Przejście przez pasy (I)

with Brak komentarzy

Dzieś zapraszam Cię na nową, poprawioną wersję mojego pierwszego opowiadania "Przejście przez pasy". Temu samemu zabiegowi poddaję wszystkie moje opowiadania i powieści sprzed lat, by je odświeżyć, poprawić, a część z nich dać do nagrania lektorce.
Po co?
By dać szanse posłuchania treści tym, którzy lubią audiobooki, lub nie mają czasu na czytanie.

Przejście przez pasy"

Ola ma wyjechać na rodzinne wakacje. Wraca do domu planując rzeczy, które musi spakować i drobne zakupy. Zamyślona przechodzi przez ulicę i wpada wprost pod nadjeżdżające auto. Nie ma pojęcia, że za kierownicą siedzi jej przeznaczenie.

Letnia, słodka historia o pięknym pierwszym razie.


Rozdział 1

Zaczęły się właśnie wakacje. Koniec kieratu uczelni, dojazdów i sączenia mi w uszy, uczelnianych mądrości. Znajomi rozjeżdżają się do domów, a mnie czekają pełne braku atrakcji wakacje. Tak bywa.
Delikatnie rozweselającą perspektywą, jest wyjazd z całą moją familią. Rodzice i ich dwutygodniowe „wakacje miodowe”. Mój brat i jego podboje wakacyjne, pełne dziewczynek śliniących się na widok jego blond czupryny. Do kompletu urok zadziornego chłopaczka. Na doczepkę ja, smażona przez słońce z nosem w powieściach. Na kamieniach chorwackiej plaży książki smakują wybornie.

Wracałam z biblioteki. Torba wypchana książkami. Pięć powinno wystarczyć. Planowałam, co muszę spakować, co kupić przed wyjazdem. Planowania było mało. W klimacie chorwackim, podczas sezonu, nie potrzeba wiele. Stroje kąpielowe, kilka chust pareo i kosmetyki.
Właśnie! To ważny zakup! Plan! Do apteki, później do domu by się pakować.

Łup!

Nie wiedziałam co się stało. Siedziałam na jezdni dziwnie rozkraczona, torebka leżała dosyć daleko ode mnie, a przede mną stało auto. Czarne. Siedziałam jednak na pasach, więc mój osobisty GPS działał. Wlazłam pod auto!
Krwi nie było, żadna kość mi spod skóry nie wystawała, czułam kończyny, więc… jest dobrze.

Z auta ktoś wyskoczył. Drzwi jęknęły w proteście, przed tak gwałtownym ich otwarciem.

– Nic ci nie jest?!?!

To do mnie?

– Nie wiem – odparłam.

Facet kucnął obok mnie. Niezły facet.

– Jesteś cała? – spytał mocno zdenerwowany.
– Tak myślę – odparłam.

Oglądał mnie, a moją uwagę zwróciły jego rozwichrzona fryzura w nieładzie i drapieżne brwi… i oczy… Niebieskie i rzęsy… Porąbało mnie!

– Możesz wstać? – spytał.
– Mogę spróbować. – Bo mogłam.

Ktoś zatrąbił. Za jego autem stały już inne, a ich kierowcy nieświadomi zdarzenia, wkurzali się najwidoczniej. Na chodniku zatrzymało się kilkoro gapiów żądnych wrażeń. Znów klakson.

– Wstań proszę.

Starałam się podnieść. Kulawo mi to szło. Pomagał mi, ale czułam, że z lewą nogą coś nie tak.

– Zawiozę cię do domu. Ok?

Miałam protestować?

– Tak, proszę.

Popatrzył jakoś tak dziwnie i podniósł mnie, a właściwie to prawie podrzucił. To pewnie przez stres.

– Torebka! – wykrzyknęłam. – Weź torebkę.

Wsadził mnie na miejsce pasażera, zgarnął z jezdni torebkę i wsiadł za kierownicę.

– Gdzie mieszkasz? – spytał.
– Jedź w lewo i w dół drogą – odparłam.

Spojrzałam na nogę. Dziwnie odrętwiała. Bolała. Nie uśmiechało mi się kuśtykanie po plażach.

– Coś cię boli? – spytał.
– Tak. Tak mi się wydaje.
– Pokaż gdzie – odparł.

Bolała mnie lewa noga. A właściwie jej część.

– Zablokowałaś się – stwierdził, patrząc na nogę, a jego brwi złączyły się prawie na czole. – Ćwiczysz coś? – spytał bez sensu.
– No – odparłam błyskotliwie.
– To trzeba rozmasować. Odblokować – stwierdził.

No super! Zapowiadają mi się niezłe wakacje! Bosko! Był piątek po południu. Gdzie ja teraz znajdę masażystę. Jutro wyjazd! Kicha!

– Pięknie – tyle ode mnie.

Spojrzał znów jakoś dziwnie. Skręcił ostro w boczną drogę prowadzącą do parku i zahamował.

– Ja ci to zrobię – stwierdził, a brwi znów mu się połączyły prawie na czole.
– Co? – Moje bystre pytanie
– Znam się na masażu pourazowym. Rozmasuję ci to.

Hmmm. Rozmasuje mi. Czyli będzie mnie dotykał bezpośrednio. Nie mierziła mnie ta myśl. Co więcej, podobała mi się.
Zaparkował.

– Teraz się nie ruszaj bo możesz pogorszyć. Ok?

Co miałam odpowiedzieć?

– Ok – odparłam.

Wysiadł z auta. Przeszedł na tył i otworzył bagażnik.

– Tylko się nie ruszaj!
– OK! – powiedziałam nieco już wkurzona.

Wyjął coś z bagażnika i przeszedł do drzwi pasażera. Otworzył je. W ręku trzymał pustą skrzynkę po coli. Postawił ją do góry nogami przy progu samochodu.

– Teraz ci przesunę nogi na podest, ale ty nie napinaj mięśni!
– Ok – powtórzyłam się.

Delikatnie jak szklaną lalkę złapał mnie pod kolanami i przesunął moje nogi, a wraz z nimi mnie w kierunku skrzynki. Stopy oparły się na prowizorycznym podeście.

– Rozmasuję ci nogę. Na początku będzie bardzo bolało, ale zaraz przejdzie – powiedział z pełnymi żalu oczami.
– Ok. – A ja zaś to samo…

Zatarł ręce, wygiął palce i… dotknął mnie. Poczułam mrówki idące od miejsca w którym mnie dotykał we wszystkie strony. To pewnie dla tego, że dotyka mnie obcy facet. Hmmm…
Najpierw ucisnął nogę a następnie zaczął wykonywać okrężne ruchy palcami. Mocno.
I wtedy przyszedł ból. Tępy i ostry. Jak wyrywany z nogi mięsień. Trwał a ja głośno wciągnęłam powietrze i zacisnęłam z bólu powieki, a palce rąk na siedzeniu auta. Bolało jak cholera.

– Zaraz przejdzie. – Oczy miał pełne wyrzutów sumienia – obiecuję.

I faktycznie. Ból zelżał. Odpłynął. Zostały mrówki w nodze. Rozluźniłam się.

– Jest lepiej. Miałeś rację – powiedziałam.
– Ok. Teraz trzeba to rozmasować do końca. Nie ruszaj się.

A ten znów to samo. Nie ruszać się.
Stało się to trochę trudne, ponieważ rozmasowywał mi coraz to dalsze partie nogi. Poczułam dreszcz podniecenia. Zacisnęłam dłonie na siedzeniu i spięłam się, żeby nie dać po sobie poznać co się ze mną dzieje. Robiło mi się coraz bardziej gorąco.

– Tak cię boli? – zapytał.
– Nie… tylko… – nie wiedziałam co powiedzieć.

Znów mocniej i wyżej nacisnął na skórę nogi. Wciągnęłam powietrze i przestałam oddychać.

– Boli?
– Nie boli – odparłam schrypiałym głosem
– To coś innego? – spytał, a źrenice mu się rozszerzyły. Dłonie zatrzymały się na chwilę.
– Coś innego – odpowiedziałam.

Jego palce przesunęły się jeszcze wyżej uda. Teraz je bardziej gładził, niż rozmasowywał, a ja czułam się, jakby w nie prąd wpuszczał opuszkami. Zacisnęłam dłonie w pięści i wyprostowałam się, a raczej naprężyłam. Bałam się spojrzeć na niego i chciałam, żeby ta czynność trwała jak najdłużej.

Nagle przerwał. Otworzyłam wpółprzytomna oczy. Było mi tak cudownie, a on przestał!

– Wstaniesz teraz – rozkazał wręcz.
O cholera. A jak znowu zaboli?
– Staniesz na zdrowej nodze, a jak ci powiem, to obciążysz tą… rozmasowaną. Gdyby bolało, odciąż nogę.
– Ok. – Na tyle mnie było stać.
– Pomogę ci wstać – powiedział z wahaniem.

Ujął mnie za łokcie i pociągnął do góry. Tak jak kazał, stanęłam na prawej, zdrowej nodze. Chwilę tak czaplowałam. Stanęłam lewą nogą na ziemi i przerzuciłam ciężar na obie nogi.
Nie bolało!

– Jest dobrze – stwierdziłam z uśmiechem.
– Teraz zrób mały krok do przodu. – Nadal trzymał moje ręce.

Nie protestowałam. Zrobiłam krok.

– Nie boli – Znów się ucieszyłam.
– Teraz krok w twoje prawo.

Zrobiłam krok.

– Nie boli! – Jeszcze radośniej stwierdziłam.

Spojrzałam mu w oczy i zawiesiłam się. Otchłań. Brwi a pod nimi głębia. Patrzył mi dłuższą chwilę w oczy, na moje usta.

– A teraz duży krok w tył – nakazał cicho.

Zrobiłam duży krok w tył… i wpadłam na auto. Znów. Teraz tyłkiem. A on na mnie, dociskając do karoserii samochodu. Ale przecież to on mnie tak nakierował? Hmmm… Przez cały czas mnie asekurował, a teraz „wpadł” na mnie?
Nie miałam ochoty go odpychać. Odruchowo złapałam go za koszulkę na piersiach. Objął mnie w pasie i to był dobry dotyk.
Oczy mu pociemniały. Oblizałam usta i patrzyłam na jego wargi zmysłowe, piękne. Zacisnął szczękę i zbliżył twarz do mojej. Pocałował mnie. Najpierw delikatnie, a w chwilę później mocniej i mokrzej. Poczułam jak z mojego brzucha wypełzają języki gorąca (...)

Oto Monika Liga:

https://monikaliga.pl/

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)