Pewnego zimowego wieczoru (VIII)

with 20 komentarzy
Strasznie ciężko było mi oprzeć się pokusie i zakończyć tę całą historię ckliwie i banalnie. Nie ma tak łatwo, więc postanowiłam jeszcze nieco skomplikować życie głównym bohaterom. 
Co do dodawania postów – niestety ze względu na nawał pracy, zajęć domowych oraz lekcji skrzypcowych (moje dziecko ma w styczniu egzamin, musimy trenować, trenować, trenować…) będzie ich dużo mniej. Za to pocieszę Was, że dostaniecie jeden tekst w całości na święta, ten pt: Życzenie. Nie jest może długaśny, ale mam nadzieję, że zabawny i lekki, taki w sam raz na pełne obżarstwa dni, gdy w tv leci po raz enty ten sam “hit” kinowy, przeplatany tysiącami reklam.  To mi przypomina, dlaczego nie oglądam telewizji… 
Ostatnio lekko zirytowała mnie jedna rzecz. Jedyną gazetą, którą kupuję jest Świat Nauki, ale przez przypadek w moich rękach znalazło się coś pod tytułem Party. No dobrze, przyznam się, jako lektura w miejscu ustronnym 😉 Zaciekawił mnie tytuł o prezentach polecanych na święta. I tam pani Socha, która poleca torebkę dla dziewczynki za tysiaka lub buciki za pięćset złotych. Nie zrozumcie mnie źle, gdyby było napisane, że kupiła to swojemu dziecku, nie ruszyłoby mnie to. 
Jej kasa, jej wybór. 
Ale “poleca”? Komu??? Przeciętnej czytelniczce czasopisma, które kosztuje dwa złote? Kto tu sobie robi jaja, ona czy sama redakcja? Chyba im się mit o zielonej wyspie na głowy rzucił, bo nie zauważają rzeczywistości, która ich otacza. 
To także mi uświadomiło, dlaczego nie mam telewizora, ani nie kupuję tego typu prasy. I widzę dwa wytłumaczenia – albo się baba chciała pochwalić na łamach gazety przed koleżankami, albo sama redakcja chciała pokazać, że mamy gwiazdy na miarę tych zagranicznych. Osobiście uważam,  że u nas więcej białych karłów i czarnych dziur, które wsysają w siebie kasę mogącą być przeznaczoną na lepszą ramówkę. A i portfele nie te, co na zachodzie…
Dlatego ja Wam polecę na prezent gwiazdkowy dla męża najnowsze ferrari, dla dziecka miesięczny pobyt w Disneylandzie, a dla Was samych brylantową kolię. Z całego serca polecam, nic tylko chwytać za portfel i walić szturmem na sklepy…
;-)))
PS. I mam nadzieję, że tekst nie roi się od błędów… 

link do części VII – klik

          Pewnego zimowego wieczoru (VIII)
Widok zapłakanej Ewy z
walizką nie wzbudził w nim żadnych emocji, żadnej satysfakcji. Jedynie niechęć.
– Wnioskuję, że
twoje love story skończyło się nie tak, jak to sobie wyobrażałaś?
– Odeszłam od
niego, bo to gbur i prostak.
– Ach! To dlatego
stwierdziłem ostatnio, że znakomicie do siebie pasujecie? – powiedział złośliwie.
Stał w drzwiach prowadzących do kuchni, niedbale oparty o framugę, wciąż w
nocnej bieliźnie, z kubkiem kawy w dłoni. Całkowicie niewzruszony.
– Przyszłam, bo
nie miałam się gdzie podziać. Wróciłam więc do domu.
– Do domu? – ze
spokojem upił mały łyk gorącego napoju. – To już nie jest twój dom.
Hardo zadarła
podbródek.
– Chcesz tłumaczyć
swoim dzieciom, że wyrzuciłeś ich matkę na bruk?
– Ty byś tak
zrobiła – mruknął. Ale odsunął się, gdy obojętnie minęła go w drzwiach.
– Niestety, co tu
dużo ukrywać, pieniądze są twoje.
– Tak, zawsze to
samo. Forsa – skrzywił się ze złością. Była taka od samego początku, tylko
wcześniej, on jak ostatni głupiec, nie umiał tego zauważyć. Przeciwnie, jej
zachwyt nad każdym kolejnym kosztownym prezentem, mile łechtał jego męskie ego.
– Musimy omówić,
ile będziesz płacił na moje miesięczne utrzymanie. Proponuję dwadzieścia
patyków.
Trzeba przyznać, że tym
razem udało jej się go zaskoczyć.
– Padło ci na
rozum, kretynko?! Ja nawet tyle nie zarabiam!
– Oj, zarabiasz! –
odparła, zapalając papierosa. – Mowa oczywiście o źródłach nieoficjalnych.
– Jakich nieoficjalnych?
Od dobrych kilku lat już się tym nie zajmuję.
– Ale zajmowałeś –
ze spokojem usiadła przy kuchennym stole, zakładając nogę na nogę. – Wiem
bardzo dużo na ten temat.
– Zabieraj dupę i
wynocha! – warknął już nieźle rozzłoszczony. – Wiem, czym chcesz mi zagrozić i
od razu dodam, że ci się to nie uda.
– Ale narobię ci
kłopotów.
– Narobisz. I nie
dostaniesz ani grosza. A tak jestem skłonny kupić ci mieszkanie i wypłacać
miesięcznie, powiedzmy średnią krajową.
– To za mało –
zmarszczyła swoje piękne, idealne brwi.
– Jak chcesz –
wzruszył ramionami.
– Mogłabym do
ciebie wrócić – powiedziała zalotnie. Krzysiek zachłysnął się popijaną właśnie
kawą. – Znowu bylibyśmy rodziną.
– Nie. – Nie
chciał się tłumaczyć. – Poza tym, zakochałem się.
Prychnęła z pogardą.
Doskonale zdawała sobie sprawę, kim jest jego wybranka. Ale nie zamierzała się
poddać. Przyzwyczajona, że mężczyźni jedli jej z ręki, że to ona zawsze
wybierała, z lekceważeniem przyjęła jego sprzeciw. Sądziła, że twierdzi tak, bo
przecież chce się na niej odegrać.
– Ależ kochanie! –
wstała i przytuliła się do niego. Krzysiek nawet nie drgnął, wciąż chłodno na
nią spoglądając. – Było nam tak dobrze…
– Tak, pewnie –
odparł ze sarkazmem. – I pewnie dlatego odeszłaś?
– Rozumiem,
zraniłam cię. Ale możemy wszystko naprawić…
– Co możecie
naprawić? – rozległ się spokojny głos tuż przy drzwiach. Stała tam Monika, już
bez kurtki i szala, ale za to miała na nogach swoje śmiechowe kapcie.
W tym momencie Krzysiek
pomyślał, że to koniec. Jak tym razem się wytłumaczy? Odepchnął od siebie Ewę i
spojrzał zrozpaczony na Monikę. Ale ona nie wyglądała na rozzłoszczoną. Była
raczej rozbawiona…
– Stwierdziliśmy,
że dla dobra nas samych i naszych dzieci, znów będziemy rodziną – oznajmiła
pewnym siebie tonem jego eks.
– Stwierdziliście?
A nie stwierdziłaś? – Monika podeszła do Krzyśka i wspiąwszy się na place,
cmoknęła go w policzek. A później łobuzersko puściła oczko. – Tym razem,
podsłuchałam wszystko – szepnęła mu z wyraźnie wyczuwalną wesołością w głosie.
– Ja nic nie stwierdzałem  – powiedział głośno i dobitnie. – Zamówię ci
taksówkę i dam trochę kasy, na bieżące wydatki. W sprawie całej reszty zadzwoni
mój prawnik.
– Nie zabronisz mi
chyba spędzenia niedzielnego popołudnia z dziećmi?
– Nie. Pytanie tylko,
czy będą tego chciały?
Ewa wciąż stała,
nerwowo przytupując zgrabną nogą. Była zła. Oto zjawiła się, by dać temu
kretynowi drugą szansę, a on z niej zrezygnował. Do czego to doszło?
– Co ty sobie w
ogóle wyobrażasz? – wrzasnęła nagle. – Jestem piękna, reprezentacyjna i każdy
facet zrobiłby wszystko, aby mnie zdobyć. Nie, to nie! Jak wolisz tego
babochłopa, to twoja sprawa – chwyciła torebkę i z wściekłością wymaszerowała
na korytarz.
– Poczekaj chwilkę
– Krzysiek posadził Monikę na kuchennym taborecie. – Przyniosę jej tylko jakieś
pieniądze. To nieco ukoi ból.
– Powinnam jej za
tego babochłopa wyrwać te sztuczne kłaki – mruknęła, posłusznie zajmując
miejsce.
– Nie trzeba. I
masz rację, w większości są sztuczne – mrugnął do niej okiem i wyszedł. Po
niecałych pięciu minutach mignął jej w korytarzu, prowadzącym do holu. Chwilę
później usłyszała wściekły kobiecy głos.
– Tylko tyle?
Wredne skąpiradło z ciebie.
– Do widzenia. –
To był spokojny głos Krzyśka. A potem rozległo się głośne trzaśnięcie drzwi
wejściowych.
Wszedł do kuchni, ale
najwyraźniej był nieco zmieszany.
– Chłopcy jeszcze
w łóżkach? – spytała ze spokojem.
– Tak. W niedzielę
śpią prawie do dziewiątej. Chcesz kawy?
– Chcę. I nie
patrz na mnie z taką miną zbitego psa.
Podszedł bliżej i usiadł
obok.
– Bałem się, że tym
razem będziesz… będzie… No wiesz.
– Zrób kawy i
przestań się zamartwiać – przytuliła swoją dłoń do jego policzka i lekko się
uśmiechnęła. – Przyszłam, bo wszystko sobie przemyślałam.
– I?
Monika milczała bardzo
długą chwilę. To, co postanowiła wyraźnie kłóciło się z pragnieniami jej ciała.
Miała ochotę ponownie wtulić się w jego szerokie ramiona, poczuć mocne dłonie
pieszczące nagą skórę. Ale… No właśnie. Tych „ale” istniało całe mnóstwo.
– Dasz mi jeszcze
trochę czasu? – spytała cicho. – Gubię się w tym wszystkim. Poza tym panicznie
się boję, że mnie oszukasz. Wiem, może to nie fair, lecz nic na to nie poradzę.
Jeśli naprawdę chciał
ją zdobyć, musiał przełknąć gorycz porażki i postarać się o cierpliwość.
– Mogę. To będzie
trudne – przełknął ślinę, wymownie patrząc na głęboki dekolt jej bluzki –
jednak dam radę. Do świąt?
– Nie wariacie! Do
Wigilii pozostało siedem dni. To za mało.
– To ile?
– Dwa, trzy
miesiące.
Aż jęknął.
– Dwa, trzy
miesiące?! Kobieto! Chcesz, żebym oszalał?
– A co? Boisz się,
że przejdzie ci ochota? – spytała złośliwie.
– Nie, akurat
tego się nie obawiam – odparł poważnie. – Jeśli chcesz, dam ci te trzy
miesiące. I ani dnia dłużej!
– Jesteś pewien,
że powiem „tak”?
– Jestem.
– Wiesz, że ta
twoja pewność siebie bywa irytująca?
Nie odpowiedział
słowami. Pocałunek był pełen żaru i tęsknoty. Jego ręce bezczelnie wślizgnęły
się pod gruby materiał swetra, potem powędrowały w dół i nagle podniósł Monikę,
sadzając ją na zimnym, marmurowym blacie.
– Przestań!
Obiecałeś!
Ale on zapomniał o
wszystkim. Najwyraźniej pocałunek przestał mu wystarczać, pragnął czegoś o
wiele mocniejszego. Choć powinna była, nie zaprotestowała, kiedy pomógł jej ściągnąć
sweter, przywarł ustami do koronkowego stanika. Poczuła pod plecami twardy,
gładki blat, a na sobie słodki ciężar i ciepło męskiego ciało.
– Krzysiek,
zwariowałeś! A jak ktoś tu wejdzie? – po raz ostatni zdobyła się na nieśmiały
protest. Na większy nie miała już siły.
– W razie czego
usłyszymy jak zbiegają po schodach – mruknął.
– Wciąż ci nie
przebaczyłam.
– Czego? Mówiłem
już, że trzeba było podsłuchiwać dokładniej.
Nie odpowiedziała,
tylko westchnęła, czując jak niecierpliwymi dłońmi rozpina jej spodnie, przez
krótką chwilę szamocze się z nim, jednocześnie pokrywając pocałunkami jej
szyję, a później kolanem rozchyla zaciśnięte kurczowo uda.
Dałaby wiele, by móc
się sprzeciwić. By odepchnąć go i zimnym głosem oznajmić, że nie zamierza tak
łatwo się poddać. Ale jak mogła to zrobić, gdy cała płonęła, gdy jedyne czego
pragnęła, to poczuć go znów w sobie?
Gdy w końcu wsunął się
do gorącej i wilgotnej szparki, cicho krzyknęła, wyginając całe ciało w łuk. Pożałował,
że nie może pozwolić, by krzyczała jak tamtej nocy. Ustami nakrył wargi
kochanki i zaczął szybko się poruszać, z determinacją i pożądaniem wbijając się
w jej wnętrze, czując jak bardzo jest tam mokra, jak bardzo go pragnie. Nieważne
co powiedziała. Zrozumiał, że nie może się poddać, choć z pewnością jeszcze niejednokrotnie
zaprotestuje, plotąc jakieś bzdury o czasie do namysłu.
Objęła go nogami,
krzyżując je na jego plecach, palce zacisnęła na ramionach, namiętnie oddawała
każdy pocałunek. Wychodziła mu naprzeciw, a jej stłumione jęki były tak
podniecające, że z trudem panował nad tym, aby zbyt szybko nie skończyć.
Uderzał coraz silniej, zagłębiając się aż do samego końca, z niemal zwierzęcą
wściekłością, której sam nie do końca rozumiał. Przestało do niego docierać
cokolwiek innego, prócz upragnionego spełnienia.
Gdy poczuł potężny
wytrysk, a całe ciało zadrżało od orgazmu, przetaczającego się potężną falą docierającą
w każdy zakątek, na chwilę zamarł. Ale sekundę później zorientował się, że
Monika także dochodzi. Więc ponownie zaczął się w niej poruszać. Wystarczyło
jednak zaledwie kilka pchnięć, by i ona dotarła do mety. Kiedy szczytowała,
zasłonił dłonią jej usta i zmęczony, z niesłychaną satysfakcją, przyglądał się
wykrzywionej pod wpływem odczuwanej rozkoszy, twarzy kobiety.
– Trzy miesiące,
co? – spytał z przekąsem, pomagając jej usiąść. Była zarumieniona, a oddech
miała szybki, płytki.
– To było nie
fair!
– Zmusiłem cię do
tego? – przyciągnął ją ku sobie, obejmując w pasie. Poczerwieniała jeszcze
mocniej.
– Nie.
Tym razem się
roześmiał.
– Wypijemy kawę i
obudzimy śpiochów. A później pojedziemy kupić choinkę. Co ty na to? – spytał, opierając
się czołem o jej czoło.
– Ja chyba
oszalałam!
– Odrobina
szaleństwa nie zaszkodzi Monisiu. Sama tak twierdziłaś.
– Odrobina? –
Nerwowym gestem poprawiła spodnie i sięgnęła po leżący na podłodze sweter. –
Kochałam się z tobą na kuchennym stole, w domu pełnym dzieci. To już nie jest odrobina.
– Czarna, bez
mleka i cukru? – zręcznie zmienił temat.
– Tak. I nie myśl,
że tak łatwo ci ze mną pójdzie? – zagroziła.
Posłał jej kpiące
spojrzenie.
– Już poszło.
Nie było sensu ani się
z nim kłócić, ani na niego gniewać. Był taki rozpromieniony, taki szczęśliwy.
Monika zamyśliła się na moment. Szczęśliwy? Może ona również spróbuje, zamiast
zadręczać się dobrze znanymi wątpliwościami. Czy świat by się zawalił, gdyby
ona również była szczęśliwa?
Chyba nie…
I nagle odwzajemniła
uśmiech mężczyzny. Tak prawdziwie, szczerze. A on pomyślał, iż jego nowym
zadaniem życiowym, jest staranie się, aby zawsze się tak uśmiechała.
– Twoja kawa –
powiedział z pozornym spokojem. – I co powiesz na wspólny, poranny prysznic?

link do części IX – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekałam na ten tekst od rana, a gdy się pojawia jest go tak mało 🙁

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super Babeczko. Czekam na kolejna czesc.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    "akurat o tego się nie obawiam" ??? no chyba że tak miało być,to już się nie czepiam 😉

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jejkuuu. Genialne *.* Krzysiu <3

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dobrze jest. A z prezentami to tak koło z diamentami bym nie chciała bo za biżuterią nie przepadam może jakaś eksluzywna operacja plastyczna,ferrari też nie prędzej jakieś terenowe,a dla dzieci sama nie wiem tyle tego jest. A więc dziewczyny ruszamy do punktu LOTTO bo szczęściu trzeba pomagać Hi hi!!!

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Króciutki ten fragment, soczysty ale stanowczo za krótki 😉

    Czekam na więcej 😉

    S.

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy nowa część. ? Dodaj raz mega długi tekst….to bedzie taki prezencik od cb na świąteczne okropnie nudne (w moim domu) dni…;) Mąż wyjechał na delegacje , dzieci nie mamy….chociaż prawdę mówiąc mamy zamiar na święta zrobić sobie niespodziankę…pociechę.Oby nam się udało. Zawsze chciałam mieć bliźniaczki..Chociaż nie wiem sama ,czy Konrad by chciał mieć 3 baby w domu.Oby tam.:) Przyjemność nigdy wiele.! 🙂

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    cudowna część, kojąca szczególnie w ponure i samotne popołudnie…
    czekam na cd.
    W

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    haha rozbawiłaś mnie tymi prezentami, niektórym to już zupełnie odbija chyba,bo jak inaczej to rozumieć:P

    ta część opowiadania achhhhh….. dziękuję:)

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Podobał mi się twój pomysł z umieszczaniem planu miesięcznego. Wiedziałam kiedy mogę się spodziewać kolejnej części i nie musiałam tak notorycznie wchodzić na Twoją stronę aby sprawdzić czy jest coś nowego.

    Może wrócisz do tej idei?

    S.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Chętnie, ale dopiero od lutego, bo obawiam się, że w przeciwnym razie musiałabym Was zawieść…
      A kolejna część jutro. Buziaki

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kochana Babeczko masz w swoim bogatym zbiorze przepisy na jakieś ciekawe ciasta bez udziału piekarnika? Takie wiesz bez pieczenia ale coś wiecęj jak serniczek na zimno? Nie mam piekarnika i nie zanosi się że kupię go dość szybko;-( niestety brak funduszy mnie mocno ogranicza , jeśli posiadasz jakieś przepisy nie wymagające pieczenia i byś mi poleciła ,będę wdzięczna .Pozdrawiam serdecznie Anna

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Pozwolę się odpowiedzieć na Twoje zapytanie,a może tak zwane rafaello?:))
      herbatniki przekładasz kremem z wiórkami kokosowymi i już:)) najlepsze kolejnego dnia, jak herbatniki troszkę zmiękną pod wpływem kremu.
      Krem może być z torebki-waniliowy i dosypujesz wiórki kokosowe
      pozdrawiam

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko świetne opowiadanie 🙂 takie pozytywne, aż człowiek się uśmiecha jak je czyta 🙂

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kochana Babeczko!
    Jeśli chcesz żebym nie dostała do świąt obsesji to proszę dodawaj mi tego opowiadania często i dużo i zakończ je najszybciej jak to możliwe! I pięknie i ckliwie, bo idą święta, czas miłosci 😉

    Jeśli chodzi o te prezenty … Nie dobrze dzieje się kiedy ktoś dostaje małpiego rozumu i wdaje się w pościg za gotówką. Przeczytałam gdzieś, że ta Pani ubrała się na jakieś wyjście za 21 tysięcy… Więc skoro ma te pieniądze i ciągle jeszcze promuje się na takich przygłupawych reklamach, dostając za to te rzeczy za darmo to w moich oczach wygląda słabo.

    W tym momencie nie mogę narzekać na brak gotówki ale jestem nauczona wartości pieniądza i za nic w świecie nie kupiłabym mojej Pszczółce butów za kilka tysięcy. Za rok będą za małe a ja co z nimi zrobię ? Oddam potrzebującym? Co z tego, że nie będą mieli co włożyć do garnka, skoro ich dziecko będzie miało super buty za kilka tysi … Dla mnie to czysta hipokryzja.
    Mam to do siebie, że od zawsze mocno przejmuję się wszechpanującą biedą i staram się pomagać, choć troszkę i tego uczę swoje dziecko, chociaż moja lepsza połówka gani mnie za wrzucanie drobnych w każdy podstawiony kubeczek, tłumaczy, ze nie nakarmię wszystkich głodujących dzieci świata i złości się kiedy po raz kolejny płaczę nad jakimś dokumentalnym filmem czy zdjęciem gdzieś przypadkiem zobaczonym w internecie. Takie mnie jakieś ostatnio nachodzą przemyślenia, pewnie przez te święta…

    Babeczko mam jeszcze jedno pytanie, a mianowicie czy ten przepis na pierniczki nadaje się do tego żeby upiec z niego świąteczną szopkę ? Moja mama kiedyś piekła takie szopki na każde święta oczywiście bardziej w celu dekoracyjnym a mój Mężczyzna ostatnio z jakiegoś niemieckiego sklepu przytargał mi foremki na taką szopencję ♥ na figurki do szopki też ale chyba ich nie użyję, bo w niczym nie przypominają one Trzech Króli ani Maryji czy Józefa 😉 Zupełnie oderwane od rzeczywistości, choć moze gdybym umiała je pięknie wymalować i nadać im jakiś wygląd… ale niestety nie umiem więc odpuszczam, pójdę na łatwiznę i kupię… Chodzi mi o to czy to ciasto później za mocno nie zmięknie i szopka moja się nie zawali ? bo pamiętam, że mamy stała dumnie całe święta 🙂 do czasu aż jej nie zdewastowaliśmy 🙂 piekła jeszcze choinkę ale tutaj lepiej jak ciasto troszkę rozmięknie bo te niby gałązki się dobrze układają.
    Zakręciłam niesamowicie ale mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi ?

    Anno, moja przyjaciółka robi ciasto z herbatników.
    Układa je na dno formy, na to przygotowuje sernik na zimo z torebki, tak jak jest na opakowaniu, wesja z serkami homoogenizowanymi, później kolejna warstwa herbatników, masa kajmakowa, znowu herbatniki a na wierzch bita śmietana posypana startą czekoladą. Niesamowicie tuczące ale pyszne!
    Możesz jeszcze kupić gotowe spody tortowe i przełożyć je wg uznania, moja babcia uwielbia
    takie torciki z masą gotowaną z masełkiem (wg mnie najpyszniejszą na świecie ) i dżemem z czarnej porzeczki!

    Chyba z każdym kolejnym komentarzem rozpisuję się coraz bardziej! 😀

    Pozdrawiam gorąco,
    LIA.

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Kochana Babeczko i LIA , jesteście cudowne , wspaniale mi podpowiedziałyście obie, dziękuję Wam obu. Rady dobre , ciasta ciekawie się zapowiadają. Jak kupię w końcu wymarzoną kuchenkę z piekarnikiem na prąd będę najszczęśliwszą kobietą na świecie 😉 Póki co dziękuję Wam serduszka za rady, życzę miłego pieczenia dla domowych łasuchów Waszych 🙂 Pozdrawiam forumowiczów Babeczkarni i Was moje kochane . Anna

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko,kiedy kolejna część ? 😉

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    ehh Babeczko, już nie mogę się doczekać 🙂 Zrobiła dzisiaj chyba z 200 wejść 😉

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko! Napisz tylko czy bedzie coś dzisiaj dodane bo nie wiem czy czekać…;)

  17. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie to tu już moglyby być koniec :-)))

Napisz nam też coś :-)