fbpx

Piekło zmysłów (XXXII)

with 8 komentarzy

Jak myślicie, co będzie dalej?


Rozdział 32

Walka

Rano wstałem nim zadzwonił budzik. Szybkie ubranie się, kurs do kuchni po kawę na wynos i odwrót tuż przed drzwiami, gdy usłyszałem głos mamy. Rozmawiała z ciotką. Na cholerę wstały tak wcześnie? Nie chciałem się na nie natknąć, a tym bardziej z nimi rozmawiać. Zrobiłem w tył zwrot i już mnie nie było.

Jadąc tworzyłem możliwe scenariusze. Jeden z nich przewidywał Kasię, która idzie po zakupy i trafia na mnie. Miałbym ją zaczepić na chodniku? Zły pomysł. Wyminie mnie i pójdzie dalej. Mam się wczuć w to co mówię idąc obok niej? Słabo. W drugim czekam, by wróciła i idę za nią. Czy wpuści mnie do klatki? A może każe mi spadać i tyle mojego?

Postanowiłem, że pójdę na żywioł. Zobaczę, jak się potoczy sytuacja. Zaparkowałem opodal bramy wjazdowej na osiedle i czekałem. Obserwowałem ludzi przechodzących obok auta i samochody wyjeżdżające z osiedla. A co, jeśli gdzieś wyjechała? A może jest w swojej chacie i nie zobaczę jej dzisiaj. Może ma kochanka i to z nim spędza tam czas? Mówiła, że nie przywozi tam facetów, że byłem wyjątkiem. Cholera, jak bardzo chciałem w to wierzyć!

Po godzinie wypatrywania oczu, przeanalizowaniu architektury budynków mieszkalnych, które miałem w zasięgu wzroku i wszystkiego, co dało się obejrzeć bez tracenia z oczu wyjścia i wyjazdu z osiedla, zobaczyłem ją.

Można powiedzieć, że trafił we mnie piorun i dopiero gdy minęła auto, nie spoglądając na szczęście w moim kierunku, wypuściłem wstrzymywane powietrze i rozluźniłem spięte mięśnie. Cholera, miałem szczęście. Wystarczyło, by uniosła głowę znad zegarka, w którym coś ustawiała, a dostrzegłaby mnie. Nie zrobiła tego i chwała bogu! Zgłupiałem tak bardzo, że nie byłem w stanie w żaden sposób zareagować. Po prostu patrzyłem na kobietę, którą najchętniej wciągnąłbym do auta, wywiózł do jej chatki w lesie i nie wychodził z niej – w sensie chaty i samej Kasi – do końca życia.

Nie ruszyłem się, bo nie taki miałem plan. Wyglądało na to, że wychodzi pobiegać. Idealnie. Poczekam aż wróci i pójdę za nią. Dowiem się gdzie mieszka i nawet jeśli mnie nie wpuści do mieszkania, będę mógł wymyślić krok następny.

Kasia podskoczyła kilka razy, pokręciła głową, rozruszała ramiona, po czym ruszyła biegiem przed siebie. Dobrze, będę miał chwilę na ogarnięcie się i dojście do siebie.

Po blisko godzinie, w czasie której siedziałem jak na szpilkach zobaczyłem, że wraca. Tym razem nie ryzykowałem zdemaskowania mnie. Położyłem się na miejscu pasażera, przechylając w bok i tak przeczekałem moment, gdy mijała mój samochód. Całą siłę woli wykorzystałem do tego, by nie wysiadać z auta i nie pobiec za nią. Dopiero gdy zniknęła za betonowym witaczem przy wjeździe, wysiadłem i symulując spokój poszedłem za Kasią. W czarnych obcisłych spodniach sportowych i jaskrawo niebieskiej kurtce wyglądała bajeczne. Sam seks i piękno. Szła sprężystym krokiem, ja trzymałem się w bezpiecznej odległości tak, by móc się próbować chociaż ukryć w przypadku, gdy się odwróci i obejrzy za siebie. Po co miałaby to robić? Liczyłem, że nie stanie się tak.

Mijała idącego po chodniku w przeciwnym kierunku faceta. Ten uśmiechnął się, coś odpowiedział, obejrzał się za nią, gdy ją minął. Wiedziałem, że patrzy na jej zgrabny tyłek. Gdy mnie mijał, widziałem w jego oczach błysk zainteresowania. Znałem ten wyraz oczu. Oznaczał chęć posiadania, był czysto instynktowną reakcją. Miałem ochotę zmazać mu cień uśmiechu z twarzy i wgnieść mu go razem z zębami w głąb czaszki. Patrzył na moją kobietę. Nie ma do tego prawa. Kasia należy do mnie!

Zatrzymałem się gwałtownie i przylgnąłem plecami do ściany budynku w momencie, gdy przystanęła nagle. Wcisnąłem się w wykusz modląc się, by mnie nie zauważyła. Usłyszałem zamykające się drzwi i spanikowałem. Cholera, jak teraz wejdę do budynku? Skąd będę wiedział, które mieszkanie jest jej?

Wszedłem do wiatrołapu i zawisłem z dłonią przed domofonem. Kurwa, te nowoczesne osiedla! Srebrną powierzchnię domofonu pokrywały przyciski z numerkami po lewej, a po prawej kratka głośnika. Nic poza tym. Pieprzone Rodo! Ludzie mają jobla na punkcie prywatności! Wcisnąłem guzik przy najwyższej liczbie i czekałem.

- Halo – odezwał się zaspany głos.

- Dzień dobry, ja z poczty – palnąłem, licząc na nierozgarnięcie osoby po drugiej stronie i nie połączenie faktu, że w sobotę pracownicy poczty nie roznoszą korespondencji.

Zabrzęczał zamek, ja byłem w środku. Odetchnąłem z ulgą, ale tylko na chwilę. Podbiegłem do windy i ta na szczęście jechała ona w górę. Zatrzymała się na trzecim piętrze, ja modliłem się, by tam była Kasia. Wbiegłem na wskazane piętro, biorąc po dwa schody naraz. Na trzecim byłem zdyszany, ale na szczęście zdążyłem. Drzwi po prawej stronie były uchylone, właśnie się zamykały. Podbiegłem do nich, pchnąłem, pakując się do przedpokoju. Kasia krzyknęła, zamachnęła się ramieniem, zamarła w bezruchu.

- Popierdoliło cię?! - krzyknęła, uderzając mnie w pierś. - Co ty wyprawiasz?!

- Chciałem porozmawiać, ale ty nie chciałaś. - Uśmiechnąłem się widząc rumieńce złości i pałające nią oczy Kasi. Dyszałem, oglądając piękne zjawisko jakim była. - Spławiłaś mnie, to musiałem się wcisnąć na siłę.

- Czego chcesz? - Podparła się pod boki, nie zaszczycając mnie życzliwym słowem, czy choćby spojrzeniem.

- Chcę się wytłumaczyć, czemu się nie odzywałem.

- Ni ma mowy! - Uniosła dłonie, gestem uciszając mnie. - Zachowaj te głodne kawałki dla innych idiotek! Tak się właśnie traktuje kochanki, okłamując je, albo się tłumacząc z braku czasu. Mówiłam ci o tym!

- Nie zamierzam cię traktować jak kochankę. - Dla odmiany mówiłem bardzo cicho. - Może co najwyżej fizycznie, rżnąc cię jak kochankę.

Mówiąc to, zbliżyłem się do niej. Nie odpowiedziała nic, ale nie odsunęła się też. Zajrzałem jej w oczy. Źrenice rozszerzyły się, usta rozchyliły, jakby w oczekiwaniu na pocałunek. Przyciągnąłem ją do siebie czując, że momentalnie twardnieję. Ciepły zapach ciała uderzył w nozdrza, przypominając tamten dzień w chacie. Była równie spocona, mokra i cała moja. Wcisnąłem dłoń pod gumkę spodni, objąłem jędrny pośladek. Mruknęła, zadrżała, nie odsunęła się.

- Jak ja za tym tęskniłem – szepnąłem, pochylając się, sięgając ustami do słonej skóry na szyi. - Do twojej słodkiej cipki.

- A spadaj od mojej cipki! - krzyknęła, odpychając mnie gwałtownie, ja w efekcie zatoczyłem się w tył, omal nie tracąc równowagi. - Tak to sobie wymyśliłeś? Słodkie słówka i szybki seks przy ścianie? Wracamy do początku, jak tam na strychu? Pukniesz mnie na szybko i do zobaczenia za tydzień?

- Nie miałem takiego zamiaru! - O czym ona mówi? - Co robię źle?

- Ty jesteś zły! - Podeszła do mnie, zaciskając dłonie w pięści. - Było fajnie, ale wybacz, nie wierzę w to co mówisz. - Oczy zwęziły się, ściągnęła usta, cedząc cicho słowa. - Jesteś durniem jeśli myślisz, że uwierzę w twoje bajeczki. Widziałam to u mojej przyjaciółki. Mówiłam ci o tym. Teraz jakbym patrzyła na jej kalkę. Wyjdź stąd! - Wskazała drzwi za moimi plecami.

- Nie ma mowy. - Pchnąłem drzwi, zatrzaskując je z hukiem. - Wysłuchasz mnie!

- Nie mam zamiaru! - Uderzyła otwartą dłonią w moją pierś. - Wyjdź stąd, albo będę wołała pomocy!

- A krzycz ile chcesz. - Zaśmiałem się. - Wezmę cię siłą, a ty będziesz prosiła o więcej

Dlaczego to powiedziałem? Przecież nie zamierzałem…

I tu myśl urwała się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z tym wyjątkiem, że różdżką była dłoń, którą Kasia na odlew przywaliła mi w twarz. Odrzuciło mi głowę w bok, zatkało doszczętnie.

- I tak się ciebie powinno traktować. - Podparła się pod boki. - Lać, jak małe dziecko, bo tak się właśnie zachowujesz. - Dźgnęła mnie palcem w pierś. - Jak zasmarkany gówniarz, który wyciąga łapy po zabaweczkę. Nie łapy, ale fujarę!

I zamilkła, jakby czekała na moją reakcję. Ja zareagowałem odruchowo, a stało się to z kilku powodów. Po pierwsze uderzenie w twarz podniosło poziom agresji. Po drugie wyzwała mnie od gówniarzy, a to uruchomiło wspomnienia z dzieciństwa. Po trzecie chciałem ją uciszyć. Nim opanowałem odruch, moja dłoń wylądowała na jej policzku, klaśnięcie wnętrza dłoni o skórę wypełniło przedpokój.

Zamarliśmy, ja chyba nawet skamieniałem. Nim zdążyłem zastanowić się nad tym, jak ją przeprosić, gdy silne uderzenie w szczękę rzuciło mną o ścianę. To była pięść Kasi, którą ta wycelowała w moją brodę. Przywaliła z takim impetem, że odbiłem się od ściany, w ustach poczułem smak krwi. Wystrzał adrenaliny poskutkował tym, że odepchnąłem się od ściany, przyciągnąłem Kasię do siebie, zakleszczając w uścisku i wpiłem się w jej usta. Broniła się, starając mnie odepchnąć. Nie miała szans. Za słaba była i zbyt drobna przy mnie. Podciąłem jej nogi swoją i asekurując położyłem na chłodnej posadzce. Klęła, starając się dosięgnąć mnie pięściami, może paznokciami. Skupiłem się na tym, by zdjąć z niej kurtkę i bluzkę. Szarpnięciem podciągnąłem ją na tyle wysoko, by odsłonić brzuch i okryte sportowym stanikiem piersi. Klęła, wyzywając mnie, ale miałem to gdzieś. Gdy unieruchomiłem ją w kokonie bluzy, z której podciągnięciem, lub zdjęciem się zmagała, by cokolwiek widzieć i mieć możliwość manewru, zabrałem się za dolne odzienie. Złapałem jedną z obutych stóp, którą wierzgała i zdjąłem z niej buta, pociągnąłem nogawkę.

- Ty chuju! - warczała, starając się rozpiąć suwak, który uwięził jej głowę w luźnym materiale bluzki. Ja w tym czasie zdjąłem z niej spodnie wraz z bielizną i drugim butem, odpiąłem swoje spodnie, wyswobadzając sztywnego do bólu kutasa. - Ty zbolały…

I urwała, gdy mocnym pchnięciem wbiłem się w jej wnętrze. Była mokra, przez jej ciało przetoczyło się drżenie. Sięgnąłem do bluzki, by pomóc jej się z niej uwolnić. Chciałem widzieć jej twarz, poczuć smak ust i pieszczotę języka. Złapałem materiał w palce i szarpnąłem, roztargując go. Zamarłem, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Widziałem miłość i dałbym się pokroić za to, że Kasia mnie kocha. Tak właśnie widziałem to, czym pałało spojrzenie błękitnych oczu.

- Kocham cię – wyszeptałem bez zastanowienia.

Przyciągnęła moją twarz, spragnione usta wreszcie smakowały jej wargi, mogłem oddychać wydychanym przez nią powietrzem. Poruszyłem się w niej, z gardła Kasi wyrwał się najpiękniejszy odgłos, jaki mogłem w tym momencie usłyszeć. Przyciągnęła mnie dłońmi ponaglając, mnie nie trzeba było prosić. Poruszałem się coraz szybszymi pchnięciami, Kasia witała je stęknięciami, te przerodziły się w szloch. Pomieszanie zachwytu i cierpienia zlało się w tym dźwięku w jedno.

- Tak! - krzyknęła drżąc, napinając się cała.

Mnie od szczytu dzieliły ledwie sekundy. Objąłem jej głowę dłońmi i z ustami przy jej wciąż szeroko rozchylonych wargach szczytowałem z krzykiem, którego nie próbowałem nawet stłumić. Zastygłem i tylko biodra drżały, ja zniknąłem, zmieniłem się w rozbite, czy raczej rozszalałe atomy.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Co to bylo⁉️😱🙉🙊
    No Monika dalas czadu co za emocje ☺️

    • E
      EroticBooksLover
      | Odpowiedz

      No No No , zawsze mieszanka złości i pożądania prowadzi do zajebistego sexu.

      • Monika Liga
        |

        😀 😀 😀

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dziękuję :-*

  2. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Oboje dali czadu. Mówi się, że po kłótni kochanków, seks jest najlepszy. Przemek sie odłonił przed Kasią, wyznał jej miłość pod wpływem emocji,ale czy to wystarczy by Przemek zostawił żonę i swoja popieprzoną rodzinkę?

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      On to by pewnie i zostawił, ale co na to rodzinka?

  3. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    O kur..😮😮😮Co tutaj się wydarzyło??? Monika, ty to potrafisz nas zaskoczyć. I do tego w takim momencie urwać. A może jeszcze dzisiaj kolejną część?

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Dzisiaj to już raczej nie :-*

Napisz nam też coś :-)