fbpx

Pech (VII)

with 8 komentarzy

pechowy wybór w miłości

 
Dawno się nie zdarzyło słowo wstępu 🙂 Avatarki się podobają? Bo te sraczkowate potworki z dziwnymi minami mnie wkurzały 😉

Pech się kończy, w kolejce czeka Nemezis. Tam to dopiero Was w drugiej połowie podenerwuję :-))) Ja też na fali emocji, psia jego mać. Jak już nieraz wspominałam, jam wielka fanka rosyjskich romansideł. Właśnie taki jeden mini serial sobie oglądałam. Na przyspieszonym, bo normalnie to trwa prawie 12 godzin. Oczywiście, co chwila wydmuchiwałam nos w chusteczkę, główny bohater niby żadne cudo, ale jakbym mogła, to bym w ten ekran telefonu wlazła, tak cholernik był seksowny. Emocje straszne, w dodatku od połowy filmu wyraźnie było widać, kto tu będzie finałową parą - iskrzyło między nimi, oj, iskrzyło. I co? Dokładnie w 11h 54 minucie doczekałam się w końcu finałowego pocałunku... Grrr! Gówno, nie pocałunek to był! Na dodatek 30 sekund przed zakończeniem. Szkoda że nie umiem po rosyjsku, bo bym do tego skubanego reżysera napisała co myślę...

Jak się Klapsa podoba? Zdradzę, bo jestem dwie części do przodu, że przy czytaniu kolejnej popłakałam się ze śmiechu 😀 Jak to mawia mój tatko - dobry sąsiad cenniejszy niż złoto. W tym wypadku sąsiadka 😉

 

Nie bez złośliwości pomyślałam, że teraz powinnam zejść na dół i zadać siostrzyce pytanie, jak tam stan błogosławiony. Już widzę jej minę! Miała szczęście, bo nie w głowie były mi takie głupoty. Poza tym dlaczego by nie? Chociaż ona może będzie miała to weselicho z panem młodym o maślanym wzroku…

Rozryczałam się na dobre. Potem musiałam przerwać, bo mama przyniosła mi jedzenie. Przytuliła, pocieszyła, chociaż chyba nie do końca wiedziała, dlaczego tak podle się czuję, a ja nie miałam siły teraz jej tego wyjaśniać. Podziękowałam za kolację, której i tak nie tknęłam. Przebrałam się w piżamę i znów zaryłam w pościelach. Powoli w całym domu gasły światła. Zapanowała cisza. A wtedy przekradłam się do apteczki, gdzie odszukałam tabletki nasenne.

Niestety, świat o poranku wcale nie okazał się lepszym od tego z wieczora. Świadomość, że Artur nie żyje była tak samo dobijająca. W zasadzie to nie potrafiłam w to uwierzyć. A już najbardziej w jego rzekome samobójstwo.

Ubrałam się, a potem to już albo leżałam skulona na łóżku, albo siedziałam przy biurku, smętnie wpatrując się w deszczowy krajobraz za oknem. Miałam dużo czasu, aby to wszystko sobie poukładać, odpowiednio przemyśleć. Lecz w zasadzie nie doszłam do żadnych wniosków, prócz tego, że Ida łgała z ciążą. Za to właśnie u mnie może pojawić się ten problem, bo kochając się z Arturem ani przez sekundę nie pomyślałam o tym, żeby się zabezpieczyć. Cóż, nie było co płakać po rozlanym mleku, należało tylko mieć nadzieję, że tym razem mi się upiecze.

Pod wieczór w końcu przestało padać. Zeszłam do kuchni, kiedy do mych uszów dotarł beztroski kobiecy śmiech. Jakby z okolic naszej furtki. Wyjrzałam i tysiące podejrzeń zalęgło się w mojej głowie.

Adam dzwonił trzykrotnie. Za każdym razem zapewniał mnie, że są coraz bliżej wyjaśnienia całej sprawy, ale miałam irracjonalne wrażenie, jakby kompletnie się tym nie przejmował.

A teraz stał sobie razem z Idusią, roześmiany, wpatrzony w nią jak w obrazek. Nie wyglądał na pogrążonego w żałobie po ukochanym bracie. Czyli moje wrażenie wcale nie było irracjonalne.

Może Artur nie miał racji co do niego? Może jego starszy braciszek miał coś do ukrycia? Ja rozumiem, że nagłe i niespodziewane uczucie walnęło go obuchem w zakuty łeb, ale bez przesady! Taka beztroska? Zadowolenie? Szczęście? To było więcej niż podejrzane.

Nie przeszkodziłam im, ale tej nocy nie mogłam spać z zupełnie innego powodu.

Rankiem sama zadzwoniłam do Adama.

Co nowego? – spytałam po prostu, gdy już się przywitałam krótkim cześć.

Nic. Samochód nie był uszkodzony. Artur złapał gumę i przy tej prędkości musiało nim zarzucić na bok. Miał pecha bo trafił na jedyne drzewo rosnące przy tej krótkiej trasie.

Słowa to mało. Oczekiwałam emocji. A tutaj nic, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.

Kiedy pogrzeb? – wyszeptałam, dławiąc się łzami.

Nie wiem Iga. Czekamy na jego matkę. Ma dziś się zjawić. Podróż z drugiego krańca świata trochę trwa – dodał. Pożegnałam go zdawkowo, on kazał mi się „trzymać” i to był koniec naszej rozmowy.

Nie mogłam dłużej siedzieć w domu. Dusiłam się wśród czterech ścian, pragnęłam powietrza. Długa, wyczerpująca wędrówka była tym, czego potrzebowałam.

Wróciłam dopiero późnym wieczorem, gdy już zapadał zmierzch. W ogrodzie zauważyłam Adama, na jego kolanach Idę. Całowali się z takim zaangażowaniem, że nawet gdybym wmaszerowała do domu głośno tupiąc, to pewnie nie zwróciliby na mnie uwagi. Oczywiście ten widok sprawił mi też przykrość, bo przecież kilka dni temu to mnie tak całował. Za to pomyślałam, że dobrze zrobiłam, nie odpychając Artura. To byłby straszny błąd.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Czy ktoś jeszcze ma problem z wykupienie części? Zarówno wczoraj w nocy jak i dziś rano Hotpay nie chce przepuścić mnie do płatności tylko wyskakuje błąd. Nie wiem czy to mój wewnętrzny błąd czy serwis nawalił.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Chyba lokalny, bo widzę, że są kupowane pliki. Może spróbuj przez okno incognito? Jak nie chce się czyścić ciasteczek, to czasem ta metoda pomaga 😉

  2. M
    MartiPe
    | Odpowiedz

    Widziałam że coś jest nie tak z tą śmiercią 😀 opowiadanie przeczytane całe, nie za długie i nie za przekombinowane. Takie lubię 😉 Lecz czekam na kontynuację w drugiej części 😀

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Jak klikam płatność SMS-em to pisze, że nie znaleziono strony. Czy jest coś nie tak z serwerem?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Smsy wciąż nie działają 🙁

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Przyznam szczerze, że to będzie jedno z moich ulubionych opowiadań Twojego autorstwa 🙂 Mimo że Iga taka strasznie niezdecydowana była na początku, to i tak ją polubiłam. Czasami uczucia i emocje przesłaniają nam to, co jest wartościowe i tak moim zdaniem było z nią. Choć Arturek też taki nieidealny (akurat nie jestem fanką, kiedy facet zwraca się do kobiety w łóżku per suczko, ale co niektórzy to lubią).
    Zagadka się rozwiązała i okazała się nią siostrunia/eks żona. Co ludzie nie zrobiliby dla bogactwa, to jest czasami przerażające.
    Całe opowiadanie na plus 🙂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Jo, mam takoż same zdanie w temacie “suczki” – nie trawię określania kobiety tym mianem. Dla mnie “suka” ma zdecydowanie negatywny, obraźliwy wydźwięk – idealnie pasuje do siostruni/eks-żony. To ci dopiero zimna, wyrachowana suka. Jeśli Idze pasuje bycie suczką – nie moja broszka. Podejrzewam jednak, że to się tylko na gadaniu skończy, bo Artur nie będzie w stanie zdominować genów prababki:) He, he, już widzę męski wieczór dwóch braci dzielących się wrażeniami z pożycia małżeńskiego, dominacji i gonitw z pogrzebaczem, i wymiany doświadczeń jak radzić sobie z genami po prababce swych ukochanych małżonek 🙂 Oj, panowie, fuksło się wam wyjątkowo – macie szanse wyjść na ludzi:) Paniom też się fuksło, bo trafiły na zdecydowanych, konkretnych mężczyzn. Nam się fuksło, bo trafiłyśmy na Motyle – pełnia szczęścia, kurna:)
      Reasumując: bardzo fajne, interesujące, zaskakujące opowiadanie. Aż mi żal, że taka niecierpliwa jestem i nie poczekałam na całość, bo jest idealne na rozpoczęcie weekendu/relaks w środku tygodnia/niedzielny wieczór – ulubiona muzyka, ulubiony trunek, wygodne ulokowanie się na fotelu/kanapie/dywanie – chwila relaksu, chwila dla siebie. I wiele takich chwil wszystkim nam życzę.

      • Babeczka
        |

        Na weekend będzie Porwanie Helenki 😉

Napisz nam też coś :-)