Pech (całość)

with Brak komentarzy

kryminał erotyczny

 

Siedziałam ponuro wpatrzona w krajobraz rozciągający się za oknem. Pogoda wyświadczyła mi przysługę i lało jak z cebra, co idealnie współgrało z parszywym nastrojem, jaki mnie opanował.

Ostatnie tygodnie obfitowały w wydarzenia, które wstrząsnęły moją spokojną egzystencją. Wcześniej żyłam sobie bez większych zmartwień, a podstawowym problemem bywały pęcherze na stopach, przeszkadzające w dalekich, pieszych wędrówkach, które uwielbiałam, albo obawa przed niezaliczeniem sesji, chociaż bez większych trudności dostałam się na wymarzony kierunek.

Żyłam więc sobie całkiem normalnie, jaki tysiące innych dziewczyn w tym kraju. Może i trochę powiewało nudą, ale lubiłam tę nudę, bo w jakiś sposób zapewniała mi bezpieczeństwo.

A teraz? Teraz już sama nie wiedziałam, jak to wszystko się potoczy.

Pojawił się mężczyzna. Niby normalna rzecz, ale to nie był pierwszy lepszy mężczyzna. Na dodatek chyba się w nim zakochałam. Potem to całe morderstwo… Tak, nazywajmy rzeczy po imieniu, bo w żadne tam samobójstwo nie wierzę. I jeszcze moja siostra oświadczyła, że jest w ciąży. I to z kim!

Jęknęłam, tarmosząc włosy.

A przecież wszystko zaczęło się tak niewinnie...

***

Punkt pierwszy. Miejscowy macho.

Tak to już bywa, że na każdą okolicę przypada jeden łamacz kobiecych serc, albo mówiąc wprost seryjny deflorator. U nas też takowy się znalazł, chociaż nie było to napakowane sterydami chłopię, ubrane w opinającą wyoliwkowane muskuły koszulkę i rozbijające się po drogach podrasowanym bmw. Nasz regionalny macho miał też zasięg ogólnopolski i równie często bywał na okładkach słynnych gazet, jak i na językach miejscowych plotkar.

Zaczęło się to wszystko ponad trzydzieści lat temu. Na wakacje pod namioty przyjechało kilku miastowych chłopaków. Jednemu z nich wpadła w oko miejscowa piękność, Kaśka, dziewczyna krzepka, konkretna, może i rozumem nie grzesząca, ale zmysł praktyczny posiadająca. Zaloty miastowego wymoczka odrzuciła ze wzgardą. Miastowy wymoczek się nie poddał, wytrwały był, aż w końcu zbałamucił wybrankę przy pomocy kilku flaszek wina marki wino oraz paczki kruchych ciasteczek. Po zbałamuceniu zniknął, a Kasieńka dokładnie dziewięć miesięcy później powiła dorodnego chłopca. Czas mijał, dziecię dorastało, przysparzając matce trosk, bo rozrabiaka był z niego słynny na całą okolicę. Nadeszły też czasy celebrytów, którzy zaczęli wyglądać z każdego kąta, co pomogło w końcu nadobnej Kasieńce namierzyć tatusia jej pociechy. Arturek skończył dwanaście lat, kiedy mamusia elegancko go wystroiła i zawiozła do miasta. Wprost pod wieżowiec będący siedzibą firmy niewiernego kochanka. Przygotowana była na bitwę, ale żadnej nie było.

Po pierwsze hipotetyczny tatuś za nic nie wyrzekłby się potencjalnego syna, bo dziecię było do niego niezwykle podobne – te same oczy, ten sam rys stanowczości, ta sama twarz, figura i kolor włosów. Testy genetyczne nie były potrzebne. A po drugie od dziesięciu lat z utęsknieniem czekał na potomka, bo złośliwy los do tej pory takowego mu odmawiał. Arturek był dla niego jak dar niebios, przyjął go z otwartymi ramionami, posadził na tronie i zaczął hołubić. Kasieńka była łaskawa okazać zadowolenie, wyrzutów za porzucenie nie robiła, za to zaczęła pławić się w luksusie. Synek nie w ciemię bity, też nie protestował, chociaż on dodatkowo był wniebowzięty z faktu posiadania ojca. Przecież niejedną walkę stoczył, broniąc dobrego imienia matki, niejeden ząb wybił za nazwanie siebie bękartem.

Żyli sobie przez lat dziesięć w luksusie, egzystując jako stadło oficjalne, po czym szanowny tatuś dostał udaru, sprawnie i szybko schodząc z tego padołu łez. Firma zajął się jego brat, Karol, wujcio Arturka i dziedzica fortuny. Wujcio morderczych zamiarów wobec bratanka nie żywił, sam potomstwa nie posiadał, a ponadto doskonale wiedział, że młody jeszcze przez długi czas nie zajmie się na poważnie firmą. Zresztą nawet jakby mu się odmieniło, to nic nie szkodzi, bowiem Karol poderwał sobie świeżo upieczoną wdowę, do której wzdychał już od kilku ładnych lat. Wdowa, najpierw oponowała, ale po przełamaniu pierwszych lodów dostała wręcz małpiego rozumu, zakochując się bez pamięci. Karolek więc doglądał schedy, Kasieńka pławiła się w rozkoszach łoża małżeńskiego, a Arturek szalał po całym świecie. W końcu postanowił odetchnąć, kupił opuszczony dworek w rodzinnej wsi, wyremontował i tam się wprowadził, czyniąc go miejscem rozpusty. Miejscowi na dźwięk słów dworek Zalesie spluwali z obrzydzeniem, mało brakowało, a jeszcze by znak krzyża czynili. Dawni właściciele z pewnością obracali się w grobach, widząc jak nagie panienki tabunami hasają po ogrodzie, a gonią je rozerotyzowani, także nadzy, panowie. Materiału do plotek dostarczali okolicy, nieliczni zatrudnieni tubylcy. Na żywo rozpusty nie widział nikt, bo posiadłość otoczono murem, dodano do tego drut kolczasty pod napięciem oraz tuzin zębatych piesków, co to tylko czekały, aby pogonić intruza.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)