fbpx

Piekło zmysłów (XV)

with 10 komentarzy

Nie było mnie, ale wracam z usprawiedliwieniem. Dopadło mnie choróbsko tak intensywne, że na kilka dni zmieniłam się w ektoplazmę i dogorywałam w łóżku.
Wracam z kolejną częścią i nadzieją, że znów uda mi się publikować codziennie 🙂
A jak tam Wy, Robaczki moje kochane?
Żyjecie?
Choróbska też Was dopadły?
Jak się macie?


Rozdział 15

Drzazga

Mijały sekundy, my trwaliśmy w bezruchu. Jakby żadne nie chciało się ruszyć, by nie zerwać magii chwili. Tak właśnie myślałem o tym, co się między nami działo – to było magiczne. Nowe, inne i oszałamiające. Z jednej strony czułem potrzebę, by dotknąć Kasi, z drugiej nie chciałem tego robić. Było tak idealnie, że obawiałem się, iż jeden niepotrzebny wyraz mógłby zniszczyć czarodziejską bańkę wokół nas.

Zawibrował telefon, Kasia zamrugała, jakby tego potrzebowała do odzyskania połączenia zmysłów z rzeczywistością. Spojrzałem na wyświetlacz – nieodebrane połączenie od Ewy, plus wiadomość głosowa na poczcie. Zakląłem w duchu. Właśnie przerwano najpiękniejsze zdarzenie w moim życiu. Może tuż po tym, jak lata temu tańczyłem z Kasią na imprezie. Kurwa mać!

- Ciekawe. - Sięgnęła po filiżankę, uniosła ją do ust, upiła łyk. - Ale nie na tyle, żebym miała ochotę spróbować.

- A czego byś chciała spróbować? - Wymykała mi się. Moment porozumienia mijał, znów była opanowana.

- Z tobą? - Zmarszczyła brwi, mnie skręciło w żołądku.

- Jasne, że ze mną. - Po co się droczy?!

- Jesteś żonaty, a to stawia mnie w przegranej pozycji. - Jej spojrzenie stężało.

Cholera, a myślałem, że ją usidliłem.

- W jakim sensie?

- Mojej moralności. - Spuściła wzrok na filiżankę. Ewidentnie unikała patrzenia mi w oczy. - Ciągnie mnie do ciebie, ale ulegając temu rozbijam małżeństwo. Jakie by ono nie było!

Uniosła dłoń w momencie, gdy nabierałem powietrze w płuca. Po co? By powiedzieć, że moje małżeństwo to… fikcja. Cholera! Jakby czytała mi w myślach.

- Dziękuję za kawę. - Odsunęła od siebie w połowie pełną filiżankę. - Pozostańmy na dotychczasowej stopie. Jeśli ci to wystarczy.

Co miałem odpowiedzieć? To ona tutaj rozdawała karty, ja byłem totalnie rozjebany.

- Nie wystarczy, ale ok. Niech będzie, jak mówisz.

Przez chwilę nic nie mówiła, a tylko patrzyła mi w oczy. Bezradnie patrzyłem jak wstaje od stołu, zarzuca na ramię torebkę i bez słowa opuszcza kawiarnię. Siedziałem, jak baran i zaklinałem jej plecy, by obróciła się i wróciła. By powiedziała, że nie może beze mnie żyć. Wiedziałem, że to idiotyczne. Nie obróciła się, odeszła.

***

Nadciągał wieczór. Wracałem do domu. Walczyłem z oporem przed wejściem do niego, przed rozmową z Ewą. Cieszyłem się, że mama i ojciec zajęli się sobą, że nie będę musiał wymieniać z nimi grzeczności. Było cicho i tylko szum telewizora dobiegł mnie z salonu.

W sypialni nie zastałem Ewy. I dobrze, zaszyję się w gabinecie. Przejrzę maile, może coś poczytam. Spróbuję nie pisać do Kasi. Poczekam, niech ona odezwie się pierwsza. I tak już wyszedłem na leszcza. Zostać spławionym przez kobietę, to boli.

Ze szklaneczką koniaku usiadłem w fotelu, załączyłem komputer. Nie odpalę messengera, nie będę sprawdzał, czy Kasia jest on-line. Łyknąłem trunku, zapiekło w gardle, spłynęło ogniem w dół przełyku. Za chwilę poczuję ulgę, gdy alkohol stępi trochę zmysły.

- Czyli jesteś nareszcie! - Drzwi z impetem otworzyły się, stanęła w nich Ewa.

- Cześć. - Zaskoczyła mnie. Usiadłem wyprostowany nie wiedząc, czego oczekiwać po takim wejściu. - Co tam?

- Hipopotam! - krzyknęła.

- Ale o co ci chodzi? - Skąd ta zmiana?

- Nie było cię pół dnia! - Wycelowała we mnie oskarżająco palec.

- Przecież byłem na myjni, bo… - próbowałem wyjaśnić.

- Tyle czasu? - Wyrzuciła ramiona w górę, ja totalnie zgłupiałem. - Przecież ci tam nie wybuchłam, tylko zwymiotowałam! Na co potrzebowałeś tyle czasu?!

- No ale jestem! - Zaczynałem się wkurzać. - Co takiego mnie ominęło?

- Co? Jajco! - Podparła się pod boki. - Jakbyś nie zauważył, to jesteś ojcem!

- Wiem o tym

- A dzisiaj było pierwsze USG! - przerwała mi. - Może to dla ciebie niewiele, ale dla mnie to ważny moment w życiu! Oglądałam nasze dziecko! Ty też, a przynajmniej miałam nadzieję, że jesteś tym zainteresowany. Chciałam to z tobą obgadać! Chciałam mieć cię przy sobie!

- No przecież jestem! - Podniosłem głos. Odchrząknąłem, było mi głupio. - Jestem - powtórzyłem ciszej.

- I co mi z tego?! - Zacisnęła usta, czekała na odpowiedź. Milczałem, bo co tu odpowiedzieć. - Przychodzisz i dokujesz się w gabinecie. Gdybym tu nie przyszła, to pewnie byś siedział tutaj do nocy. Mylę się?

- Chcesz rozmawiać, to rozmawiajmy. - Starałem się przybrać ugodowy ton. W duchu przyznałem, że miała rację. Czekałbym, aż uśnie.

- A teraz to się pocałuj w dupę! - krzyknęła, zaciskając dłonie w pięści. - Łaskawca jeden!

- Co tu się dzieje? - Zza pleców Ewy wychyliła się głowa mamy. - Co to za krzyki?

Zamknąłem oczy, starałem się uspokoić. Tego brakowało, by mama wplątała się w naszą pierwszą awanturę.

- Przemek, dlaczego się kłócicie? - Sarnie oczy mamy skierowały się na mnie.

Westchnąłem, poczochrałem włosy, to trochę uspokajało. Mieszkanie z rodzicami, no tak, musiało do tego dojść. Udział starszego pokolenia w życiu młodszego. Myślałem, że w tak dużym domu tego unikniemy.

- Takie tam – mruknąłem.

- Jakie, takie?! - Ewa wchodziła na coraz wyższe tony.

- Ewa, uspokój się. - Do przedstawienia dołączył ojciec. - Zaszkodzisz dziecku. - Położył jej dłoń na ramieniu.

- To zaszkodzę! - Krzyknęła Ewa. - Sobie może też! Przemek będzie miał spokój! Prawda, mężu?

Ostatnie słowo przeliterowała. Nie spuszczała przy tym ze mnie wzroku. Pozostali domownicy również.

- Przemek, powiedzże coś. - Głos mamy zaczął brzmieć płaczliwie.

- Zachowaj się jak mężczyzna. - Ojciec dorzucił swoje trzy grosze.

Krew uderzyła mi do głowy. Dosłownie tak to poczułem. Jakby żyły rozszerzyły się i przepłynęła przez nie porcja gęstej lawy. Powoli wstałem z fotela. Zaciskałem zęby, by nie powiedzieć czegoś głupiego. Trzy pary skupionych na mnie oczu wkurwiały jeszcze bardziej. Sięgnąłem po marynarkę, z biurka zabrałem telefon i kluczyki. Wyminąłem ich bez słowa. Zbiegłem po schodach i wyszedłem z domu.


Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Zdrówka😍
    Tęskniłam za Przemkiem.
    Nas tez coś rozbiera i nie wychodzimy z domu 🙂

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      No to również zdrówka! :-*

  2. G
    GABRIELA
    | Odpowiedz

    No i dostał kosza od Ewki i ałć zabolało Przemka. Ewa wybuchła i nie dziwię się jej, a Przemek robi to co najlepiej umie, ucieka i na pewno jedzie sobie ulżyć. Obym się myliła 😧

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Męskie ego boli 🙂

  3. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Hej hej dobrze ze jesteś🤗za Panem Kotem i jego śniadaniami też tesknilam😉🥚 😄
    A odcineczek z Przemciem 👍 fajne to napięcie ⚡ z Kasią, a Ewa no cóż… Szkoda jej, ale mam nadzieję, że ten zwiazek okaże się to kompletna farsa. Już Ty nam dostarczysz emocji.. na pewno 😉 Zdrówka 😘

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 Pan Kot i jego instaśniadania również 🙂

  4. A
    AinaIgn
    | Odpowiedz

    Ups Przemus opuszczony przez Kasię, docisciety przez Ewę i rodziców…. Salwuje się ucieczką….. A mógł wywalić kawę na ławę, że z Ewą to fikcja, że matka pierwsza naiwna, a ojciec żeby go więcej nie zabierał na orgie bogaczy bo dziwnie się czuje widząc jak systemu młode panienki “lody stawiają”. I było by bardzo ciekawe. 😎😎😎 Potem jeden telefon do Kaśki, że właśnie skończył z dotychczasowym życiem i chce zacząć z nią od nowa. Jednak to byłoby za proste. I nie po ligowemu. Monia będzie brnąć w błotnistym życiu Przemka a my razem z nią…. 😉😁😁😁😁😁

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Masz rację 🙂 Na szczęście lubię happy endy 🙂 Jak i Ty, Kochana :-*

  5. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Super, że wróciłaś😊 oj, dzieje się, dzieje😉 czekam na kolejną porcję emocji😁 uwielbiam to opowiadanie😚 zdrówka😚😚😚

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Karolinko dziękuję i Tobie również życzę zdrówka :-*

Napisz nam też coś :-)