Piekło zmysłów (XXXX)

with 4 komentarze

W weekend koniecznie wpadajcie na naszą motylową stronę!
A dzisiaj u Przemcia kulturalna rozmowa przy obiedzie. Ciekawe, ilu z Was zdażyły się równie "ciekawe" tematy przy stole? Ja pamiętam podobne sytuacje przy okazji urodzin dzieci. A Ty?


Rozdział 40

Przy stole

- Gospodyni pierwsza klasa! - Ojciec uniósł kieliszek z winem w ramach toastu na cześć Ewy. - Wszystko pyszne, piękne, że aż trudno uwierzyć, że jesteś w tak zaawansowanej ciąży!

- Dziękuję. - Policzki Ewy pokraśniały.

Zamilkła, zwieszając głowę, jakby przyjęcie komplementu kosztowało ją bardzo dużo. Niosła właśnie tacę z maleńkimi przekąskami.

- Możesz postawić na środku stołu? - Podała mi srebrny talerz, ja ułożyłem go pomiędzy innymi, gęsto pokrywającymi blat. - Z takim brzuchem bym raczej nie sięgnęła. Albo zaczęłabym rodzić – parsknęła, jakby chciała ukryć zakłopotanie.

Od przeszło dwóch tygodni mieszkaliśmy w nowym domu. Pięknym, wygodnym i fantastycznie cichym. Bez rodziców, ciotki i kucharki. Jedyną pomocą były dwie sprzątaczki. Ewa uparła się, że sama będzie gotować i musiałem przyznać, że ma do tego talent. Z godnym podziwu zapałem spędzała godziny w kuchni, przerywając tylko po to, by przynieść mi coś do skosztowania.

Kasia nie odezwała się i nie odczytała mojej krótkiej wiadomości. Widać chciała, bym zniknął z jej życia. Cóż, trudno. Byłem miłym przerywnikiem w potoku facetów i stałem się zbędny w momencie, gdy okazało się, że nie będzie z tego kasy. Musiałem się z tym pogodzić, taka rzeczywistość.

Przyglądałem się Ewie ukradkiem i przyznałem przed samym sobą, że nie zasługiwałem na taką kobietę. Za dobra dla mnie, zbyt opiekuńcza i nakierowana na dogadzanie mi. Cóż, przynajmniej dziecko skorzysta. Będzie miało opiekuńczą, nie zboczoną matkę. Nie to co ja i moja matka. Ech.

- Przemek, co postanowiliście? - Głos ojca wyrwał mnie z zamyślenia.

- W jakiej sprawie? - Zamrugałem, odpędzając myśli.

- Porodu oczywiście!

Patrzyłem na oburzoną twarz ojca, nie rozumiejąc pytania.

- Poród będzie. - Wzruszyłem ramionami. - Co tu postanawiać?

Widziałem rozbawienie w oczach matki i irytację na obliczu ojca. O co mu chodziło, tego się pewnie dowiem. Miałem nadzieję, że jakoś przetrwam ten rodzinny spęd w naszym domu. Rodzice, teście i my. Parodia zgranej rodziny. Wszyscy w miarę uprzejmi, każdy stara się podtrzymać rozmowę i dobry nastrój.

- Ale czy naturalny, czy przez cesarskie cięcie? - tłumaczyła mama.

- To chyba decyzja Ewy i lekarza – odparłem. - Prawda?

Mama spuściła wzrok, jakby tym samym chciała uniknąć odpowiedzi, a może po prostu ukrywała rozczarowanie, że to nie ja stanowię o takich sprawach.

- Uważam, że przy takiej młodej i zdrowej dziewczynie naturalny poród jest najlepszy dla dziecka. - Ojciec wygłosił swoją opinię zdecydowanym głosem. - Najbardziej naturalne i nieinwazyjne.

- Myślę, że moja córka sama o tym zdecyduje – rzucił teściu, przesyłając mi pełne aprobaty spojrzenie. - Inwazyjne to są dywagacje na ten temat przy stole.

Ewa nie odpowiedziała nic. Zacisnęła usta, jakby nie chciała pozwolić uciec słowom. Wstała, po czym bąkając coś o dzbanku z sokiem, wyszła z salonu i skryła się w kuchni. Rozumiałem ją. Też najchętniej opuściłbym to „przyjęcie” i zaszył się w innej części domu. Czy rozmowy przy rodzinnym stole zawsze muszą dotknąć nadwrażliwych tematów? Cholera!

- Ale to prawda. - Matka upiła łyk wina, po czym nakryła dłonią nadgarstek ojca. - Naturalny poród jest najwłaściwszy.

- Dla kogo? - Do dyskusji włączyła się teściowa. - Na pewno nie dla matki. Szczególnie, gdy dziecko jest tak duże.

Ruchem głowy wskazała wyjście do kuchni, sugerując Ewę i przyszłego wnuka. Faktycznie, młody ponoć był wyjątkowo dorodny – swoją drogą dziwne określenie w ustach ginekolog - i mógł co nieco narozrabiać w drodze na świat. Podczas wizyty u lekarza wyłączyłem umysł w momencie, gdy rozmowa zeszła na temat nacinania krocza i możliwych powikłań. Postanowiłem być podporą dla Ewy, ale nie chciałem decydować o jej ciele. Nie jestem na tyle popierdolonym dupkiem, by rościć sobie do tego prawo.

- Kobiety w takim momencie życia są rozstrojone hormonalnie, a ich decyzje są nieracjonalne – wygłosił ojciec podniosłym głosem. Przybrał ton, jak ksiądz wygłaszający kazanie. - Nie po to natura wymyśliła poród siłami natury, żeby człowiek rozcinał jej brzuch i wyjmował dziecko!

- Więc może niech natura leczy wypadającą macicę i wysiłkowe popuszczanie moczu, a człowiek niech się nie wtrąca. - Oczy teściowej zwęziły się, ciskały pioruny.

- A kto powiedział, że akurat ją to dotknie? - Ojciec wyprostował się i widać było, że najchętniej wstałby i zaczął chodzić po pokoju jak zwykle, gdy się unosił. Czyli tak, jak w tym momencie. - Dziewczyna jest młoda, silna, a to jej pierwszy poród!

- Dlaczego to mężczyźni chcą decydować o ciałach kobiet?! - Teściowa podniosła głos, wzburzenie malowało się na twarzy. - Czego męska część świata tak bardzo się w nas boi, że chce o wszystkim decydować?

- Czyli o czym? - Twarz ojca stężała.

Reszta nas przysłuchiwała się tej ostrej wymianie zdań, przeskakując z twarzy na twarz rozmówcy, jak podczas turnieju ping ponga.

- W jednym miejscu globu wycina się łechtaczki, żeby kobiety nie opętał szatan – wyliczała, wyłamując sobie palce. - W innym odbiera się im prawo głosu, każe zakrywać twarz i włosy. W naszym nakazuje nosić obarczone śmiertelnymi wadami ciąże, traktuje kobiety jak inkubatory i co?! O wszystkim tym decydują mężczyźni, którzy nie mają prawa wypowiadać się o kobiecym ciele! Ha! - Nie wytrzymała rozsadzającej ją energii. Wstała, odsuwane krzesło zaszurało głośno. - Większość swoich decyzji podpieracie argumentem, który jest wyssany z palca! - Swój uniosła, by podkreślić moc wypowiadanych słów. - Hormony! Nami żądzą hormony, więc trzeba decydować za nas! Mamy nosić w ciele martwe ciąże, rodzić je, a później pochować! Ewentualnie żyć z cierpiącym, nic nierozumiejącym maleństwem i liczyć na to, że ojciec je pokocha i nie opuści przez tych kilka miesięcy, czy lat do przedwczesnej śmierci. Mamy cierpieć w imię prawa, które ustanawiają mężczyźni, nieznający kobiecego ciała i psychiki. Mężczyźni, którzy boją się kobiet!

- Że ja się boję kobiet?! - Ojciec wstał gwałtownie, z impetem odsuwając krzesło.

To przechyliło się i z hukiem runęło, przechylając się do tyłu. Zaskoczona Ewa stanęła w drzwiach z miską wypełnioną sałatką, zamarła i w ciszy przyglądała się dyskusji, której zapalnikiem było jej ciało.

- Ja kocham kobiety! - wysyczał, ślina zebrała mu się w kąciku ust.

- I to z miłości wtrącasz się w decyzje dotyczące ich ciał?

Byłem pełen podziwu dla waleczności teściowej i zazdrościłem Ewie matki. Tego, że miała swoje zdanie i potrafiła go bronić.

- Bo hormony… - zaczął i urwał, jakby dotarło do niego, że ten argument jest jednak niewystarczający.

- A wy ich nie macie? - Teściowa oparła dłonie na stole po bokach talerza, pochylając się do przodu, ściszając głos. - Wasze hormony są lepsze i nie wpływają na podejmowane decyzje? Krzysiek, czy ty naprawę nie widzisz, jak niesprawiedliwe to jest w stosunku do nas? - Wyglądała jak sprinterka przykucnięta w blokach, gotowa do startu. Napięta, gotowa do walki, skupiona. - Męska część świata od wieków panoszy się, starając się nas uciszyć, zniewolić i narzucić to, jak mamy myśleć, wyglądać i co robić z własnymi ciałami! Twój syn – wskazała na mnie, lecz spojrzenie wciąż miała wbite w poczerwieniałe z emocji oblicze ojca – jest bardziej empatyczny i całe szczęście, że to on jest moim zięciem! Rozstrojenie hormonalne? Naprawdę tak myślisz? To by ci wystarczyło do tego, by zmusić moją córkę do zrobienia czegoś wbrew jej woli?

Zapadła cisza tak gęsta i pełna napięcia, iż czuło się, że można by ją kroić nożem. Gdyby zgasić światło, byłoby pewnie widać przeskakujące pomiędzy nimi iskry wyładowań elektrycznych.

- Tak. - Jego twarz stężała, dłonie zacisnęły się, mnąc biały obrus. - Kobieta powinna znać swoje miejsce w szeregu. To mężczyzna od zawsze rządził światem i to się nie zmieni. Na pewno nie w moim domu.

- To nie jest twój dom, tato – wszedłem mu w słowo widząc, że ta rozmowa zmierza donikąd. - I to nie twoje dziecko i żona. Masz swoją i jeśli mamie to odpowiada, to niech poddaje się twojej woli. Ona i ciotka – dodałem z mocą wiedząc, że utnę tym dyskusję. Miałem rację. Twarz ojca stężała. I tak jak otworzył usta i nabrał powietrza, żeby odpowiedzieć, tak teraz je zacisnął, jakby wstrzymując potok słów. - Jeśli Ewa chce rodzić przez cesarskie cięcie, to nie będę jej od tego odwodził. A co do hormonów, to one żądzą obiema płciami na równi. Kobiety są tak samo opanowane co my, a często wiedzą lepiej, co jest dla nas dobre, niż my sami.

Mówiąc to patrzyłem na teściową, ale myślałem o Kasi. Jej twarz prześladowała mnie mimo, że bardzo chciałem o niej zapomnieć. W tym momencie przypomniała mi się chata i to, jak przywiązała mnie do łóżka. To ona pokazała mi, czego pragnę i jak bardzo myliłem się, jeśli chodzi o moje potrzeby. Nie rodzice, ale ona właśnie odkryła przede mną moje pragnienia. W tej sekundzie zdałem sobie sprawę, jak bardzo za nią tęsknię. Irracjonalny strach zacisnął mi się na gardle, bo przecież miałem jej już nie zobaczyć. Pokochałem ją, a ona mnie odtrąciła. Co czekało mnie w życiu bez niej? Czy z Ewą mam szansę na stworzenie czegoś choć odrobinę podobnego? Chciałbym wierzyć, że tak. Nie łudziłem się jednak.

- Jedzmy już. - Ewa podeszła do stołu, po czym postawiła na stole dzbanek z sokiem i usiadła obok mnie. - Smacznego wszystkim.

Nikt nie wypowiedział już ani jednego słowa w drażliwym temacie. Zajęliśmy się konsumowaniem czegoś, co zdecydowanie zasługiwało na o wiele większą atencję. Niestety humory popsuły się, przez co nie skupialiśmy się już tak bardzo na smaku i pięknym podaniu potraw. Dłubałem leniwie w talerzu, czując się niezakotwiczony w rzeczywistości. Przez moją głowę przemykały dziesiątki scenariuszy dalszego życia. Niestety, żaden z nich nie był radosny, a wszystko dla tego, że nie zakładał prawdziwej miłości.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Cieszy mnie, że Przemek stałą w obronie kobiet, a tym samym swojej żony. Dla mnie jednak ojciec Przemka coś za bardzo się wtrąca w poród synowej. Ja dalej obstawiam, że to jest dziecko jego ojca, a nie Przemka. Przemek nigdy nie będzie szczęśliwy w tym małżeństwie i wiemy z poprzedniej części, że jego małżeństwo nie przetrwało.

  2. J
    Julita
    | Odpowiedz

    Brawo dla mamy Ewy bo dobrze gada.
    I tylko tej Ewy szkoda bo nawet jeżeli by leciała na kasę to ona też została zmuszona do ślubu itp a mąż ja zdradza.
    Więc nie tu nie ma co ratować czy sie starać bo póki co robi to tylko Ewa a on i tak znowu ja zdradzi.
    Chyba że wyjdzie iż ona też nie jest mu wierna czy że dziecko jest kogoś innego wtedy są siebie warci

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A mnie akurat Ewy nie szkoda. Na serio jako kobieta nie widzi, że mąż ją nie kocha? No ludzie…
      Za to szkoda mi Przemka i mam nadzieję, że w końcu pierdolnie tym wszystkim :-))

  3. k
    kaska
    | Odpowiedz

    Z cyklu nie znam sie…ale sie wypowiem.
    Najlepiej .
    Jak specjalista od zdobywania k2 mmona zostac, samemu zostajac aplinista, itp.itd.
    To nie znam przypadku gdy faceta, ktory mialby prawo sie wypowiqdac takim tonem w opraciu o osobiste doświadczenia

Napisz nam też coś :-)