fbpx

Piekło zmysłów (III)

with 6 komentarzy

Nic nie piszecie, to ja też bez wstępów 🙂


Rozdział 3

Pleć pleciugo

Minęły kolejne trzy miesiące, w czasie których zabierałem się za rozmowę z ojcem, jak pies do jeża. Widziałem, że jest zachwycony Ewą. Ona również zżyła się z moimi rodzicami i miałem wrażenie, że wypełniła jakiś brak w naszej rodzinie. Ojciec traktował ją jak córkę, której nigdy nie miał. Nie powiem, poczułem zazdrość, bo dla mnie nigdy nie był tak miły. Nie był to jednak wystarczający powód, bym godził się na związanie mojego życia z kobietą, do której niewiele czułem. Ot odrobina sympatii, trochę ciepłych uczuć i nic ponadto.

Niedzielny obiad z potencjalnymi teściami stał się ostatnio częstym elementem w miesiącu. Niepokoiło mnie to i byłem zdecydowany, że w tym tygodniu nie odpuszczę sobie i na pewno porozmawiam z ojcem. Muszę być pewny, że jest świadom tego, że nie zamierzam się żenić z Ewą. Jeśli miałoby to wpłynąć na relacje firmowe z jej ojcem to trudno. Stać go na to, nie musi budować imperium.

Dopijałem kieliszek poobiedniego wina. Mama kręciła się między kuchnią, a salonem donosząc kawę, lody, dolewając wina do opróżnianych kieliszków. Gosposia pomagała jej, starając się być niewidoczną. To mama miała błyszczeć jako gospodyni. Ewa pomagała jej, co jakiś czas podchodziła do swojego ojca, który z moim rozmawiał o czymś z ożywieniem. Patrząc na nich wszystkich z boku czułem, że to nie mój świat, że nie pasuję tutaj, że przytłacza mnie cała ta normalność i poukładanie.

Już od dawna wydawanie pieniędzy przestało przynosić radość. Jazda Porsche była przyjemna, ale spowszedniała mi, podobnie drogie zakupy. Stać mnie było na bardzo wiele, ale brakowało chęci posiadania. Zastanawiałem się, co będzie kolejnym etapem ogarniającego mnie otępienia. Przestawałem się cieszyć coraz większą ilością rzeczy. Niepokoiło mnie to. Może jednak wyolbrzymiam sprawę?

- Mam wam coś do powiedzenia! - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Ewy. - Wiem, że może powinnam poczekać, ale w końcu są tu sami swoi. - Potoczyła wzrokiem po wszystkich obecnych, na dłużej zatrzymując się na zapatrzonych w nią starszych mężczyznach. - Jestem w ciąży.

Poczułem, że grunt usuwa mi się spod nóg. Oto diabeł wychynął z piekieł i zaśmiał mi się w twarz, szydząc z mojego niezdecydowania i czekania z rozmową z ojcem na odpowiedni moment. Mogłem działać, gdy był na to czas. Powinienem był, ale tchórzyłem. Spotkała mnie za to kara, należało mi się. Z zaskoczenia wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła. To kieliszek, który wysunął mi się spomiędzy palców, spadł na podłogę, wino rozlało się, mieszając krwawymi cętkami z drobinami szkła.

- Ewuś! - Jej ojciec poderwał się, podbiegł do niej, zamknął ją w ramionach. - Dziecko!

Spojrzałem na mojego ojca, on patrzył na mnie i za cholerę nie potrafiłem odgadnąć jego myśli. Czy cieszył się, że oto realizuję jego plan i idę w wyznaczonym mi kierunku? Pewnie tak, stałem się oto kolejnym kamieniem węgielnym w jego interesach. Połączyłem dwie rodziny, dwie fortuny, dwóch silnych mężczyzn. Czy też się taki stanę? Cyniczny, władczy, nieczuły dla najbliższych?

- Będzie dobrze. - Ramiona mamy objęły mnie, obróciły twarzą do jej zapłakanej twarzy. - Musi być.

Nic nie musi – diabeł stanął za jej plecami. W jego czarnych oczach widziałem pogardę i pewność tego, że staję się oto własnością piekieł.

***

Przez kolejne dni towarzyszył mi jeden temat. Rodzice i przebywająca u nas Ewa rozprawiali o domu, który dla nas stawiano. Wydzielono działkę przylegającą do naszej i dowiedziałem się, że budowa zakończy się przed narodzinami dziecka. Fundament od dawna tkwił w ziemi, plany budynku były gotowe w momencie, gdy skończyłem czternaście lat. To dobijało, bo utwierdzało w umiejscowieniu mnie samego w rodzinnym planie. Rodzinny plan, dobre sobie. Coraz bardziej czułem się jak pionek i ktoś, kto nie ma nic do gadania.

Drugim bolesnym tematem był ten, że Ewa nie uznała za stosowne, bym jako ojciec dowiedział się o dziecku pierwszy. Po prostu wzięła moje w tym stanowisko za pewnik. Zrobiłem dziecko, więc będę przyporządkowany jej i koniec, kropka.

Kurwa! Jak ja się w tym wszystkim zgubiłem? Przecież mam dopiero dwadzieścia cztery lata! Firma, rodzina, dziecko i co dalej? Wmanewrowałem się w dorosłość na całego!

Stałem w drzwiach salonu i przyglądałem się trójce ludzi pochylonych nad stołem. Oglądali plany domu, na otwartym obok laptopie wizualizacje pomieszczeń. Kompletnie mnie to nie interesowało. Równie dobrze mógłbym mieszkać w rezydencji, co w szopie zaadoptowanej na dom mieszkalny.

Moja matka, Ewa, a pomiędzy nimi głowa tej rodziny, czyli ojciec. We troje tworzyli o wiele bardziej spójny obrazek, niż ja i rodzice. Nie wiedziałem co czuję. Nie chciałem się nad tym zastanawiać. Obawiałem się bólu istnienia. Musiałem wyjść z domu z dala od szopki, w jaką zmieniło się moje życie.

Wyprułem z podjazdu, wsłuchałem się w chrzęst żwiru wypryskującego spod kół. Cieszyłem się, że jest sobotni wieczór. Musiałem zresetować umysł, tego teraz potrzebowałem.

- Cześć Endriu – rzuciłem w zestaw głośnomówiący, gdy po drugiej stronie odebrał rozmówca. - Organizujesz dzisiaj jakiś melanż?

- Nie planowałem. - Ziewnął rozdzierająco, ja powtórzyłem po nim ziewnięcie. - Ale w sumie co szkodzi. Za ile będziesz?

- Jadę do ciebie. - Poczułem ulgę. - Będą dziewczyny?

- No te! - Chyba się oburzył. - Mówisz i masz.

Rozłączyłem się, przestawiając tryb myślenia i odbioru rzeczywistości. Jechałem na picie, pieprzenie i może ściągnięcie kreski.

Czas na reset.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    Oportunista z Przemusia 🙂 potem jak widać mu się zmieni, chociaż nie na lepsze :-)))

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dużo zmian go czeka 🙂

  2. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Jesteśmy, jesteśmy tylko żal było dzisiaj nie skorzystać z tak pięknej pogody na jakaś wycieczkę😊 a co do opowiadania to z Przemka niby dorosły facet a nie ma odwagi porozmawiać z ojcem, tchórz… jednak im więcej pieniędzy tym mniej radości i przyjemności z życia…

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      U mnie pogoda marniutka 🙂 A Przemusiowi wygodnie, więc siedzi na tyłku w swoim piekiełku 🙂

  3. G
    GABRIELA
    | Odpowiedz

    Ja na pewno jestem, wczoraj czytałam na czytniku i w końcu córcia pomalowała mi paznokcie. Przemek dla mnie jest żałosnym facetem, nie umie się postawić ojcu, wszyscy nim manipulują, nawet Ewa, może to nie jest jego dziecko, przecież używa prezerwatyw!!!! Jest słaby, bo tylko tacy ludzie odreagowują swoje żale w ten sposób co Przemek, czyli imprezy, seks i narkotyki, bo tam czuje się Panem 😬😬😬😬

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      I użala się nad sobą bez przerwy 🙂
      A co do paznokci, to zazdroszczę 🙂 Moi synowie raczej do malowania paznokci się nie nadają 🙂

Napisz nam też coś :-)