Pierwsze drugie życie cz. 10

with 18 komentarzy

piszą dla motyli Nika
 

Beretti z całych sił trzymał sfatygowaną fotografię. Charlotte jakby w zawstydzeniu cofnęła swoje dłonie z jego rąk. Mężczyzna przyjrzał się dwóm, na pierwszy rzut oka identycznym kobietom na zdjęciu. Przeniósł wzrok na dziewczynę, powoli wychwytując pierwsze różnice. Nabrał powietrza, dając sobie czas na zastanowienie.

Oszukuje cię! Kłamie! Nie, nie kłamie. Przytul ją! Pocałuj! Oszukuje! Kolejny raz oszukuje!” – sprzeczne myśli jak pociski atakowały mężczyznę. Patrząc w pełne nadziei oczy, postanowił nie ułatwiać jej zadania.

– Po co mi to pokazujesz? – warknął. – To są twoje sprawy, już mnie to nie obchodzi. Po co w ogóle przyszłaś… Charlotte?

Usta dziewczyny zadrżały.

– Chciałam, żebyś znał prawdę.

– Na cholerę mi twoja prawda? O ile to w ogóle prawda! – parsknął ironicznie.

– Żebyś… Pomogłeś mi tak wiele. Wyciągnąłeś do mnie rękę…

– Tak, a ty wplątałaś mnie w cały ten syf! – wrzasnął.

– Dlatego uważam, że należy ci się prawda. Zależy mi na tym, co o mnie sądzisz – przyznała dziewczyna i opuściła głowę.

– Jesteś bystra, z pewnością domyślasz się co o tobie sądzę – wycedził Beretti. Choćby wbrew sobie chciał, musiał dokończyć zadanie. – Ok, pokazałaś mi prawdę. A teraz już idź.

Dziewczyna patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, bardziej ze zdziwieniem niż z żalem.

– Nie rozumiesz? Wynoś się, powiedziałem! Wynoś się z mojego życia!

Charlotte wytrzymała sekundę, by nie wybuchnąć płaczem, po czym odwróciła się i ruszyła powoli kamienną ścieżką w kierunku lasu.

Zapomniała o zdjęciu.

Beretti uświadomił sobie, że nadal trzyma je w dłoniach. Spojrzał jeszcze raz na smutną dziewczynę po prawej.

Jeśli teraz odejdzie, już nigdy jej nie zobaczę” – przeleciało mu przez głowę. Przezorny głos przypomniał, że gra va banque też ma swoje nieprzekraczalne granice.

– Mar… Charlotte! – krzyknął, ale kobieta wciąż się oddalała. Nie wiedział czy specjalnie, czy zwyczajnie już go nie słyszy. – Charlotte!!!

Pobiegł w stronę odchodzącej postaci.

– Charlotte! – dziewczyna odwróciła się w końcu. Szybko, wstydliwie wytarła dłonią zapłakaną twarz.

– Ja… – Zaczął Tony i urwał, nie wiedząc jak skończyć. – Nie to miałem na myśli.

Potarł dłonią czoło, domyślając się jak kretyńsko brzmią jego słowa.

– Chodź. Porozmawiajmy, proszę.

Dziewczyna zawahała się przez sekundę, ale zawróciła. Przechodząc obok mężczyzny opuściła głowę, nie mając odwagi na nic więcej. Tony przez chwilę bił się z myślami. Chciał wziąć ją w ramiona, pocałować, a równocześnie nie mógł się przełamać. Spodziewał się tej chwili, myślał o niej, a jednak nie był na nią przygotowany. Kiedy przeszła obok, było już za późno na cokolwiek. Tak wytłumaczył się sam przed sobą.

W domku przygotował dwa kubki z kawą. Fotografia leżała na stole. Oboje nie wiedzieli jak zacząć rozmowę. W końcu Tony nie wytrzymał ciszy.

– Charlotte… Też ładnie. Bardzo.

Dziewczyna uśmiechnęła się skromnie.

– Tony, muszę… Chcę ci coś powiedzieć. Wie o tym tylko kilka osób.

Mężczyzna usiadł przy stole.

– Nigdy nie miałam męża.

– To już się domyśliłem – uśmiechnął się lekko.

– Moi rodzice zginęli, tak jak mówiłam. Do obozu trafiłam razem z siostrą. Całą drogę, w wagonie, trzymałyśmy się za ręce, dodając sobie otuchy. Kiedy przybyłyśmy na miejsce, z tysiącem innych ludzi na rampie… – dziewczyna wyraźnie się zmieszała. – Nie wiem jak to się stało. Nie jesteśmy bliźniaczkami, ale sam widzisz jesteśmy do siebie bardzo podobne. Gabrielle jest rok starsza. Zawsze była przebojowa, odważna.

– Ty też jesteś odważna. – Tony nachylił się ku dziewczynie.

– Ale ona zawsze była jak błyskawica – energiczna, silna, sprytna. Zawsze mi imponowała! Taki typ awanturniczki. Wyróżniała się w tłumie. – oczy Charlotte błysnęły. – Kiedy jeden ssmanów zaraz po transporcie próbował nas rozdzielić, podrapała go po twarzy. Nie wiem dlaczego to zrobiła, ale… Podszedł do nas Schiller. Wtedy jeszcze nie był komendantem. Gabrielle leżała w błocie, uderzona karabinem przez strażnika. Schiller przyglądał się jej przez chwilę, potem spojrzał na mnie…

Beretti zamarł w bezruchu, zamieniając się w słuch. Czuł, że nie może przerwać dziewczynie, że ujawnia mu ona swoją największą tajemnicę, a on musi to przyjąć na klatę, choćby było nie do udźwignięcia.

– Rzuciłam się przed nim na kolana, błagając by nie robił krzywdy mojej siostrze. Ale on tylko spytał czy jestem Żydówką. Potem dowiedziałam się dlaczego. Nie miał prawa mieć kontaktu z Żydówką. Delikatnie dotknął mojego policzka i nim się spostrzegłam byłam prowadzona przez dwóch strażników, zostawiając Gabrielle za sobą. Leżała wciąż na ziemi, kopana w brzuch przez kapo.

Tony potarł dłonią usta. Spojrzał w bok. Nie mógł znaleźć słów do skomentowana przedstawianej historii. Z ulgą przyjął, że Charlotte opowiadając tylko czasami na niego zerka, głównie wpatrując się w widok jeziora za oknem.

– Schiller… – dziewczyna ze wstydem opuściła głowę. – Był dla mnie dobry, czuły. Wiedział, że jest moim pierwszym mężczyzną. Do niczego mnie nie zmuszał, nigdy mnie nie uderzył. Załatwił mi lekką pracę na magazynie odzieżowym. Po miesiącu na magazyn z grupą więźniarek trafiła moja siostra. Nie ucieszyła się na mój widok. Była wściekła, że mimo identycznego wyglądu to nie ona zwróciła uwagę Schillera. Zmieniła się. Bardzo. Jej siła i pozycja w grupie zwróciły uwagę strażników. Awansowała na kapo, obozową strażniczkę. Była bezwzględna i brutalna. Zaczęła napuszczać na mnie inne więźniarki, nazywała szwabską dziwką. W ciągu dnia narażona byłam na konflikty z dziewczynami, w nocy…

Charlotte zamilkła, jakby powiedziała zbyt wiele.

– Nie mogłam się nikomu poskarżyć. Nie chciałam, by miała przeze mnie kłopoty. Miałam nadzieję, że to minie. Że zrozumie, że obie jesteśmy ofiarami. Zazdrościła mi względów Schillera. Zazdrościła mi, że co noc muszę oddawać się obcemu mężczyźnie. – Charlotte ukryła twarz w dłoniach. – W końcu sama nawiązała romans z oficerem SS. Równie bezwzględnym jak ona. Zaczęła awansować, przeszła do innej pracy. Widywałyśmy się coraz rzadziej. Za każdym razem kiedy się przypadkiem spotkałyśmy obiecywała mi zemstę. Nie dała sobie nic wytłumaczyć.

Beretti ani drgnął, jakby bał się ruszyć. Jakby ta chwila miała pęknąć niczym bańka mydlana, bo w cale nie jest rzeczywistością, tylko kolejnym, męczącym snem. Miał wrażenie, że ciszę rozrywa przyśpieszone bicie jego serca. Charlotte odłożyła kubek, wcisnęła dłonie między kolana, opuściła głowę.

– Kiedy ewakuowano obóz, Gabrielle miała już wysoką pozycję i sporo poważnych znajomości. Podmieniła dokumenty, przypisała sobie moją tożsamość, mnie zamieniając w kapo. Uciekłam w ostatniej chwili przed aresztowaniem. Schiller, kierowany nie wiem czym, może sympatią czy opiekuńczością, na szybko załatwił mi papiery Marie Anne De’Lacroix i pomógł przedostać się do Stanów. Teraz jest w drodze do Argentyny i nalega bym wyjechała razem z nim. Nie chcę, nie kocham go, ale dopóki wszystkiego nie wyprostuję… Nie mam innej szansy na bezpieczeństwo.

Beretti zagryzł zęby. Dłonie samoistnie zacisnęły się w pięści.

– Tony, zrozum mnie – Charlotte spojrzała przepraszająco. – Nie mogę zostać. Powieszą mnie, nim zdążę cokolwiek wytłumaczyć…

– Wiem – wycedził i sięgnął po papierosy.

– A Gabrielle… – westchnęła dziewczyna. – Z chwilą mojej śmierci stanie się bezpieczna. Będzie na mnie polować. Ma znajomości, nawet tu w Stanach! Nie masz pojęcia jakie! Nie odpuści!

– Wiem – powtórzył się Beretti. Wstał. Podszedł do okna. – Kiedy wyjeżdżasz?

– Jutro rano. Andreas, ten blondyn spod fabryki, przyjedzie po mnie koło dziesiątej. Podobno dopadłeś go na dworcu. – Charlotte uśmiechnęła się nieśmiało.

– Chciałem ci po prostu pomóc, Mari! – Tony nie poprawił przejęzyczenia. Zaciągnął się papierosem, spojrzał w błękit jeziora. – Od początku po prostu cholernie chciałem ci pomóc…

***

Drobna, jasna dłoń przesunęła się po białym prześcieradle. Opuszki palców dotknęły najpierw opalonego na złoty kolor ramienia, następnie szerokiej, umięśnionej klatki, by w końcu nieśpiesznie, delikatnie zjechać w dół. Tony mruknął coś z zadowoleniem i przeciągnął się leniwie pod kołdrą. Wyciągnął rękę i jednym silnym ruchem przyciągnął do siebie kobietę. Wtuliła się mocno, oddechem ogrzewając tors mężczyzny.

– Która godzina?

– Czy to ważne? – wyszeptał wprost w kasztanowe włosy.

– Andreas… Wiesz, że przyjedzie o dziesiątej?

– Nigdzie cię nie puszczę. – Szept wprost do ucha, choć łaskotał, nie brzmiał jak żart.

Godzinę później Charlotte upinała włosy, kiedy przed chatką, wzbijając tumany kurzu, zatrzymała się półciężarówka. Dziewczyna wstrzymała oddech. Bała się tej chwili.

– Tony! – zawołała, rozglądając się wokoło. Odpowiedziała jej tylko cisza.

– Już idę, Anderas – rzuciła w pośpiechu do blondyna. Sprawdziła wszystkie pomieszczenia i stojący obok domek gospodarczy. Beretti przepadł jak kamień w wodę.

Tony! – krzyknęła z desperacją. – Tony!!!

Przez głowę przeleciało jej, że nie chce się żegnać, że chce ją ukarać za wyjazd. Tak jakby nie było jej wystarczająco przykro.

Mimo obietnic, że po uspokojeniu sytuacji wróci do Stanów, oboje wiedzieli, że szanse na to są znikome. Beretti nie mógł znieść, że dziewczyna jedzie wprost do swojego oprawcy, odrzucając jego pomoc. Cały wieczór chodził struty, dopóki atmosfera ogniska na powrót nie zbliżyła ich do siebie. Ale w końcu nadeszła chwila pożegnania, a mężczyzna zniknął z pola widzenia.

– Ona nigdzie nie jedzie! – Odnalazł się nagle w progu domu. – Charlotte! Chodź tu!

– Tony, nie wygłupiaj się, proszę!

– Nie wygłupiam się! – warknął. – Czas najwyższy, żebym ja też miał coś do powiedzenia!

Andreas stał przed samochodem z dziwną miną przyglądając się sprzeczce pary.

– Tony! – jęknęła dziewczyna. Wiedziała, że nie będzie łatwo, ale nie spodziewała się aż takich utrudnień.

– Nie oddam cię Schillerowi! – rzucił okiem na gościa. – Spieprzaj! Przekaż swojemu naziście, żeby sobie znalazł inną dupę. Podobno Gabrielle jest jeszcze wolna, będą mieli wspólne zainteresowania!

Andreas uśmiechnął się lekko.

– Widzę, Charlotte, że nadrobiliście wiadomości. Ale oboje i tak nie jesteście jeszcze na bieżąco…

Wyciągnął zza pleców pistolet, ale nie podniósł ręki.

Ich mochte es im Wald machen. Miałem załatwić to po drodze, w lesie – przeszedł na niemiecki, uśmiechając się dziwnie. – Ale równie dobrze może być tutaj.

– Andreas, co się dzieje? – Niemiecki Charlotte był zdecydowanie lepszy od angielskiego. – Co jest?

– Charlotte, o czym on mówi? Co się dzieje? – krzyknął po angielsku Beretti, ale kobieta nie zareagowała, wbijając wzrok w blondyna.

– Schiller nie żyje. Został zastrzelony wczoraj wieczorem, gdy próbował się dostać na statek. A ja mam już innego mocodawcę. I całkiem inne rozkazy.

– Gabrielle… – szepnęła pobladła dziewczyna. 

– Pytanie tylko, które z was pierwsze? – Andreas wyciągnął przed siebie uzbrojoną dłoń. Ewidentnie czerpał przyjemność z przedłużającej się chwili mierząc raz do Charlotte, raz do Tony'ego.

Dziewczyna skoczyła przed Berettiego, ciałem osłaniając go przed spodziewanym strzałem. Uświadomiła sobie, że swoim przyjazdem wystawiła go na pewną śmieć.

– Andreas, błagam cię! Nie! On nic nie wie! Nic nie rozumie! – krzyczała wciąż po niemiecku. Tony chwycił ją za ramiona, próbując przeciągnąć za siebie.

– O czym on gada?! – wrzasnął, ale ona nie miała czasu na tłumaczenie.

Szarpnięciem wyrwała się Berettiemu i rzuciła na kolana tuż przed wycelowaną bronią.

– Błagam cię! Błagam! On nawet nie wie o co chodzi! Pojadę z tobą! Zrobisz to w lesie! Zabij tylko mnie! Proszę! Zostaw go! Błagam!

Andreas przystawił lufę do czoła klęczącej przed nim dziewczyny. Zacisnął zęby. Zmrużył oczy.

Podwójny huk wystrzału spłoszył znad jeziora stado dzikich gęsi.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Żeby w takim momencie… Litości nie masz, kobieto 😉

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    O nie! Co za akcja!

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    😳 brakło mi słów 😳

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mnie już przy załamaniu akcji, gdy Marii oskarżono o fałszywą tożsamość, zabrakło słów.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Z jednej strony te zwroty akcji są bardzo interesujące, ale z drugiej trochę się boję, żebyś nie przedobrzyła i opowieść nie poszła w stronę telenoweli. Co część, to odmiana.
    Myślę, że Tony też ma broń i podwójny huk wystrzału oznacza, że strzelili z Andreasem równocześnie. Nie, żebym życzyła Charlotte śmierci, ale pisałaś kiedyś o dokopaniu leżącemu, mając na myśli Tony’ego, więc istnieje i taka opcja 🙂 Finał, w każdym razie, mocno dramatyczny.
    “Kiedy jeden ssmanów…” – z esesmanów
    “bo w cale nie jest rzeczywistością” – wcale

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Przepraszam, nie jestem zalogowana (Ale to ja, Nika 😉 ). Też nie chcę telenoweli, dlatego to już koniec. “Podwójny huk” – już każdy domyśli się sam. Dziękuję za wszystkie komentarze, postaram się poprawić styl i składnię.

      • T
        Tony Porter
        |

        No to jakieś czary-mary zadziałały, bo widać, że to Ty 🙂 A! Tak całkiem, całkowicie koniec? W sumie słusznie, bo co niby jeszcze miałabyś napisać? Opisać rozpacz Tony’ego? Teoretycznie można, ale tak jest lepiej. Jest furtka do fantazjowania, że Charlotte nie zginęła, a podwójny huk oznacza, że Tony strzelił dwa razy. Ten plus, że przynajmniej poznał prawdę, zyskał pewność, że nie zakochał się w potworze, i że dziewczynie też na nim zależało. Wprawdzie nikła to pociecha, ale zawsze coś.
        Warsztat to ważna rzecz, ale umiejętność tworzenia interesujących historii jest o wiele ważniejsza. A “Pierwsze Drugie Życie” zdecydowanie jest historią interesującą i wartą przeczytania. Tak się teraz zastanawiam nad tytułem… hmmm…

  5. N
    Nika
    | Odpowiedz

    O kurczę, ale to nie Tony strzelił! To Niemiec! Blondyn! Niewyraźnie opisałam? Przecież to on przyłożył broń do czoła Charlotte, a i tak miał zamiar zabić Tony’ego. Choćby po to by nie zostawiać świadka.

    • A
      Asia
      | Odpowiedz

      Czyli ze to koniec i oboje zginęli z ręki Niemca ? Ej powaga? 😨
      Liczyłam na Happy End 😔

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      He, he, no nie wiem, może i wyraźnie opisałaś, ale ja zrozumiałam, że Andreas zabił Charlotte, a Tony zabił Andreasa 🙂 To, że Andreas przyłożył broń do czoła Charlotte i że zamierzał zabić Tony’ego to nie znaczy, że się to stało. “Między ustami a brzegiem pucharu” wiele się zdarzyć może. To, że coś jest dla Ciebie oczywiste, że Ty tak to widzisz, wcale nie jest równoznaczne z widzeniem, wyobrażeniem czytelnika.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Nika, najmocniej Cię przepraszam – tak się zafokusowałam na myśli, że Tony ma broń, że rzuciło mi się na umysł 🙂 Teraz już wszystko jasne. Przyznam, że miałam cichutką nadzieję, że się Charlotte i Tony’emu uda. A tymczasem udało się wrednej siostrzyczce.

  6. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Wait…what? Jak to koniec ??!🙄

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      No…tak, po prostu. Mi też jest przykro. Ale większość u mnie tak kończy.

  7. A
    Antonina
    | Odpowiedz

    Tony, a ja mam do Ciebie pytanie. Zauważyłam, że energicznie komentujesz na motylach. U wszystkich poza Jo Winchester. Tak z ciekawości, dlaczego?

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      He, he, “energicznie” – podoba mi się to określenie 🙂 I to jest chyba słowo klucz: energia – teksty Jo nie wyzwalają we mnie energii do komentowania 🙂 A nie, przepraszam, raz wyzwoliły – skomentowałam I część “Randek…” 🙂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      A tak całkiem na serio, to trudno komentować coś, czego się nie czyta, prawda? Ponoć niektórzy krytycy piszą recenzje nie zapoznawszy się z książką, filmem, wystawą, ale ja aż taka zdolna to nie jestem 🙂
      A nie czytam, bo szkoda mi czasu dla takich tekstów.

  8. T
    Teresa L.
    | Odpowiedz

    Cóż za zakończenie calej opowieści. Też liczyłam na happy end

  9. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jakiś czas temu ćwierkały wróbelki, że w listopadzie Nika pojawi się z nowym tekstem, a tymczasem listopad szykuje się do hucznego Andrzejkowego pożegnania, a Niki ni hu, hu 🙂 Oczywistym jest, że nie piszę tego roszczeniowo, tylko chciałabym, żeby Nika wiedziała, że jej opowieść jest oczekiwana 🙂

Napisz nam też coś :-)