fbpx

Piekło zmysłów (XIX)

with 6 komentarzy

Dzisiaj zasypię Was wpisami. Raczej nie będziecie narzekać?

Rozdział 19

Nowe

Jechaliśmy w ciszy i choć rozpierała mnie ciekawość, nie pytałem, jaką propozycję ma na myśli. Nie miałem pojęcia, co myśleć o całej tej sytuacji. No dobrze, podnieciłem się przy Kasi jak szczeniak i seks był co najmniej szybki. Ego zabolało mnie, gdy słowami waliła celniej, niż kopniakami. Że zrobiłem sobie nią dobrze… no cóż, trochę racji w tym było.

- Ten weekend – przerwała ciszę, w efekcie podskoczyłem zaskoczony. - Jesteś w stanie wyjechać w ten weekend?

- Dokąd? - Zwolniłem, nawigacja wskazywała ledwie cztery minuty drogi. Mało pozostałego wspólnego czasu.

- Nieważne. - Nie wyglądała na skorą do wyjaśnień. W dodatku już wyciągała klucze z torebki. - Odpowiedz mi, czy jesteś w stanie wyjechać w piątek rano i wrócić w niedzielę późnym wieczorem. Czy dasz radę zorganizować sobie ten czas bez pracy, telefonów, tylko ze mną.

Zatrzymałem auto, ktoś za mną wcisnął wściekle klakson. Mało mnie to w tej chwili obeszło. Powoli ruszyłem, nie mając odwagi spojrzeć na Kasię.

- Tak, jasne że tak. - W mózgu już uruchamiała się maszyna następstw. Wiedziałem, jak to załatwię.

- Dobrze więc. - Zero emocji w głosie Kasi

Ja nad swoim ledwie panowałem. Gardło zaciskało się z radości i dreszczu oczekiwania. Z trudem powstrzymałem się przed zadawaniem pytań. - Weź ciepłe ubrania.

To było ostatnie, co powiedziała. Dojechaliśmy przed bramę osiedla, Kasia już miała dłoń na klamce.

- To do piątku – rzuciła, wysiadła, zatrzymała się pochylając do wnętrza samochodu. - Potwierdź mi wiadomością, czy dasz radę o dziesiątej do południa w piątek. Odjazd stąd, tu się umawiamy.

Drzwi zamknęły się, Kasia odeszła w stronę bramy. Wbiła kod przy witaczu furtki, po chwili była po drugiej stronie. Skręciła, zniknęła za jednym z żywopłotów. Nie miałem szans, by zobaczyć dokąd idzie. Dobrze chociaż, że znam osiedle. Niewielka pociecha, ale zawsze jakaś.

Do domu wracałem planując. Pierwsze kroki skierowałem do gabinetu ojca. Wiedziałem, że to nie będzie przyjemna rozmowa. Miałem to w tej chwili w dupie. Liczyła się Kasia i to, co czeka na mnie w nadchodzący weekend.

- Ojcze – zacząłem bez zbędnych wstępów. - Potrzebuję wolny weekend. Muszę gdzieś wyjechać.

Patrzyłem na jego spokojną twarz bez wyrazu. Siedział przy masywnym biurku i czytał coś w komputerze. Przy prawej dłoni stał pękaty kieliszek z bursztynowym płynem. Nieodłączny element i fetysz bogactwa. Znów ukłuło mnie, że muszę wyglądać podobnie. Jedyną różnicą jest wiek i to, że od koniaku wolę whiskey w szklance z grubo ciosanego szkła.

- Masz jakiś określony cel? - Zmarszczył brwi, sięgnął po kieliszek. - Jedziesz sam, czy z żoną?

- Sam. Chcę wyjechać w piątek rano. - Nie zamierzałem wdawać się w szczegóły. - Chciałbym, żebyś mi dał alibi. Wyjazd służbowy, na który mnie wysyłasz. Powrót w niedzielę wieczorem.

Przez dłuższą chwilę milczał. Na twarzy pokerzysty nie drgnął żaden mięsień. Okłamywałem siebie, że nie zależy mi na jego opinii. Nieprawda. Nie chciałbym być przez niego wykpiony, czy skrytykowany. W ciemnych oczach błysnął cień zrozumienia. Czyżby wiedział po co jadę? Po co mi alibi? Pewnie tak. Zapewne przerobił podobne wyjazdy. Pewnie nie coś tak wyjątkowego, bo czułem, że czeka mnie coś bardzo ważnego.

- W takim razie lecisz w piątek na targi do Paryża – mówił cicho, ze spokojem, jakby faktycznie oznajmiał mi polecenie służbowe. Mimowolnie ukłuła mnie zazdrość. Czy też będę tak dobrym aktorem? - Wylot rano w piątek. Oficjalnie spotkasz tam śmietankę naszego świata branżowego. Lecimy razem.

- Ok – wykrztusiłem, bo wyglądało na to, że ojciec też wyjeżdża.

Nie pytałem, czy naprawdę jedzie na targi, czy podobnie jak ja robi sobie urlop od życia rodzinnego. Urlop od rodziny? Jak to okropnie brzmi. Rodzina? Dla mnie puste słowo.

***

Dni wlekły się niemiłosiernie. Napisałem do Kasi, potwierdziłem wyjazd. Zagadywałem ją jeszcze kilkakrotnie, ale odpisała jedynie: „Do piątku o 10:00. BEZ ODBIORU”. No i co ja mogłem więcej? Nie chce pisać, chce mnie nakręcić? Udaje jej się koncertowo.

Ewa dała się przeprosić. Sama też mnie przepraszała i widziałem, że jest jej głupio. Mówiła o tym, że grają jej hormony, że właściwie to nie wie co czuje.

- W jednej chwili jestem wesoła a sekundę później mam ochotę płakać – mówiła cicho, gdy leżeliśmy już w łóżku. - Najdziwniejsze, że nie czuję jeszcze dziecka, a już tyle się dzieje z moim organizmem.

- A ja przepraszam, że nie było mnie w gabinecie podczas badania. - Czułem, że to chce usłyszeć, że mówię to, czego potrzebuje kobieta w ciąży. - Widok tego plastikowego pałąka w prezerwatywie był jak… - szukałem odpowiedniego słowa – jakby cię ktoś na rożen nabijał!

- Oj, Przemek – zaśmiała się, obróciła twarzą do mnie. - To tylko aparat USG dopochwowego.

- Ale na filmach to wygląda inaczej.

- Tak, wiem – westchnęła. Zapach miętowego oddechu doleciał do moich nozdrzy. - Drugie badanie już tak będzie wyglądało. Pierwsze robią przez pochwę dla większej dokładności.

Zamilkliśmy, to było ostatnie o czym rozmawialiśmy przed snem. Kolejny dzień i następne przed piątkiem były wymianą oczywistości. Ustalenia dotyczące domu, zapowiedź dyskusji o przyszłej kuchni, czy pokoju dzieci. Cholera, nie urodziło się pierwsze, a ja mam już ustalać sprawy dotyczące kolejnych?!

Skupiałem się nad nadchodzącym piątkiem, wyjazdem i tym, co czeka mnie podczas weekendu. Dysonans pomiędzy radością przed wyjazdem i znudzeniem codziennością był tak ogromny, że mimowolnie zastanawiałem się nad tym, co będzie po powrocie.

Nareszcie nadszedł piątek. Spakowałem się w jedną walizkę w rozmiarach dopuszczalnych w samolocie, plus bagaż podręczny. Żegnałem się z Ewą. Całus w czoło, życzenia spokojnego weekendu i wyjście z domu ramię w ramię z ojcem.

- Zawieź mnie na lotnisko i powodzenia – wydał dyspozycję bez zbędnych pytań, żądania wyjaśnień. - Lot powrotny mam o dwudziestej trzeciej dziesięć w niedzielę.

- Będę.

Minimum rozmów, każdy z nas był w swoim świecie. Mimowolnie zastanowiło mnie, czy ojciec faktycznie leci do Paryża na targi, czy może na spotkanie innego rodzaju. Wolałem nie wiedzieć. Nie chciałem myśleć o nim podczas swojego wyjazdu.

O wpół do dziesiątej zaparkowałem przed wjazdem do strzeżonego osiedla gdzie mieszkała Kasia. Byłem zbyt wcześnie, ale może to i dobrze. Posiedzę i dzięki temu uspokoję się trochę. Kwadrans przed dziesiątą wysłałem wiadomość: „Jestem przed bramą”. Minęło pięć minut, Kasia nie odpisała, ja w efekcie zacząłem się denerwować. Po dziesięciu minutach, w czasie których co chwila spoglądałem na zegarek podskoczyłem w fotelu, gdy od strony kierowcy ktoś zastukał w szybę. Opuściłem ją, po chwili odpowiedziałem uśmiechem na uśmiech Kasi. Pochyliła się, do nozdrzy doleciał kwiatowy zapach jej perfum.

- Wjedź na parking dla gości – poleciła wskazując bramę. - Pojedziemy moim autem. Twoje by tego nie przeżyło.

Odpaliłem silnik, zaciekawiony potoczyłem Porsche za nią. Zaparkowałem, gdzie nakazała, odetchnąłem głęboko, wysiadłem.

Co mnie czeka? Czego zaznam przez te trzy dni? Czy to mnie zmieni?

Tknięty niepokojem rozejrzałem się wokoło. Odetchnąłem z ulgą. Na szczęście nigdzie nie dostrzegłem diabła.


Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    MariTH
    | Odpowiedz

    Sama nie mogłam się doczekać, kiedy już będzie piątek 😋🤣 a oni tylko wsiedli do auta 🙂 czekam dalej 😊😉

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      W sumie tak 🙂

      • K
        Karolina
        |

        W takim momencie??? I znów oczekiwanie w pełnym napięciu ❤❤❤

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Jutro rano kolejny odcinek 🙂

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Tatuś kryje synka, a przy okazji sam robi to co Przemek, obydwoje maja alibi. Ciekawe co Kaśka wymyśliła?

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Cierpliwości, Kochana 🙂

Napisz nam też coś :-)