Pieprz i słódź (VI)

with 5 komentarzy

Pieprz i słóź opowiadanie gastronomiczno erotyczne. Seks w kuchni.Praca, praca, praca. Dużo obowiązków i wciąż w niedoczasie.
Nikt, kto nie rozkręcał lokalu gastronomicznego, nie jest w stanie wyobrazić sobie ogromu obowiązków do wykonania, poprzedzających otwarcie go i tych po otwarciu.
Działaliśmy dopiero od tygodnia, a czułem się jakby minął miesiąc. Przypominało to machinę. Dobrze naoliwioną, lecz wpadały w jej tryby kamyki i wtedy skrzypiała, rzęziła  i leciały iskry. To dostawca nie przywiózł zamówionego towaru, lub pomylił produkty, to ktoś zaniemógł i trzeba było zastąpić go kimś innym, by załatać dziurę.
Urządzenia były nowe, lecz zachowywały się, jak żywe stworzenia. Piec do pizzy zaczął strzelać fochy i wybijał prąd w całym obiekcie. Innym razem wyparzarka furgała wrzątkiem,  nie reagując na manewry przy wyłączniku. W końcu ekspres odmówił posłuszeństwa, tracąc ciśnienie w bojlerze i lejąc do filiżanek breję, nie kawę. Usterek było multum.
Serwisanci jeździli do nas codziennie śmiejąc się, że jeden z nich powinien siedzieć w lokalu dwanaście godzin na dobę, czekając na kolejne zdarzenie.

Po dwu tygodniach poczuliśmy stabilizację i umiarkowaną płynność w wykonywaniu obowiązków. Mieliśmy bogatą bazę klientów z dowozem pizzy do domu i była to w głównej mierze zasługa Zuzy, która nagłośniła otwarcie lokalu, a i na tym nie poprzestała. Dużo działań marketingowych zaowocowało klientelą, która zaciekawiona naszym otwarciem, oraz promocjami oczywiście, zalewała tłumnie pizzerię.

Po trzech tygodniach zacząłem myśleć o czymś innym, niż praca. Dotąd zasypiałem, nim głowa dotknęła poduszki. Teraz zostawały mi resztki siły, by pomyśleć jeszcze o czymś przed snem.
Sąsiadka Kasia, miała się wprowadzać na dniach. Nie widywałem jej dotąd i nawet nie pomyślałem o niej zbytnio. Jeśli nawet pomyślałem, to przelotnie i w międzyczasie planowania zaopatrzenia lokalu. Może jeszcze, gdy wzrok mi się zawiesił na zgrabnym tyłku jednej z kelnerek, ale ta ani nie była w moim typie, ani etyka zawodowa, jak Zuza zwykła nazywać zasady obowiązujące w pracy, nie pozwalała na świergolenie z pracownikiem. Może i laska była i ładna, lecz była równie pusta. Pewnie przez samo zachwyt nad własną powierzchownością.

Tak więc leżąc w łóżku, wyprysznicowany i najedzony, zacząłem wspominać drobną Kasię i jej spuchnięty od płaczu nos.
Kiedy ostatnio kochałem się z kobietą? Kiedy w ogóle zrobiłem sobie dobrze?!
Może to obrazek Kasi, może nadmiar w kręgosłupie skłonił mnie do samodzielnego masażu. Po piętnastu minutach od finiszu, spałem snem sprawiedliwego.
I znów prysznic rano. Trzeba będzie wstać o jedną drzemkę wcześniej.

Wychodząc z domu zauważyłem, że w mieszkaniu naprzeciw zaczyna się cos dziać.

- Cześć - usłyszałem za plecami, gdy z nosem przy futrynie próbowałem wyłowić jakieś dźwięki zza drzwi. - Powoli się wprowadzam.
- Witaj. - Speszyłem się swoimi szpiegowskimi zapędami. - Zastanawiałem się właśnie, czy już zamieszkałaś, czy też ktoś włamał się do twojego lokum.

Szczerzyłem się, jak idiota, patrząc wprost w jej dekolt. Cholera muszę przestać! Ale z drugiej strony, po co kobiety noszą takie bluzki? Gdyby nie chciały pokazać ciała, zasłoniłyby je szczelniej.

- Kiedy się przydam? - Oderwałem wzrok od przedziałka między piersiami.
- Pojutrze najpewniej - odparła i mógłbym przysiąc, że oglądała sobie mnie z równym zaciekawieniem, co ja ją.
- Więc się zgłaszam, zgodnie z wcześniejszym zobowiązaniem! - Znów przybrałem ten idiotyczny wyraz twarzy, zastanawiając się równocześnie, jak też uda mi się wyrwać dzień wolnego w pracy.
- Cieszę się. - Uśmiechnięta przecisnęła się między mną, a framugą, owiewając przy okazji ciepłym zapachem świeżo umytych włosów.

Pognałem do pracy radośnie nastrojony zastanawiając się, z czego ja idiota się tak właściwie cieszę!
Ani mnie laska nie zaprosiła na randkę, ani nie przyjęła mojego zaproszenia, a tylko coś mgliście zaproponowała. Tymczasem radowałem się na noszenie jej gratów, jak na randkę przy świecach.
Zmusiłem umysł do ostygnięcia, lecz nie wyszło mi to zbyt skutecznie.

- Co się tak cieszysz? - Przywitała mnie Zuza. - Na randkę się umówiłeś?
- No nie... - bąknąłem, jak dziecko. - Właściwie, to może. Czy dałoby radę, bym pojutrze wziął wolne?
- Cały dzień?! - Najwyraźniej nie dopuszczała takiej możliwości. - Igor...
- Chociaż na pół? - Negocjowałem.
- No dobra. - Sapnęła zrezygnowana. - Ale umów Tomka na rano. Ktoś myślący musi być na zmianie w razie czego.
- Dobra! - Ucieszyłem się planując, jak przekonać Tomka do kolejnej czternastogodzinnej dniówki.

Dam radę, mam argumenty. Najmocniejszym z nich był numer telefonu do jednego z kelnerów, na którego Tomek się napalał. A co najważniejsze, ów kelner również nie był obojętny na wdzięki Tomka, ale nieśmiałością przebijał go z zapasem.

W czwartek rano, z okiem przy wizjerze czekałem na sąsiadkę. Była siódma rano i każda kolejna minuta wkurzała mnie bezsensownością spędzanego na oczekiwaniu czasu. W końcu po ósmej usłyszałem kroki, rozmowę, okrzyki i załoga w składzie Kasi i trzech, jak przypuszczałem braci, wtoczyła się na piętro.

- Cześć. - Otworzyłem drzwi, wychodząc im na spotkanie. - Lubicie pospać, co?
- Cześć. - Uśmiechnęła się tak, że zmiękły mi kolana. - Kacper marudził. - Wskazała na najmniejszego osobnika.
- Gdzie toboły? - zapytałem, patrząc na niewielkie pakunki, które wnieśli sami.
- W samochodzie na dole - odparła. - Adam ci pomoże.

Adam? Co za Adam?!

Przy wypasionym aucie na dole, stał elegancki facet około czterdziestki i wyjmował pudła z bagażnika.

- Witam, ja po bagaże. - Starłem się przybrać pogodny ton głosu, ale szpilki w moim gardle wydostały się wraz ze słowami. - Co mam wnosić?

W pierwszej chwili faceta zatkało. Wiem, że wyglądam dobrze. Wiem, że podobam się kobietom. Zastanawiałem się właśnie, czy podobam się temu facetowi, gdyż uraczony zostałem bezpardonową obcinką w jego wykonaniu. Wyprostowałem się, czekając na odpowiedź.

- Wszystkie te pudełka - odpowiedział, marszcząc przy tym brwi.

Nic nie odpowiedziałem. Poderwałem pierwsze, lekkie pudło, po czym wrzuciłem na nie kolejne i pomaszerowałem schodami w górę. Wziąłbym i tonę na klatę w tej chwili i tylko zastanawiałem się, w jakim celu tak się puszę! Idiota...

Wniosłem wszystko sam i choć nie było tego dużo zastanawiałem się, dlaczego TEN Adam nie pomaga we wnoszeniu.

Dzieciaki biegały od pomieszczenia do pomieszczenia, dezorganizując moje działania,  a przy okazji przywołując wspomnienia z dzieciństwa, gdy to młodsza siostra swoim nadmiarem energii rozbijała ład i porządek domu i jego utartych rytuałów. Potrafiła rozgromić niedzielne, święcie wspólne śniadanie awanturą, z powodu pryszcza na nosie. Teraz czułem się podobnie. Swojsko i radośnie rozwalony.

-  Dziękuję Igorze. - Uśmiecha się, patrząc na mnie spod rzęs. - Bardzo nam pomogłeś, więc zgódź się proszę na kolację, ale u nas.

Co miałem powiedzieć?
Z jednej stronny chciałem z nią pobyć sam na sam, z drugiej zdawałem sobie sprawę z faktu, że ma młodsze rodzeństwo i tym musi się opiekować.
Pamiętam wieczory, gdy rodzice wyrywali się na karty do znajomych i to ja musiałem zajmować się siostrunią. Starszy brat miał na to wyjebane. On kiedyś opiekował się mną, teraz ja miałem fuchę proterktora młodszyzny. Nie buntowałem się, rozumiałem wtedy, zrozumiałem teraz.
Ja miałem jedną podopieczną, Katarzyna miała trzech młodocianych do upilnowania.
Czułem, że muszę się o niej dowiedzieć więcej. Intrygowała mnie jej historia. Ciekaw byłem, gdzie są jej rodzice i kim jest dla niej ten elegancik Adam.
Intrygowało mnie i wkurzało jednocześnie, gdyż nigdy nie czułem potrzeby zgłębienia czyjegoś życia.
Teraz było inaczej.
Teraz chciałem wiedzieć!

 

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Iva
    | Odpowiedz

    To już koniec!?
    Czekam na ciąg dalszy!

  2. Gandalf
    | Odpowiedz

    Będzie część kolejna? 🙂

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Nie mam pojęcia. Tak naprawdę, to zapomniałam już o tym opowiadaniu 😀

      • Gandalf
        |

        No to motywuje i proszę o kontynuację! 🙂

  3. Asia
    | Odpowiedz

    I tyle? A ja sie tu na jakieś love story napaliłam 🙊

Napisz nam też coś :-)