fbpx

Piekło zmysłów (XXXXV)

with 7 komentarzy

Od razu uprzedzam, że zbliżamy się do momentu, gdy fabuła zazębi się z tym, co dzieje się w "Kalejdoskop zmysłów". Jeśli więc rozważałaś kupienie książki lub e-booka 'Kalejdoskop zmysłów', to teraz jest moment, w którym najlepiej uzupełnić lekturę pierwszego tomu!
Więcej o pierwszym tomie "Kalejdoskop zmysłów" znajdziesz TUTAJ 


Rozdział 45

Koniec

Przez dłuższą chwilę skupiłem się nad tym, by odzyskać oddech. Po kolejnej minucie wpatrywania się w kartkę, której treść nie mogła pozostać bez wpływu na rzeczywistość zmiąłem ją ze wstrętem i wcisnąłem do kieszeni spodni.

W pierwszym odruchu chciałem krzyczeć, kląć i złożyczyć światu. Po minucie zmieniłem zdanie i odetchnąwszy głęboko potarłem twarz i wróciłem do salonu.

Starałem się nie patrzeć nikomu w oczy i nie odwzajemniłem spojrzenia, którym Ewa starała się przyciągnąć moje. Usiadłem i ignorując przemożną chęć klnięcia na czym świat stoi i zacząłem dłubać widelcem w potrawie.

Przysłuchiwałem się paplaninie matki i ciotki, wesołym odgłosom wydawanym przez Maćka i dobrotliwej mowie Ewki, gdy karmiła młodego. Zastanawiałem się, jak to będzie, żyć bez tego wszystkiego. Niby nic wyjątkowego, ale dawało mi dotąd poczucie normalności i stabilności. Czy będzie mi tego brakowało? A może wreszcie doświadczę wolności? Wiedziałem, że to sprawdzę. Nie widziałem innej opcji.

- Maaaaaciek! - Zniecierpliwienie w głosie Ewki przyciągnęło mój wzrok. - No i co ty wyprawiasz?!

Młody przechylił właśnie szklankę z napojem, ta przewróciła się i malowniczo rozlała czerwoną plamą soku na obrusie. Ewa i ciotka rzuciły się w kierunku naczynia, starając się powstrzymać potop serwetkami. Maciek bawił się w tym czasie w najlepsze, obserwując starania kobiet.

- Maciek, idź do taty! - Ewa wzięła małego pod pachy i postawiła na podłodze. - Ale już! - Zwijała obrus w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą siedział Maciek, a teraz na krzesło którego zaczęła ściekać stróżka napoju, sącząc się po materiale. - Do taty, powiedziałam!

Maćkowi zrzedła mina, gdy dotarło do niego, że oto skończyła się świetna zabawa. Zrobiło mi się go szkoda bo wiedziałem, że i jego świat za chwilę runie. Mały podszedł do mnie i wyciągnął ramiona, bym wziął go na kolana.

- Miałeś iść do taty. - Mięśnie mojej twarzy stężały. - Idź do taty!

Z czymś fizycznie wręcz bolesnym rosnącym w gardle, pchnąłem lekko zdezorientowanego malca w kierunku drugiego końca stołu. Wszyscy zamarli, zapadła kompletna cisza, nawet Maciek znieruchomiał i rozszerzonymi oczami przeskakiwał spojrzeniem ze mnie na Ewę i z powrotem.

- Przemek! - fuknęła matka. - Co ty wyprawiasz? Co to za głupie żarty?!

Wyglądała na szczerze oburzoną, co tylko podniosło poziom zlodowaciałego wrzenia we mnie. Niestety podejrzewałem, że i ona współuczestniczy w całej tej farsie, w jaką zmieniło się moje życie. Dla wygody, spokoju i pewnie z przyzwyczajenia.

- Będziesz się wypierał własnego dziecka? - Spojrzałem ojcu w oczy. - Jak kukułka? Podrzucić innemu i niech wychowa twoje dziecko?

Zapadła cisza, nie słyszałem nawet najcichszego oddechu. Nikt się nie poruszał, chyba i powietrze zastygło w bezruchu. W końcu pierwszy nie wytrzymał Maciek.

- Mama? - zwrócił się do Ewki, ale ta nie reagowała. Z rozszerzonymi w zdumieniu oczami obserwowała Maćka, jakby ten zmaterializował się waśnie między nami. - Mamo!

Z krzesła poderwała się ciotka, podbiegła do małego, poderwała go na ręce i mimo protestów z jego strony wyniosła z pokoju. Nie cierpiałem kobiety i czułem do niej wstręt równy temu, jakim darzyłem sam siebie, za zerżnięcie jej w garażu.

- No to zostaliśmy sami – mówiłem bardzo cicho, co absolutnie nie współgrało z tym, co działo się w moim wnętrzu. - Swoją drogą podziwiam was. - Powiodłem wzrokiem od ojca, przez matkę i zatrzymałem spojrzenie na pobladłej Ewie. - Tyle czasu udajecie i robicie to tak perfekcyjnie. Ty – zwróciłem się do ojca – uwiłeś gniazdko kochance i swojemu dziecku tak blisko siebie, właściwie pod nosem swojej żony. - Teraz patrzyłem na matkę, która zaciskała usta, jakby nie chciała wypuścić z nich niechcianych słów. - Ty za to akceptowałaś rżnięcie przez niego swojej siostry, synowej i nie próbowałaś uchronić przed zgnilizną jedynego syna. - Matka odwróciła wzrok i przyglądała się pobielałym od zaciskania dłoniom. - Najbardziej zaskoczyłaś mnie ty – zwróciłem się do Ewy. Była blada, niczym prześcieradło, w jej oczach błyszczały łzy. Kręciła przecząco głową, ale wyglądało na to, że nie jest w stanie wydusić z siebie ani słowa. - Myślałem, że jesteś dobrym człowiekiem. Ba! Ja byłem tego całkowicie pewien!

- To nie tak… - wyszeptała i urwała.

- A jak? - Uśmiechnąłem się, chodź nie rozbawienie, ale obrzydzenie spowodowało ten odruch twarzy. - Tylko nie mów, że nie wiedziałaś, że Maciek jest synem twojego teścia!

Nie czekałem na jej słowa, bo co mogła na to odpowiedzieć? Miałem dowód wydrukowany na papierze, tkwiący jako zmięta kulka w kieszeni spodni. Ewa odwróciła wzrok, a pojedyncza łza popłynęła po bladym policzku. Dokładnie tyle było warte nasze małżeństwo – tej jednej łzy.

- Wypisuję się z tej szajki. - Z premedytacją nie użyłem słowa „rodzina”. Wstałem, odsunąłem krzesło. Nie chciałem tracić opanowania przy ludziach, którzy stali się nagle tak bardzo obcy. - Wasze zdrowie i układajcie sobie życie bez syna, z którego robiliście dotąd popychadło, a ja na to niestety pozwoliłem.

- Ale Przemek! - Matka wstała, jakby dopiero teraz do niej dotarło, że to wszystko dzieje się naprawdę i że za chwilę runie jej dotychczasowe życie, a cała ta farsa rozpadnie się, niczym domek z kart. - Chyba nie chcesz ot tak zniszczyć sobie życia! I nam!

- Mam was dupie! - Nie wytrzymałem, emocje przelały się przeze mnie, niczym przez pękającą tamę. Chwyciłem pierwsze, co miałem pod ręką i cisnąłem tym przed siebie. Butelka z winem przeleciała tuż nad głową wciąż zastygłego w bezruchu ojca i rozbiła się na ścianie. - Zniszczyć wam życie?! - Przeskakiwałem wzrokiem z ojca, na przerażoną matkę i z powrotem. - To wy je niszczyliście mi! Od dziecka, gdy nie potrafiliście ukryć orgii odbywających się w tym domu przed niewinnym nastolatkiem! Brzydzę się wami i nie zostanę w tym domu ani dnia dłużej! - Krew w uszach szumiała, pompowana sercem, które mimo bezruchu waliło w szaleńczym tempie. - A tobie – zwróciłem się do Ewki – radzę zabrać stąd Maćka, bo stanie się takim gnojem, jak jego ojciec. On nie potrafi dać nic poza pieniędzmi, a o wiele więcej zabiera. Odbiera wszystko! Mówię to, jako starsza wersja twojego syna. Zabierz stąd mojego brata, bo będzie takim gównem, jak ja!

Po tych słowach odwróciłem się od stołu i wyszedłem z pokoju. Zarejestrowałem czerwień wina, które nieregularną plamą zdobiło ścianę pokoju. Nie miałem im już nic więcej do powiedzenia, bo też żadne słowa nie mogły zmienić tego, co stało się tutaj dzięki tej jednej kartce z wynikami z laboratorium. Z badania, które miało przecież coś całkiem innego na celu – miały potwierdzić moje ojcostwo, a nie wykluczyć to, którego nie poddawałem w wątpliwość.

- Jakież to życie potrafi być pojebane! - westchnąłem, opuszczając dom, który dotąd uważałem za rodzinny.

Skierowałem się do budynku, który jeszcze kwadrans temu miał być miejscem do życia dla mojej rodziny. Żony, syna i mnie, a może w przyszłości i psa. Musiałem stąd zniknąć. Spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wynieść się, bo nic mnie tu już nie trzymało.

Myślami wróciłem do Kasi. Tak naprawdę, to miałem rodzinę i poczułem właśnie, jakby z ramion spadły mi kajdany, a pierś uwolniła się od ogromnego ciężaru. Mogłem zacząć myśleć o wszystkim inaczej, zacząć planować odzyskanie Kasi i rozpocząć życie na własnych zasadach.

Spojrzałem w niebo na zimowe, postrzępione chmury, leniwie przesuwające się po jasnym błękicie. Mimo cienkiej koszuli nie czułem zimna. Wiatr dmuchnął przemarzniętymi liśćmi i resztkami szronu, który osadził się na daszku garażu. Minąłem ogrodzenie działki rodziców i z coraz lżejszym sercem planowałem szybką wyprowadzkę.

Może jest dla mnie nadzieja?

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Zu
    | Odpowiedz

    Nareszcie!

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Mówiłam ze to nie jego dziecko 🙂

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Ano mówiłaś 🙂

  3. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    No nareszcie Przemek zachował się jak dorosły facet. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy wiedzieli ,że ojcem Maćka jest ojciec Przemka. masakra. Ta rodzina to jest jeden wielki burdel. Przemek chce odzyskać Kasię, coś mam złe przeczucie, że znowu dostanie w dupę od życia. To dotarliśmy do Kalejdoskopu, ciekawi mnie jak Przemek trafił do tej rozpustnej firmy.

  4. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    BRAWA DLA PRZEMKA! 😀
    Mam nadzieję, że to da mu energię i kopa, żeby walczyć o swoje życie, szczęście, o Kasię i ich dziecko.

    • K
      Karolina
      | Odpowiedz

      W końcu Przemek zaczął walczyć o swoje życie😊

Napisz nam też coś :-)