakowanie.
Rozdarłam je zębami i wyciągnęłam gumkę drżącymi palcami. Złapałam za zbiorniczek, tak jak mi wcześniej pokazywał i przyłożyłam do czubka penisa. Powoli zaczęłam ją rozwijać w dół.
- Dobrze - mruknął. - Do końca. Co teraz? - zapytał.
- Teraz proszę mi jeszcze raz wyjaśnić dlaczego jestem prawidłowo zbudowana - rozpięłam suwak sukienki do końca, pozwalając jej opaść na fotel.
- Proszę się położyć i oprzeć nogi na podpórkach - nakazał.
Stanął między moimi udami trzymając kutasa w dłoni.
- Tutaj ma pani wejście do pochwy - dotknął czubkiem płatków. - A tutaj łechtaczkę - zatoczył palcem kółko wokół guziczka.
Jęknęłam i wygięłam ciało, a raczej ono samo to zrobiło.
- Gdy partner wejdzie w panią - wsunął we mnie penisa. - Będzie stymulował nie tylko wnętrze pochwy, ale i łechtaczkę. O tak. Rozumie pani?
- Tak panie doktorze - jęknęłam. - Proszę kontynuować.
Nic już nie powiedział, zaczął mnie posuwać.
Na początku jego ruchy były powolne i płytkie. Po chwili objął moje uda i wbił się głęboko.
Zaczął się poruszać szybciej i gwałtowniej, słyszałam odgłosy uderzających o siebie ciał, jego jądra na moich pośladkach, gdy wbijał się do końca.
- Taka ciasna - wymruczał. - Taka mokra...
Zatrzymał się na chwilę i zarzucił sobie moje nogi na ramiona, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Pieprzył mnie coraz mocniej i szybciej, jedną ręką dociskając moje uda do siebie, a drugą bawiąc się piersiami. Ja zaciskałam dłonie po bokach fotela starając się nie jęczeć. Czułam, że długo nie wytrzymam. Ta pozycja dawała mi tyle rozkoszy, że po chwili zaczęłam się wyginać w łuk, zakrywając usta dłońmi by nie krzyczeć z rozkoszy.
Ale on jeszcze nie skończył. Przerwał i wyszedł ze mnie. Jego kutas sterczał ociekając moimi sokami. Położył moje drżące nogi z powrotem na podpórkach i zaczął pieścić stopy. Najpierw tylko masował je palcami, ale po chwili zaczął je lizać i ssać.
Uniosłam się na łokciach, obserwując jego zabawę. To było bardzo podniecające.
Opuścił moje stopy i ujął je w dłonie, otaczając nimi swojego penisa. Zaczął się poruszać z kutasem między nimi. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Moje podniecenie nie opadło, wręcz przeciwnie, zaczęłam się więc pieścić palcami. Gdy to zauważył, puścił moje stopy i wbił się znów we mnie. Zaczął mnie rżnąć gwałtownie, dysząc i ściskając mi piersi. Obejmowałam go udami przyciągając jak najbliżej. Usiadłam i objęłam go również ramionami, wtulając twarz w jego szyję by stłumić własne jęki. Cały fotel trząsł się w rytm naszych ruchów. Znów byłam na skraju. Krzyknęłam, obezwładnił mnie kolejny orgazm rozlewając się po ciele. Po chwili on też znieruchomiał i zaczął drżeć.
Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę, w końcu sięgnął dłonią pomiędzy nasze ciała i wysunął się ze mnie. Wyrzucił zużytą prezerwatywę, naciągnął spodnie, podszedł do biurka i opadł na fotel.

Zeszłam z fotela na miękkich nogach, zapięłam sukienkę, założyłam buty i również usiadłam, po drugiej stronie biurka.
- To było wspaniałe panie doktorze - wyszeptałam, ponieważ głos mi nie działał.
- To prawda - przyznał. - Nie wymyślił bym takiego przebiegu dnia. Przyjdzie pani za cztery tygodnie? - zapytał trochę niepewnie.
- Oczywiście panie doktorze - oblizałam spuchnięte usta. - Z przyjemnością. A teraz pójdę już.
Wstałam, pochyliłam się przez biurko i pocałowałam go delikatnie w usta.
- Do widzenia panie doktorze - skierowałam się do drzwi. - Już się nie mogę doczekać następnej wizyty.
Przekręciłam klucz w drzwiach i wyszłam.
- Do widzenia - usłyszałam jeszcze zza zamykanych przeze mnie drzwi.

To był bardzo udany dzień.
Dziś usnę spokojnie bez potrzeby dopieszczania się.
Tata znów wrócił późno i zadokował się w gabinecie.
Ciekawe, co by powiedział, gdyby wiedział jak niegrzeczna jest jego córeczka.

Piątek 6 lipiec 2012

Dziś właściwie nic się nie działo.
Zrobiłam zakupy żywieniowe, jak co tydzień, to była moja działka.
Gotowałam sama dla siebie, tata jadł zazwyczaj poza domem. Tylko niedziele były "święte", jedliśmy razem.
Do prac domowych mieliśmy dwie gosposie, przychodziły w piątki.
Po południu wyszłam z kumpelami na piwo, było fajnie. Jakiś koleś strasznie się przystawiał, ale nie byłam zainteresowana. Dziewczynom nie wspominałam o swoich seksualnych przeżyciach z wczoraj, one natomiast rozkręcały się w opowieściach o ostatnich numerkach coraz bardziej, z każdym wypitym piwem.
Zastanawiałam się, na jak długo wystarczy mi tego wczorajszego rżnięcia, ile dni wytrzymam bez seksu.
Po ich zwierzeniach doszłam do wniosku, że nie długo.
Już od samego ich gadania robiłam się mokra.

Jest druga w nocy.
Idę spać.

Sobota 7 lipiec 2012

Nad ranem obudził mnie pełny pęcherz. Wczorajsze piwo.
Była piąta, nie wstaję tak wcześnie, ale dziś zmusiła mnie do tego fizjologia.
Skacowana powlokłam się do łazienki z zamiarem szybkiego powrotu do łóżka.
W łazience usiadłam na kibelku z głową podpartą rękami, taka była ciężka.
Sięgając po papier toaletowy, zarejestrowałam szum prysznica.
Cholera! Jak mogłam nie zauważyć, że łazienka jest zajęta?!
To przez kaca.
Zrezygnowałam z użycia papieru, by nie robić hałasu i jak najszybciej opuścić pomieszczenie.
I wtedy zauważyłam, że zasłonka prysznica nie jest zaciągnięta do końca. Od ściany zostało jakieś piętnaście centymetrów.
W przerwie między ścianą a zasłonką zobaczyłam natomiast...
O kurwa!
Niemożliwe!
Mój tata stał oparty czołem o ścianę, widziałam jego profil. Oczy miał zamknięte, usta rozchylone, lewą dłonią opierał się o ścianę na wysokości ramienia, a prawą... walił konia!
Widziałam czubek jego penisa i zaciśniętą na nim dłoń, która znikała, to znów pojawiała się w prześwicie.
Byłam zszokowana, nie mogłam się ruszyć. Ten widok mnie sparaliżował.
Rusz się babo!
Nie potrafiłam.
Siedziałam i patrzyłam jak tata się brandzluje.
Nie raz zastanawiałam się czy to robi, a jeśli tak, to jak. Teraz widziałam purpurową główkę pojawiającą się, to znikającą w obejmującej ją dłoni.
Ciekawe o kim myśli?
Dłoń na penisie wykonywała teraz krótkie ruchy, prawie na samej żołędzi.
Domyślałam się, że za chwilę dojdzie.
Usłyszałam głośny jęk, ustami przywarł prawie do ściany i znieruchomiał.
Sperma wystrzeliła na kafelki.
Udało mi się wreszcie ruszyć.
Najciszej jak potrafiłam wstałam i wyszłam z łazienki z majtkami na wysokości kolan. Zamknęłam ostrożnie drzwi i na palcach wróciłam do pokoju.
Wskoczyłam do łóżka i udawałam, że śpię. Tata lubił zajrzeć do mnie przed wyjściem do pracy i gdy nie spałam, rzucał swoje zwyczajowe: "miłego dnia Wronko".
Nie była bym teraz w stanie spojrzeć mu w oczy. Nie po tym co widziałam!
Po kilku minutach usłyszałam uchylane drzwi, a po chwili cicho się zamknęły.
Ufff...
Odczekałam jeszcze dwie godziny, nie próbując już nawet usnąć.
Byłam podniecona. I to czym? Widokiem kutasa własnego ojca?!
Jestem zboczona!
Ale cholera, jestem też kobietą, która widziała faceta pobudzonego seksualnie, jego sterczącego fiuta, z którego strzela sperma!
Około ósmej zjadłam śniadanie i zdecydowałam się na lenistwo przy basenie. Słońce piekło niemiłosiernie.
Próbowałam czytać, ale nie rozumiałam ani linijki.
Myślami wracałam do porannego odkrycia. Czułam podniecenie zabarwione poczuciem winy, wynikającym z faktu, że to za sprawą taty.
Zastanawiałam się jakby to było być z nim tam pod prysznicem, klęczeć przed nim z kutasem w ustach, połykając jego spermę, tą samą, która kiedyś dała mi życie.
Nie! Tak nie można!
Ale te usta na kafelkach, mogły by być ustami na moich piersiach, cipce, mokre, gorące i ssące...
Moje napalone rozmyślania przerwał warkot kosiarki.
Co cholera? Jest sobota!
W zasięgu wzroku miałam naszego ogrodnika, popylał na kosiarce. Takim mini traktorku.
- Dzień dobry - krzyknęłam.
Zero reakcji.
- Dzień dobry - wydarłam się.
Coś musiał usłyszeć. Zatrzymał pojazd i zaczął się rozglądać. Wreszcie zauważył, że siedzę na leżaku i patrzę w jego stronę. Wyłączył silnik.
- Pani coś do mnie mówiła? - zapytał głośno.
- Tak - odkrzyknęłam. - Co pan tu dzisiaj robi? Przecież przychodzi pan we wtorki.
- Tak, ale wczoraj któraś z gospodyń dzwoniła do mnie, że woda stoi na trawniku - wyjaśnił. - Okazało się, że nawadnianie nawaliło, kret zdaje się przegryzł przewody pod trawnikiem. Naprawiłem już, a przy okazji skoszę, będę miał to z głowy we wtorek. Przeszkadzam pani? - zapytał.
Czy mi przeszkadzał?
Oceniłam jego wygląd. Szczupły facet koło pięćdziesiątki, siwy i spocony... Nie dziwiło to, zważywszy na temperaturę. Spodenki, sandały i tyle. Mocno opalony dzięki pracy na powietrzu.
Włączyłam się druga ja, ta odkrywająca świat seksu, wiecznie spragniona. napalona i głodna mężczyzn.
- Nie przeszkadza pan - odkrzyknęłam. - Pomoże mi pan?
- Oczywiście - zeskoczył z traktorka i podszedł do mojego leżaka. - O co chodzi?
Sięgnęłam po balsam do opalania i podałam mu go. Nie zareagował, tylko patrzył jak sroka w gnat.
- Mógłby pan nasmarować mi plecy? Byłam wczoraj na tenisie i naciągnęłam sobie ramię - skłamałam. - Nie sięgam, a słońce tak dzisiaj smaży...
- Mam brudne ręce - wziął ode mnie butelkę z kremem.
- Odrobina natury mi nie zaszkodzi - uśmiechnęłam się zalotnie. - Ma pan wprawne ręce. Kwiaty tak pięknie dzięki panu kwitną...
- No dobrze - przysiadł na brzegu leżaka. - Skoro dama prosi...
Sięgnęłam do tyłu i rozwiązałam sznurek stanika na plecach. Nie zastanowiło go, że nie widać w moich ruchach sztywności wywołanej kontuzją ramienia. Patrzył w skupieniu na moje piersi i sterczące sutki. Przytrzymałam materiał stanika na piersiach i obróciłam się na brzuch. Zauważyłam jego rozczarowanie.
Powoli kotku, pomyślałam, zaczekaj chwilę... Nie było pośpiechu, byłam tylko ja i on. Do wieczora nikt inny nie miał się tu pojawić. Tata wróci późno, jak zwykle...
Odrzuciłam włosy na bok i czekałam. Przez chwilę nie ruszał się. Próbowałam odgadnąć o czym myśli. Oto zwykły dzień pracy zmienił się w coś, czego nie wymyślił by rano przy kawie. Ponętne ciało leżało przed nim osłonięte jedynie skrawkami materiału. Młode i miękkie, mógł go dotknąć. Jak daleko będzie się mógł posunąć?
No dalej facet! Zrób coś! - krzyknęłam w myślach.
Usłyszałam jak otwiera butelkę z balsamem i wyciska go na dłoń. Rozsmarowuje powoli między dłońmi i przykłada je do moich pleców. Zamarł na chwilę tak mnie dotykając, by po chwili rozcierać krem na boki. Wsmarowywał go w moje łopatki i ramiona.
- Niżej - mruknęłam.
Zatrzymał się jakby się wahając, ale po chwili zjechał dłońmi na moją talię. Czułam chropowatość jego spracowanej skóry.
- Jeszcze niżej - byłam coraz bardziej podniecona.
Byłam właściwie wciąż podniecona, jakby moja cipka wciąż ssała powietrze szukając czegoś co ją może wypełnić i zaspokoić, co może zassać.
Czy jestem nimfomanką?!
Oderwał dłonie i nałożył na nie kolejną porcję kremu.
Po chwili jego ręce znalazły się na pośladkach.
Sięgnęłam do sznurka stanika zawiązanego z tyłu szyi i pociągnęłam.
Jego dłonie rozsmarowywały balsam na moich pośladkach, zapuszczając się coraz dalej w przedziałek pomiędzy nimi. Masował coraz mocniej i coraz dalej wgłąb przedziałka, wpychając materiał majtek między pośladki. Byłam mokra i oddychałam szybko, pewnie to zauważył, przez co coraz śmielej sobie poczynał. Odruchowo uniosłam biodra nakierowując się cipką na jego śliską dłoń. Odgadł bezbłędnie moje pragnienia i masował mnie teraz w najczulszym miejscu przez majtki. Jęczałam kręcąc biodrami i ocierając się o jego palce, które próbowały wcisnąć się pod materiał i zbadać moją śliskość.
Nie wytrzymałam i obróciłam się na plecy. Stanik został na leżaku i znalazł się teraz pode mną.
Zafascynowany patrzył na moje kołyszące się piersi.
- Posmaruj mnie - szepnęłam z przymkniętymi powiekami. - Teraz z przodu.
Nie musiałam go więcej prosić. Drżącymi rękami wycisnął sporą porcję kremu na dłonie i przyłożył je do moich piersi.
- Tak - jęknęłam, czując ich szorstką pieszczotę.
Spojrzałam w dól, na jego spodenki. Wyglądały jak namiot, rozsadzane sterczącym fiutem. Sięgnęłam i objęłam go palcami.
- O kurwa - stęknął, zaciskając dłonie na moich piersiach.
- Pokaż mi go - poprosiłam. - Chcę go zobaczyć.
Wstał i zdarł z siebie spodenki, opadły mu na kostki. Wyszarpnął z nich stopy, odrzucając je wściekle na bok. Hmm... Takiego temperamentu nie podejrzewałam u tego faceta. Stał obok leżaka ze sterczącym fiutem, patrząc mi to w oczy, to na piersi, na moją wygoloną cipkę. Wzrok miał trochę szalony, co nie przestraszyło mnie, a podnieciło jeszcze bardziej.
Objęłam dłońmi piersi i ucisnęłam je, uśmiechając się ze wzrokiem wbitym w jego sterczącą męskość. Oddychał ciężko, a oczy miał błędne. Był cały błyszczący od potu. Zacisnął dłoń na kutasie, stanął okrakiem nade mną i podetknął mi fiuta pod usta. Takie władcze, masz i ssij suko. Dziabał mnie czubkiem po ustach, naciskając i zmuszając do wzięcia go do buzi. Nie robiłam tego jeszcze! Rozchyliłam usta i pozwoliłam mu wbić się w nie. Zaczął się w nich poruszać płynnym ruchem jęcząc głośno. Jego jęki i poczucie seksualnej władzy jaką miałam nad nim w tej chwili rozpalały mnie do białości. Zaczęłam go ssać, dłońmi ściskając jego obijające się o moją brodę jądra i pieszcząc jego pośladki.
W pewnej chwili nie jęczał już, ale krzyczał. Przemknęło mi przez myśl, że skończy się na jego kontakcie z moimi ustami, ale wyszarpnął wręcz swoje klejnoty z moich ust i rąk i przesunął się w okolice piersi. Sięgnął po balsam i wycisnął porcję na nie. Rozsmarował go i położył kutasa pomiędzy moimi piersiami.
- Są cudowne - jęknął. - W życiu nie widziałem tak pięknych balonów...
Miło mi, pomyślałam.
- Zerżnij je - powiedziałam.
Zacisnął piersi na swoim drągu i zaczął się poruszać dociskając je do kutasa. Nie robił tego powoli, ruszał się jak wygłodniały neandertalczyk, który od lat nie widział samicy. Po prostu pieprzył moje cycki. Byłam oszołomiona jego gwałtownością.
Nagle przerwał tą "jazdę" i obniżył się jeszcze bardziej.
- Chcę cię zerżnąć - wychrypiał.
- Nie może pan. Nie mam prezerwatywy - patrzyłam na jego twarz, na której pragnienie toczyło walkę z rozsądkiem.
- Dobrze więc - twarz mu się zmieniła. - Zrobimy to inaczej.
Przesunął się jeszcze niżej, tak, że jego twarz znajdowała się teraz na wysokości mojej cipki.
Zahaczył palcami paski majtek na moich biodrach i ściągnął je w dół , zdejmując je ze mnie. Byłam naga. Złapał mnie za kolana i rozwarł mi nogi. Był silny, a ja mokra i złakniona.
Jego twarz była teraz blisko mojej brzoskwinki. Wciągnął głęboko w nozdrza jej zapach.
- Kobieta - mruknął. - Zapach róż...
Przysunął się jeszcze bliżej cipki, czułam teraz jego zarost, którym kuł wnętrze moich ud i nos, który zagłębiał w cipce, po chwili język sunący od wejścia do cipki po łechtaczkę. Doznania szarpnęły mną jak porażenie prądem. Po raz pierwszy czułam język penetrujący moje wnętrze i usta ssące mój guziczek. To było nie do wytrzymania!
- Przestań - krzyknęłam.
Przerwał pieszczotę.
- Nie przestawaj - jęknęłam, czując głód, który targał mną boleśnie.
Znów zatopił we mnie usta, ssąc i kreśląc kółka językiem, przygryzając z wprawą kochanka, który z niejednego źródła już pił...
Nie wytrzymałam długo tych tortur, ciało zareagowało gwałtownie wyginając się w łuk, a z ust wyrwał mi się krzyk. Krzyczałam, dociskając jego głowę do cipki i obejmując go nogami.
Po dłuższej chwili dreszcze pełzające po moim ciele ustały i uwolniłam go z objęć. Nie potrafiłam podnieść powiek, nie umiałam się ruszyć...
Na moje usta znów natarła gorąca twardość. Wpychał mi fiuta między wargi. Rozchyliłam je i przyjęłam głęboko w usta. Nic nie musiałam robić, nie byłam nawet w stanie...
Zaczął się poruszać w mojej buzi, pieprząc teraz wnętrze moich ust. Ssałam go, stawiając mu opór językiem i zaciskając na nim wargi. Robiłam to instynktownie, ale najwyraźniej dobrze, gdyż zaczął jęczeć i stękać coraz głośniej z każdym pchnięciem w głąb mojego gardła.
- Kurwa - jęczał. - Jak dobrze!
Żeby spłycić jego penetrację, którą gwałcił moje gardło, objęłam jedną dłonią jego jądra, a drugą nasadę penisa.
Ruchy ogrodnika były gwałtowne, jakby w moje usta wdzierał się tłok maszyny parowej.
- Już nie mogę... - jęknął. - Zaraz wytrysnę!
Znieruchomiał, wbity tak w moje gardło, a ja czułam fale spermy wytryskujące wprost w przełyk. Biodra mu drgały, a fiut ocierał się w rytm tych drgań o język i podniebienie, ściekając nektarem.
- Ja pierdolę - jęknął z zamkniętymi oczami, wisząc nade mną z kutasem w moich ustach. - Skąd pani jest? Z Wenus?!
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Z resztą i tak nie mogłam odpowiedzieć, byłam zakneblowana.
Wyciągnął ze mnie kutasa, wciąż sterczącego z wypływającymi resztkami spermy, a ja, jak głodne pisklę próbowałam pochwycić językiem każdą skapującą kroplę. Usiadł znów na brzegu leżaka i patrzył na mnie.
- Konrad jestem - przedstawił się.
- To super - odrzekłam. - Ale lepiej, żeby to pozostało naszą tajemnicą - zasugerowałam.
- No myślę panienko - uśmiechnął się do mnie. - Takiego rżnięcia nie miałem w życiu - wyznał.
- Dziwne - zdziwiłam się. - Wygląda pan na człowieka, który... z niejednej miski jadł.
- Piękna - spojrzał mi w oczy z pasją. - Raz w życiu można rżnąć kwiat róży.
Nic więcej nie dodał. Nie musiał, to było więcej niż tysiąc komplementów.
Podniosłam się i pocałowałam go w usta.
- Był pan cudowny - uśmiechnęłam się ustami przy jego wargach. - Na prawdę.
I to była prawda.

Jeśli świat seksu, który się przede mną otwierał miał być tak wspaniały, to chcę z niego czerpać ile się da!
Czułam, że jestem zaspokojona i głodna nadal, jak wampir, który zamiast krwią, żywi się seksem. Chciałam wciąż więcej i więcej.
A może to właśnie jest klucz do szczęścia?
Partner, z którym można to robić w każdej sprzyjającej chwili?
Dziwne myśli jak na osiemnastolatkę...

Patrzyłam w tą ogorzałą słońcem twarz i zastanawiałam się, jakie facet ma życie, jaki ma seks?
- Prześpię się Konradzie - mruknęłam nakrywając się ręcznikiem.
Nic nie odpowiedział, założył spodenki i odpalił traktorek. Słyszałam cichnący pomruk silnika. Usnęłam.

Wieczorem przetransportowałam się do pokoju.
Poszłam wziąć prysznic.
Stałam obmywana strumykami gorącej wody patrząc na ścianę, na którą rano spuścił się mój tata.
Wciąż byłam podniecona!
Jestem kurwa nienormalna!
Muszę sobie kupić wibrator, bo nie wrobię!

Zakręciłam wodę i wytarłam ciało.
W mojej głowie wykwitł plan.
- Ja ci dam popalić! - rzucałam w myślach groźby pod adresem taty. - Nie będziesz myślał o niczym innym, jak o moim tyłku!
Ubrałam się w koszulkę, której prawie nie było i stringi składające się z mini trójkąta koronki oraz kilku tasiemek.
Poszłam spać.

Niedziela 8 lipiec 2012

Rano obudziłam się bardzo wcześnie, jakby kierowana jakimś wewnętrznym budzikiem.
Wiedziałam, że tata od lat wstaje bardzo wcześnie. Odrzuciłam kołdrę, rozczesałam włosy, położyłam się na brzuchu z rozłożonymi nogami. Wiedziałam, że gdy wejdzie do mojego pokoju jak co dzień, zastanie ponętną kobietę z rozrzuconymi nogami i obnażoną pupą w zapraszającej pozie. Podniecałam się tą prowokacją.
Mijały minuty, a ja czekałam.

W końcu usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi i... ciszę. Sekundy przeciągały się w minuty, Towarzyszyła im tylko cisza i oddech taty. Stał w drzwiach i patrzył, jak podejrzewałam. Widziałam siebie jego oczami. Wytwór jego lędźwi, który zmienił się w kuszącą kobietę, leżącą teraz w bezbronnej pozie. Zapraszającej i nęcącej.
Czy mu stanął? Czy teraz pójdzie pod prysznic zrobić sobie dobrze?
Drzwi się zamknęły.
Po kilku minutach zerwałam się podniecona z łóżka i ubrałam się.
Nie w byle co, o nie! Obcisłe spodenki i cienka koszulka związana pod biustem, co podkreślało wielkość piersi i wąską talię. Bez stanika. Zawsze noszę stanik, nawet w nim śpię w trosce o piersi. Teraz jednak skupiłam się na prowokowaniu taty. Kołyszące się piersi powinien zauważyć. Nie byłam już dzieckiem, a on też miał potrzeby. Wczoraj się o tym dowiedziałam.

Zeszłam do kuchni.
- Cześć tatku - uśmiechnęłam się słodko.
- Witaj Wronuś... - urwał, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć.
Przyglądał mi się, choć wyglądało na to, że bardzo starał się odwrócić wzrok, ale nad tym nie panował.
Wiedziałam, że patrzył na moją opiętą spodenkami pupę i na kołyszące się pod materiałem koszulki piersi, gdy krzątałam się przy blacie kuchennym przygotowując sobie kanapki, herbatę i nalewając sok. Nie ubierałam się tak na co dzień.
Czułam, że sutki twardnieją mi od pieszczoty jego oczu.
- Co chcesz dziś na obiad tatuś - spytałam niewinnie.
- Co zrobisz, to zjem - odparł.
- A na co masz ochotę - brzmiało niewinnie, ale w głowie błagałam o odpowiedź, że ma ochotę na mnie.
- Wszystko co gotujesz jest pyszne - odparł.
- Oj tato! - oburzyłam się. - Brak mi pomysłów!
Zamachnęłam się szklanką z sokiem. Zrobiłam to z premedytacją, spodziewając się efektu. Sok wylał się na koszulkę, na piersi, przylegając do nich i sprawiając, że materiał stał się wpół przezroczysty. Sutki stały mi na baczność oblepione mokrym materiałem.
- Cholera - mruknęłam sięgając po serwetki.
Wycierałam z siebie sok przyciskając serwetki do bluzki. Tata patrzył jak zaczarowany. Udawałam, że jestem pochłonięta tą czynnością i nie zdaję sobie sprawy z jej erotycznego wydźwięku.
- Pójdę się przebrać - wstałam od stołu. - Zaraz wracam. Co dzisiaj robimy? - spytałam w progu kuchni. Tata nie mógł oderwać oczu od mojego biustu. - Popływamy?
- Popływajmy - odpowiedział zmienionym głosem.
- Ok. To spotkamy się przy basenie. - odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do pokoju.
Co by tu na siebie włożyć?...
Jak najmniej...
Uśmiechnęłam się w duchu.

Ubrałam biały, skąpy kostium i sukienkę na wierzch. Z kuchni wzięłam talerze i arbuza z lodówki.
Tata leżał już rozciągnięty na leżaku w okularach przeciwsłonecznych. Szkoda, że ja nie wzięłam swoich, mogła bym sobie go poobserwować, bez obawy o przyłapanie mnie na tym.
- Śpisz? - zapytałam cicho.
- Nie - podniósł głowę.
Arbuza położyłam na stoliku i zdjęłam sukienkę. Usiadłam na leżaku obok jego leżaka i sięgnęłam po balsam.
- Powinieneś się nasmarować, słońce cię usmaży - powiedziałam wyciskając porcję kremu na rękę.
- Za chwilę - mruknął, nie ruszając się.
Smarowałam nogi, ramiona, brzuch i dekolt, zastanawiając się czy na mnie patrzy. Wstałam i zabrałam się za kremowanie ud i pośladków.
- Nasmarujesz mi plecy? - poprosiłam ładnie.
- Dobrze - odrzekł leniwie i usiadł okrakiem na swoim leżaku.
- Dzięki - uśmiechnęłam się siadając plecami do niego, między jego udami, nie dotykając ich. Odgarnęłam włosy z pleców i czekałam.
Smarował mnie beznamiętnie, nie wyczułam żadnych emocji, na które czekałam.
Twardy zawodnik.
- Gotowe - oddał mi butelkę z kremem ponad ramieniem.
Wycisnęłam sporo kremu na dłonie.
- Teraz ty - rozkazałam. - Daj plecy.
- Nie trzeba - powiedział spokojnie. - Sam dam radę.
- A co ja mam zrobić z tym kremem? - pokazałam mu dłonie, w których roztarłam już balsam.
- No dobrze - położył się na plecy, zmuszając mnie do wstania z jego leżaka.
Pochyliłam się nad nim. Zaczęłam od ramion. Był pięknie zbudowany, szczupły i lekko umięśniony. Dużo biegał i pływał, zazwyczaj rano, gdy jeszcze spałam. Rozcierałam krem coraz niżej, docierając do linii kąpielówek. Nabrałam więcej balsamu i zaczęłam nacierać jego łydki i wyżej. Gdy dotarłam powyżej kolan, uniósł się na łokciach.
- Dziękuję - rzucił krótko. - Wystarczy.
- Zaczekaj tato - mówiłam spokojnie, choć bałam się, że za chwilę to przerwie. - Wysmaruję tylko resztę balsamu z rąk!
Nic nie powiedział, tylko opadł z powrotem na leżak.
Dotykałam teraz skóry powyżej kolan i sunęłam dłońmi w górę, rozcierając krem także po wewnętrznej stronie ud, niebezpiecznie blisko jąder.
- Weroniko - to zabrzmiało groźnie. - Dziękuję już.
I to by było na tyle.
Gdy mówił do mnie po imieniu, znaczyło to, że był na mnie wkurzony.
- Nie ma za co - odparłam niewinnie.
Gdyby on wiedział, jak ja chciałam go dotykać, gdzie nasmarować...
Opadłam rozczarowana na leżak.
Po kilku minutach wstał.
- Muszę wykonać kilka telefonów - powiedział nie patrząc nawet w moją stronę.
Zrobiło mi się smutno, że nawet w ten dzień musi pracować, zamiast spędzić go ze mną.
Poszedł do domu, a dla mnie kolejny samotny dzień przy basenie wydał się kompletnie nieatrakcyjny.
Też poszłam do domu. Przechodząc obok gabinetu słyszałam jak rozmawia przez telefon.

Po pół godzinie zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Wejdź tato - zawołałam.
Stanął w drzwiach ubrany w garnitur.
- Coś mi wypadło - widać było, że ma wyrzuty sumienia. - Muszę jechać do pracy. Wrócę późnym popołudniem.
- A co z obiadem? - miałam ochotę się rozpłakać i taką też pewnie minę. - Jest niedziela!
- Przepraszam Wonuś - podszedł do łóżka, na którym leżałam z laptopem spisując swój pamiętnik. - Zjedz sama, ja zjem gdy przyjadę. Do zobaczenia.
Wyszedł, a ja miałam ochotę się rozpłakać.
No to dupa.

Coś mnie tknęło. Wstałam i poszłam do jego gabinetu.
Wyjrzałam przez okno, samochodu nie było, czyli pojechał.
Sięgnęłam po telefon na biurku taty i wybrałam ostatni wybierany numer. Byłam ciekawa do kogo dzwonił.
Chyba wpadałam w obsesję.
- Gabinet masażu Afrodyta - odezwał się w słuchawce miły, damski głos. - Dzień dobry.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaskoczona. - Proszę mi podać państwa adres.
- Czy chciała by pani zamówić jakiś konkretny zabieg? - zapytała kobieta.
- Tak, ale chcę do państwa przyjechać i zrobię to na miejscu - odpowiedziałam tak pewnym głosem na jaki mnie teraz było stać.
- Proszę uprzejmie - podała mi adres, który zapisałam na karteczce.
Pożegnałam się i wykręciłam inny numer.
- Cześć Aga - mówiłam gorączkowo. - Potrzebuję twojego auta na teraz.
- Ale ja go będę dziś potrzebować, jedziemy do...
- Przywiozę ci mój samochód - przerwałam jej.
- Co? - zdziwiła się.
- Wszystko ci wyjaśnię jutro - nie miałam teraz czasu i głowy na konstruowanie bajeczek na jej użytek.
- Dobrze - nie dopytywała już. - Przyjedź, będę w domu.
Szybko ubrałam pierwszą sukienkę, która wpadła mi w ręce, złapałam torebkę i wybiegłam z domu.
Do Agi dojechałam w rekordowym tempie, zamieniłyśmy się dokumentami i kluczykami i ruszyłam z kopyta jej autem pod adres z karteczki.
Stanęłam w oddaleniu od salonu i czekałam. Wiedziałam, że mogę tu spędzić godziny bez jakiegokolwiek efektu, ale nie miałam nic lepszego do roboty i byłam wkurzona na tatę.
Dlaczego pojechał na dziwki dzisiaj? Czyżbym tak na niego zadziałała?! Podnieciłam go na tyle, że nie potrafił sobie z tym dać rady sam?!
Czas mijał, a mnie oczy już szczypały od wypatrywania go.
Czy wyjdzie z salonu tymi drzwiami?
Gdzie zaparkował?

Po dwóch kwadransach zauważyłam jego auto. Podjechał w pobliże salonu i zaparkował nie wyłączając silnika.
Po chwili drzwi salonu otwarły się i wyszła z nich dziewczyna. Z tej odległości nie widziałam jej zbyt dobrze. Podeszła do auta i wsiadła. Tata ruszył, gdzieś...
Postanowiłam, że pojadę za nimi, ciekawa celu ich podróży.
Trzymałam się w pewnej odległości, ciesząc się z pomysłu z zamianą samochodów.

Po pewnym czasie zjechali z głównej drogi kierując się na prywatny dojazd do hotelu.
Zatrzymałam się przed zjazdem, wiedząc już dokąd zmierzają.
W końcu ruszyłam i zaparkowałam na parkingu hotelowym.
Wysiadłam z auta zastanawiając się co dalej...

Weszłam do hotelowego holu i podeszłam do recepcji. Obsługiwały tam dwie kobiety i jeden mężczyzna, na oko dwadzieścia kilka lat. Wybrałam oczywiście jego.
- Dzień dobry - przywitał mnie z przyklejonym do twarzy uśmiechem. - W czym mogę pani pomóc?
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się serdecznie. - Mam taką nietypową sprawę...
- Tak? - był wyraźnie zaciekawiony.
- Przyjechał do państwa hotelu pewien pan po czterdziestce z młodą kobietą w zielonej sukience - mówiąc to przesunęłam się na bok, by inni pracownicy recepcji mnie nie słyszeli. Chłopak przesunął się za mną.
- Przykro mi droga pani - odpowiedział służbowo. - Nie udzielamy informacji na temat naszych klientów.
- Nie chcę informacji - pochyliłam się opierając łokcie na blacie i pozwalając zajrzeć mu przy okazji w dekolt sukienki. - Jak już mówiłam, sprawa jest nietypowa...
- Słucham panią - pochylił się również, wiercąc wzrokiem przedziałek między moimi piersiami.
- Ten pan, to mój kochanek - wyjaśniałam. - Bez obaw! Nie jestem zazdrosną żoną - uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Proszę mówić dalej - ściszył głos.
- Jak już mówiłam, to mój kochanek. Mamy taką zabawę, że gdy jedno z nas umawia się z inną osobą, to to drugie może sobie popatrzeć, ale musi to zorganizować na własną rękę - patrzyłam mu w oczy rozpalonym wzrokiem, coraz bardziej wczuwając się w rolę.
- I? - ponaglał mnie.
- I moja prośba do pana, to by mi pan pomógł to zrobić - czekałam w napięciu co powie.
- To wbrew regulaminowi... - zawiesił głos. - Ale w hotelu dzieją się różne, czasami baaardzo niecodzienne rzeczy, więc mogę się nad tym zastanowić...
Oho! Zaczyna się targowanie.
Sięgnęłam palcami do stanika sukienki i dyskretnie wyciągnęłam złożony banknot dwustuzłotowy, położyłam go na blacie i czekałam. Jego współpracownicy nawet nie zwrócili uwagi, może taki mieli wewnętrzny kodeks?
- Dużo ryzykuję - wziął banknot i schował do kieszeni w marynarce.
- Mogę dać panu jeszcze dwa takie banknoty, albo... - spojrzałam na niego spod rzęs. - Albo mogę być bardzo, ale to bardzo miła. Lubię oglądać mojego mężczyznę w akcji z inną kobietą, ale najbardziej lubię patrzeć i móc równocześnie robić to z innym mężczyzną... Jestem baaardzo dobra w... byciu miłą...
Chłopak odetchnął głęboko i kalkulował najwyraźniej.
- Jeszcze jeden banknot plus pani i umowa stoi - teraz on czekał co powiem.
- Dobrze - cieszyłam się, byłam w stanie dać mu jeszcze trzy takie banknoty i siebie, byle zobaczyć co tata robi.
- Musi pani zaczekać - oddalił się.

Po kilku minutach wrócił.
- Chodźmy - rzucił szybko.
Poszliśmy w stronę wind i wjechaliśmy na piąte piętro.
- Musiałem ich przenieść do innego pokoju, pod pretekstem awarii - mówił nerwowo, a może był już podniecony? - Nie byli zadowoleni.
- Awarii? - udawałam zainteresowaną.
- Tak, awarii kanalizacji piętro wyżej i konieczności zakręcenia całego pionu - tłumaczył dalej.
Winda stanęła i drzwi się otworzyły.
- Chodźmy - pociągnął mnie za rękę. - Głupio by było spotkać ich na korytarzu.
- O tak - zaśmiałam się. - Jak cholera!
Weszliśmy do pomieszczenia, było w nim ciemno, z wyjątkiem stłumionego światła, które przebijało przez zasłonkę na jednej ze ścian. To nie mogło być okno.
- Jesteśmy w pomieszczeniu z lustrem weneckim - wyjaśnił cicho. - Oni zajmą pokój obok. Będziesz wszystko widziała, sama nie będąc widoczną. Jest dosyć dźwiękoszczelne.
- Super - ucieszyłam się na głos. - Proszę - podałam mu drugie dwieście złotych.
Schował je, a następnie odsłonił lustro.

Po dłuższej chwili drzwi sąsiedniego pokoju otworzyły się i weszła najpierw kobieta, a za nią on, mój tata. Zdjął marynarkę i rzucił ją na łóżko, za marynarką krawat. Rozpiął górny guzik koszuli. Kobieta była na oko niewiele starsza ode mnie, miała duży biust i blond włosy.
Dziwne podobieństwo...
Podeszła do lustra i poprawiła włosy.
Odruchowo cofnęłam się do tylu.
- Spokojnie. Oni nic nie widzą - chłopak położył mi dłonie na ramionach i stanął za mną.
Tata podszedł do kobiety i objął ją od tyłu, kładąc jej dłonie na piersiach. Masował je i ugniatał. Po jej minie widziałam, że sprawia jej to przyjemność. Odwróciła się twarzą do taty i chciała go pocałować, ale on odsunął się i coś powiedział. Kobieta uklękła przed nim i zaczęła mu rozpinać rozporek. Spodnie opały, za nimi bielizna. Pomogła mu zdjąć buty, spodnie i skarpetki. Został tylko w koszuli. Widziałam teraz czubek jego wystającego spod brzegu koszuli penisa w stanie spoczynku, cholera, myślałam, że już będzie mu stał! Klęczała przed nim i zaczęła go pieścić ustami i dłońmi. Szczegółów nie wiedziałam, bo zasłaniała je głową, widziałam natomiast twarz taty, gdy brała go w usta. Nie widać było wielkich emocji, raptem zamknął oczy i złapał ją za włosy. Oddawał się tym pieszczotom przez dłuższą chwilę. Pociągnął ją do góry by wstała. Znów chciała go pocałować, ale tata obrócił ją plecami do siebie i zaczął najwyraźniej rozpinać suwak sukienki, bo ta po chwili opadła na ziemię. Stała teraz w pończochach i szpilkach. Tata objął jej nagie piersi i pocałował ją w szyję, spojrzał w lustro, a ja miałam wrażenie, że jego oczy mówią: "widzę cię Wronko...".
Chłopak za moimi plecami zaczął mnie rozbierać. Nie pomagałam mu, ani nie przeszkadzałam. Stałam jak zahipnotyzowana tym, na co patrzyłam.
W końcu byłam całkiem naga.
Tata ugiął lekko nogi i je rozszerzył, jakby chciał w nią wejść. Kobieta wypięła lekko pupę w jego kierunku. Pod jej cipką widziałam czubek penisa taty. Musiał być długi...
Znów położył jej dłonie na ramionach i nakłonił ją, by uklękła. Tak też zrobiła.
Widziałam teraz fiuta taty w pełnej krasie.
- Kurwa - szepnął chłopak za mną. - Facet ma sprzęt!
Tata powoli rozpiął guziki koszuli, wciąż patrząc w lustro, jakby rozbierał się przede mną.
Dłonie chłopaka gorączkowo poznawały wypukłości i wgłębienia mojego ciała.
Nie podniecało mnie to tak bardzo jak widok, który miałam na wyciągnięcie ręki.
- Prezerwatywa - wyszeptałam.
Zauważyłam, że tata ma już na sobie prezerwatywę. Kiedy ona ją założyła?
- Już się ubrałem - powiedział z satysfakcją chłopak.
Tata uklęknął za dziewczyną i pchnął ją, czekała teraz posłusznie na czworaka.
Uklęknęłam również. Chciałam być tą dziewczyną, wyobrażałam sobie, że nią jestem.
Chłopak również wszedł w rolę. Robił dokładnie to, co mój tata.
Tata, po drugiej stronie lustra pochylił się nad dziewczyną i ujął jej piersi w dłonie, chłopak za mną zrobił to samo. Marzyłam, że to dłonie taty.
Tata sięgnął do penisa i po minie dziewczyny widziałam, że w nią wchodzi, mieszanina bólu i rozkoszy. Poczułam równocześnie kutasa wciskającego się w moją ciasną szparkę. Jęknęłam podniecona, wyobrażając sobie, że to penis taty.
Tata zaczął się poruszać w dziewczynie, a chłopak we mnie w tym samym tempie. Wygięłam kręgosłup wypinając odruchowo pupę.
Tata złapał ją za piersi, a chłopak za moje.
Tata zaczął się poruszać szybciej w swojej partnerce, a chłopak we mnie.
Tata wyprostował się klęcząc za nią, złapał ją w pasie i zaczął pieprzyć coraz mocniej przyciągając ją do siebie, chłopak zrobił to samo.
- Tak tato... - wyjęczałam cicho.
Czułam kolejne pchnięcia taty w sobie, widziałam jego twarz i wyraz rozkoszy. Czułam, że jestem po drugiej stronie lustra, że rżnie mnie tata, że to jego dłonie przyciągają mnie, by wbić się we mnie mocniej i głębiej. W pewnym momencie, po twarzy taty przebiegł skurcz, wykonał jeszcze dwa gwałtowne pchnięcia i zamarł. Mięśnie zastygły naprężone, usta miał rozchylone i w tym momencie poczułam fale orgazmu rozlewające się po moim ciele. Chłopak również był blisko. W końcu i on zamarł z ostatnim mocnym pchnięciem i jęknął. Tata powoli wycofał się z dziewczyny, wstał i podał jej rękę pomocnym gestem. Dziewczyna podniosła się.
Zdjął i wyrzucił do kosza prezerwatywę. Zaczął się ubierać.
Chłopak trwał wciąż z kutasem w środku.
- Jeszcze raz? - zaproponował.
- Kochany jesteś - odpowiedziałam odsuwając się od niego. - Teraz jadę spotkać się z nim - w sumie nie skłamałam.
- Aaaa - odpowiedział ze zrozumieniem. - No to jedź maleńka. Było cudnie, dzięki.
- Ja tobie też - spojrzałam na niego.
W innych okolicznościach... kto wie?
- Musimy zaczekać aż oni wyjdą - wyjaśnił.
Czekałam więc i patrzyłam jak tata kończy się ubierać, wyciąga z marynarki portfel, a z niego banknoty i podaje je dziewczynie.
Wyszli w końcu razem, a my chwilę po nich, gdy tylko usłyszeliśmy szum zamykających się drzwi windy. Zeszłam po schodach, aby móc się schować, gdyby jeszcze nie wyszli z hotelu.
Wyszli już.
Opuściłam hotel i udałam się do zaparkowanego samochodu. Zadzwoniłam jeszcze w drodze do Agi z pytaniem, czy mogę jej oddać auto jutro. Ucieszyła się, że będzie się mogła jeszcze trochę porozbijać wypasioną furą.
Pojechałam prosto do domu, wiedziałam, że będę przed tatą.
W głowie zakwitł mi pomysł.
Ja ci pokażę! - groziłam mu w duchu palcem. - Ja ci jeszcze pokażę.

W domu dopadłam swoją szafę i zaczęłam przekopywać sukienki w poszukiwaniu zielonej, jak najbardziej podobnej do tej, którą miała na sobie dziewczyna w hotelu. Znalazłam podobną. Jeszcze tylko pończochy, szpilki i gotowe. Zaczesałam włosy na bok, tak jak ona.
Zeszłam na dół i usiadłam w kuchni starając się uspokoić.
Usłyszałam, szum kół na podjeździe, a po chwili "cześć Wronko", gdy wchodził do kuchni.
- Cześć tatuś - wstałam i cmoknęłam go w policzek na powitanie. - Nie chciało mi się samej jeść, więc zjadłam na mieście z Agą.
Tata patrzył na mnie badawczo nic nie mówiąc. Coś mu najwyraźniej przypominałam.
A masz! - pomyślałam z satysfakcją. - Oko za oko.
- Jestem zmęczona. Dobranoc - odwróciłam się na obcasie i wyszłam z kuchni.
Został tam w bezruchu, milcząc.

W swoim pokoju usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach, by opisać wszystko w szczegółach.

Chyba nic mi nie umknęło...

Oho! Tata bierze prysznic... długo...

Poniedziałek 9 lipiec 2012

Cały dzień snułam się jak cień, przypominając sobie akcję w hotelu.
Pod powiekami widziałam każdą scenę, wyraz twarzy taty, gdy szczytował, a ja razem z nim.
Pieściłam się palcami, wyobrażając sobie, że to ze mną się kochał.
Wieczorem przyszedł do domu i zaszył się w gabinecie.
- Tatku - uchyliłam nieśmiało drzwi. - Możemy pogadać?
- Tak córuś - odpowiedział trochę nieobecny duchem. - Co się stało?
- Nic tato... - podeszłam do biurka.
- Mów - odsunął się z fotelem od blatu.
Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach, obejmując go ramionami i chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Kocham cię - wyszeptałam.
- Ja też cię kocham Wronuś - odpowiedział, ale poczułam, że cały jakby stężał.
Czy ja go aż tak odrzucam?! Czy przytulając się do niego sprawiam mu taką przykrość?
- Ale ja cię kocham inaczej - mówiłam dalej.
- To znaczy? - nie rozumiał mnie najwyraźniej.
- Kocham cię, ale nie jak córka, tatę - wyjaśniłam, drżąc z obawy przed tym, jak zareaguje. - Kocham cię jak kobieta kocha mężczyznę. Pragnę cię...
Spojrzałam mu w oczy.
Nic nie mówił. Na jego twarzy widziałam mieszające się uczucia, zaskoczenie, oburzenie i coś jeszcze, czego nie potrafiłam zidentyfikować, strach?
- Muszę pracować - odpowiedział bezbarwnym, pozbawionym emocji głosem. - Idź spać Weroniko. Zapomnijmy o tej rozmowie. Dobranoc.
Wstałam. Miałam nadzieję, że jeszcze coś powie, ale on z powrotem pochylił się nad papierami i to był koniec rozmowy.
Zrezygnowana, poszłam do pokoju.
Nie umiałam płakać.
Sen długo nie przychodził.

Wtorek 10 lipiec 2012

Dziś rano wstałam wyjątkowo wcześnie i gdy zobaczyłam, że tata pływa, poszłam popływać razem z nim.
Po pięciu minutach stwierdził, że ma dosyć na dzisiaj i poszedł w pizdu.
Jakby mi ktoś w pysk strzelił!

Środa 11 lipiec 2012

Jak mi kurwa źle!
Dzieciństwo z matką alkoholiczką było przejebane.
Teraz czuję się niewiele lepiej. Tata zaczął mnie unikać, rano do mnie nie zagląda.
Pewnie woli uniknąć widoku mojego gołego tyłka.
Wszystko jest do dupy! Nic mi się nie chce. Nawet nie jestem głodna.
Rano gdy wstaję, jego już nie ma.
Wieczorami wychodzi biegać. Nigdy aż tyle nie biegał.

Dziś byłam w warsztacie samochodowym i było tam kilku napalonych facetów. Normalnie spełnienie fantazji było na wyciągnięcie ręki. Obmacywali mnie wzrokiem, a ja byłam zlodowaciała. Flirtowali ze mną, a mnie się nawet nie chciało podnieść wzroku znad gazety, której czytanie symulowałam.
Nie umiem się już napalać na facetów.
Nie po tym co widziałam w hotelu.
Istnieje dla mnie jeden facet, którego pragnę do bólu.
Mój ojciec.
Dobrze. Powiem to głośno.

ZAKOCHAŁAM SIę WE WŁASNYM OJCU!!!

Nie ma znaczenia pokrewieństwo, różnica wieku i możliwe komplikacje z tym związane.
Zlewam to gorącym moczem.
Pragnę tylko jego, chcę być z nim tak, jak kobieta z mężczyzną! Na wszystkie możliwe sposoby!
Może pójdę za to do piekła, ale zaryzykuję wieczne potępienie w imię tej chorej miłości.
I nie jest to pierdolenie napalonej dzierlatki, zaświergolonej i z motylami w brzuchu.
Czuję się kobietą, która może rozkwitnąć tylko przy jednym mężczyźnie - przy Romanie, moim ojcu.

Czwartek 12 lipiec 2012

Dziś obudziłam się o siedemnastej!
Ból głowy i nudności nie pozwoliły mi zwlec się z łóżka jeszcze przez godzinę.
Wieczorem tata raczył na mnie spojrzeć, jakoś tak z dziwnym z wyrazem strachu pomieszanego z... poczuciem winy?
- Jak się czujesz? - spytał ostrożnie.
- Żyję jak widać - odparłam.

Środa 19 wrzesień 2012

Piszę po długiej przerwie, bo tak wiele się działo, że nie miałam do tego ani czasu, ani głowy.
Nie wiem od czego zacząć...
Pominę daty, pogubiłabym się.

Po moim ostatnim wpisie do pamiętnika sprawy potoczyły się mniej więcej tak...

W piątek trzynastego, to pamiętam, tata wrócił wcześniej z pracy i wziął szybki prysznic. Zdziwiło mnie to, bo było to spore odstępstwo od utartych schematów dnia.
Nie rozmawiał ze mną. Ubrał się elegancko i bez słowa wyszedł z domu. Po prostu, wziął i wyjechał! Po około dwóch godzinach usłyszałam rozmowy i śmiechy przez uchylone okno, a następnie w holu na dole. To był perliście szczebioczący jak u najaranego indyka, kobiecy głos.
Było już koło dwudziestej trzeciej.
Cały wieczór siedziałam przed otwartym plikiem pamiętnika starając się coś napisać, wrzucić tu to co czuję.
Nie potrafiłam.
Zeszłam po schodach i zdębiałam w ich połowie.
W holu stał tata z jakąś czarnowłosą pięknością. Oblepiała ją najbardziej seksowna sukienka jaką życiu widziałam. Kobieta wyglądała zjawiskowo!
Gdy schodziłam całowali się właśnie. Dłonie taty błądziły po jej pośladkach, a ona oplatała go ramionami. Wyglądali jakby byli zaklęci w czasie, doszczętnie sobą pochłonięci. Zamarłam i nie potrafiłam się ruszyć, byłam zszokowana i sparaliżowana.
W końcu odessali się od siebie, a kobieta spojrzała w moją stronę.
- Dzień dobry - przywitała się, wciąż trzymając dłonie na ramionach taty.
Nie potrafiłam się odezwać, coś zacisnęło się na moim gardle i uniemożliwiało mi mówienie.
- Witaj Wronko - tata nie spojrzał nawet na mnie, tylko zafascynowany patrzył na twarz kobiety, z którą przyszedł. - Idź spać dziecko. Zajmij się swoimi sprawami. Dobranoc córeczko.
Powiedział to i przyciągnął kobietę do siebie. Całował ją zachłannie, a ona poddawała się temu ulegle.
Nie wytrzymałam tego widoku, pobiegłam do pokoju i z hukiem zamknęłam za sobą drzwi.
Jak dziecko...
Byłam w szoku. Tata po raz pierwszy przyprowadził kobietę do domu! Do naszej świątyni, naszego azylu!
Jak on śmiał?! Jak mógł mnie tak potraktować? Jak smarkulę, rozwydrzone dziecko, które przeszkadza dorosłym w ich dorosłych sprawach?!
Ja byłam dorosła! Zranił moją dumę i zdeptał uczucia.
Słyszałam jak idą do jego sypialni, jej śmiech gdy mijali moje drzwi.
Co za skurwiel z niego!
Co on mi chce tym udowodnić?!
Czy ja go właściwie obchodzę?
Siedziałam na łóżku kołysząc się w przód i w tył, a głowę rozpierdalały mi galopujące myśli.
W końcu nie wytrzymałam. Nie chciałam słyszeć jak się kochają!
Ubrałam się szybko, zgarnęłam torebkę i wybiegłam z domu.
Odpaliłam auto i wystrzeliłam autem spod domu, rozpryskując kołami żwir.
Musiałam uciec od jedynego faceta, którego pragnęłam, a który właśnie posuwał inną kobietę pod NASZYM DACHEM.
Skurwiel...

Jechałam przed siebie, donikąd, byle dalej. W mojej torebce zadzwonił telefon. Wyciągnęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Tata?! Odrzuciłam połączenie. Telefon dzwonił jeszcze kilka razy, ale zignorowałam go. Po godzinie jazdy nie wiedziałam już gdzie jestem. Jakaś wieś, ciemno, bez latarni. Dojechałam do lasu i skręciłam w leśną drogę. Po kilku minutach zatrzymałam się, wyłączyłam silnik i rozpłakałam się. Płakałam, a łzy nie chciały się skończyć. Płakałam nad sobą i nad swoją głupią i beznadziejną miłością.
Zakochać się we własnym ojcu.
Kretynka!
Najgorzej ulokowane uczucia na świecie.

Było już grubo po północy, gdy telefon zaczął dzwonić jak najęty, bez przerwy. Tata dzwonił przez pół godziny ciągiem. Po co miałam z nim rozmawiać? Co miał mi do powiedzenia? Miał przepraszać za swoje potrzeby, za to że nie czuł do mnie takiego rodzaju miłości, jaki ja czułam do niego. Kompromitacja...
W końcu telefon padł, rozładował się, a ja myślałam o tym, co dalej.
Wrócę do domu, spakuję się i wyprowadzę.
Po jakimś czasie dojdę do siebie, zrobię coś ze swoim życiem.
Coś... No właśnie...
W końcu usnęłam na siedząco, zmęczona płaczem.

Obudziłam się nad ranem i wyjechałam z lasu.
Gdy dojadę, taty nie powinno już być w domu.
Spakuję się i ucieknę. Gdy już będę daleko od domu, zadzwonię i ustalę resztę. Nie miałam teraz głowy do planowania. Najważniejsze to zwiać! Odgrodzić się możliwie największą przestrzenią od źródła moich chorych pragnień i spróbować zapomnieć...

Długo jeździłam po okolicy, nim trafiłam na znajomą drogę do domu. Drogowskazy wcale nie ułatwiały powrotu.

Zostawiłam samochód na podjeździe, a nie jak zwykle w garażu. Szybciej załaduję walizki.
Mimo woli układałam rozmowę telefoniczną z tatą, tłumaczyłam mu dlaczego tak szybko się wyprowadziłam. Najrozsądniej brzmiała historia o facecie, którego poznałam i się zakochałam bez pamięci.

Weszłam do domu i wbiegłam na piętro.
Chciałam mieć to już za sobą.
Czułam, że mam szansę być jeszcze kiedyś normalna.
Może nawet kogoś pokocham.
Wpadłam do swojego pokoju i zamarłam...

W moim pokoju, przy moim biurku, na moim fotelu siedział... mój tata.
- Co ty tu robisz? - wydusiłam z siebie. - Powinieneś być w pracy?!
Nic nie mówił, tylko patrzył.
Wyglądał jak człowiek, który na własne oczy widział śmierć kogoś bliskiego. Podkrążone i zaczerwienione oczy, blady, ubrany w te same ciuchy co wieczorem. Jakby zapadnięty w sobie.
- Co się stało?!! - byłam przerażona. - Tato...
- Wczoraj tak nagle wybiegłaś z domu - mówił prawie szeptem. - Wystraszyłem się... odprawiłem ją i czekałem na ciebie. Dzwoniłem, a ty nie odbierałaś. Obdzwoniłem wszystkie twoje koleżanki. Nikt nie wiedział gdzie jesteś - mówił coraz szybciej. - Przyszedłem do twojego pokoju, żeby sprawdzić czy nie zostawiłaś mi jakiejś informacji i zajrzałem do twojego laptopa, a tam... - głos mu się załamał.
Nie musiał nic więcej mówić, wiedziałam co zobaczył.
Mój pamiętnik!
- Tato - nie wiedziałam co powiedzieć. - Ja...
Nie wiedziałam jakich słów użyć. Z seksu z jego wspólnikiem, ginekologiem, czy z ogrodnikiem mogłam się wytłumaczyć, ale przygody w hotelu, podglądania go w akcji z inną kobietą, opisów pragnienia bycia z nim i prowokowania go, tego nie umiałam wyjaśnić.
Ukryłam twarz w dłoniach i opadłam na kolana.
- Przepraszam - wyszlochałam. - Przepraszam tato. Jestem nienormalna! Nie chciałam żebyś o tym wszystkim wiedział! Spakuję się i zniknę z twojego życia. Wyprowadzę się - płakałam już nie mogąc się powstrzymać. - Przepraszam...
Tata siedział i patrzył na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Weroniko... - znów mówił mi po imieniu, a to znaczyło, że będzie nieprzyjemnie.
- Nie tato! - przerwałam mu gwałtownie. - Nie mów nic! Niech ktoś mnie spakuje, a ja oszczędzę nam nieprzyjemności, które wynikną z tej rozmowy i pójdę już!
Wstałam i wybiegłam z pokoju.
Musiałam znaleźć się jak najdalej stąd!
Zbiegłam po schodach i otwierałam właśnie drzwi, gdy poczułam mocne szarpnięcie za ramię. Siłą rozpędu wpadłam... w ramiona taty. Objął mnie mocno i zaczął całować moje oczy, policzki a w końcu usta. To nie był ojcowski pocałunek. To były wygłodzone usta mężczyzny. Całował mnie zachłannie, a ja poddawałam się temu w oszołomieniu. Wpił się w moje usta mocno. Palce jednej dłoni wplótł mi we włosy, drugą obejmując mnie w pasie i przyciągając mocno. Nie zdążyłam zareagować, byłam zbytnio zszokowana jego zachowaniem.
- Weroniko... - mówił te słowa wprost w moje usta. - Jesteś spełnieniem moich najskrytszych marzeń. Od lat widzę jak rozkwitasz, jak stajesz się kobietą i stoję z boku, choć chciałbym być z tobą. Walczyłem z tym, unikałem cię od dłuższego czasu, ale przegrywałem. We wszystkich kobietach szukam ciebie, twoich ust, oczu - całował mnie między słowami. - Weroniko. Kocham cię i pragnę jak mężczyzna, nie jak ojciec. Wiem, że to wbrew zasadom, ale nie potrafię inaczej... Pożądam cię o wiele dłużej niż ty mnie! Nie wiesz jaka to dla mnie ulga, że czujesz podobnie - jego usta błądziły po mojej twarzy i szyi.
Czułam, że zaczynam się dusić od nadmiaru emocji.
- Tato - jęknęłam. - Ty naprawdę tak czujesz?
- Tak Weroniko - patrzył mi teraz w oczy.
Przyciągnął mnie do siebie, poczułam jego pragnienie twardością na moim łonie i brzuchu. Był podniecony, a na mnie spłynęła radość. Zarzuciłam mu ramiona na szyję i zaczęłam całować śmiejąc się równocześnie. Oplotłam go udami i całowałam łapczywie, czując narastające podniecenie.
Narastające jak pionowa linia w górę.
- Kochaj mnie tato - wyjęczałam. - Pieprz mnie jak mężczyzna. Teraz!

Nie było więcej słów.
Rozbieraliśmy się rozgorączkowani, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego, co mogło ograniczyć kontakt naszych ciał. Rzuciliśmy się na siebie jak dwa wygłodniałe stworzenia. Usta nie potrafiły się od siebie oderwać, a ciała dążyły do połączenia. Nie było miejsca na pieszczoty. Po zrzuceniu ubrań przywarliśmy do siebie, jego twardy penis znalazł się między moimi nogami, by po chwili wdzierać się we mnie sprawiając rozkoszny ból swoją wielkością i gwałtownością ruchów we mnie. To nie był czuły akt połączenia dwóch ciał. To była kopulacja dwojga ludzi złaknionych swoich ciał i dusz, które chciały się sobą nasycić i przeniknąć się nawzajem. Tata pieprzył mnie, głośno jęcząc i ściskając moje miękkie ciało aż do bólu. Krzyczałam z rozkoszy, której nie tylko nie poznałam dotąd, ale nie podejrzewałam nawet istnienia.

Usnęłam na podłodze w przedpokoju, z tatą... w środku.

Obudziłam się w łóżku taty, przeniósł mnie tam widocznie.
Leżał na mnie podpierając się na łokciach i patrzył.
- Nie chciałem cię budzić, ale nie umiałem się powstrzymać - uśmiechnął się i poruszył.
Był we mnie gdy spałam, obudziłam się z podniecenia!
Znów zabrakło pieszczot, tylko gwałtowny seks.

- Tato - mruknęłam sennie. - Od kiedy chciałeś się ze mną kochać?
Wiedziałam, że zabrzmiało to głupio, ale musiałam zadać to pytanie.
- Wątpisz w moją prawdomówność? - uniósł brwi.
- Nie rozumiem po prostu, jak mogłeś tak doskonale nad sobą panować - tłumaczyłam mu powód mojej ciekawości.
- Czyli wątpisz - przejrzał mnie niestety.
- No tak trochę - przyznałam. - Ja robiłam z siebie idiotkę...
- Pokażę ci coś - powiedział poważnie. - Ale może to być dla ciebie szok. Muszę cię ostrzec.
Wstał z łóżka i podszedł do obrazu na ścianie, odchylił go. Pod spodem był sejf. Otworzył go, a ze środka wyjął płyty.
- To będzie dla ciebie najlepszy dowód, ale niestety również szok... - wahał się najwyraźniej. - Możesz stwierdzić, że jestem potworem.
- Ok - powiedziałam ostrożnie, bojąc się tego co mogę zobaczyć. - Ale nie mordowałeś kobiet podobnych do mnie? - miało to zabrzmieć jak żart.
- Nie - uśmiechnął się nerwowo. - Ale nie wiem, czy nie uznasz tego za coś gorszego.
Włączył telewizor i włożył płytę do odtwarzacza.

Na ekranie zobaczyłam jego przesuwającą się w różnych kierunkach twarz, ustawiał kamerę.
Po chwili się odsuwa i odwraca, jakby sprawdzał czy jest skierowana w dobrym kierunku.
Staje za kamerą, a w kadrze pojawia się łóżko, a na nim... ja!
Leżę z otwartymi oczami, bezwolna i przytomna.
Tata podchodzi do łóżka, jest bardzo podniecony, kutas sterczy mu pod uciskającymi go spodniami.
Uśmiecham się do niego wyciągając ramiona w jego kierunku. Klęczy teraz w nogach łóżka i łapie mnie za stopy rozszerzając mi nogi. Podwija moją koszulę nocną, jestem bez majtek. Kładzie się z twarzą przy mojej cipce i całuje, a ja wiję się i dociskałam jego głowę do swojego krocza, krzyczę z rozkoszy. Tata podnosi się i zaczyna się rozbierać, jest już nagi a fiut sterczy mu prawie pionowo w górę. Podnoszę się i klęczę, bawiąc się jego penisem. Przez chwilę widać wyraz twarzy taty, bolesną rozkosz, gdy biorę go głęboko w usta. Popycha mnie gwałtownie na plecy i pochyla się, rozszarpuje koszulkę. Jestem naga. Uginam nogi w kolanach, tata wbija się we mnie gwałtownie, pieprzy mnie, a ja rozdrapuję mu plecy.

Telewizor zgasł.
Tata siedział bez ruchu, zaciskając palce na pilocie.
Ja byłam w szoku.
- Co to było? - zapytałam szeptem.
- My - odpowiedział tata. - Podałem ci tabletkę gwałtu. Wczoraj.
Nic więcej nie powiedział.
Wiedziałam, że cokolwiek powiem, będzie miało to w tej chwili ogromne znaczenie.
Spojrzałam na niego.
Patrzył na mnie z wyrazem twarzy człowieka, który czeka na wyrok śmierci. Bez możliwości odwołania się od wyroku.
- To dlatego obudziłam się tak późno po południu - stwierdziłam fakt. - Dziękuję, że mi to pokazałeś. Szkoda, że sama nie wpadłam na taki pomysł - dodałam z szelmowskim uśmiechem.
Twarz mu się zmieniła, szczęście i niedowierzanie zagościły na niej równocześnie.
Znów zamiast słów był seks.

Relacje ojciec - córka, zmieniły się w relacje żyjących razem kochanków.
Tata miał niecodzienne pomysły.
Potrafił wejść do łazienki, gdy siedziałam na kibelku i bez żadnych wstępów wsadzić mi fiuta do buzi, zerżnąć mnie oralnie, a po wszystkim wyjść z łazienki z zadowoloną miną.
Rzecz jasna, później musiał mi się odwdzięczyć.
Kiedyś chciałam mu zrobić ten sam numer, wchodząc, gdy on z gazetą siedział na ubikacji. Zażądałam minety, mineta zmieniła się w ostre rżnięcie, w wyniku którego wyrwaliśmy ze ściany kibelek.
Inną jego ulubioną zabawą było przywiązywanie mnie do łóżka gdy spałam, budził mnie, podkładał mi basen, żebym się wysikała, później mył mnie delikatnie ciepłą wodą, tak długo i dokładnie, aż zaczynałam wyć z rozkoszy i zostawiał mnie na kilka godzin samą w domu.
Po powrocie mówił, że chciał, bym skruszała...
Kończyło się to zawsze seksem ze mną na górze.
Kiedy indziej przychodził, gdy się opalałam przy basenie i serwował mi złoty deszcz.
To było zabawne i podniecające zarazem.
Przyznał się też, że w całym domu rozmieścił jakiś czas temu kamerki, które dostarczały mu zawsze świeżych materiałów na mój temat.
Nie raz zastanawiałam się czy to wszystko jest chore, ale z drugiej strony ja zaczynałam dopiero wpadać w obsesję na jego punkcie. Jego obsesja trwała dużo dłużej. Rozumiałam go.

Uwielbiał myć mnie i czesać, ubierać.
Było wspaniale, za dobrze.
Bałam się, że coś się stanie, że będziemy musieli zapłacić za łamanie praw natury.
Zaczęłam zagłębiać się w tematykę kazirodztwa na przestrzeni wieków i stwierdziłam, że nie jest to coś aż tak niecodziennego i wszędzie zakazanego.
W niektórych kulturach było wręcz nagminne, a nawet pożądane.
Poprawiło mi to trochę samopoczucie.

Dodam jeszcze, że tata wywalił ogrodnika i "przekonał" mnie, żebym zmieniła ginekologa.

Koniec sierpnia

Tego dnia tata miał gościa.
Właśnie wróciłam z zakupów i poszłam do gabinetu przywitać się.
Tata rozmawiał z... Panem Tomaszem.
- Dzień dobry Wronuś - przywitał mnie, ledwo uchyliłam drzwi.
Spojrzenie miał nieodgadnione.
O coś mu chodziło.
Pan Tomasz niespokojnie poruszył się na krześle.
- Znasz moją córkę - zwrócił się do wspólnika.
To nie było pytanie.
- Tak... - mruknął zakłopotany. - Miałem tę przyjemność...
- Wiem, że miałeś - twardo odpowiedział tata, patrząc mu w oczy. - Ale nie po to chciałem się dzisiaj spotkać.
Pociągnął mnie na swoje kolana.
- Piękną mam córkę nie uważasz? - tata uśmiechał się, patrząc na moją twarz, po chwili na piersi.
Tomasz nic nie odpowiedział, był zakłopotany.
- Wyrosła na wspaniałą kobietę - położył mi dłoń na kolanie i przesunął wyżej.
- Jak soczysty owoc, w który chcesz wbić zęby i spijać jego soki - dłoń dojechała do bielizny, zaczął mnie pieścić palcami.
Zerknęłam na pana Tomasza. Był zszokowany, ale patrzył na poczynania taty, nie mogąc oderwać wzroku.
- Mając taki cud pod swoim dachem - tata złapał mnie mocno w pasie i posadził na biurku. - Nie chcesz się nim dzielić z nikim.
Sięgnął pod sukienkę i szarpnął majtki.
- Nielicznym mogę co najwyżej dać popatrzyć - położył mnie na biurku i sięgnął do szuflady wyciągając coś.
- Roman! - jęknął pan Tomasz. - Co chcesz zrobić?! To nie była jej wina!
Tata trzymał nóż, wyglądał na bardzo ostry. Nie wystraszyłam się, nie mógłby mnie skrzywdzić. Poruszyłam się podniecona jego nową zabawą.
Tata ujął materiał sukienki i zaczął ją rozcinać. Nóż ciął materiał jak masło. Uwolnił piersi ze stanika.
Rozpiął spodnie i wbił się we mnie.
Spojrzałam na pana Tomasza. Oczy chciały mu wyskoczyć z głowy.
- Jak mówiłem, możesz popatrzyć - tata uśmiechał się. - Nie krępuj się. Możesz sobie ulżyć... sam.
Tata zaczął się we mnie poruszać, a ja zatracać się w rozkoszy spotęgowanej dodatkowo obecnością osoby trzeciej.
Pan Tomasz wstał i rozpiął spodnie. Objął sterczącego fiuta i zaczął się pieścić, przyglądając się nam. Patrzyłam to na twarz taty w ekstazie, to na pana Tomasza i jego dłoń przyśpieszającą pieszczoty. Tata rżnął mnie mocno, trzymając w pasie by jak najgłębiej mnie penetrować.
Pan Tomasz przesunął się w bok, by mieć lepszy widok. Dzięki temu ja też lepiej widziałam jego zaciśniętą na penisie dłoń. Patrzył na kutasa mojego taty, który w coraz szybszym tempie wbijał się we mnie, to na moje piersi, na twarz taty i w moje oczy, które przymykał zbliżający się orgazm.
Nie chciałam ich zamykać. Chciałam widzieć jak szczytują.
Przegrałam.
Orgazm wygiął mnie w łuk, zaciskając powieki i wyrywając z gardła krzyk rozkoszy.
Tata przyspieszył i z głośnym jękiem wystrzelił w moim wnętrzu.
Pan Tomasz też, z boku i ciszej, na podłogę.

Po dłuższej chwili, tata ubrał się, pan Tomasz również. Chciałam wyjść i ubrać się również.
- Zostań z nami Weroniko - zwrócił się do mnie tata.
- Ale tato - zdziwiłam się. - Jestem naga.
- Jesteś piękna - odparł. - Daj nam nacieszyć oczy.
Zrezygnowałam z protestów i opadłam na fotel obok nich.
Czułam wypływającą ze mnie spermę.

- Teraz przejdźmy do meritum - tata zwrócił się do pana Tomasza. - Mam zamiar sprzedać swoje udziały w firmie i uważam, że powinieneś dowiedzieć się o tym pierwszy.
Zszokowani patrzyliśmy na tatę.
Jak to?!
Chce sprzedać swoją część firmy?
Swoje drugie dziecko, któremu poświęcił tyle życia, energii i pracy?
- Czy coś się stało? - zapytał ostrożnie pan Tomasz.
- Tak - tata popatrzył na mnie z uśmiechem. - Zmieniłem priorytety. Wyjeżdżamy z kraju. Na stałe.
Szczęka mi opadła.
- Tato... - zdołałam wyszeptać.
Czułam napór szczęścia i nie mogąc się opanować, rzuciłam mu się na szyję. Fotel niebezpiecznie skrzypnął odchylając się do tyłu.
- Tato! - na nic więcej nie było mnie stać. Wzruszenie odebrało mi zdolność mowy.
- Zaczniemy nowe życie Wronuś - ujął moją twarz i pocałował mnie żarliwie.
- Nie pytam o nic więcej, tak będzie bezpieczniej - usłyszałam głos pana Tomasza. - Dziękuję, że jako pierwszy się o tym dowiedziałem. Do jutra dam ci znać ile udziałów mogę odkupić - dodał wstając.
Pożegnaliśmy się z panem Tomaszem, który nadal nie mógł ode mnie oderwać wzroku.

- Sprzedam wszystko, co posiadamy w kraju - mówił tata po wyjściu wspólnika. - Możemy spokojnie żyć za te pieniądze. Przeprowadzimy się do Hiszpanii. Nikogo raczej nie zdziwi nasza para, ale musisz przestać mówić do mnie tato!
- Dobrze tato... Znaczy, Romanie - poprawiłam się szybko.

Jedziemy za kilka tygodni. Jestem podekscytowana tym co nas czeka.
Obiecałam tacie wykasować pamiętnik z komputera, ale nie mogłam się powstrzymać i wrzuciłam go tu, na Pokątne.

Trzymajcie za mnie kciuki.
Za jakiś czas się odezwę, napiszę jak się nasze losy potoczyły.
Czasami jak widać, marzenia się spełniają

POLECANE OPOWIADANIA

Piątek trzynastego

Trzydzieści plus

XXL

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. mokosz
    | Odpowiedz

    Przeczytałam bardzo dużo Twoich opowiadań, Mika, ale żadne nie poczyniło tak ogromnych spustoszeń w mojej świadomości! Że z ojcem niby? Dobrze, że mojego juz nie ma. Ale za to nie wiem, jak ja pójdę następnym razem do ginekologa… Cholera, że też mnie podkusiło, żeby to przeczytać 🙂

Napisz nam też coś :-)