fbpx

Piekło zmysłów (XXXI)

with 6 komentarzy

Jak myślicie, co będzie dalej?
Jestem ciekawa, czy ktoś odgadnie 🙂


Rozdział 31

Plan

Kolejne dni były dziwne, a to za sprawą tempa jakie przyjąłem w załatwianiu spraw związanych z ukończeniem domu i przeprowadzką. Powodów było kilka. Po pierwsze ogarniało mnie obrzydzenie ilekroć spotykałem matkę, ojca, czy ciotkę. Mijałem ich wtedy szybko, nie wdając się w rozmowę, albo symulowałem zajęcie czymś. Momentalnie stawała mi przed oczami scena z sypialni i ich troje w akcji. Na szczęście wtedy nie zauważyli mojej obecności. I dobrze, nie miałem ochoty na konfrontację z matką. Coraz mniej szacunku do niej czułem i niestety pojawiło się również obrzydzenie. Wspomnienia z dzieciństwa powróciły nieprzerwaną falą. Jakby ten widok odblokował mnie i nie było odwrotu, bym zapomniał o tych wstrętnych obrazkach.

Plus moich działań był taki, że Ewa wyglądała na uradowaną całą tą sytuacją. Minusem był fakt, że zwyczajnie nie miałem czasu na napisanie do Kasi. Owszem, mógłbym skrobnąć jedno, czy dwa zdania, ale nie zdołałbym później odpowiedzieć. Może na szybko, ale wyczułaby to. Postanowiłem, że napiszę do niej wieczorem z łazienki. Wtedy będę miał spokój. Stało się inaczej. Ewie włączyła się ochota na seks, ja nie wiedziałem jak odmówić. Szybki numerek pod prysznicem nie wykończył mnie, ale nie umiałem po nim sięgnąć po telefon i napisać do Kasi. Następny dzień był tak intensywny, że nie zjadłem nic poza rogalikiem, wieczorem padłem jak długi. W czwartek nie wytrzymałem i zostawiając Ewę przy wzorniku z tapetami, skryłem się w niewielkim bistro i drżącymi palcami wpisałem jedno zdanie:

Nic nie piszesz. Wszystko ok?

Wysłałem i tyle zdążyłem. Rozradowana Ewa odszukała mnie, bym jej pomógł wybrać odpowiedni odcień tapety. Kurwa! Przecież ja ledwo rozróżniam kolory!

W piątek rano sprawdziłem messenger. Nie po raz pierwszy, ale chyba dwudziesty. Wiadomość odczytana, ale brak odpowiedzi. Dlaczego? Czy się obraziła? Miała prawo, ale nie do końca. Nie pisałem przez cztery dni. Powinienem był, ale nie umiałem.

Obraziłaś się?

Wysłałem i ze wzrokiem wbitym w ekran czekałem. Status Kasi zmienił się na aktywny, po chwili znów była offline. Zero odpowiedzi, żadnej reakcji.

- Co kurwa?! - zakląłem pod nosem.

- Coś się stało? - Ewa rozkołysanym krokiem weszła do łazienki. Dłońmi otulała okrągły brzuch.

- Nic takiego – mruknąłem, wygaszając ekran.

- Coś w związku z domem?

No tak. Dom najważniejszy. Sfokusowanie na temacie wicia gniazda. W sumie nie miałem się co dziwić. Bardziej dziwnym było to, że moje zainteresowanie domem co prawda miało miejsce, ale było pozbawione głębszych uczuć. Po prostu chciałem załatwić najważniejsze sprawy i przejść do układania sobie życia z Kasią.

- Z domem wszystko w porządku – uspokoiłem ją. Pionowa zmarszczka na czole wygładziła się. - Takie tam sprawy z pracy.

W ciągu dnia co chwilę zerkałem na telefon. Brak wiadomości przychodzącej. Kasia milczała, mnie trafiał szlag. Późnym popołudniem nie wytrzymałem i korzystając z chwili samotności, zamknąłem się w łazience i wybrałem numer Kasi. Jeden sygnał, drugi i kolejny. Nic, nie odbiera. A może coś się stało? Może dlatego zamilkła?

Kasiu! Czy coś się stało? Martwię się!!! Napisz coś błagam!

Naprawdę się martwiłem i było to dziwne, nowe, a zarazem cudowne uczucie.

Weź spierdalaj!

Odczytałem i poczułem równocześnie dwie skrajne emocje. Radość, że wreszcie odpisała i szok, bo nie rozumiałem o co jej chodzi.

O co Ci chodzi?

Szybko odpisałem i czekałem na odpowiedź modląc się, by nie kazała mi czekać do następnego dnia.

O gówno! Co, zachciało ci się dupczyć i nagle sobie o mnie przypomniałeś?

Znaczy - złości się, że o nią nie zabiegam. To chyba dobrze.

Cały czas o Tobie myślę! - Nie kłamałem.

Widziałam właśnie. Sorry, ale z mojego punktu widzenia wygląda to zgoła inaczej.

Mylisz się! - Przecież nie mogę jej powiedzieć, że wykańczam dom dla ciężarnej żony, by móc się z nią ze spokojniejszym sumieniem rozwieść. - To nie tak jak myślisz.

Ja jebie! Bardziej filmowego banału nie mogłeś wymyślić!

No tak, musiała dowalić.

Czy możemy się spotkać, albo chociaż zdzwonić? Wszystko Ci wytłumaczę. - Muszę ją udobruchać. Przeproszę ją, wszystko wytłumaczę i powiem część prawdy. Jeśli będzie trzeba, to nawet całą. Jestem na to gotowy!

Nie ma mowy! Nie chcę! Mówiłam Ci, że tak będzie. Myślałam tylko, że trochę później. Nie nadaję się na tą drugą, której wciska się bajeczki. Ostrzegałam Cię.

Jedno spotkanie, albo chociaż rozmowa. Proszę. - Żebrałem licząc, że ją przekonam. - Proszę!

Wróć do mojej pierwszej odpowiedzi i niech Ci ona służy na każde kolejne Twoje pytania i prośby.

Nie rozumiem. - Bo nie rozumiałem. - O czym mówisz?

Cyt.: „Weź spierdalaj”

I to było ostatnie, co napisała, po czym przeszła w tryb offline.

Siedziałem na niewielkim taborecie i kompletnie ogłupiały patrzyłem w wyświetlacz telefonu. I co ja mam teraz zrobić? Nie ma sensu bym dzwonił, bo nie odbierze. Pisać tym bardziej nie będę, bo jeśli nie zechce, nie odpisze.

- Muszę do niej jechać – szepnąłem, w głowie klarował się plan.

Wezmę samochód mamy, bo mój zbytnio rzuca się w oczy. Z resztą go zna, więc może chcieć uniknąć spotkania. Poczekam na parkingu przed wjazdem na jej osiedle, choćbym miał tam stać cały dzień. Jutro sobota, więc powinna być w domu. Miałem taką nadzieję. Jeśli nie będzie jej jutro, to w poniedziałek o szóstej rano zadokuję się przed wjazdem i w końcu ją spotkam. Choćby nie chciała i się wzbraniała, przekonam ją i powiem o planie rozwiedzenia się z Ewą. Pokaże jej, że biorę ją na poważnie i myślę o wspólnej przyszłości. Nawet, gdyby ta przyszłość miała być w osobnych mieszkaniach i Kasia zgodziłaby się jedynie na spotkania. Mama będzie pewnie załamana, ojciec możliwe że też się zmartwi. O dziwo byłem prawie całkowicie pewien, że najmniej tym wszystkim przejęta będzie Ewa. Bylebym ją ustawił finansowo i zapewnił bezpieczeństwo.

- Rano muszę jechać do kamieniarza – oznajmiłem, kładąc się w łóżku obok Ewy. - Chciał żebym wybrał odcienie marmuru.

- Mam jechać z tobą? - Ewa obróciła się do mnie twarzą.

Kurczę, ona naprawdę jest piękną kobietą. Dlaczego los zetknął nas w tak głupim miejscu wszechświata? Kompletnie niedopasowani, tak różni i oboje złaknieni miłości. Ewa skupiała się na miłości do dziecka, ja na kimś, z kim ją zdradzałem.

- Nie ma potrzeby. - Ziewnąłem, ustawiając budzik na piątą rano. - Długa droga, później nudne wybieranie kamieni. Pewnie zejdzie mi kilka godzin, może nawet cały dzień. Nie ma sensu, żebyś narażała się na takie niewygody. Siebie i dziecko – dodałem, jej wzrok złagodniał.

- Jesteś kochany.

Czy ona to naprawdę myśli, czy to po prostu taki małżeński zwrot grzecznościowy?

- Dobranoc. - Zgasiłem światło po swojej stronie łóżka, obróciłem się do niej plecami.

Obawiałem się, że podekscytowanie przeszkodzi mi w zaśnięciu. Myliłem się. Układałem sobie w głowie zdania, którymi będę próbował przekonać Kasię o swoich zamiarach. Nim doszedłem nawet do wytłumaczenia swojej i Ewy sytuacji i ciąży, o którą też zamierzałem zadbać, usnąłem.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Skad my to kobietki znamy? 🤔
    Caly plan ulozyl w glowie, slowa nie powiedzial, nie odzywa sie kilka dni, a potem zdziwienie, ze kobita w…🤬na!!! Mimo jego dobrych zamiarow☝️
    Typowy facet🤦‍♀️

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Taaaak i to zdziwienie 🙂

  2. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    I dobrze mu tak😁😁😁 a na ciąg dalszy czekamy z niecierpliwością😊😊😊 Myślę, że z Kasia nie pójdzie mu tak lekko, i dobrze niech się trochę postara😉😉😉

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Komplikacje gwarantuję 🙂

  3. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Przemek , jak widać pokazał swoim zachowaniem w stosunku do Kasi, że w ogóle nie zna kobiet i nie umie z nimi dobrze postępować, ale wcale się temu nie dziwię, bo nikt go tego nie nauczył. On naprawde pochodzi z Marsa:(

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Masz absolutną rację 🙂

Napisz nam też coś :-)