Pechowa dziewczyna (II)

with 3 komentarze
Nie ma tak dobrze, tym razem będzie w częściach 🙂 Wiecie… Nie wiem dlaczego, ale bardzo polubiłam Darena? A wy?

link do części I – klik

       Część II – Nie ma
grzecznych demonów
Znużonym ruchem
odgarnęła opadający jej na czoło, nieposłuszny kosmyk włosów. Już od prawie pół
roku nie spotkała Darena, ale nie wątpiła, że kręci się gdzieś w pobliżu.
Upewniały ją o tym tajemnicze morderstwa, gdzie najpierw brutalnie gwałcono, a
później z pełnym premedytacji okrucieństwem przegryzano ofierze gardło. Któż
inny, jak nie rozwścieczony demon, byłby zdolny do takiego bestialstwa?
A ona chciała
zrobić z niego grzecznego chłopca! Ha, ha! Dobre sobie. Prędzej nauczyłaby
mówić swoją złotą rybkę z akwarium…
A mimo wszystko
żałowała, tak bardzo żałowała, że się nie udało. Gdyby był zwykłym mężczyzną
miałaby dużo większe szanse.
A tak?
Od kilku tygodni
niepokoił ją ulotny cień, ktoś kto czaił się za jej plecami, a jednak wciąż
pozostawał niewidzialny. Czuła jego obecność tuż pod skórą, znajdowała
nieuchwytne oznaki tego, iż właśnie ją śledził.
Czy był to Daren?
A jeśli tak, to co zamierzał?
Wtuliła się w
miękką i ciepłą kołdrę. Zegar na ścianie wskazywał drugą w nocy, a ona wciąż
nie mogła zasnąć. Tak bardzo pragnęła czyjegoś towarzystwa – najlepiej jego. I
jednocześnie była zła na samą siebie, że może żywić tak głupie uczucia.
Za oknem cicho
padał śnieg. Ogromne płatki wirując wokół własnej osi, bezszelestnie pokrywały
nieskazitelnie białym puchem cały świat. Patrzyła bezmyślnie na to nieme
przedstawienie, potem pod wpływem impulsu wstała i podeszła do zimnej szyby.
I wtedy ujrzała
tajemniczą, mroczną sylwetkę, skuloną w niewielkiej odległości od domu. Choć
nie widziała twarzy nieznajomego, to była pewna, że wpatruje się właśnie w jej
okno.
– Daren? –
wyszeptała cicho, przykładając obie dłonie do wymalowanego lodowymi pejzażami
szkła. Wbrew wszystkiemu ogarnęło ją absurdalne uczucie radości. Przestało być
ważne, że wrócił by się zemścić. By zabić. Pragnęła znów spojrzeć w te siarkowo
żółte oczy, zakosztować dotyku silnych dłoni, smaku gorących warg. Zapomniała o
popełnionych przez niego zbrodniach.
Boże! Chyba
oszalała! Pod wpływem jakiego czaru się znalazła?
Było tylu
wspaniałych mężczyzn w jej życiu, więc dlaczego zakochała się akurat w demonie?
Ale głupie serce
nie chciało się poddać! Biło wciąż w oczekiwaniu na niemożliwe, sącząc nadzieję
niczym truciznę w każdą, nawet najmniejszą komórkę jej ciała.
– Darenie… –
powtórzyła, a wtedy tajemnicza postać jakby usłyszała to słowo i wynurzyła się
z cienia.
Stał i patrzył w
górę, na bladą twarz dziewczyny, widoczną zza szyby. Ogarniało go coraz większe
szaleństwo – najchętniej zabiłby ją od razu! Ale to byłby błąd. Zbyt małą
satysfakcję by odczuł. A on chciał napawać się strachem, spoglądać w bezbrzeżne
przerażenie w szarych oczach, wyrywać z ust skowyt bólu. Tego pragnął!
Dziwne. Nie
wyglądała jakby się go bała. Nie czuła strachu? Dlaczego?
„Na wszystko
przyjdzie pora” – pomyślał nienawistnie. Zemsta zawsze najlepiej smakuje na
zimno. A on miał wystarczająco dużo czasu, by dokładnie ją zaplanować. Zaczął
oczywiście od zostawienia swojej wizytówki. Zły uśmiech wykwitł na jego ustach,
gdy sobie to przypomniał. Jak dobrze było znów być sobą! Jak cudownie smakował
ludzki strach!
Jej serce biło
niczym oszalałe, zwłaszcza, że w jasnym świetle księżyca w pełni, mogła go
doskonale widzieć.
Zmienił się.
Przypominał teraz groźną, ponurą bestię – prawdziwego demona z piekła rodem. Nie
mogła nie zauważyć tego, co malowało się w intensywnie żółtych oczach, co
cieniem kładło się na jego obliczu.
Zła.
Dwie duże łzy
stoczyły się po jej policzkach. Nie obawiała się swego losu. Bardziej bolała ją
gorycz porażki, którą poniosła.
Bo niektóre
rzeczy nie mogły być naprawione. A niektóre dusze zbawione. Tak po prostu
musiało być.
***
– Witaj.
Zaskoczył ją ten
głos. Uniosła głowę i w milczeniu wpatrywała się, w siadającego po drugiej
stornie lekarskiego biurka, mężczyznę.
– Co tu
robisz? – spytała słabo.
– Siadam –
odparł zgryźliwie. – Myślałaś wredna dziwko, że sobie odpuszczę?
Zabolało.
Zagryzła wargi by się nie rozpłakać. To co widziała w jego oczach, to była
prawdziwie czysta nienawiść. I tylko tyle pozostało po ich dawnej znajomości.
– Przecież
wiesz, że nie mogłam pozwolić byś wygrał. To byłby koniec świata, który znam.
– I co z
tego? Większość i tak nie odczułaby różnicy. A tak, to tylko tobie zgotuję
prywatne piekło – dodał z szerokim uśmiechem.
Wstała i podeszła
do okna, bo nie chciała by widział zdradzieckie łzy. Ale demon podążył tuż za
nią. Pochylił się i jadowicie wyszeptał:
– Jesteś
gotowa na moją zemstę? Na to bym zniszczył wszystko, co kochasz? Zabił każdego,
na kim ci zależy?
– Darenie,
przestań! – Próbowała zarzucić mu ramiona na szyję, ale uderzył ją z taką siłą,
że zamroczona upadła na ziemię. Kucnął tuż obok i obserwował to z zachłanną
satysfakcją.
– Nigdy
więcej mnie nie dotykaj! Zapamiętaj to sobie wywłoko!
To był tylko
przedsmak tego, co chciał zrobić. Cudownie było patrzeć jak płacze, jak
spogląda na niego ze strachem, zwłaszcza gdy mówił o zemście na bliskich. Na
wszystkie demony! To było więcej niż cudowne!
– Co do
seksu… Tym razem nie będę prosił, nawet nie spytam o pozwolenie. Przerżnę cię
tak, że sama będziesz błagała mnie o śmierć. Będę bił, aż do utraty
przytomności. Czeka mnie cudowna przyszłość – westchnął z nieudawanym
zachwytem.
Patrzyła na niego
bez słowa, czując pulsujący ból po prawej stronie twarzy. Tam gdzie uderzyła
dłoń Darena.
Dotarło do niej,
to co powinna była wiedzieć od samego początku. Być może nie miała
najmniejszych szans, by go choć trochę zmienić.
– Od kogo
mam zacząć? – spytał zamyślony, wodząc palcem po rozciętej wardze przerażonej
dziewczyny. – Na czyj pogrzeb chciałabyś pójść najpierw?
Chwyciła go za
nadgarstek, gwałtownym ruchem odsuwając od swej twarzy. Obok strachu pojawiła
się złość.
– Spróbuj
tylko tknąć kogokolwiek z nich, to pożałujesz – wysyczała.
– Tak? A co
mi zrobisz? Przepędzisz krzyżem i święconą wodą? – Rozbawiła go ta myśl.
– Trafisz
tam skąd cię wygnali. Do swego ukochanego władcy… Ciekawe czy przyjmie cię z
otwartymi ramionami?
Prychnął
pogardliwie.
– Nic mi nie
zrobisz.
– Ja nie. Ale
znam kogoś, kto może.
Wstała i
otrzepała fartuch.
– Ciekawe
kogo? Księdza proboszcza?
– To druid.
Spojrzał na nią
odrobinę podejrzliwie. Zaraz, zaraz… Druid? Ten, który zwyciężył w ostatnim
polowaniu? Szybko, łatwo i bez walki. Nagle wszystko stało się jasne!
– Zawarłaś z
nim pakt? – ryknął nieoczekiwanie, dając krok do przodu. – To oszustwo!
– No nie! I
ty to mówisz?
– Zabiję
gada!
– W tym z
pewnością jesteś najlepszy… – Nie musiał udawać, że nie dosłyszał drwiny w jej
głosie.
Był tak wściekły
z powodu właśnie dokonanego odkrycia, że bez słowa wypadł z gabinetu. Tak
perfidnie odebrać mu wygraną! Zanim zacznie z dziewczyną, policzy się z tym
podstępnym skurwielem.
Tanja stała
pośrodku gabinetu, czując jak bardzo miękkie ma kolana, jak bardzo boli ją
policzek i rozcięta warga. Ale najbardziej cierpiała jej dusza i głupie, naiwne
serce.
Potrzebowała
pocieszenia. A Aleksander wydawał się najbardziej do tego odpowiednią osobą. To
prawda, z początku przerażało, iż władał mocami, których do końca nie
rozumiała, ale jego spokój i cierpliwość, powoli ją przekonały.
Przyszedł do niej
pewnego dnia i wszystko opowiedział. O całej tej grze pomiędzy światłem, a
ciemnością. O władcy wygnanych, który za wszelką cenę chciał zawładnąć tym
światem. I o tym, że Daren miał spore szanse mu to umożliwić.
Sam siebie
określał archaicznym słowem „druid”, a jego oczy potwierdzały, że nie do końca
jest zwykłym człowiekiem.
Ale zaufała mu i
ani razu tego nie żałowała.
Na szczęście
właśnie kończyła pracę. Chwyciła płaszcz i torebkę, a potem w pośpiechu
wybiegła z przychodni.
Aleksander
powiedział, że jeśli będzie go potrzebowała, to wystarczy o tym pomyśleć. I
właśnie teraz tak zrobiła. Usiadła przy swoim ulubionym stoliku w pobliskiej
kawiarni, zamówiła coś do picia i czekała.
Niezbyt długo, bo
po niecałym kwadransie, poczuła na swym ramieniu lekki uścisk. Niewysoki, krępy
i ciemnoskóry mężczyzna uśmiechnął się i usiadł naprzeciwko.
– Witaj
Tanju.
– Bałam się,
że nie przyjdziesz.
– Niepotrzebnie.
Dałem słowo. Zgaduję, że chodzi o naszego wspólnego znajomego?
– No tak. –
Poczuła niechciane łzy. – Chyba się zorientował, kto jeszcze stoi za jego
porażką.
Położył w
uspokajającym geście swą dłoń na drobnej, drżącej ręce. Uśmiechnął się przy tym
pokrzepiająco, z dziwną czułością patrząc w ogromne, zapłakane oczy.
– Będzie
dobrze Tanju.
– Ale on…
– Obiecałem,
że ci pomogę i tak zrobię.
Zamaszyście
wydmuchała nos. Pocieszające było, że miała choć jednego sojusznika.
– Boję się,
ale nie o siebie. Daren powiedział, że zniszczy wszystko co kocham.
– Owszem,
strasznie się ostatnimi czasy rozzuchwalił. Złamał wszelkie niepisane zasady
naszego półświatka. Powinien za to ponieść karę.
– Kolejną?
– Tacy jak on
nie są reformowalni. A demon skazany na wieczny pobyt w świecie tych, którymi
pogardza i których tak bardzo nienawidzi… To piorunująca mieszanka!
Oparła podbródek
na złączonych dłoniach. W zadumie wpatrywała się w swego rozmówcę, błądząc
myślami gdzieś w bardzo odległych światach.
– Przez
chwilę miałam wrażenie… – zamilkła, a potem pokręciła przecząco głową. – Nie,
to były tylko me pobożne życzenia.
– Będę cię
chronił. – Druid delikatnie pogłaskał mokry od łez policzek.
Tuż obok rozległo
się głośne sapnięcie. Podnieśli oczy, ze zdumieniem wpatrując się w
najwyraźniej rozwścieczonego demona, który wyrósł obok nich, jak spod ziemi.
– Będziesz
ją chronił? Ty? Nie rozśmieszaj mnie. – Niespodziewany gość usiadł na wolnym
krześle. Tanja gwałtownie się zarumieniła. Nic nie mogła na to poradzić, że jej
reakcja daleka od obojętności.
– Też masz
ochotę ją przelecieć. – Daren spojrzał z źle ukrytą satysfakcją na druida. – A
próbuj, próbuj…
– Nie
zrozumie tego ktoś, kogo cały świat kręci się wokół zaspokajania prymitywnych
instynktów.
– Chcesz
wiedzieć co myślę? Wystarczy bym skinął palcem, a sama się rozbierze i rzuci na
mego kutasa. Subtelna pani doktor, w rzeczywistości jest niewyżytą suką, pełną…
– Dość! –
Dziewczyna zerwała się z miejsca i bez namysłu chwyciła filiżankę z niedopitą
kawą. Mściwie chlusnęła jej zawartością na demona, wydobywając z jego ust ryk
wściekłości. Druid błyskawicznie przyciągnął ją ku sobie i otoczył ramionami.
Tylko to powstrzymało rozjuszonego Darena, od rzucenia się do gardła
przerażonej własnym czynem dziewczyny.
– Nawet nie
próbuj – powiedział Aleksander ze spokojem.
Demon otarł twarz
z czarnej mazi i wykrzywił usta w parodii uśmiechu.
– Nie zawsze
będziesz mógł przy niej być.
– Racja. Ale
moje zaklęcia tak.
– Czarownik
amator… – burknął tamten. – A my jeszcze sobie porozmawiamy!
Rzuciwszy tę ostatnią
groźbę, czym prędzej wyszedł z lokalu. Nie mógł znieść widoku cholernej
dziewuchy konwersującej z tym podstępnym palantem. Co w ogóle miało to być? Nie
dość, że odebrał mu wygraną, to jeszcze i ją!
Tanja była jego! NIKT,
nikt więcej nie miał prawa jej dotykać, trzymać w ramionach, całować…
Aż przystanął
zdumiony. Skąd nagle te durne, pokręcone myśli? Powinien raczej twierdzić, że
nikt nie ma prawa przeszkadzać mu w osobistej wendecie. Jednak gdy przypomniał
sobie jak przytuliła swą twarz do dłoni druida, zgrzytnął zębami i pędem ruszył
przed siebie. Wpadł jak burza, do tego co kiedyś nazywał swoim mieszkaniem.
Ostatnio służyło mu tylko do tego, by w zamkniętych czterech ścianach, móc
wyładowywać swą złość i frustrację. Teraz również rozjuszony zaczął demolować,
już i tak zrujnowane meble. Niejaką ulgę poczuł dopiero, gdy wyrzucił jedno z
krzeseł przez okno, rozbijając przy tym szybę w drobny mak.
Potem podszedł do
lodówki i wyjął z niej przybrudzoną butelkę. Alkohol czasem pomagał. Ale nie
tym razem.
Koniec z tym! Ma
dość cackania się z tą głupią babą. Czas wyrównać rachunki…
Rzucił pusta
flaszką o ziemię i wybiegł z mieszkania. Ruszył pod doskonale mu znany adres.
Wpadł na tyłu
domu Tanji i raptownie się zatrzymał. Siedziała na dolnych schodach werandy i
otulona ramionami, zanosiła się płaczem. Wyglądała tak żałośnie, tak
bezbronnie. Nieoczekiwanie jego plany zemsty jakoś dziwnie się rozwiały,
pragnienie krwi jakby przygasło, za to pojawiło się zakłopotanie.
Podszedł bliżej i
usiadł tuż obok. Zauważyła jego obecność i gwałtownie się wyprostowała,
usiłując wytrzeć nieprzerwanie płynące łzy, skrajem rękawa.
– Co się
stało? – spytał z wyraźną niechęcią. Zrobił to niejako wbrew sobie. – A gdzie
twój rycerski obrońca, w ramionach, którego mogłabyś się wypłakać?
– Przestań
Darenie. Nie mam na to ochoty.
– Cierpisz?
– Wyraźnie słyszała w jego głosie satysfakcję. Może los zdecydował się w końcu
pójść mu na rękę? – Ależ dlaczego?
Lekko obróciła
się i uniosła głowę, z bezgranicznym żalem w oczach wpatrując się w twarz demona.
Kolejne łzy spłynęły po policzkach.
Milczał, bo
poczuł nagłe, niespodziewane pragnienie by przypomnieć sobie smak tych pełnych,
czerwonych ust. Zapach jabłek ze szczyptą cynamonu…
Potrząsnął głową.
Co się z nim u diabła działo? Gdzie złość i nienawiść, nakręcające go do
działania? Gdzie marzenia o tym, jak skręca jej kark?
– Po co mam cokolwiek
mówić? Abyś mógł się cieszyć z moich zmartwień? Z mojego bólu?
– Jak dla
mnie to dobry powód.
– O tak, z
pewnością. – Wierzchem dłoni otarła policzki. Mimo iż tego nie chciał, czuł że
z pazerną zachłannością wpatruje się w każdy szczegół jej twarzy.
– No mów –
warknął ze zniecierpliwieniem. – Przynajmniej poprawi mi się humor.
Lecz dziewczyna
skuliła się, ponownie wybuchając płaczem.
„To nie fair” –
pomyślał zniesmaczony demon. Jeszcze nie zdążył zacząć realizować swego planu,
a ona już była nieszczęśliwa. Pozbawiła jego zemstę impetu. Zaklął w duchu,
sznurując usta i zaciskając dłonie w pięści. Ponownie czuł narastającą
wściekłość. Wobec innych żywił tylko chłodną pogardę; spoglądał na nich z góry,
niczym na nic nie znaczące robactwo. Ale ona… Ona budziła w nim niesłychanie
skrajne, intensywne uczucia!
– Pomyśl, że
to tylko przedsmak tego… – zaczął, siląc się na beztroską wesołość.
– Och,
zamknij się wreszcie! W kółko powtarzasz jedno i to samo. To już przestało być
straszne, a zrobiło się nudne.
Zamurowało go.
Dosłownie. Wpatrywał się w nią, niczym sroka w gnat, z wybałuszonymi oczyma i
głupią miną. Nudne? Nudne!? Jak on ją!…
Zerknęła na niego
z boku i nieoczekiwanie poczuła rozbawienie. Gdzieś tam, jakiś głosik cichutko
szeptał, by nie drażnić bestii, ale najzwyczajniej w świecie nie mogła się
powstrzymać i zachichotała.
– Cioteczka
przyjechała. Nie chcesz się z nią zobaczyć?
Aleksander, by ją
rozbawić, opowiedział dziś wieczór o pewnej niefortunnej przygodzie Darena. O
dziwo, nie poczuła się zazdrosna, tylko rozśmieszona.
– Ten
świński pomiot ci powiedział? – wysyczał coraz bardziej rozeźlony demon.
– Aleks?
Owszem. Teraz rozumiem, dlaczego kiedy raptownie usiadłeś na krześle, wtedy w gabinecie,
wydałeś z siebie tak nieludzki ryk. Ten nieszczęsny płot…
Cholerni ludzie.
Czy każdy z nich musiał być tak irytująco bezczelny? Czy tylko ona taka była?
– Zabi… –
przerwał i spojrzał na nią niesłychanie ponuro. Groźba stała się wyświechtanym
frazesem. Musi zacząć działać.
– Cioteczka,
powiadasz? Może zacznę od niej?
Nie wiadomo
dlaczego, ale czuła coraz większą wesołość i coraz mniejszy strach. Gdyby
naprawdę chciał zrealizować swoje zamiary, to nie siedziałby teraz tutaj, obok
niej i nie gawędził na banalne tematy.
– Hm…
Niegłupi pomysł. Zawsze marzyła by umrzeć podczas upojnego seksu.
Z gardła Darena
wydobyło się coś, co przypominało jakby gulgot połączony z charkotem. Był tak
wściekły, że ledwo nad sobą panował. Jeszcze chwila, a po prostu rzuci się na
nią i udusi to bezczelne dziewuszysko. Pal licho długą i krwawą zemstę, zrobi
to tu i teraz!
Chwycił ją za
kark i przyciągnął ku sobie. Wystarczyłoby odrobinę mocniej ścisnąć… Delikatny,
ludzki kręgosłup złamałby się niczym zapałka.
O dziwo nie
wyrywała się, ani nie krzyczała. Patrzyła tylko w jego oczy, niczym
zahipnotyzowany ptaszek, złapany w żelazny uścisk ogromnego drapieżnika.
Daren ze świstem
wypuścił powietrze, a potem nie bacząc na nic, w pośpiechu wstał i uciekł. Jeśli
zostałby kilka sekund dłużej, to najzwyczajniej w świecie, musiałby ją
pocałować.
Bezlitosny i
okrutny demon miotał się, niczym mała rybka w sieci. Tylko że on został schwytany
w niewolę przez świetliste, szare oczy.
Miał przechlapane,
choć jeszcze o tym nie wiedział.

link do części III – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy można spodziewać się kolejnej części? Błagam,nie każ czekać zbyt długo 🙂

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Dołączam się do pytania ;D świetne to jest 😀

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A wczoraj przypadkiem nie było trzeciej części,której już nie ma ? Chyba,że z tej niecierpliwości mam omamy 🙂

Napisz nam też coś :-)