fbpx

Piekło zmysłów (XXXXVI)

with 4 komentarze

Powiem Wam, że poprzedni miesiąc był u mnie przekichany i stąd tak mała ilość wpisów. Nowa praca, multum nauki i stres tak duży, że zdarzyło mi się popłakać nad sobą. I od razu powiem, że na łzy pozwalam sobie ze wzruszenia bajkami, muzyką, albo dobrą książką. Nigdy nie płaczę nad sobą, ale w marcu tak właśnie było.

Na kwiecień mam ostrożnie ambitne plany i nadzieję, że uda mi się podgonić "Piekło zmysłów". Od razu uprzedzam też, że zbliżamy się do momentu, gdy fabuła zazębi się z tym, co dzieje się w "Kalejdoskop zmysłów". Jeśli więc rozważałaś kupienie książki lub e-booka 'Kalejdoskop zmysłów', to teraz jest moment, w którym najlepiej uzupełnić lekturę pierwszego tomu!
Więcej o pierwszym tomie "Kalejdoskop zmysłów" znajdziesz TUTAJ 


Rozdział 46

Nowe

W garderobie rzuciłem walizkę na ławę i powiodłem wzrokiem po półkach i wieszakach. Wisiało tu tyle koszul, garniturów, stało ułożonych butów, czy zrolowanych w kulkę krawatów. Wszystko moje, kolekcjonowane z pietyzmem przez lata, wydawało mi się dotąd takie potrzebne. Naprzeciw mojego regału wisiały półki i wieszaki z ubraniami Ewki. O wiele bardziej kolorowe i kojarzące się z kobietą.

- Przemek, ja…

Dobiegło mnie od drzwi do garderoby. Stała w nich Ewa. Oczy miała zaczerwienione, obejmowała się ramionami i wyglądała na bardzo zagubioną. Miałem ochotę podejść do niej, objąć ją i pocieszyć. Zaskoczyło mnie, że nie jestem na nią wściekły i nie czuję obrzydzenia. Zły, to owszem, bo bądź co bądź wrobiła mnie w bycie ojcem własnego brata. Podejrzewałem jednak, że została zmanipulowana przez mojego ojca, a może nawet zmuszona do małżeństwa ze mną.

- Wiem, nie tak miało być – dokończyłem za nią, nie przerywając układania spodni w walizce. - Pojebało się wszystko.

- Pojebało się jak cholera – mruknęła, podchodząc do szafy. Sięgnęła po koszulę i sprawnymi ruchami zaczęła ją składać, pomagając mi. - Nie chciałam tego. Nie wiedziałam, że Maciek to nie twój syn.

Nie odpowiedziałem nic, ale przestałem się pakować i pełnym pobłażliwej dezaprobaty wzrokiem przyglądałem się sztywnym ruchom Ewki.

- No dobrze, przemknęło mi to przez myśl. - Przerwała, unosząc ramiona w pojednawczym geście. - Wolałam tego nie sprawdzać i żyć, jakby to był twój syn. To ty byłeś moim mężem i to z tobą sypiałam od momentu ślubu. Zdaję sobie sprawę ze zdrady jakiej się dopuściłam, ale…

Głos uwiązł jej w gardle, opuściła głowę i wyglądało na to, że za chwilę się rozpłacze.

- Ja nie byłem ci wierny. - To stwierdzenie wyskoczyło ze mnie, nim pomyślałem, co zamierzam powiedzieć. - Dlatego radzę ci, żebyś stąd uciekła. Sprzedaj dom i zerwij kontakty z moją rodziną, bo to banda zdemoralizowanych ludzi. Mnie wychowali na gnojka, Maciek też się przed tym nie ustrzeże.

Ewa uniosła wzrok, zagubienie i zaskoczenie zagościło w jej spojrzeniu.

- Przepiszę dom na ciebie, więc możesz go sprzedać i zamieszkać gdzieś z dala stąd – mówiłem dalej widząc, że zaskoczenie zmienia się w nadzieję. - Zabezpieczę was finansowo. Moją durną matkę też, bo to bezradna kobieta.

- Nie chciałam, żeby tak wyszło – mówiła cicho i widziałem, że wiele kosztują ją te słowa. - Myślałam, że ułożymy sobie życie i będzie nam dobrze.

- Było dobrze. - Oboje unikaliśmy mówienia o ojcu, chociaż cisnęło mi się na usta pytanie, jak to się stało, że to ja wychowywałem jego dziecko, własnego brata. - Było normalnie.

Zamilkłem, bo przypomniało mi się to, co było między mną i Kasią. To była normalność i tak powinno wyglądać życie. Fascynacja drugą osobą i chęć na spędzanie z nią życia i każdej wolnej chwili.

- Niby tak, ale…

Urwała, zamilkliśmy oboje, bo niby o czym tu mówić? O niedotrzymywaniu wierności i przemilczaniu tajemnic? Czy w związku powinny być tajemnice? Możliwe, ale czy takiego kalibru? Kto uczy takich spraw? Powinni rodzice. Co, jeśli oni nie potrafią, bo są zbytnio skupieni na sobie i nie znają wierności, łamią zasady moralne i obca jest im lojalność.

- Dziękuję, Przemku. - Ewa podeszła do mnie, objęła w pasie, przytuliła się i zamilkła.

- I ja tobie.

Odwzajemniłem uścisk, oparłem brodę o czubek jej głowy i trwaliśmy w milczeniu. Nie potrzebne były słowa, bo jak tu zamknąć kilkuletni związek, w którym nie zapłonął ogień, więc nie było teraz pogorzeliska? Gdyby małżeństwo było domem, a rozstanie robiłoby w nim zniszczenia, to nasze miało co najwyżej powybijane okna. Konstrukcji nie naruszyliśmy, bo też nie było wybuchu. Ledwie zatrzęsło nami, bo mieliśmy opuścić strefę komfortu.

***

- Potrzebuję ekspresowej usługi – rzuciłem w telefon. Leżałem na hotelowym łóżku i układałem plan odzyskania Kasi. - Muszę znaleźć pewną kobietę, ale mam niewiele danych o niej.

Pół godziny później z kontem bankowym lżejszym o trzy tysiące złotych i zapewnieniem, że są bardzo duże szanse na to, że dostanę dane Kasi jeszcze w tym tygodniu, po raz kolejny odrzuciłem połączenie przychodzące. Dobijały się do mnie naprzemiennie matka i ciotka. Ojciec najwyraźniej stwierdził, że proszenie syna o wybaczenie jest poniżej jego godności. Cóż, musi to być jakiś kukułczy gen, skoro nie ma wyrzutów sumienia, że wrobił mnie w ojcostwo brata.

Zastanawiałem się dlaczego nie cierpię, nie targa mną wewnętrzny ból i temu podobne uczucia. O dziwo najmocniejsza była ulga, że skończył się ten etap więziennego życia w luksusie, konwenansach i byciu spełnieniem czyichś ambicji.

- Cześć Endriu. - Telefon do kumpla był kolejnym, który miałem w planach. - Polecisz mi dobrego notariusza?

- Cześć! - Nie krył zaskoczenia, ale co się dziwić. Praktycznie zerwaliśmy kontakt, bo obaj założyliśmy rodziny i poświęciliśmy się budowaniu firm. - Coś się stało?

- Oj stary – westchnąłem, nie wiedząc od czego zacząć. - Odcinam się od rodziny, rozwodzę się i zaczynam nowe życie. Dużo tego. Za dużo, jak na telefon.

- Robimy wódkę? - rzucił stare hasło, mnie zalało wzruszenie.

- Choćby dzisiaj – odparłem łamiącym się głosem.

Chyba jednak docierała do mnie powaga sytuacji i głębia nadciągających zmian.

- Wyślij mi adres, to przyjadę w ciągu dwóch godzin.

Grubo po północy znów leżałem w łóżku w hotelowym pokoju. Sen nie nadchodził mimo, że wlaliśmy w siebie z Endriu po półlitrowej butelce alkoholu. Andrzej stanął na wysokości zadania i zapewnił mnie, że zrobiłem jak należy i że na moim miejscu nie byłby opanowany tak jak ja. Obiłby pysk swojemu ojcu, a może nawet i żonie. Zrozumiałem jego emocje w momencie gdy pojąłem, że jest zwyczajnie zakochany. Opowiadając o swojej żonie zmieniał się, rysy twarzy łagodniały i bezwiednie się uśmiechał. Już samo wyobrażenie zdrady żony wywołało na jego twarzy rumieńce, a oczy zasnuło złością. Zazdrościłem mu tego stanu.

Następnego dnia o dziewiątej rano w miarę świeży, ale o dziwo pełen gotowości do działania umawiałem się z notariuszem. Miałem termin wyznaczony na kolejny dzień. Tuż po rozmowie z sekretarką z biura notariusza zadzwonił do mnie pracownik agencji detektywistycznej z informacją, że na mailu czekają na mnie informacje o Kasi. Nie potrafiłem uwierzyć, że moje życie nabrało aż takiego tempa. Jakby nagle zaczął mi sprzyjać wszechświat.

Nie zastanawiałem się długo. Musiałem zobaczyć Kasię, porozmawiać z nią i zapytać, czy to co wydarzyło się między nami, znaczyło jeszcze dla niej cokolwiek. Inaczej! Czy pozostało coś, na czym warto budować. Jakakolwiek nić łącząca nas obecnych z tym, co działo się przed kilku laty.

Adres zamieszkania Kasi przepisałem z maila w telefonie na kartkę, a tę wcisnąłem do kieszeni spodni. Godzinę później dojechałem przed niewielki dom w spokojnej i wyraźnie ekskluzywnej dzielnicy domków jednorodzinnych. Niepokój ukłuł mnie na myśl, że już samo miejsce zamieszkania kojarzy się z pełną rodziną, nie zaś z matką samotnie wychowującą dziecko.

Zaparkowałem ulicę wcześniej, by nie rzucać się porszakiem w oczy. W międzyczasie zapadło we mnie postanowienie, że sprzedam to cholerne auto, by i tym gestem zerwać z jakimikolwiek więzami łączącymi mnie z ojcem.

Podszedłem do ogrodzenia, na murku którego widniała liczba 13. Zastanowiło mnie, czy będzie dla mnie pechowa, czy wręcz przeciwnie? Zdawałem sobie sprawę z faktu, że za chwilę wydarzy się coś, co zaważy na moich przyszłych losach. Wiedziałem, że chcę być z Kasią, pragnę spędzić z nią resztę życia. Obawiałem się, że będzie oporowała. Poznałem ją już na tyle, by nie oczekiwać bezwolnego poddania mi się, padnięcia w ramiona tylko dlatego, że pojawiłem się oto z chęcią zmian.

Przyjrzałem się budynkowi, naiwnie wyszukując oznak, że mieszka tutaj samotna kobieta z córką. Z moją córką! Na podjeździe nie stało auto, pewnie zaparkowała je w garażu. Trawnik przy ścieżce prowadzącej do frontowych drzwi był wypielęgnowany, podobnie jak krzewy przy drzwiach wejściowych i biegnące równym ściegiem wzdłuż ogrodzenia. Czy to robota ogrodnika, czy może pana domu? Zgrzytnąłem zębami na myśl o tym drugim.

Nie chciałem dłużej gdybać, zastanawiając się, wymyślając w głowie scenariusze. Zbyt długo zwlekałem ze wszystkim, co dotyczyło jedynej ważnej dla mnie kobiety. Nie działem, ale czekałem na samoistny rozwój wypadków.

Wcisnąłem guzik domofonu i wstrzymując oddech, modliłem się, by nie odezwał się męski głos.

- Halo? - dobiegł mnie głos Kasi, mi z serca spadł z łomotem jeden z mentalnych kamieni.

- Cześć. - W gardle mi zaschło, w uszach szumiała krew, pompowana przerażonym sercem. To właśnie czułem – strach, że najbliższe minuty skierują moje życie na zły tor. - To ja.

Nie byłem w stanie wydusić z siebie więcej. Oddychałem płytko, w głowie miałem pustkę i tylko zaklinałem rzeczywistość, by mi pomogła, by sprzyjała ułożeniu życia w inny niż dotychczasowy sposób.

- Przemek – padło ni to stwierdzenie, ni pytanie. - Czego chcesz?

- Porozmawiać – wyrzuciłem z siebie, po czym zatkało mnie ponownie.

- Nie mamy o czym. - Głos Kasi brzmiał smutno, albo to ja tak chciałem ją interpretować.

- Mamy, jak jasna cholera!

Zapadła cisza, w głośniku domofonu coś szczęknęło. Kilka sekund później otworzyły się drzwi wejściowe domu, stanęła w nich Kasia. Nie uśmiechała się, patrzyła na mnie z wrogością. Bardzo powoli podeszła do furtki i założonymi pod piersiami ramionami zatrzymała się metr od chłodnego metalu. Zacisnęła usta, zmrużyła oczy i wyglądało na to, że czeka na moje słowa.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Jeju jak dobrze że wróciłaś do nas Monika👍😃n

  2. K
    Kropka
    | Odpowiedz

    Wszystkiego dobrego, Wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej i cieszę się, że wróciłaś do pisania!

  3. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Tesknilam🤗🤗🤗🤗🤗dobrze ze wrocilas

  4. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Jak zawsze warto czekać na Twoje teksty❤❤❤ cieszę się, że wróciłaś😘😘😘

Napisz nam też coś :-)