Pewnego zimowego wieczoru (IV)

with 13 komentarzy
Fragment standardowy, na pięć stron worda. Niestety nie dam więcej, bo nie mam 🙂 Migrena dała trzydniowy poślizg, z bólem głowy i mdłościami nie dałam rady wlepiać wzroku w kompa, bo jeszcze bardziej mnie mdliło. Za wszystkie rady “migrenowe” dzięki, na razie mam tabletki, zobaczymy czy zadziałają? Oby… Bo święta szykują nam się imprezowo – w pierwszy dzień pierwsze chrzciny, w drugi dzień drugie chrzciny… Zostanę podwójną matką chrzestną ;-)))
PS. Z pozdrowieniami dla przeziębionej czytelniczki :-)))

link do części III – klik

          Pewnego zimowego wieczoru (IV)
Jednak wbrew
oczekiwaniom, niewiele się dowiedział. Tylko tyle, że pół roku temu do
starszych państwa wprowadziła się wnuczka, która przeżyła jakąś tragedię. Razem
z byłym mężem wracała do domu, kiedy z niewiadomych przyczyn auto zjechało na
pobocze i walnęło w drzewo. Mężczyzna zginął na miejscu, ona po kilkudniowym
pobycie w szpitalu wróciła do domu.
Oczywiście musiał
wysłuchać jeszcze pełnych zachwytu słów gosposi na temat kompletnie obcego mu
faceta, oraz gorzkich słów na temat Moniki, która zażądała rozwodu w zaledwie
miesiąc po ślubie. I była nieugięta, choć ten cudowny, miły i uprzejmy
człowiek, robił wszystko, by żona do niego wróciła.
Dwa dni później
znalazła się opiekunka dla chłopca. Jednocześnie Krzysiek odetchnął z ulgą, bo
nareszcie ustabilizował się jego plan dnia. Tajemniczej sąsiadki nie spotkał
ani razu, choć specjalnie jej wypatrywał.
W końcu, nie umiał już
dłużej czekać.
Kiedy nadszedł sobotni
wieczór, zatrudnił jedną z opiekunek, by czuwała nad śpiącymi chłopcami, a sam
udał się w kierunku posesji sąsiadów.
Tym razem drzwi
otworzyła mu starsza pani, patrząca nie niego odrobinę surowo, zza grubych
szkieł okularów.
– Dobry wieczór.
Jest Monika?
– Jest. Ale
obawiam się, że nie ma ochoty przyjmować gości – zmierzyła go uważnym
spojrzeniem.
– Proszę. Tylko
kilka minut.
– Może pan mnie
powiedzieć, przekażę wiadomość.
Odrobinę się
zdenerwował. Bez słowa przytupywał na progu, zastanawiając się jakich powinien
użyć argumentów.
– No dobrze,
proszę wejść. – Coś w wyrazie oczu Krzyśka sprawiło, że starsza pani się
ugięła. – Schodami na górę i drugie drzwi po prawej.
W pospiechu zdjął buty,
odwiesił kurtkę na wieszak i szybko, przeskakując po dwa stopnie, ruszył na
piętro.
Delikatnie zapukał. Ale
ponieważ nie usłyszał żadnej odpowiedzi, wzruszył ramionami i wszedł do środka.
Pokoik był mały. Miejsca
starczyło w nim na wąskie łóżko, wysoką po sufit szafę i wygodny fotel, na
którym teraz siedziała Monika, skulona pod puszystym kocem.
Zdziwiona oderwała
wzrok od okna i spojrzała na niespodziewanego gościa.
– Cześć. Ja tylko
na chwilę. Nie wyrzucaj mnie od razu – krzywo się uśmiechnął, stając
niezdecydowanie pośrodku.
– Siadaj –
wskazała na łóżko. Wyraźnie zauważył, jak się zarumieniła. Aż nie chciało mu
się wierzyć, że naprawdę jest od niego starsza. Z czerwonymi policzkami,
rozczochranymi włosami, z tą delikatną twarzą dziecka, wyglądała na nie więcej
niż dwadzieścia lat. Poczuł szalona ochotę by samemu zasiąść w fotelu, wziąć ją
na kolana i z całych sił przytulić. Trochę to było dziwne i całkowicie
nietypowe, ale co mógł poradzić na to, co czuł? Nic.
– Przyszedłem, bo
chciałem zaprosić cię na przyjęcie.
– W twoim domu?
– Niezupełnie. Co
roku moi przyjaciele organizują charytatywną imprezę, a fundusze z niej idą na
dom dziecka. Są koszmarnie drogie bilety, kilka aukcji i dodatkowa zbiórka pieniędzy.
Początek o dwudziestej pierwszej, zakończenie o drugiej.
– I ja mam z tobą
iść?! – Rzadko zdarzało mu się słyszeć tak ogromne zaskoczenie w czyimś głosie.
– Sądzę, że to
świetny pomysł.
– Ja?!
– A dlaczego nie?
– Kompletnie
zwariowałeś! – wymamrotała, szczelniej otulając się kocem. – Co chcesz dzięki
temu osiągnąć?
– A pomyślałaś
może, że mam ochotę na towarzystwo interesującej kobiety?
– Niby ja jestem
interesująca?
– I irytująca –
dodał, uśmiechając się. – Na dodatek szalenie tajemnicza.
– I kusi cię, by
odkryć tę tajemnicę? – spytała szyderczo.
– Nie. Kusi mnie,
by znów cię pocałować – odparł ze spokojem.
Prychnęła z
niedowierzaniem. Ale widział wyraźnie, że się waha.
– Wciąż nie
rozumiem, dlaczego ja?
– Nie musisz rozumieć.
Po prostu ze mną chodź.
– Jesteś strasznie
uparty.
– Jestem –
oświadczył radośnie.  
– Kiedy to
przyjęcie? – spytała niechętnie.
– Pojutrze
wieczorem.
– A dzieci?
– Przykuję do
kaloryfera, postawię po miseczce popcornu i włączę teletubisie.
Tym razem nie mogła się
nie uśmiechnąć.
– Akurat –
mruknęła. – Strój wieczorowo-wystrzałowy, jak mniemam?
– Może być
seksowna sukienka, bez bielizny pod spodem…
Spojrzała na niego
podejrzliwie. Ten facet najwyraźniej z nią flirtował. Ale dlaczego? Po co? Nie wyglądał
na kogoś, kto cierpi na brak zainteresowania ze strony kobiet.
– Uparłeś się na
mnie, bo zgrywam niedostępną?
– Oczywiście.
Gdybyś była łatwa już bym cię zaliczył i ruszył dalej, na nowe podboje.
– Skąd u ciebie
tak doskonały humor?
Co miał odpowiedzieć? Że
ma szaloną ochotę ją pocałować? Albo przytulić? Że na sam jej widok, od razu
zrobiło mu się tak jakoś weselej, radośniej?
– Nieważne –
machnął ręką. – Pójdziesz, prawda?
Powoli, z wahaniem, skinęła
głową. Szczerze mówiąc, od wieków nie była na żadnym towarzyskim spotkaniu,
poza tymi rodzinnymi, oczywiście. Chyba czas najwyższy to zmienić? A ze strony
Krzyśka, nic jej nie groziło, tego była stuprocentowo pewna.
I nagle poczuła żal.
Szkoda. Może jednak wolałaby, żeby… Aż roześmiała się na głos, gdy zrozumiała
własne pragnienia.
– Nie masz twarzy
pokerzysty. Najpierw widziałem niepewność, potem niechęć, a na końcu coś, przez
co mam cholerną ochotę cię pocałować.
– Przestań! –
zmarszczyła groźnie brwi, choć serce gwałtownie jej zatrzepotało. Z drugiej
strony, dlaczego by nie? Chciała szczelniej otulić się kocem, jakby to mogło
zapewnić większe bezpieczeństwo, ale nie zdążyła. Krzysiek wstał i stanowczo
podniósł ją w górę, następnie sam zajął jej miejsce, sadzając zdumioną Monikę
na swoich kolanach. Zrobił to bez najmniejszego wysiłku, jakby całkiem nic nie
ważyła.
– Co robisz?!
– A nie widać? –
spytał ze spokojem. Potem pochylił się, tak że jego wargi znalazły się
niebezpiecznie blisko jej ust.
– Poczekaj! Wcale
się nie znamy i nie myłam dziś zębów…
– Pierwsze jakoś
mi nie przeszkadza, a co do drugiego, to pachniesz pierniczkami. Słodko i
bardzo smakowicie – mruknął i bez zastanowienia ją pocałował. Tak delikatnie, najpierw
delektując się samym dotykiem i zapachem. Pieścił przy tym jej policzek, drugą
dłonią wędrując po ciele kobiety, ukradkiem wkradając się pod wełniany sweter. Opuszkami
palców wodził wzdłuż kręgosłupa, wywołując coraz przyjemniejsze dreszcze.
Miała gorącą, niemal
parzącą skórę. Nie zaprotestowała, tylko poddała się temu dotykowi. Strach i
rozsądek tym razem nie miały znaczenia.
Pocałunek z pełnego
czułości, zmieniał się w coraz bardziej zdecydowany, a język mężczyzny bezczelnie
wtargnął do środka, wywołując tym razem coś więcej niż przyjemność. Pożądanie.
Zacisnęła dłonie na jego szyi i poddała się temu bez najmniejszego sprzeciwu, pragnąc
więcej i mocniej, jakby nagle chciała nadrobić tyle straconych lat.
I tutaj przyszło
otrzeźwienie. Czyżby znalazła się w jego ramionach tylko z tego powodu?
Gwałtownie odepchnęła
zaskoczonego Krzyśka, próbując wstać i odsunąć się jak najdalej.
– Co się stało? –
spytał zdumiony.
– To za szybko – powiedziała
jednym tchem, z całej siły unikając jego wzorku. Nerwowym gestem obciągnęła
sweter.
– Za szybko? – powtórzył
niczym echo. – Dlaczego?
– Nie wiem. Po
prostu za szybko! – Coś w jej głosie powiedziało mu, że nie powinien kontynuować
tego tematu.
Wstał i podszedł do Moniki,
która wciąż wyglądała na zdenerwowaną.
– A kiedy będzie w
sam raz? – Czule pogładził jej zarumieniony policzek.
– Nie wiem. Ale
nie teraz.
– Dobra, poddaję
się! – uśmiechnął się, choć wcale nie było mu do śmiechu. Był za to pobudzony,
podniecony i doskonale zdawał sobie, że jego męskość stwardniała, niewygodnie
uwierając w zbyt obcisłych dżinsach. – Ale na przyjęcie ze mną pójdziesz?
Chciała odmówić. Lecz z
drugiej strony miała tak straszną ochotę w końcu powrócić do życia, wyrwać się
z nudnej i monotonnej, pełnej bolesnych wspomnień rzeczywistości. A to było
tylko przyjęcie.
– Pójdę.
– Bez bielizny pod
sukienką? – mrugnął do niej figlarnie.
– Och! – Lekko uderzyła
go w ramię. – Idź już sobie lepiej!
– Dobrze, ale nie
bez pożegnania.
Wystraszyła się, że znów
TO zrobi. Ale Krzysiek chwycił tylko jej drżące dłonie i ucałował.
– Bądź gotowa
pojutrze na ósmą.

link do części V – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko jak zawsze cudowna część ! Zakochałam się w twoich opowiadaniach, z niecierpliwością czekam na kolejne. Myśle, że upór Krzyśka się opłaci. Mam nadzieję, że migrena odpuści 😉 Pozdrawiam, Karolina 😀

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    cudowne opowiadanie 🙂
    czekam na cd.
    W.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    migreny są straszne. boskie opowiadanie, masz bogatą wyobraźnie. ; )

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, od razu poczułam przypływ sił 🙂 Dziękuję i czekam na jeszcze 🙂
    pozdrawiam,
    przeziębiona czytelniczka

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja chce jeszcze!!!!! xDcudne opowiadanko 😉

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Fajna historia, lekka i przyjemnie się ją czyta 😉

    Dobrze tak pomiędzy skomplikowanymi i zawiłymi losami Darena przeczytać coś prostego 😉

    S.

  7. lkolac
    | Odpowiedz

    A wiec to, idzie w tym kierunku co idzie, no i pojawi sie w pewnym momencie ze "wypalni jej wilgotne wnetrze", albo i nawet, ze " wypelni jej wilgotne wnetrze posam koniec" wiec ja mam mala prosbe niech jej nie wypelnia, tylko wejdzie i zamerda? 😀
    mi sie powtarza co jakis czas przy wszystkich aktywnych momentach, co drugie opowiadanie, jak nie co prawie kazde, moze malostkowa jestem, ale zakaldajac te poklady wyobrazni i tworczej pasji mozna napsiac inaczej (?)

    chodzi o to ze juz kiedys czytalam ksiazke gdzie panna przy kazdym podnieceniu czula ze jej boginii tanczy, wywraca sie tudziez puszcza do niej oko i psulo to wlasciwie kazdy moment

    wiec jakas onomatopeja inan by sie przydala
    tak
    teraz po tej uwadze moge spokojnie poczekac na dalszy ciag

    wyzdrowienia zycze

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko będzie dzisiaj po północy Pechowa?:) bo nie wiem czy czekać czy iść spać wcześniej:D pliss napisz ze będzie :p

  9. Babeczka
    | Odpowiedz

    Spać. Będzie jutro, ale za to dłuższy kawałek 🙂

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    super część 🙂 kiedy cd?

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wyspana…prawie 😀 i czeka z wypiekami na twarzy na pechowa dziewczynę 😛

  12. Babeczka
    | Odpowiedz

    Jutro.. Was rozgrzeję 😉

  13. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Wszystko pięknie. Tylko żeby ona długie włosy miała…

Napisz nam też coś :-)