Pieprz i słódź (I)

with 12 komentarzy

Pieprz i słóź opowiadanie gastronomiczno erotyczne. Seks w kuchni.Dla laid_back, która poddała ten pomysł. Zachciała pieprzenie plus jedzenie 🙂 Dla Ciebie Laid!


Właśnie skończyłem naukę w technikum.

Technikum gastronomiczne, które ma mi dać zawód na całe życie.
Będę pichcił i karmił, ku uciesze karmionych.
Z takim nastawieniem opuściłem mury szkoły, ze świstkiem w dłoni i gorącą nadzieją w sercu.
Rzeczywistość przywitała mnie ciosem w splot słoneczny i zapakowała na zmywak restauracji. Byłem kotem i jako kot, miałem myć gary, zamiatać podłogę i dawać sobą pomiatać każdemu, kto pracował w restauracji choćby dzień dłużej, niż ja.

Znosiłem to twardo. Uczono nas, że taka jest właśnie droga.
Nowszczaki są popychadłami do czasu, gdy przyjdą nowsze nowszczaki.
Zgarniałem więc resztki jedzenia do dziury w blacie, w której miały niknąć odpady mokre, czyli nie dojedzone potrawy. Myłem i układałem talerze, sztućce i resztę zastawy w koszach wjeżdżających do wyparzarki. Zamiatałem i myłem dziesiątki metrów powierzchni płaskiej w czasie, gdy inni szli na papierosa, przerwę śniadaniową, lub najzwyczajniej w świecie uskuteczniali nicnierobienie.
Ja zapierdalałem.
Taki był porządek rzeczy.
W momencie, gdy miałem już naprawdę dosyć bycia chłopcem od brudnej roboty i chciałem z niej zrezygnować, los postawił na mojej drodze nieoczekiwaną zachętę do pozostania w tej restauracji, w tym hotelu, nawet na obecnym stanowisku.
Popołudniowa zmiana kończyła mi się o dwudziestej drugiej, ale jak to w gastronomii bywa, trzeba było zostać dłużej i posprzątać, by zmiana poranna nie zostawiła po sobie podobnego syfu, w akcie zemsty. Pomyłem naczynia po kolacji dla gości hotelowych i podrzuciłem je koleżankom do poukładania na półkach. Te uwijały się, czyszcząc blaty. Zastanawiałem się, ile złośliwości, a ile bezmyślności było w tym, że wszystkie okruchy i resztki produktów zamiast wrzucać do kosza, zmiatały wprost na podłogę.
Jasne, młody przecież pozamiata! Kurwa mać, niech już przyjdzie nowszy ode mnie...
Byłem ostatnim wychodzącym i do mnie należało posprawdzanie, czy wszystkie urządzenia zostały wyłączone i oczywiście umycie kafli na podłodze. Znałem już każdy z nich na pamięć.
Jechałem właśnie na szmacie, kończąc trzecie z kolei pomieszczenie i przepychając wiadro na kółkach do części przygotowawczej.
Zdziwiło mnie, że nie jestem dzisiaj sam. Zazwyczaj o tej godzinie nie było już nikogo, a dziś najwyraźniej ktoś wrócił, tylko po co?
Szedłem cicho, skradając się prawie. A co, jeśli ktoś przyszedł właśnie by się czymś „poczęstować”? Przyuważę kto, bo inaczej będzie na mnie. Wyjrzałem zza winkla i tak już zostałem. Przy centralnym, jasno oświetlonym blacie stała drobna postać. To była kobieta w białej koszulce i białych... O w mordę!
Faceci mają różne fetysze, moim są legginsy na zgrabnej pupie. Wzrost, kolor włosów, wielkość biustu nie kręcą mnie tak, jak kształtny, kobiecy tyłeczek opięty elastycznym materiałem.
Stałem kilkanaście metrów od niej, zaciskając palce na trzonku mopa.
- Długo jeszcze będziesz tak stać i przyglądać się? - Usłyszałem jej głos.
Nie uniosła się nawet znad blatu, przygotowując coś na nim najwyraźniej.
- Nie chciałem przeszkadzać – bąknąłem. - Myję tylko podłogę.
- Już przeszkodziłeś, więc się nie krępuj. - Rzuciła łaskawym tonem. - Tylko mi po nogach mopem nie jeździj.
Było mi głupio. Nikt nie lubi być przyłapany na podglądaniu. Mnie przyłapano, więc wyżywałem się teraz na mopie, wiadrze i kaflach.
Miałem ochotę walnąć wszystko w kąt i po prostu wyjść. Nie potrafiłem się ponadto powstrzymać od zerkania na opięty tyłeczek, choć naprawdę próbowałem.
Gdy dojechałem już do blatu, na którym powolnymi ruchami dłoni robiła coś, zamarłem zachwycony jej dziełem.
Tak, to było dzieło!
Wykonywała misterne ozdoby z kilku kolorów czekolad wyciskanych z jednorazowych worków cukierniczych. Formowała je palcami i specjalnymi, przeznaczonymi do takich celów patyczkami. Całość przedstawiała drzewo i miała gałęzie z brązowej czekolady, liście z zielonej i jabłka z czerwonej. Kora czekoladowego drzewa tak doskonale ją imitowała, że nie powstrzymałem wyrażenia aprobaty dla jej zdolności.
- Łał! - Stałem gapiąc się i opierając, jak cieć o sztyl mopa. - To jest coś!
- Dziękuję. - Wyprostowała się. - Co o tej porze robi tu taki młodziak?
- No dziękuję bardzo. - Oburzyłem się. - Jestem nowy, więc wykonuję czarną robotę i zazwyczaj po godzinach.
Przyjrzałem jej się. Była starsza ode mnie, na oko po trzydziestce, ale jej drobna budowa ciała, małe usta, duże oczy i krótkie włosy sprawiały, że wyglądała dziewczęco i zadziornie.
Tak też się uśmiechała, patrząc w górę na mnie.
- A ty, co tutaj robisz o tej godzinie? - Byłem ciekaw, ale chciałem też ją poznać trochę lepiej.
- Jutro w południe jest jakaś impreza rodzinna i zamówili sobie tort z dekoracją w kształcie drzewa, taki symbol. - Popatrzyła na swoje czekoladowe dzieło, dzięki czemu mogłem sobie popatrzeć na jej profil.
Nos również miała mały, taki zadarty nosek.
- Jesteś cukiernikiem? - Zadawałem dodatkowe pytania, gdyż nie wyglądała na gadułę, która sama z siebie zacznie o sobie opowiadać.
- Nie. – Zaśmiała się. - Już trochę tutaj pracuję i zajmuję się bardziej... - szukała widać odpowiedniego słowa – wykończeniówką. Ale zaczynałam tak, jak ty.
Zapadła krępująca cisza, ale krępował najwyraźniej tylko mnie.
- Powiedz młody, co ty chcesz robić? Jaki masz plan na karierę?
- Nie wiem. - Zaskoczyła mnie tym pytaniem. - Chcę się nauczyć gotowania i gotować właśnie. - Takich cudów też się chcę nauczyć - wskazałem na to, co zrobiła - ale to zdaje się wyższa szkoła jazdy.
Patrzyła na mnie z uśmiechem Giocondy, aż mi się głupio zrobiło i poczułem wredny rumieniec występujący mi na policzki. Czerwieniąca się kobieta jest ok, ale facet? Cholera jasna...
- Mogę cię uczyć, ale musisz pokazać, czy masz jakieś zadatki, czy stracę tylko na ciebie czas.
- To znaczy? - Znów mnie zaskoczyła. - Takiego drzewa nie zrobię na pewno!
- Nie musisz głuptasie. - Podniosła z podgrzewacza jeden z rękawów. - Podpisz się na blacie, to mi wystarczy. - Podała mi ten z ciemną czekoladą.
W życiu tego nie robiłem, ale nie miałem zamiaru przyznawać się.
Ona była bardzo ładna i z fachem w ręku, więc skoro może mi pokazać choćby część kucharskich sztuczek, to zamierzałem spróbować.
Ująłem w dłonie ciepły worek i pochyliłem się nad blatem.
Pierwszy ruch i z czubka rękawa z głośnym pierdnięciem wyskoczył kleks czekolady. Fok!
Spróbowałem jeszcze raz i tym razem udało mi się pociągnąć pionową, w miarę prostą linię.
Przy kolejnych literach ręce drżały mi coraz mniej, a „r” wyszło z fikuśnym zawijasem.
Byłem z siebie zadowolony, więc pewny siebie czekałem na werdykt.
- Masz na imię Igr? - Uniosła pytająco brwi.
- Miało być Igor. -Mój uśmiech zniknął, jakby go nie było.
- No dobrze Igorze. - Wyraz jej twarzy znów był nieodgadniony, przynajmniej dla mnie. - Pouczę cię, ale musisz sobie dopasować zmiany do moich. Pracuję zazwyczaj późnymi wieczorami.
- Dobrze! - Nie potrafiłem powstrzymać radosnego uśmiechu. - Dostosuję!
- I jeszcze jedno. - Nie miałem problemu z odszyfrowaniem tej, jej miny.
- Tak? - Pomyślałem, że jednak chce się wycofać, albo każe sobie za naukę płacić, a na to nie było mnie stać.
- Nie zabieramy jedzenia z pracy! - Uniosła wskazujący palec i zawisła nim przed twarzą.
- No ja przecież nie kradnę. - Wkurzyłem się na taki zarzut. - Nigdy i nie zamierzam!
Palec przed jej twarzą zmienił się z nakazującego, na przywołujący ku sobie.
Co zaś, pomyślałem. Złodzieja ze mnie będzie robiła?!
Ujęła moją twarz w dłonie zmuszając nimi, bym się pochylił i długim, powolnym ruchem przejechała językiem od mojej brody, aż do oka.
- Na sobie też nie wynosimy młody – mruknęła, wypuszczając moją twarz z dłoni.
Odwróciła się, zgasiła światło nad blatem i ruszyła do drzwi.
Nie wiem, jak długo stałem pochylony nie potrafiąc się ruszyć.
- Do jutra! - Usłyszałem jeszcze wesoły głos, nim drzwi zamknęły się za nią.
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Ej, to nie fair…
    Mad.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Mad.
      Ja naprawdę siedzę i piszę :-).
      Cierpliwości proszę.

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      No, Mika! Pięknie 😀
      Nie złość się 🙂 Wiem jak jest. Wstawiłaś po prostu malutki kawalątek, a ja spodziewałam się właśnie tego, co jest teraz 😀
      P.S. Jak tam z Agatką?
      Mad.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Z tego, co wiem, to jest w tej chwili w Nepalu.
      Wróci, zrobię z nią wino i uzupełnię informacje.
      Wtedy napiszę.
      Za utrudnienia przepraszam 🙂

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Bez pośpiechu :3 Czekamy cierpliwie 😀
      Mad.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Będzie (oby) przed północą.
      Chcę wrzucić dłuższy kawałek.

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Dziękuję!
    (Ale-Krzychu???) 😉
    l_b

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Witam, witam 🙂
      A jak Pani woli?

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Proszę mi tu nie paniować 😉
      to sem ja,laid_back,tylko skracam,bo sobie “strzeliłam” paznokcie na urodziny i strasznie źle mi sie pisze 😉
      Nie zakładam konta,bo za dużo tego.
      Krzychu ma na imię mój ojciec biologiczny(tak twierdzi mama) i trochę mi dziwnie…Ale imię zacne.Nie takie jak na Pokątnych,gdzie mieliśmy przegląd kroniki policyjnej w jednym opowiadanku. Myślałam o Igorze…jak już się tak rządzę,to imię dla tego opiętego milfa-Emilia?Zuzanna?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Będzie więc Igor i Emilia.
      tajest!

  3. zu
    | Odpowiedz

    Żal mi Agatki,ale czuję,że Krzysia tez będzie niezły numer!

  4. zu
    | Odpowiedz

    Co Agata robi w Nepalu?Lekarze bez granic?Dziewczyny,proszę,dokończcie serię,bo mnie coś trafi!

Napisz nam też coś :-)