Piekło zmysłów (XXXXVIII)

with Brak komentarzy

No to wracam do regularnych publikacji.

Musiałyśmy z Agą zrobić porządek ze sklepami, bo nasze księgow echciały nas już udusić przez bałagan, jaki miałyśmy przy jednym sklepie i dwóch działanościach gospodarczych. Wogóle ogarnięcie tego logistycznie stało się mega uciążliwe przy ilości książek, które wydałyśmy w papierze ( w sumie przeszło 20!) 

Teraz rozdzieliłyśmy część spraw i powinno to być z pożytkiem dla wszystkich. Nasze księgowe ucieszą się na pewno 😉

A teraz poznęcajmy się nad Przemkiem.


Rozdział 48

Nawrót

Do samochodu dotarłem niczym zombie. Otępiały, bez emocji, jakbym szedł z załączonym autopilotem. Wsiadłem, odpaliłem silnik, ruszyłem. Bez celu, byle wynieść się z miejsca, do którego nie zamierzałem już wracać. Zostawiałem właśnie za sobą to, co było, a co bezpowrotnie odeszło. Z mojej winy, przez moją głupotę i brak odwagi i chęci zaryzykowania. Przed oczami mignęła mi twarz nowego mężczyzny Kasi. Przypomniałem sobie jest słowa, w których kiedyś mówiła o mentorze, starszym od niej partnerze, który wprowadził ją w świat seksu. Czy to był on? Czy wróciła do niego po naszym rozstaniu? Po tym, jak zniknęła z mojego życia? A może po prostu woli starszych facetów? Wtedy to ona wprowadzała mnie w świat zmysłów, seksu i wzajemnego dawania sobie rozkoszy. I tego czegoś, na wspomnienie czego ścisnęło mnie w bebechach, podniosło zawartość żołądka do gardła. Bliskości tak intymnej, że czułem się nagi od środka. I o dziwo było mi z tym wspaniale. Było, minęło, nie wróci już.

Przegapiłem swój moment. Piękne ciało i umysł Kasi należy teraz do tamtego mężczyzny. Widziałem to w jego oczach. Byłbym głupcem, gdybym wmawiał sobie, że jest inaczej. To, jak patrzyli na siebie. Radość Kasi, gdy zauważyła jego samochód. Jego pewność siebie, gdy całował ją w policzek i odszedł, nie spoglądając nawet na mnie. Ne byłem dla niego rywalem i wiedział o tym doskonale. Ja również.

Mijałem wjazd na teren starego wyrobiska kopalnianego. Skręciłem weń, przetoczyłem auto przez błoto pokrywające szeroki wjazd i przerdzewiały łańcuch, leżący w nim. Miał być pewnie zaporą, by niepowołane pojazdy nie wjeżdżały na teren wokół wykopaliska. Stróżówka była pusta i wyglądała, jakby od dawna nikt w niej nie przebywał. Zapadnięty, przegniły daszek, szyba tak brudna, że i tak niewiele byłoby przez nią widać i krzywe ścianki, z których płatami odchodziła wyblakła, niebieska farba. (...)

Oto Monika Liga:

https://monikaliga.pl/

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)