fbpx

Piekło zmysłów (V)

with 16 komentarzy

Do południowej kawki :-*


Rozdział 5

Podmuch nieba

Wesele, kolejna oczywistość. Uśmiechnięte twarze rodziców i rumiana buźka Ewki. Wyglądała na szczęśliwą zarówno ona, jak i teść. Słuchałem gratulacji, masy życzeń, pozwalałem się ściskać i całować. Dwie ważne rodziny połączyły się, kolejna gałąź rodów rosła właśnie w brzuchu mojej żony. Uśmiechałem się i przez chwilę nawet czułem radość, że jestem na dobrej drodze do szczęścia, że założenie rodziny sprowadzi mnie na prawidłową drogę. W głębi duszy nie wierzyłem w to. Szczęście i sielanka rodzinna nie jest dla mnie. Nie dla kogoś tak popsutego jak ja.

Przez kolejne miesiące patrzyłem na rosnący brzuch Ewki i atencję, z jaką podchodzili do niej moi rodzice. Matka nadskakiwała jej, karmiła i dogadzała, niczym angielskiej królowej. Ojciec natomiast otoczył ją taką opieką, że byłem zwyczajnie zazdrosny. Nie pamiętam, by w stosunku do mnie wykazał choć odrobinę obecnego zapału. Jakby wnuk miał być po tysiąckroć cenniejszy, niż rodzony syn. Kurwa! Gdzie tu równowaga? Traciłem grunt pod nogami.

Ewa nie wykazywała zainteresowania mną. Żadna nowość, od początku nasze kontakty były obarczone oziębłością. Trudno, niech tak będzie. Chętnych do seksu było co nie miara. Pieniądze rozgrzewały większość napotkanych cipek. Od agentek nieruchomości, poprzez pracownice biura nadzoru budowlanego, do inwestorek.

Właśnie domawiałem szczegóły sporego zamówienia pod budowę bloków mieszkalnych. Kilka milionów przychodu na końcówkę obecnego roku i obietnica współpracy przy kolejnym zleceniu była dobrym dealem. Czekałem na osobę odpowiedzialną za dostarczenie mi dokumentów do podpisu. Umówiliśmy się na budowie. Założyłem wożone w bagażniku buty ochronne, na głowę kask ochronny. Śmiesznie to wyglądało. Garnitur, drogi płaszcz i te budowlane dodatki. Zestaw zabawny, ale pobyt tutaj groził zniszczeniem obuwia. Kask musiał być, nie było o czym dyskutować, takie przepisy.

Zerknąłem na zegarek. Właśnie minęło południe. Byliśmy umówieni na dwunastą. Nie cierpiałem spóźnialstwa. Mój czas był cenny, ja też szanowałem cudzy czas i nigdy się nie spóźniałem. Gdyby nie fakt, że to mi bardziej zależało na podpisaniu umowy, to wsiadłbym teraz do auta i odjechał stąd.

Zgrzytając zębami przechadzałem się wzdłuż jednej z ław przygotowanych pod zalanie betonem. Współczułem robotnikom – mieć tak słabo płatną pracę i tak harować. Cóż, sami to wybrali.

- Kurwa – warknąłem, gdy mało gustowny gumowiec ugrzązł w błocie.

Wyciągnąłem but zadowolony, że to nie moje osobiste obuwie. Podszedłem do samochodu i wtedy pojechało auto z przyciemnionymi szybami. Zaparkowało przy moim, kierowca wyłączył silnik. Wbiłem dłonie w kieszenie płaszcza i czekałem. Postanowiłem być na tyle miły, na ile pozwoliło mi wkurwienie na spóźnienie, na nadużywanie mojej cierpliwości.

Drzwi otworzyły się. Najpierw zobaczyłem stopę obutą w gustowny kobiecy but na płaskim obcasie. No tak, nowicjuszka. Zaraz zapadnie się w błocie. Kiwając zniesmaczony głową ruszyłem ku niej, by powstrzymać przed błędem. Szkoda butów, a jako dżentelmen nie mógłbym zostawić poszkodowanej po kolana w błocie. Chciałem krzyknąć, by uważała, bo stanęła w mętnej kałuży, ale głos uwiązł mi w gardle. Patrzyłem oto na Kasię – kobietę, którą bardzo chciałem wymazać z umysłu. Jej wspomnienie było rozżarzonym prętem, który co jakiś czas dźgał mnie w mózg. Jasne, proste włosy, błękitne oczy i te usta. Jak malina, okrągłe, kuszące, idealne by je całować.

- Dzień dobry – krzyknęła i zamilkła.

Czyżby i na nią spłynęło wspomnienie tamtego wieczoru podczas imprezy? Nasz taniec, przytulenie ciał, wdychanie zapachów, przenikanie wzajemne ciepłem skóry? Stałem i patrzyłem w w oczy, które wydawały się być jeszcze piękniejsze, niż wtedy podczas imprezy studenckiej.

- Kasia? - szepnąłem. Nie mogła mnie usłyszeć.

- To ty? - mówiła cicho. Pytanie wyczytałem z ruchu warg.

Staliśmy wpatrzeni w siebie i mógłbym przysiąc, że kula ziemska zatrzymała się w półobrotu. Czułem to! Grawitacja przestała działać. Unosiłem się nad ziemią, lewitując na niewidzialnym obłoku.

- Przepraszam.

Do rzeczywistości przywrócił mnie męski głos, a właściwie ryknięcie. Nie zauważyłem mężczyzny, który pchał przed sobą taczkę. Pustą, więc mógł mnie bez problemu ominąć. Zdecydował inaczej. Oderwałem ociężałe stopy od ziemi, ruszyłem w kierunku Kasi.

- Przyjechałam na spotkanie z… - urwała, rozbieganym wzrokiem badała moją twarz. - Nie spodziewałabym się, że spotkam ciebie.

Chciałem powiedzieć coś mądrego, ale nie potrafiłem. Staliśmy naprzeciw siebie oddzieleni drzwiami samochodu, a czas zamarł, przestał płynąć.

- Ojej. - Cofnęła się, spojrzała w dół.

- Lepiej będzie, jak zostaniesz w aucie. - Widok butów, które zalała błotnista breja ocucił mnie z zamyślenia. - Daj je.

Obszedłem drzwi, zmusiłem ją, by usiadła we wnętrzu samochodu. - Nie wiem, czy da się je uratować.

Uwolniłem jej stopy z mokrego obuwia, otrzepałem je z nadmiaru, obszedłem pojazd.

- Chyba nic z nich nie będzie. - Wsiadłem na miejsce pasażera, gumiaki zzułem, zostawiłem poza samochodem. - Przemokły.

Odłożyłem zniszczone buty na podłogę za fotelem pasażera.

Kasia nic nie mówiła. Siedziała, patrząc na mnie bez słowa. Coś zatrąbiło. To była niewielka koparka. Kierowca zatrzymał się i czekał, by zamknięto drzwi od strony kierowcy. Te były otwarte na oścież i torowały mu pewnie przejazd, albo obawiał się, że je zahaczy i uszkodzi. Pochyliłem się, sięgnąłem i przyciągnąłem drzwi. Dotknąłem przy tym ramieniem jej piersi przez co poczułem, jakby przepłynął przeze mnie prąd. Wyprostowałem się i też milczałem. Patrzyłem na senne marzenie, na kobietę o której myślałem, że ją wyidealizowałem. Nic bardziej mylnego. Była tutaj, widziałem jej piękno i tą brązową plamkę na tęczówce oka. Tak dobrze ją zapamiętałem.

- Mam dokumenty do podpisania. - Zamrugała, potrząsnęła głową, oderwała ode mnie wzrok, sięgnęła na tylną kanapę. - Rozumiem, że to z tobą byłam tu umówiona. Materiały na budowę pierwszego etapu. Osiedle mieszkaniowe „Wrzosowisko”?

Zapach jej włosów, który mnie owionął w momencie gdy się pochyliła spowodował, że nie potrafiłem wydusić z siebie ani słowa. Kiwnąłem w odpowiedzi twierdząco głową, zacisnąłem usta i czekałem.

- Przejrzyj proszę papiery – widziałem, że stara się na mnie nie patrzeć. - Wiem, że już czytałeś umowę, ale przejrzyj ją na spokojnie.

Kartkowałem strony nie rozróżniając tekstu. Kątem oka widziałem spódniczkę, w którą była ubrana Kasia i wyłaniające się spod jej dolnego brzegu kolana. Z kieszeni płaszcza wyciągnąłem pióro i szybko parafowałem strony, na ostatniej złożyłem pełen podpis. Oddałem jej dokumenty i czekałem. Na co? By na mnie spojrzała. Zapięła gumkę na teczce, odłożyła ją na tylne siedzenie i z uśmiechem odwzajemniła spojrzenie. Uśmiech zamierał, w końcu zgasł. Zieleń tęczówek ciemniała i widziałem, że ciężej oddycha. Wyciągnąłem dłoń i przygarnąłem ją do siebie. Musiałem posmakować ust młodzieńczego marzenia. Wargi dotknęły warg, wciągnąłem w płuca jej oddech i przepadłem, wpadłem w przepaść nieba.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    MariTH
    | Odpowiedz

    A miałam nadzieję że jednak tego ślubu nie będzie,ale co tam , przy takim tekście każda kawa smakuje wybornie 🙂

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Na zdrowie :-*

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Nie… jak to ślub i co to za Kaśka…

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Z pierwszej części 🙂 Ta z imprezy.

      • Anonim
        |

        Jestem w połowie kalejdoskopu i nie kojarzę 🤷‍♀️

  3. G
    GABRIELA
    | Odpowiedz

    Karma to suka. Czekałam kiedy w jego życiu znów pojawi się Kaśka, nie wie, że jest żonaty i niedługo urodzi mu się dziecko, oszukuje ją i to się na pewno źle dla nich skończy, a Przemek dalej będzie tonął, szkoda mi go, ale on tonie bo nie umie zawalczyć o swoje 💋💋💋

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Przemciowi to jeszcze nie jedno się przydarzy 🙂

  4. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Ciekawe czy jej powie o żonie i dziecku i czy to uczucie, które poczuł do Kasi jak był młodszy to przetrwało czy tylko znowu seks będzie się dla niego liczył… A tak w ogóle to jak tu pracować jak tyle dobrego jest do czytania😉😉😉 i jeszcze Larga i Sławek.

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Pracować z przerwami 😉 Kawa i coś do poczytania do kawy 😀

  5. M
    Majka
    | Odpowiedz

    A mnie się wydaje że ta Ewka mogła go wkręcić w dziecko, że to nie jest jego. A Przemuś cóż pierwsza miłość nie umiera.
    Kiedy kolejna część Baw mnie?😉

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Na zbaw mnie tez czekam ❤️ W ogóle mogłabym nic nie robić tylko Was czytać 🙊🙈

      • Anonim
        |

        Ten słownik 🤦‍♀️

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Z “Baw mnie” proszę o chwilę cierpliwości. “Piekło zmysłów” tak mnie ssie, że robię co mogę, żeby tylko pisać 🙂

  6. Monika Liga
    | Odpowiedz

    Anonim, Kaśka z pierwszej części, ale “Piekło zmysłów”. Sam początek 🙂

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    A dziecko to moze bedzie tatusia skoro tak bardzo troszczy sie o synowa 😉

  8. j
    julita
    | Odpowiedz

    Ja tam jestem egoistka i za Chiny nie dalabym się zmusić do ślubu nawet gdybym w ciąży była.
    Szkoda go, powinien walczyć.
    Licze, że jeszcze się ,, obudzi ” oraz ze to nie jego dziecko a nawet jeżeli to ze mimo wszystko weźmie rozwód.
    Ilez może udawać szczęśliwe malzenstwo i ja zdradzać.? I dla niego źle i dla niej oraz źle dla Kasi gdyby cos miało być

Napisz nam też coś :-)