Pech (IV)

with 23 komentarze

kryminał erotyczny

Zmieniłam kilka okładek, bo już dawno niektóre wywoływały we mnie ból zębów 😉 Jak macie chwilkę czasu to zerknijcie i oceńcie. Mile widziane opinie o pozostałych, która Wam niezbyt przypadła do gustu, która się szczególnie spodobała. Oczywiście nie będę zmieniała później wszystkich wymienionych w komentarzach, ale z pewnością niektóre uwagi pomogą mi podjąć decyzję o wymianie.

Cieszy mnie, że wielu z Was jednak odwiedza nasz sklep, a na dodatek nie ogranicza się do strony głównej. Mam na myśli te osoby, które już tydzień temu wyniuchały dostępność czwartej części Pechu :-))) ponieważ omyłkowo nie zapisałam tego jako szkic, a opublikowałam ;-D

 

Lokal znajdował się na uboczu, w starym, od dawna już nieczynnym budynku stacji kolejowej. Parter to były loże, krzesełka i bar, niżej schodziło się do malutkiej salki, w której było gorąco jak piorun, ogłuszająco dudniła muzyka, a w powietrzu snuły się podejrzane opary. Klub Artura nie zachwycił, chociaż chyba już tu był, bo przecież nie pytał o drogę. Za to ja od razu zaczęłam wypatrywać w tłumie Idy i jej koleżanek. W końcu dostrzegłam Hanię i rzuciłam się w jej kierunku z okrzykiem ulgi. Miałam przy tym nadzieję, że brzmi on odpowiednio radośnie.

Hania, kochanie! – wrzasnęłam, obejmując ją na niedźwiedzia i z rozmachem całując w policzek. – Gdzie Ida? – wysyczałam przy tym wściekłym szeptem, bo Artur stał przy barze i bacznie nam się przyglądał.

Przestań wariatko, rozmażesz mi makijaż! – skrzywiła się Hania. – Dlaczego Ida?

Nie powiem, zrobiło mi się słabo.

Powiedziała, że jedzie z wami świętować urodziny Witka.

Miała być, ale zadzwoniła, że źle się czuje i nie przyjedzie.

O! – jęknęłam. – To ci małpa. A ja jej przywiozłam takiego faceta!…

Tego przy barze? – Hani zaświeciły się oczy. Ładna z niej była dziewczyna, do tego długonoga blondynka, ale ja zamierzałam bronić przyszłego szwagra własną piersią.

Nie, ten to jego szofer – zełgałam z niesmakiem, myśląc sobie, że przy najbliższej okazji wytarmoszę moją siostrę za te złociste sploty. No co za kretynka! I co ja teraz zrobię? Będę musiała odbębnić randkę z Arturem. Tego jakoś nie wzięłam pod uwagę i teraz przeklinałam swą głupotę. Może jednak trzeba było wszystko powiedzieć Idzie? Cóż, nie było co płakać nad rozlanym mlekiem.

To pa, pa! – Pomachałam jej ręką i jednym susem dopadłam Artura. Po czym zaczęłam go ciągnąć w stronę wyjścia.

Co robisz? – spytał zaskoczony, stawiając minimalny opór.

Pomyliłam terminy – oświadczyłam starając się okazać skruchę, chociaż aż mnie skręcało ze złości. – To w przyszłą sobotę mieliśmy się spotkać.

Nie mów? – syknął z irytacją. – A ta dziewczyna?…

Stara znajoma. Właśnie z jej bratem chodziłam do szkoły, dlatego wszystko mi wyjaśniła. – Cóż, jak już kłamać, to z rozmachem i nie zaniedbywać szczegółów. Będę się musiała, kurcze blade, umówić z nim drugi raz.

Kierując się do wyjścia mijaliśmy grupkę najwyraźniej podchmielonych chłopaków. Jeden z nich zanurkował odważnie w dekolcie mojej bluzki, co skwitowałam lekceważącym ruchem ramion.

Ale nie Artur.

Władczo objął mnie ramieniem, rzucając przeciwnikowi posępne spojrzenie.

Co cię napadło? – spytałam dusząc się ze śmiechu, jak już znaleźliśmy się na zewnątrz.

Coś ty na siebie ubrała! – Przystopowało go w miejscu. Staliśmy teraz oko w oko, mierząc się jak dwaj kowboje przed bitwą w samo południe. – Żeby tak publicznie świecić cyckami?

Daruj, guziczek mi się odpiął.

Sam? – parsknął kpiąco.

Nie, dla ciebie. Żeby w spodniach wyrósł ci gustowny namiocik. – Popukałam się w głowę. – Pewnie, że sam. Coś słabo trzyma i przy gwałtowniejszych ruchach się odpina.

Na co dzień kiecki pożyczone od prababki, na wyjście sandały i bluzka, wyglądająca jak ścierka! – Artur podniósł głos, nie zważając, że staliśmy się obiektem niezdrowego zainteresowania. – Do tego zero makijażu, kołtun na głowie! Ja pierdolę, dziewczyno, nie potrafisz o siebie zadbać?

Musnęłam nosek pudrem – obraziłam się. – Poza tym, to ty nalegałeś, nie ja.

I dobrze, że jednak nam nie wypali. Wsiadaj! – warknął groźnie. Gdyby nie gęstniejący dookoła tłum, pewnie obrazowo bym mu wytłumaczyła swoje uczucia. A tak potulnie wsiadłam do samochodu i aż podskoczyłam, gdy Artur zatrzasnął drzwi, które mi po dżentelmeńsku otworzył.

Nie mam kołtuna na głowie – odezwałam się, gdy już ruszyliśmy, oczywiście z piskiem opon. – To artystyczny nieład.

To kołtun. A nos ci się świeci niczym latarnia uliczna.

Odwieź mnie do domu! – zażądałam. Byłam twarda i niewiele mnie własny wygląd obchodził, ale pomimo to, te słowa sprawiły mi przykrość.

Właśnie to zamierzam zrobić.

Koniec konwersacji. Zapadło za to pełne tajonej urazy milczenie. Dopiero kiedy dotarliśmy na miejsce i chciałam wysiąść, Artur chwycił przegub mojej ręki.

Chciałem cię zabrać do Paryża na romantyczną kolację – powiedział z goryczą.

Do Paryża? – Jakoś nieufnie odniosłam się do tych słów. – Trochę daleko.

Helikopterem dwadzieścia minut na lotnisko. Prywatnym odrzutowcem półtorej godziny. Bylibyśmy na miejscu po północy, gdybyś nie stroiła fochów. Ale może to i dobrze – dodał jadowicie. – Nie pasujesz na romantyczne randki w Paryżu.

Podłe chamidło! – Wyrwałam się z jego uścisku i to ja tym razem trzasnęłam drzwiami. Z piskiem opon nie ruszył tylko dlatego, że to była droga gruntowa, pełna gór i dołów.

Nie pomogła kąpiel. Nie pomogła melisa. Pomógł dopiero kielich nalewki malinowej, co to ja rodzice trzymali w kredensie na wyjątkowe okazje.

Bo to była wyjątkowa okazja. Miałam dziwną pewność, że Artur nie kłamał.

Paryż?

Też sobie wymyślił…

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Lia
    | Odpowiedz

    Ostro będzie. Drużyna AA w akcji 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Drużynę A oglądałam, ale drużynę AA?
      Że niby anonimowi alkoholicy?
      ???????
      Wow, musze kupić ten odcinek!
      Tam jakieś libacje się dzieja pewnie. A po procentach to może i jakieś umca umca….
      [Jadzia drze ryja w stronę sypialni]
      Zygmunt! Daj kartę. Dziś ty stawiasz????????

      • Babeczka
        |

        To ostatnie zdanie muszę zapamiętać 🙂

  2. Gibka
    | Odpowiedz

    Ehh.. Juz mam ten odcinek ;( zakupiłam tydz temu buuu ?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Części będzie siedem 🙂

  3. Katarzyna Sikora
    | Odpowiedz

    Strasznie pogmatwane…

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No w końcu udało mi się stworzyć coś nie-prostego-jak-drut!

      • Raben
        |

        A ja jestem miło zaskoczona 🙂 na początku pomyślałam – ona młodsza, on dużo starszy, wchodzą w układ gdzie ona przychodzi pracować do jego prywatnego domu – pierwsza myśl, przecież to już było i to nie raz, znów ten sam schemat. Ale czytając dalej szybko zmieniłam myślenie, bo mimo że może i schemat ten sam, to bohaterowie, historia, wydarzenia zupełnie inne 🙂 czekam z niecierpliwością na kolejny czwartek (nie środa?) 🙂

      • Babeczka
        |

        Czwartek 😉 Zapraszam.

        A jakby ktoś się dziwił, że o tej porze siedzę przed kompem – przygotowuję dla Was “Nie umiem stąpać”. Dlatego 🙂

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Coraz bardziej podoba mi się Artur. Adam też ma w sobie to coś, co przyciąga, ale jednak wolę Artura 🙂
    Jak to Iga ładnie stwierdziła, dziwna jest ta relacja między Adamem, a jego szefem. Po kimś tak obrzydliwie bogatym jak Artur, człowiek raczej spodziewam się innego poziomu rozmów z podwładnym. A oni jak dwóch najlepszych kumpli. To nawet widać później, kiedy jest toczona rozmowa przy zdechłych pieskach. Swoją drogą, mi by serce pękło. Kocham psy, a swoje to już totalnie. Zabiłabym tego, kto by mi je skrzywdził.
    Co za przypadek sprawił, że dzięki psikusowi Igi ocalał Artur. Ciekawe kto i dlaczego chce jego śmierci? Jakim cudem zdołał się pozbyć rosołu, gdy tamci byli na zewnątrz? Przecież to ogromne ryzyko!
    Co do Adama, pan macalski nieźle sobie poczyna. Iga niby nie chce, a chce. Ciekawe, co z tego wyniknie.
    No i Artur. Dziewczyna musiała mu się spodobać. Może zrób walkę kogutów? W jednym rogu ringu Artur, w drugim Adam. Chętnie bym sobie popatrzyła 🙂 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oooooooo tak! Walka A vs A!
      Ja będę wspierać A jak tylko mogę?

      • Babeczka
        |

        Ta… A którego A?

      • J.Gibson
        |

        Zdradzę dopiero jak już stoczą walkę w mojej wyobraźni i będę wiedziała, który wygra???
        W ciemno nie powiem?

      • Jo Winchester
        |

        Jadzia wspiera oba A, bo ona lubi anonimy 😀

      • J.Gibson
        |

        Nie lubię. Po prostu szanuję, że ktoś nie ma odwagi się podpisać???????

  5. Anonim
    | Odpowiedz

    A może oni są parą???????

  6. Tony Porter
    | Odpowiedz

    No, no, no! Próba otrucia? Nieźle. Ciekawe, któż chce się pozbyć Arturka. I zdaje się, że to chyba nie po raz pierwszy, bo panowie AA nie byli jakoś zbytnio zszokowani. Myślę, że oni są przyjaciółmi i znają się od bardzo dawna. Skoro ma być jeszcze trzy części, a ktoś ma zostać zabity, Ida zajść w ciążę, a Iga się zakochać, to znaczy, że podzieje się dużo i szybko, i niespodzianie – będzie jazda:) Kolacja w Paryżu, ech, Iga, Iga – muszę się zgodzić z Adamem (choć wnerwia mnie gość konkursowo), że zachowujesz się jak rozkapryszona nastolatka. I to postrzelona rozkapryszona nastolatka. Może ja staroświecka jestem, ale jak by mi facet rzucał tekstami o rżnięciu, to byłby koniec rozmowy i miękkość kolan przeszłaby mi błyskawicznie. Neandertalczyk. Ciekawa jestem, czy ta stanowczość i siła wciąż będą Igę tak bardzo pociągać, gdy Adam będzie miał w nosie jej protesty, biorąc jej “nie” za przekomarzanki, albo gdy po kilku “rżnięciach” straci dla niej zainteresowanie. Zaliczona, zatopiona – może spadać. Bardzo chętnie przekonam się, że byłam w błędzie i Adam wcale nie jest taki zły:) Jak na razie obstawiam Artura – zdecydowanie bardziej mi “leży”. Piesków szkoda bardzo:( Ale Artura byłoby szkoda bardziej.
    Co do okładek, to dziękuję za “Basen” – mrrrr…. 🙂 I dlaczego!? Dlaczego pozbyłaś się kuszącego bananka z “Pokusy”?! 🙁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety, jak człowiek sobie przypomni te wszystkie głupoty, które sam zaliczył… Ja niby byłam rozsądna, ale jak sobie pewne rzeczy przypomnę, to zgrzyt zębów niesie się echem po chałupie 😉
      Często ich nie wspominam, coby się uzębienia całkowicie nie pozbyć ;-D

      A co do akcji – myślę, że chyba uda mi się troszkę zaskoczyć wszystkich :-)))

      • Babeczka
        |

        A! Co do okładek, banan był fajny, ale jakoś tak… No nie wiem, dałam go dla jaj 🙂
        Jeszcze mi kilka fotek nie styka, pewnie zmienię. Najgorzej mam z demonami, bo nawet w płatnych trudno coś ciekawego znaleźć 🙁

      • Tony Porter
        |

        Jak sobie przypomnę co poniektóre me poczynania, to mam ochotę walić durnym łbem w ścianę – i to betonową, nie z płyty gipsowej:) Czasem odruchowo pytamy: “Jak można być tak głupim?! Jak można było coś takiego zrobić?!”, a potem sięgamy pamięcią wstecz i odpowiadamy, że można jak najbardziej, i to bez większego wysiłku:) Jakoś tak… samo idzie:) Ale jak się o tym czyta, czy ogląda, to się człowiek wnerwia. Ale to dobrze – gdyby postępowanie bohaterów było nam obojętne, to po cholerę w ogóle to czytać? Mocno jestem ciekawa co wykombinowałaś i kto okaże się czarnym koniem, kto odkryciem roku, a którą z postaci zaskoczysz najbardziej:)
        He, he, dla jaj:) No, trafiłaś w punkt:) W średniej szkole miałam tak dowcipnych kolegów, że na Dzień Kobiet dali nam… Macie w domu banany, mandarynki i prezerwatywy? Zapewne tak. Instrukcji zakładania gumki zamieszczać nie będę – myślę, że sobie poradzicie:) Więc tak: wpierw gumka na banana, a potem dwie mandarynki po obu stronach górnej części banana w gumkę – udało się, macie to? To już wiecie jaki dostałyśmy prezencik:) Niestety, wtedy jeszcze telefony komórkowe nie istniały, więc nie mogłam zrobić fotki.

      • J.Gibson
        |

        Tony, i takie środowisko ukształtowało twój piękny umysł????
        Zaczeło się od gumki na bananie a skończyło na Klateczce?
        Od razu widać, że Tony zalazł wam za.
        .
        .
        .
        .
        .
        .
        .
        .
        .

        .
        .
        .
        Majteczki w kropeczki ło ho ho ho
        ????

      • Tony Porter
        |

        Ekhem, ekhem, widzę Jadzia, że czytanie mej twórczości rzuca Ci się na umysł:) Mam nadzieję, że nie pozwiesz mnie do sądu:)

      • Babeczka
        |

        Nam to dawali kwiatki jedynie ;-(

Napisz nam też coś :-)