Pierwsze drugie życie cz. 1

with 12 komentarzy

romans powojenny
 
Powitajcie ciepło kolejną debiutantkę na motylach - Nikę. Mam nadzieję, że się u nas spodoba i zostanie na dłużej. Mam też nadzieję, że jej pierwszy tekst spodoba Wam się tak samo jak mnie, chociaż ostrzegam, że nie jest on stricte erotyczny. Ale za to zakończenie długo, bardzo długo zostaje w pamięci.

Miłej lektury!!!

 

Marie Anne dołożyła na talerz drugą łyżkę sałatki i sięgnęła po jabłko. Przesunęła tacę w kierunku deserów, a kucharzowi stojącemu po drugiej stronie witryny, posłała lekki uśmiech, jakby chciała mu udowodnić, że wołanie z sali nie dociera do otulonych kasztanowymi włosami uszu. A przynajmniej, że jej nie dotyczy.

– Marie Anne, dlaczego nie chcesz z nami usiąść? Przecież ładnie zapraszamy. – Samozwańczy blond przywódca grupy prowokatorów, wzbudził salwę śmiechu w kilkunastu męskich gardłach.

– Lady! Powinieneś zwołać Lady Marie Anne! – rechocząc poprawił go przydupas po prawej.

– Taki jesteś kurwa światowy? To sam idź i ją zaproś, pieprzony vice hrabio! – szef zrobił kwaśną minę, równocześnie posyłając młodemu kuksańca. – Może dla ciebie nie będzie za wysoko, bo na mnie już nawet nie raczy spojrzeć. – Ugryzł się w język na wspomnienie bolesnej porażki kończącej ostatnią próbę umówienia się na kawę z nową pracownicą. Nową, niepasującą do fabryki zespolonych części silnika Boeinga począwszy od imienia, a na płci skończywszy. Wiedział, że wszystko w niej tu nie pasowało, tak jak i wszystko w niej mu pasowało. Może oprócz tego cholernego wywyższania się. Od wywyższania się był on. Tak jak i od decydowania, kto po okresie próbnym dostaje pracę na stałe. Ale ta niewdzięczna, francuska Żydówa zdawała się tego nie rozumieć. Lub co gorsza – lekceważyć.

Mrużąc niebieskie oczy po raz kolejny przyglądnął się odwróconej tyłem postaci. „Gdzieś ty była dziewczyno w czasie wojny?” – w myślach po raz kolejny zadał sobie pytanie, na które sprytnie i wykrętnie odpowiedziała w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. Ta jej niepasująca do przedmieść Chicago europejskość, inność, francuski akcent , a przede wszystkim cała ta zagadkowość pochodzenia i przeszłości były dla Tony'ego tyleż pociągające, co wkurwiające. Rozdrażniony, miał ochotę zwolnić ją już pierwszego dnia. Rozdrażniony, miał ochotę przelecieć ją już pierwszego dnia. I na tym samym stole podpisać kontrakt na stałe, by móc powtarzać to codziennie po każdej porannej i popołudniowej zmianie.

Młody wytarł niedomyte ręce o jeszcze brudniejsze robocze spodnie, przeczesał palcami zawadiacko opadający na czoło kosmyk przetłuszczonych, półdługich włosów i z animuszem odsunął krzesło.

– Marie Anne! Kochanie, poczekaj! – zaświergotał z melodyjnym fałszem i w akompaniamencie rechotu kolegów ruszył za postacią oddalającą się w kierunku przeciwnego końca kantyny.

Tony wyciągnął się wygodnie na krześle, jakby przygotowując do obejrzenia niezłego show. Młody zdecydowanie nie miał gotowego scenariusza. Dopadł w końcu dziewczyny, która złośliwie wybrała stolik z jednym tylko krzesłem. Usiadła odwrócona tyłem do obserwującej całą scenę grupy ośmiu mechaników działu trzeciego. I tak byli zbyt daleko, by cokolwiek usłyszeć. A już na pewno nie nieśmiałe zapytanie młodego, z każdą sekundą tracącego pewność siebie jak przebity balonik powietrze.

– Hej! Mary Anne! Mari, tak? Chcę pogadać. Mogę usiąść? No tak, nie mam gdzie usiąść. Mogę przynieść krzesło? – spontanicznie gadał jak nakręcony nie mogąc wymyślić niczego lepszego. – Hej! Mówię do ciebie!

Irytująca, totalna ignorancja kobiety wyostrzyły głos i ruchy mężczyzny. Czuł na sobie pełne drwiny spojrzenia kolegów

– Mówię do ciebie, damulko! Nawet na mnie nie spojrzysz? – Szarpnięcie za ramię jakby włączyło dziewczynę.

– Zabierz rękę! – warknęła.

– Ha ha! O jednak mówisz po angielsku! Bo już myślałem, że mnie nie rozumiesz i trzeba ci wytłumaczyć ręcznie! – krzyknął mając nadzieję, że do rozbawionych widzów oprócz wizji dotrze i fonia.

– Zabierz rękę! – Marie Anne odkładając sztućce czarnymi jak węgiel oczyma, lodowato przeszyła młodego.

A ten znów się zaśmiał, zerkając na czekających na więcej kolegów.

– Och, Mari, dlaczego? No i gdzie miałbym ją przesunąć? – Z głupią miną, udając, że się zastanawia położył dłoń na piersi osłoniętej roboczym, szarym uniformem. – Może tutaj?

Chrupnięcie wykręcanego stawu zlało się w jeden dźwięk z okrzykiem bólu i brzdękiem talerza rozbijającego się o kamienną posadzkę kantyny. Przytrzymując go za nienaturalnie wygięty łokieć, Marie Anne zmusiła mężczyznę do pochylania tułowia, równocześnie drugą ręką podnosząc jego głowę do góry za włosy. Młody ponownie zawył. Desperacka, intuicyjna próba uwolnienia łokcia skończyła się kolejnym szarpnięciem, tym razem w kierunku stolika mechaników. Zgięty w pół mężczyzna już nie stawiając oporu; pozwolił się doprowadzić do zamarłych w bezruchu kolegów, wpatrujących się w nienaturalnie złączoną parę. Marie Anne spojrzała tylko w jedną twarz.

– „To” chyba twoje?! – warknęła do przełożonego. Popchnęła trzymanego mężczyznę wprost na blat przed Tonym. W ostatniej chwili odsunął się przed wątpliwą przyjemnością ugoszczenia głowy młodego na swoim kroczu.

– Masz przesrane! – O sekundę za późno wrzasnął do pleców kobiety. – A teraz do mnie, marsz! I to nie jest prośba!

– Marie. Anne. De’Croix – wycedził przez zęby Tony i powoli odłożył kartę danych osobowych na metalowe biurko.

– D’ Lacroix. – Korektę zagłuszył syk spuszczanego ciśnienia pompy nadmuchowej. Przez cienkie, metalowe ściany dyżurki, odgłosy pracy fabryki przedzierały się jak przez sito.

– D’ Lacroix – powtórzył w udawanej zadumie szef. – Pracujesz u nas już…

– …dwa tygodnie – dokończyła kobieta, wpatrując się w teczkę z dokumentami. Nie musiała podnosić wzroku. Czuła na skórze wlepione w nią, pełne nieukrywanej nienawiści spojrzenie.

– Dwa tygodnie – westchnął fałszywie Tony. – A ja dla Boinga pracuję ośmiu lat. I powiem ci panno D’ Lacroix…

– Pani – poprawiła spokojnie, choć stanowczo.

– Co?! – zaskoczony przerwaniem pouczającego wywodu, cofnął w zdumieniu głowę.

– Pani D’ Lacroix. Jestem… byłam mężatką.

Zbity z tropu przełożony, rzucił okiem na dokumenty. Wdowa. Jak tysiące innych kobiet pod koniec lat czterdziestych. Na obu półkulach ziemi. „Dlaczego do cholery zapamiętałem, że wolna?” – przeleciało mu przez głowę. No… W sumie wolna.

Z prychnięciem odsunął od siebie teczkę.

– Osiem lat. Osiem lat tu pracuję i powiem ci… oprócz kilku akcji trochę zbyt energicznych chłopaków z południa – nikt tu się tak nie zachowuje. Nie tolerujemy tego!

– Za to tolerujecie obmacywanie? – Marie Anne w końcu podniosła głowę. – Coś więcej też tolerujecie? – zmrużyła oczy.

– Jakie obmacywanie, kobieto? Nic nie widziałem! – wrzasnął Tony, łupiąc dla efektu pięścią w stół. – Coś ci się chyba wydaje! Nikt tu nikogo nie obmacuje, zresztą – zaśmiał się jak z kiepskiego żartu – tu są prawie sami faceci. Jak ty w ogóle trafiłaś w takie miejsce? I to teraz, kiedy po wojnie nie ma już tylu zamówień i jedynie zwalniamy ludzi?!

D’ Lacroix zagryzła wargę. Pytanie było aż do bólu retoryczne. Oboje znali odpowiedź, którą jednak szef postanowił głośno i dobitnie przypomnieć.

– Niech no zgadnę… – nieśpiesznie wstał od biurka. – Jak to szło? Zadzwoniła do mnie moja matka, której sąsiadka jest znajomą twojej kuzynki… Nie pomieszałem? To twoja kuzynka poruszyła niebo i ziemię, żeby coś dla ciebie znaleźć, czyż nie? Jak to mówiła? „Jest w stanach od pół roku, nie ma papierów, nie ma pracy. Niewiele potrafi, słabo zna język, weźmie cokolwiek”. Tak, teraz sobie przypominam.

Marie Anne odwróciła głowę. Skupiła się na studiowaniu nielicznych certyfikatów, krzywo wiszących na brudnej ścianie.

– Weźmie cokolwiek… Nie dostałaś „czegokolwiek”, dostałaś całkiem dobrą pracę i ładnie się odwdzięczasz rodzinie. – Tony przysiadł na biurku tuż przy udzie dziewczyny. Skrzyżował ręce na piersi.

Irytująca cisza wypełniła niewielką przestrzeń pomiędzy rozmówcami.

– Spójrz na mnie! – warknął nagle. – Chyba nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji! Mogę… – zacisnął pięść. – Mogę przedłużyć ci umowę. Mogę cię awansować. Ale mogę cię wywalić już teraz! Z wilczym biletem! Nigdzie nie znajdziesz pracy!

– Rozumiem.

– Rozumiem… I? – zawiesił głos.

Cisza. Kobieta nie podjęła wyzwania.

– Chyba jednak nie rozumiesz! – Oczy zwęziły się do rozmiaru złośliwych szparek, a w popołudniowej poświacie blond czupryna nabrała rudawego odcienia. – Mam setki takich jak ty na to miejsce. Nie! Lepszych od ciebie. Setki! Z pocałowaniem ręki!

Marie Anne spojrzała ze spokojem na czerwieniejącą ze złości twarz.

– Może nie ogarniasz co się wokół ciebie dzieje? – Nachylił się do dziewczyny. – Nie ma pracy dla takich jak ty! Nie ma pracy dla kobiet! Wojna się skończyła, faceci wrócili do fabryk, a wy – wracacie do garów! Rozumiesz, francuska przybłędo?

Anthony Beretti też nie brzmi zbyt jankesko” – zdążyło przelecieć mu przez głowę, nim energicznie odsunęła krzesło.

– Więc tak? Wychodzisz? Nie zależy ci na pracy? Unosisz się dumą, lady D’Lacroix? – prychnął, w ostatniej chwili łapiąc wstającą kobietę za rękaw uniformu. Mocny, płócienny materiał w tym momencie poddał się presji dwóch przeciwstawnych sił. Rozerwany na szwie odsłonił gładką, jasną skórę przedramienia. Oznaczoną niewielkim, ale wyraźnym, czarnym tatuażem numeru złożonego z sześciu cyfr.

– O kurwa!… – Beretti cofnął rękę jak oparzony i odsunął się raptownie. Marie Anne strzępem potarganego rękawa pośpiesznie zakryła rękę i w sekundę znalazła się przy drzwiach. Nacisnęła klamkę.

– Zależy mi na pracy – rzuciła jednym tchem, nie odwracając się do szefa, wciąż w oszołomieniu wpatrzonego w powoli zamykające się drzwi dyżurki.

N
Oto Nika:

39 lat i kilka ważnych zmian w życiu, w tym jedna nadchodząca tyle niespodziewanie co szybko... Pisanie jako sposób na odreagowanie, wyrzucenie myśli, często tych czarnych, niewygodnych do słuchania przez męża czy przyjaciółkę... Pisanie, jako sposób, by nie zwariować i nie trafić do więzienia lub kostnicy ;)

N
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Zapowiada sie ciekawie 👏🏻 Rozumiem, ze spotykamy sie w soboty ? 😜 będę 😅

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Witaj 🙂 Będę się starać! Tekst jest gotowy, kwestia wysyłki i korekty. Cieszę się bardzo, że się podoba!

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Cześć Nika.
    Miło poznać twoje pióro. Bardzo ładne zresztą. Mam wrażenie, że rzuciłaś się w kontrowersyjny temat, ale to mnie tym bardziej intryguje, ciekawi… Czy rozwiniesz wątek cyfrowego tatuażu Marie, czy bardziej skoncetrujesz się na piętnie tego tatuażu z jakim boryka sie dziewczyna.. ??? Ogółem nie przepadam za klimatami wojennymi i okołowojennymi, bo tu nie ma jednej prawdy i nawet fakty są “nasze i wasze” – szczególnie jeśli chodzi o kwestie obozów. Mam tę przyjemność spotykać Żydow ortodoksyjnych… Spotykać to zbyt intensywne okreslenie, bo to bardzo hermetyczne środowisko. Mijam ich na ulicach, w sklepach, przychodniach. Znam kilka Polek pracujących u nich jako cleaning lady i mam pewien przekrój tej społecznosci zaszufladkowany pod pewnymi pojeciami. Jestem ciekawa twojej perspektywy.
    Tam tylko zauważyłam, że Marie oczami odłożyła sztućce😂😂😂😂 ale to mały pikuś.
    Opowiesz nam cos o sobie?

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Hej! Fakt, lubię kontrowersje, nieoczywistości i zaskoczenia. Nic nie jest tylko czarne albo białe… Akurat w “Drugim życiu” nie będę się koncentrować na tej grupie społecznej. To był tylko punkt wyjścia do szerszych spraw takich jak na przykład zaszufladkowanie.

      • J.Gibson
        |

        Juz cie pokochalam! 😘

        Walka z szufladami to rowniez moje ulubione zajecie! W Ale klapa! łamię troche stereotypków😂😂😂 Jak bys chciala spojrzeec okiem to smialo pisz.

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    A notka o autorce gdzie? 🙂 Że o dzień dobry nie wspomnę? 🙂
    Początek interesujący i obiecujący. Czas i miejsce akcji, postacie – jest w tym spory potencjał. Cieszę się, że tekst nie jest stricte erotyczny, bo takie właśnie teksty preferuję – bogata fabuła z nutą erotyki. Jadzia zapoczątkowała ten nurt na Motylach i myślę, że to dobry kierunek – różnorodność opowieści jest mile widziana. Mam słówko do mego imiennika – pana Berettiego: Nie przynoś wstydu imieniu i zachowuj się przyzwoicie wobec kobiet. “Francuska przybłęda”? “Żydówa”? Dobrze, że zdajesz sobie sprawę, że ciebie też ktoś może nazwać przybłędą.Będę mieć na ciebie oko, Anthony.
    Pozwolę sobie wypunktować: “A ja dla Boinga pracuję ośmiu lat.” ; “Zmrużyła oczy” – duże “zet”; “Nową, niepasującą do fabryki zespolonych części silnika Boeninga począwszy od imienia, a na płci skończywszy.” – trochę to zdanie kuleje; “Tony przysiadł na biurku tuż przy udzie dziewczyny.” – wiadomo o co chodzi, ale brzmi tak, jakby udo dziewczyny leżało na biurku:); “Popchnęła trzymanego mężczyznę wprost na blat przed Tonym. W ostatniej chwili odsunął się przed wątpliwą przyjemnością ugoszczenia głowy młodego na swoim kroczu.” – Tony siedział na stołku barowym, czy co? Jak głowa młodego, popchniętego na blat stolika mogłaby wylądować na kroczu faceta siedzącego przy tym stoliku? Takie drobiażdżki:)
    Reasumując: podoba mi się:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nasza nowa autorka troszkę jest nieśmiała 🙂 Ale wystarczy kilka komentarzy i może się rozrusza ;-D

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nasz nowa autorka troszkę nieśmiała jest 🙂

      Dzięki Tony, zaraz poprawię. Na ketonalu jestem, możliwe że mało kumata, bo mi biodro nawaliło. Tak to jest, jak człowiek przyzwyczajony do trybu kanapowego zacznie się więcej ruszać ;-D

      • T
        Tony Porter
        |

        Skoro Autorka porwała się na publikację, to niech się nie certoli, tylko ładnie zapozna i przyjmuje opinie na klatę:) Tym bardziej, że po pierwszej części opowieści naprawdę nie ma się czego wstydzić.
        Leki przeciwbólowe uważam za drugą po smokach plagę ludzkości, więc nie używam, mimo że skończyła mi się już gwarancja, a krzywy kręgosłup i zrąbane kolana nie pozwalają o sobie zapomnieć – niezapominajki mi się znalazły:)

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Kochani, dzień dobry! Bardzo dziękuję za miłe przyjęcie! Cieszę się, że opowiadanie się podoba, choć nie brak w nim błędów. Będę się starać na bieżąco je usuwać, ale z czasem jest kiepsko… Tym bardziej, że właśnie życie spłatało mi figla i w wieku 39 lat zostanę mamą 🙂 Dlatego się nie odzywałam – ogarniałam, czy to czasem nie prank męża ! 🙂 Wiele rzeczy naraz, miliony emocji…. Ach, coś czuję, że będzie z tego niezła wena hahaha! Ściskam Was wszystkich serdecznie!

      • T
        Tony Porter
        |

        Witaj, Niko 🙂 Gratulacje! 🙂 Zobaczymy jak te emocje wpłyną na losy bohaterów 🙂

      • J.Gibson
        |

        No to Gratulation!!!
        Ty sie nie przejmuj. Rekord w mojej rodzinie to porod 44latki. Wszystko bylo ok i z mamusią i z dzidziusią

Napisz nam też coś :-)