Pech (II)

with 9 komentarzy

pechowy wybór w miłości

 
Dopadła mnie grypa i to taka, że wrogowi nie życzę ;-/ Na początku było fajnie, leżałam sobie, pisałam, aktywność ograniczając do dwóch podstawowych czynności, ale teraz przestało być fajnie, bo grypa przeszła w anginę, a na dodatek przybłąkało się zapalenie spojówek... Nawet moje starsze, nie chorujące dziecko poległo, a źródłem był oczywiście - dumny przedszkolak :-))) Ja nie wiem, ale człowiekowi się wydaje, że jak małe dziecko jest chore, to i te bakterie czy wirusy muszą być mniejsze czy mniej groźne. A to za przeproszeniem g*** prawda!

No nic, sobie i Wam także zdrówka, w tym przed wiosennym okresie życzę!!!

 

Zostałam przeniesiona do przytulnej sypialni, gdzie rozpalono już w kominku, a obok była łazienka. Niestety, pomimo całego animuszu, nie była w stanie do niej dotrzeć. Po prostu klapnęłam z jękiem na ziemię, dygocząc z zimna.

Zabawne – mruknął Artur. Znów mnie podniósł, po czym zaniósł do łazienki i mało delikatnie wrzucił pod prysznic, puszczając z góry ciepły strumień wody. Pisnęłam, kuląc się na rogu.

Boli? – spytał zaniepokojony, wskazując na moje nogi. Podążyłam za jego wzrokiem i o mało co się nie rozpłakałam, bo wyglądało to tragicznie.

Wiem, że boli, ale musisz się rozgrzać. – To mówiąc zsunął buty, po czym także wszedł pod prysznic. Energicznie zaczął masować moje ramiona, a z czubka nosa kapała mu woda. A na końcu zaczął mnie rozbierać.

Zostaw! – zaprotestowałam niemrawo.

Nie irytuj mnie. Trzeba cię wpakować do łóżka, ale to chyba nie w tym ubraniu.

Ja sama…

Gołe baby widuję na co dzień i zapewniam, że to są o wiele lepsze widoki niż teraz.

Udało mi się kopnąć go w łydkę.

Oho! Odzyskujesz siły! – zaśmiał się, po czym zakręcił wodę i owinął mnie w duży, puszysty szlafrok. I zaczął się rozbierać. Cóż, on nie zachował się przyzwoicie, to i ja nie zamierzałam. Też się gapiłam. Nie skapitulowałam nawet przy ostatniej sztuce.

Pół godziny później siedziałam w wygodnym fotelu, z opatrunkami na poranionych nogach, w ciuchach o pięć rozmiarów za dużych, opatulona kocem, popijając gorącą herbatę z miodem, imbirem i cytryną. Artur zajął miejsce obok. Ogień na kominku kład się migotliwymi cieniami na naszych twarzach, a trzask palącego się drewna, był jedynym, co zakłócało ciszę.

Nie spodziewałam się tego po nim. Ani kąpieli, ani opatrunków, a przede wszystkim troskliwości. Lecz mimo to wzajemna niechęć wypełniła przestrzeń pomiędzy nami i milczeliśmy tylko dlatego, żeby nie dać sobie powodów do pogryzienia się.

On pierwszy się poddał.

Mogłabyś chociaż podziękować.

– Dziękuję – odparłam posłusznie, wiedząc że pozorną uległością zirytuję go znacznie bardziej niż ostrym słowem. Poza tym miał rację, podziękować wypadało.

– Jest za co – warknął zajadle. – Co robiłaś w lesie? Wybierałaś się na sabat czarownic i twoja miotła miała awarię?

Byłam na imprezie w remizie – powiedziałam uprzejmie. Niczym oaza spokoju.

W remizie? – Pogardliwie zmierzył mnie spojrzeniem. – No tak, gdzieżby indziej.

Wiem, że pan światowy nie gustuje już w takich miejscach. Woli zacisze tego przybytku rozpusty i wynajęte dziwki, pląsające po pokojach.

A! Miejscowe plotki! – Nie wiadomo dlaczego, ucieszył się. – Jest bardzo źle?

– Bardzo – pokiwałam głową. – Czekamy aż w końcu się zdemaskujesz i wyrosną ci różki oraz ogon.

No dobrze, byłaś na imprezie. Ale jak znalazłaś się sama, w środku nocy, w lesie? – Wrócił do pierwszego pytania. – Amant wykorzystał cię w super bryce na tylnym siedzeniu i wyrzucił po drodze?

Spacerkiem wracałam do domu.

Siedem kilometrów? – spytał z niedowierzaniem.

Skąd wiesz, że siedem?

Strzelałem.

Wyjątkowo dokładne te twoje strzały – mruknęłam, zerkając na niego podejrzliwie.

Wracałaś spacerkiem przez las kierując się światłem gwiazd? – Znów zmienił temat.

Tak sobie szłam prosto przed siebie…

Parsknął z niedowierzaniem. Pomyślałam z uznaniem, że w półmroku sypialni, z migoczącym blaskiem palącego się ognia, wyglądał całkiem nieźle. Tajemniczo i fascynująco.

Fajnie by było, jakby ci te różki wyrosły – wymsknęło mi się.

– Ogon i kopytka – uzupełnił. – Właśnie wróciłem z podróży, nie mam ochoty na bezsensowne rozmowy z postrzelonymi małolatami.

Nie jestem małolatą.

Tak? To super! Przynajmniej sama poniesiesz konsekwencje swojego czynu.

A! Chodzi o samochód? – spytałam domyślnie.

Chodzi o napaść.

Że niby ja na ciebie? – Poczułam rozbawienie. – Biedaczysko. Taka groźna ze mnie kobietka, że teraz pewnie też robisz w gacie ze strachu?

Nadął się, bo jakoś nie spodobały mu się moje słowa.

Gdybym robił, to bym cię zostawił pod bramą – syknął.

Miał rację, rozmowa stawała się coraz bardziej uboga w treść, a coraz bogatsza we wzajemną niechęć. Zaczęłam się też zastanawiać, co teraz?

Przekazałaś zaproszenie siostrze?

Tak – skłamałam gładko, a potem poruszyłam inny nurtujący mnie problem. – Odwieziesz mnie do domu?

Ja? A niby dlaczego? Możesz zostać na noc, albo wracać na pieszo. Na mnie nie licz, nie chce mi się – dodał lekceważąco. – Może gdybyś była długonogą blondynką, to ewentualnie zaprosiłbym cię do mojej sypialni. Albo wprosił się do twojej.

Całe szczęście, że nie jestem długonogą blondynką – mruknęłam, a Artur dziwnie wykrzywił twarz. – Będę mogła zadzwonić? Moja komórka całkiem zdechła, a nie chcę martwić rodziców.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Dużo, dużo zdrówka życzę 😉 Okropny ten okres grypowy. A dzieci z przedszkola przynoszą dosłownie wszystko 🙁
    Intrygujący ten Arturek 🙂 Znowu mi się przypomniał Twój bohater, też Artur, ten marynarz z Życzenia? Dobrze kojarzę? Gburek Arturek 😀 Jeden z moich ulubionych tekstów 🙂
    Scena w kuchni boska. Osobiście nie znam takiego żarłoka, który byłby szczupły, no chyba, że samą siebie, ale ja z kolei nie jestem miss chudzielców 😀 Węszę niezłe zawirowania między Arturem, a Igą 🙂 Ładnie zamknęła mu drzwi przed nosem. Nie tędy drogą, drogi Arturku 😛
    I padła propozycja… gotowania dla Arturka 🙂 Oby mu bokiem nie wyszła 😀
    Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja znam. Moją mamę :-))) Ile by nie zjadła, 48 na liczniku i czasem tylko lekko drgnie w górę. Jeść może co chce i kiedy chce. I to w tym wieku, gdzie się raczej przybiera na wadze 🙂
      A Arturkowi dołożyłam konkurencję w następnej części ;-D

      • Jo Winchester
        |

        I każesz mi czekać tydzień do następnej części, przez Ciebie nie będę mogła spać!!! Idę popłakać w kąciku 😀

      • Babeczka
        |

        😀

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    To ja też dołaczę się!
    Twoje zdrowie Babeczka
    ????

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    A dziękuję, dziś już lepiej, chociaż przyznam, że za mną ciężkie chwile… Najgorsze jest to, że człowiek leży taki zdechły, a nad głową szaleje trzylatek z mrówkami w gaciach… I mamo, mamo, wciąż słyszę. A ja tu słowa wykrztusić nie mogę, tak obolałe mam gardło 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Znam ten ból.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No proszę, nie taki Arturek straszny, jak go malują:) Wprawdzie trudno przewidzieć, co przy bliższym poznaniu zyska czy straci, ale jak na razie pokazał się od lepszej strony. Oczywiście, nie mam na myśli jego chęci zaliczenia Igi – ot, tak dla sportu. Bardzo jestem ciekawa co zrobi Iga, gdy wypłynie sprawa zaproszenia na imprezę, które rzekomo przekazała siostrze. Artur się nie przejmie, ale Ida? Oj, musiałaby się Iga gęsto tłumaczyć. Mina Artura po finałowym zdaniu – bezcenna:) Zdaje się, że Iga notorycznie będzie wprawiać go w totalne osłupienie. Rączki zacieram na tę Arturkową konkurencję – oby nie był zarozumiałym bucem.
    Jeśli dziecko przywlecze chorobę, to często ono po 2-3 dniach jest zdrowe, a jego rodzice borykają się z dziadostwem o wiele dłużej – dziecięce wirusy rozkładają ich na łopatki. Zdrowiej Babeczko, bo wiosna idzie:)

  5. J.Gibson
    | Odpowiedz

    No ładnie. Arturek pokazuje drugie oblicze. Ciekawe ile jeszcze ich ma? Coraz badziiej go lubię.

Napisz nam też coś :-)