fbpx

Piekło zmysłów (XXXXII)

with 3 komentarze

Od razu uprzedzam, że nie ma tu makabry i powikłań porodowych. Ja nie z tych, co przedstawiają poród, niczym makabrę piłą łańcuchową. Jako nastolatce, moja ciotka opowiadała mi o swoim porodzie, niczym o fragmencie najkrwawszego horroru mimo, że urodziła siłami natury i bez powikłań. Gdy sama doszłam do momentu porodu, wszystkie jej opowieści wyświetlały mi się w głowie i powiem Wam, że zrobiła mi tymi opowiastkami niezłe ała. Nie rozumiem kobiet, które przedstawiają poród, niczym atak obcych. Jasne, że to największy ból w życiu i osobiście nie widzę w tym nic uduchowionego, ale naturalny proces poczęcia, ale niektóre kobiety PRZESADZAJĄ. Rozumiem, gdy chcą unaocznić swoje cierpienie partnerowi, ale niestety zbyt często straszą przy tym inne kobiety, które kiedyś będą być może w tej samej sytuacji. I pewnie, że są baaaardzo różne przypadki, ale powiem Wam, że najbardziej utkwił mi w głowie obraz jednej z kobiet w mojej sali szpitalnej. Urodziła, na drugi dzień zaczęła się w miarę normalnie przemieszczać, ale wszystko zmieniało się w momencie, gdy w odwiedziny przychodził jej mąż. W chwili, gdy wchodził do sali, kobieta "traciła" władzę nad ciałem. Bolało ją wszystko, nie potrafiła wstać z łóżka i wyła z bólu. Objawy mijały w sekundzie po wyjściu jej męża. 

I żeby nie było! Zawsze, ale to zawsze gdy oglądam w filmach scenę z porodem, to płaczę 🙂 Przy pisaniu tego też 🙂 Bo to WIELKA chwila 🙂

ps. jeśli kupiłaś/łeś "Zimny ogień" i nie dotarł do Ciebie plik e-booka, to proszę napisz do mnie na motylewnosie@gmail.com i podaj numer zamówienia, to wyślę Ci plik w te pędy :-*


Rozdział 42

Już

Nie byłem przygotowany na to, czego właśnie doświadczałem. Chyba żaden przyszły rodzić nie jest.

Dojechaliśmy do szpitala w kwadrans. Ewa co chwila mnie ochrzaniała, że mam zwolnić, ale panika co rusz wciskała moją stopę w pedał gazu. Nie krzyczała, a jedynie ciężko oddychała i co jakiś czas cicho pojękiwała. Narastająca panika stukała mnie zimnym paluchem po skroni skrzecząc, że w ciągu tej nocy wszystko może pójść nie tak. Mogę wpaść w poślizg, jak w niejednym filmie, lub inne zbłąkane nocą auto wjedzie w nasze. Kierowca przyśnie i przeoczy zmianę koloru świateł. W szpitalu nie będzie dobrych lekarzy, bo wszyscy będą zajęci, albo zabraknie prądu i Ewa będzie rodziła po ciemku i bez potrzebnej aparatury.

- Zwolnij! - Ewa wysyczała przez zęby, po czym znów skupiła się na oddechu. - Chyba, że zamiast na porodówkę, chcesz żebyśmy trafili na urazówkę!

Zdjąłem stopę z gazu równocześnie stwierdzając, że obecne auto nie nada się do codziennej jazdy. Już teraz Ewa z ledwością wsiadła, czy raczej wpadła do Porszaka. Czy przeobrażę się w ojczulka, który zamieni wersję sportową na vana? Nie, na pewno nie, ale będę musiał kupić drugie auto.

Przed szpitalem wkurwiłem się, gdy pokierowano nas na parking i stamtąd miałem przybiec po wózek inwalidzki dla rodzącej. Ewa upierała się, że dojdzie do szpitala o własnych siłach, ale nie pozwoliłem jej i pobiegłem po pieprzony wózka. Już prowadzenie pustego było prawie niemożliwe, gdy kółka wpadały w popękane płyty chodnikowe blokując się w nich. Z Ewą na siedzisku powrót do wejścia był prawie niemożliwy. Spocony, wściekły i coraz bardziej przerażony dotarłem w końcu do rejestracji.

- Gdzie z rodzącą?! - ryknąłem, zwracając na siebie uwagę wszystkich w poczekalni.

- Jak często skurcze? - Kobieta za ladą zwróciła się do Ewy, mnie zupełnie zignorowała.

- Często! - Nie będzie mnie tu babsztyl olewał. - Wody już odeszły!

Kobieta nie odpowiedziała nic, a jedynie uniosła brwi. Patrząc na mnie, powoli uniosła się z fotela, ja w efekcie miałem ochotę podbiec do niej i wyszarpać ją zza lady, by przyspieszyła ruchy.

- Proszę za mną – rzuciła oschle.

- Przemek, uspokój się – sapnęła Ewa, łapiąc mnie za nadgarstek. - Ja nie umieram, tylko rodzę.

- Pan tu zostanie. - Kobieta chciała ode mnie przejąć rączki wózka i bezczelnie naparła biodrem na moje.

- Nie zostanę! - Zacisnąłem palce na rączkach, nie dając się przepchnąć. - To moja żona i moje dziecko i pójdę z nimi!

- Mężczyźni – sapnęła kobieta. - Pójdzie pan tam - wskazała drzwi na końcu korytarza – zaraz państwa przyjmą.

Po tych słowach obróciła się i odeszła, zostawiając nas zagubionych pośrodku korytarza.

- Czy zamierzasz sterroryzować cały szpital? - Ewa obróciła się do mnie, spoglądając w górę przez ramię.

- Zamierzam, jeśli będą nas olewać – warknąłem, pchając wózek we wskazanym kierunku. - Dzień dobry, ja z rodzącą! - krzyknąłem, przestępując próg suwanych drzwi.

Może zachowywałem się trochę zbyt głośno, ale bądź tu człowieku spokojny, gdy wiesz, że twoje dziecko pcha się właśnie na świat! Nie potrafiłem!

Pozwoliłem poprowadzić nas do boksu i przetransportować Ewę na dziwaczne łóżko. To przypomniało mi istotę mechaniczną rodem z filmu o transformersach. Tu coś do przesunięcia, rurka do trzymania, podkładki pod nogi na zawiasach i profil, który miał być pewnie ergonomiczny dla rodzącej. Słuchałem instrukcji położnej, gdy ta tłumaczyła mi, co i jak mam przesuwać i rozkładać. Połowy z tego co mówiła, nie zarejestrowałem. Po prostu stałem przy łóżku, masowałem Ewie plecy i podawałem wodę, gdy tego chciała. Podskoczyłem jak na szpilkach w momencie, gdy za ścianą krzyknęła kobieta. Położna uśmiechnęła się do nas, po czym przeszła do pomieszczenia obok.

- Zaczyna się parcie – rzuciła do pielęgniarki, która po tych słowach pobiegła w ślad za nią.

Zostaliśmy sami. Ewa leżąca na boku i ja stojący obok dziwacznego łóżka. Wyglądało na to, że przysnęła. Po upływie kilku minut zaczęła spinać ciało i oddychać głęboko, powoli wypuszczając powietrze przez usta. Zacisnęła mocno powieki i palce na poręczy łóżka. Pogłaskałem ją po dłoni, czując jedynie bezradność. Brałem oto udział w czymś, do czego nie przygotowała nas matka natura. Moja rola ograniczyła się do fizycznego poczęcia i nic ponadto. Teraz asystowałem w cierpieniu, bo co mogłem zrobić?

Ponowny krzyk zza ściany spowodował, że podskoczyłem, strącając przy okazji coś z niewysokiej szafki na kołkach. Hałas upadających metalowych narzędzi zaalarmował jedną z kobiet w białym kitlu.

- Coś się stało? - Wychynęła zza futryny, mi zrobiło się niedobrze na widok fartucha, którego przód pokrywała świeża krew.

- Wszystko w porządku – uśmiechnąłem się na siłę, niestety nie udało mi się powstrzymać czknięcia.

Kobieta przyglądała mi się przez kilka sekund, po czym z wyrazem powątpiewania na twarzy cofnęła się, ja znów zostałem z nieruchomą Ewą.

Mijały minuty, w czasie których to nerwowo podskakiwałem, gdy kobieta za ścianą krzyczała, to chodziłem od ściany do ściany, pomiędzy coraz częstszymi skurczami u Ewy. Już nie tylko głośno oddychała, ale co jakiś czas zaczęła stękać.

- Ewa, mogę jakoś pomóc? - Pochyliłem się, chcąc się do czegoś przydać.

- Spierdalaj – wysyczała, zaciskając palce na poręczy.

- Nigdzie się nie wybieram. - Rozbawiła mnie, bo nie pamiętam kiedy ostatnio zaklęła. - Może wody?

- Wsadź sobie w dupę tą wodę!

Patrzyłem w jej pełne bólu oczy i złość, która wykrzywiła zmęczoną twarz.

- Masuj mi plecy! - warknęła, zakleszczając moją dłoń w swojej.

Próbowałem ją cofnąć, lecz w tym momencie nadszedł skurcz i Ewa zacisnęła zacisnęła palce z taką siłą, że czułem skrzypiące z wysiłku kości. Zagryzłem wargi i starałem się przetrzymać jej skurcz i ból, jaki mi zadawała.

- To zajrzymy, jak się sprawy mają! - Uśmiechnięty lekarz wszedł przez drzwi po drugiej stronie pomieszczenia, w efekcie miałem ochotę gości ucałować. Słysząc go Ewa rozluźniła uścisk i mogłem zabrać pobielałe i obolałe palce. - No, no! Bardzo ładnie, ale ja bym tu poszerzył rozwarcie mechanicznie.

Po minucie badania Ewy, w czasie którego starała się leżeć w bezruchu, lekarz wychynął spomiędzy jej nóg, obwieszczając coś, czego oczywiście nie rozumiałem.

- To jak, działamy? - Patrzył to na mnie, to na Ewę, czekając pewnie na decyzję. - Poboli, ale przyspieszymy poród może nawet o trzy godziny.

- Poproszę! - krzyknęła Ewa, ja omal nie wyskoczyłem ze skóry.

Brzmiała, jak demon. Głos potoczył się po sali i zabrzmiał nie jak prośba, ale przekleństwo. Mnie zamroził jej głos, lekarz rozpromienił się, po czym zanurkował pomiędzy jej rozłożone i podparte na wspornikach uda.

Ewa krzyknęła, zaciskając palce na bokach łóżka tak mocno, że pobielały jej knykcie.

- Oddychamy – rzucił lekarz, ale widać majstrował, sprawiając jej coraz większy ból, bo Ewa zawyła, a z zaciśniętych kącików oczu popłynęły łzy. - Jeszcze chwileczka i… już!

Lekarz odsunął się z pełnym zadowolenia uśmiechem, mi zawartość żołądka podniosła się do gardła, gdy spojrzałem na odzianą w lateks rękawiczkę, po której spływała krew.

- Pan to może pójdzie się przewietrzyć, bo dla pana nie mamy łóżka. - Pulchna lekarka weszła właśnie do pomieszczenia i stanęła obok lekarza. - Jak nam pan tu zemdleje, to jeszcze sobie rozbije głowę.

- Nigdzie nie pójdzie! - zagrzmiała Ewa. - Zrobił, to niech teraz waruje i pilnuje! Wody mi daj! - ryknęła, ja podskoczyłem do stolika, na którym stała plastikowa butelka z dziubkiem.

Drżącymi rękami odemknąłem zatyczkę i przytknąłem jej do ust. Łapczywie upiła kilka łyków i wtedy nadszedł kolejny skurcz.

- Aaaaa! - zawyła, zgniatając butelkę.

Patrzyła przy tym na mnie z taką nienawiścią, że odruchowo cofnąłem się poza zasięg jej dłoni. Cholera wie, co jej strzeli do głowy? A nóż widelec złapie mnie za przyrodzenie i w ramach zemsty zrobi z niego krwawą miazgę?!

- Chcę wstać! - wysyczała, w moim kierunku. - Teraz!

Co było robić? Posłużyłem jej podporą, pomagając zsunąć się z łóżko - fotela i obejmując w pasie, prowadziłem wzdłuż ściany, to z powrotem, bo takie komendy rzucała mi przez zaciśnięte zęby.

Kolejny skurcz prawie powalił ją na kolana. Podciągnąłem ją w górę i poprowadziłem do fotela. Wsparła się na nim ramionami, stając na rozszerzonych nogach i dyszała, by znów zacząć jęczeć pełnym bólu głosem.

- Niechże pan masuje jej krzyże! - Do pomieszczenia wkroczyła kobieta o tak antypatycznej aparycji, że z ledwością powstrzymałem odruch odepchnięcia jej od Ewy.

Nie zrobiłem tego jednak widząc, że masowana przez nią Ewa rozluźniła się odrobinę i odetchnęła z ulgą. Przyjrzałem się zabiegom czarownicy, po czym powtórzyłem jej ruchy. Uciskałem, masowałem i głaskałem jej plecy. Znów zostaliśmy sami w pomieszczeniu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie reaguję już na krzyki dobiegające zza ściany. Przestałem je słyszeć.

Mijały minuty i kolejnym co zauważyłem to to, że przestały mi się one dłużyć, ja po prostu byłem tu dla Ewy. Czas przestał płynąć i mimo bólu w plecach, który pojawił się pewnie od napięcia, stałem przy jej łóżku i starałem się odgadywać potrzeby. Podałem picie, przetarłem czoło, masowałem okrężnymi ruchami dół pleców i tyle było mojego udziału w tym pierwotnym i jakże kobiecym akcie natury.

Z zawieszenia w bezmyślnym bycie obok cierpiącej żony, wyrwał mnie inny niż zwykle jęk. Bardziej przypominał stęknięcie. Ciało Ewy spięło się, uniosła się na przedramionach i pochylając się do przodu, krzyknęła z wysiłkiem.

- Zamknij oczy! - rzuciła kobieta, która nie widzieć skąd znalazła się przy Ewie. - Niech pan sobą podeprze plecy i trzyma żonę.

Miałem ją trzymać? Ale jak?! Nie zastanawiając się wiele zzułem buty, wdrapałem się na fotel i usadowiłem za Ewą. Wygodne było to cholerstwo i wyglądało na to, że ktoś przewidział i taki układ na tym meblu. Do seksu też by się nadało. I to jak!

Ewa wypuściła powietrze z głębokim westchnieniem i opadła na mnie, między moje uda. Z tej perspektywy wyglądała pięknie. Cholera, ależ miałem szczęście, że dane mi było znaleźć się w tej sytuacji!

- Pić – stęknęła cicho.

Podałem jej łyk, po przełknięciu którego ból znów zmienił ją w slot napiętych mięśni. Stęknęła, pochyliła się do przodu i trwała w napięciu.

- Zaczyna się parcie! - krzyknęła kobieta, w efekcie przybiegła kolejna. - Przyj, dziecko. Przyj.

Siedziałem oniemiały, starając się wpasować w ciało Ewy. Czułem drżenie jej mięśni, dłonie ślizgały mi się po spoconej skórze. Gdybym się tu nie znalazł nie wiedziałbym, jak wiele wysiłku kosztuje kobietę urodzenie dziecka.

- Widzę główkę. - Pochylająca się lekarka, może położna uśmiechnęła się do mnie, ja odruchowo odpowiedziałem tym samym. - Przyj dziewczyno. Dzielna jesteś. Jeszcze trochę i będzie was troje.

Ewa nie odpowiedziała i wydawało się, że nie reaguje. Zmieniła się w instynkt i słuchała jedynie potrzeb ciała. Ledwie rozluźniła mięśnie, te znów się napięły drżąc, zastygając w bezruchu. Powtarzała ten cykl, ja mogłem w tym tylko asystować. W pewnym momencie stęk zmienił się w głuchy krzyk, a po chwili dołączył do niego nowy. To był płacz dziecka, które uśmiechnięta położna trzymała w dłoniach. Biało szare ciałko pokryte było krwią i strzępkami czegoś przypominającego skórę. Maleństwo trzęsło się, zaciskając drobne rączki w piąstki, Ewa opadła na mnie z głuchym stęknięciem.

- No i pięknie. - Położna wstała z niskiego stołeczka. - Tatuś przetnie pępowinę.

Druga kobieta podała mi coś, co przypominało narzędzie tortur. Zakrzywione nożyce, a między nie wsunęła szaro biały pręt pępowiny. Zawartość żołądka podniosła mi się do gardła na myśl, że mam ciąć żywe ciało. Widziałem grubą żyłę pod cienką skórą pokrywająca pępowinę i dociśnięte do niej ostrza. Drżącymi rękoma ująłem rączki tego sekatora i nacisnąłem raz, drugi i trzeci. Spomiędzy ostrzy popłynęła krew, polała się na napinający się brzuszek nowo narodzonego. Właśnie odciąłem je od ciała, w którym urosło. Ewa leżała na mnie osłabiona, ale poczułem jej dłoń, która pokrzepiająco zacisnęła na moim udzie, które dotąd służyło jej za podporę.

Położna odeszła z dzieckiem na bok, ku stołowi przy ścianie. Jej miejsce zajęła druga, siadając między rozłożonymi udami Ewy na niskim stołeczku. Ewa spięła się jeszcze raz tyle, że słabiej.

- Łożysko urodzone – stwierdziła kobieta, odkładając coś przypominającego kawałek mięsa na tacę poza zasięgiem mojego wzroku. Byłem jej za to wdzięczny. - To teraz kosmetyka.

Mrugnęła do mnie porozumiewawczo, a mój wzrok przyciągnęła zakrzywiona igła z nitką, którą ta zbliżyła do krocza Ewy. Zaskoczyło mnie, że Ewa nie zareagowała, gdy igła wbiła się w jej ciało, a później ledwie drgnęła, gdy między igłą a jej kroczem naciągnęła się nitka. Wprawne ruchy skupionej na zadaniu kobiety i coraz głębszy oddech Ewy spowodowały, że i mi udzielił się spokój.

- Dziesięć punktów. - Z otępienia wyrwał mnie głos położnej, podającej nam dziecko. - Możecie potrzymać syna.

Położyła maleństwo na piersiach Ewy, ta objęła je odruchowo. Dziecko wyglądało delikatnie i krucho, mnie ścisnęło coś w gardle. To było wzruszenie i świadomość tego, że zmienił się mój status społeczny. Stałem się ojcem.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Właściwie czemu miał służyć opis tego porodu?

    • l
      lamblied
      | Odpowiedz

      Wydaję mi się, że tu chodziło o Przemka – aby przeżyć razem z nim te emocje.

      • Monika Liga
        |

        Dokładnie tak 🙂

Napisz nam też coś :-)