Pierwsze drugie życie cz. 3

with 13 komentarzy

piszą dla motyli Nika
 

– Mamo, błagam! – Tony z rezygnacją rozgrzebał widelcem kolejną dokładkę bolonese.

– Cicho siedź! Prawie nic nie zjadłeś! Co to jest na takiego chłopa! – Kobieta wytarła ręce w fartuch.

– Daj mu spokój! Ten chłop zaraz pęknie! To już trzecia porcja! – Młoda dziewczyna roześmiała się promiennie i tarmosząc za czuprynę, pocałowała mężczyznę w czoło. – Jeszcze soku? – Zgarnęła ze stołu pustą szklankę.

Beretti z błogim uśmiechem odprowadził ją wzrokiem. Była śliczna, wiotka i pełna energii. Dziewiętnaście lat. Piękny wiek. Nagle uśmiech zszedł mu z twarzy. Urodzona 1922. Jeden rok. Marie była tylko rok starsza, gdy… Boże! Gdzieś w prawym boku poczuł dziwne ukłucie i raz jeszcze spojrzał na młodszą siostrę, jakby upewniając się, że nadal tu jest. Czując na plecach to spojrzenie, Julia odwróciła się i mrugnęła do brata. Wzdrygnął się na myśl, której nawet bał się dopuścił do świadomości. Wtem zreflektował się po raz drugi. Dwadzieścia pięć lat. Przed oczyma znów stanęła mu postać nowej pracownicy. Nie wygląda. Nie, nie staro. Poważnie. Zbyt poważnie. To wszystko, co się stało… W zaledwie kilka lat. Słyszeć o tych rzeczach, czytać w gazetach – to jedno. Spotkać kogoś, kto na własnej skórze tego doświadczył, spojrzeć w puste, pozbawione blasku oczy – to zupełnie coś innego. Nagle ze swoją trzydziestką na karku poczuł się jak kretyn. Niedojrzały gówniarz, który niczego w życiu nie przeszedł, nie widział i nie doznał. Trochę pracy, trochę zabawy amerykańskiego chłoptasia, latającego za spódniczkami. Problemy typu zepsuty silnik pick–up’a, kosz od gorącej laski z sąsiedztwa, wypłata przechlana z kolegami…

– Anthony Beretti! Jedz! Stygnie! – karcący głos rodzicielki sprowadził mężczyznę na ziemię. Ostatnie ostrzeżenie przed trzepnięciem mokrą szmatą. Tony uśmiechnął się promiennie i złapał matkę za rękę, gdy przechodziła obok stołu. Przycisnął oliwkowy, pomarszczony grzbiet dłoni do warg, równocześnie szukając wzrokiem trzeciej kobiecej postaci. Jeszcze jedna kobieta, seniorka, nie zważając na kuchenne odgłosy ucinała sobie poobiednią drzemkę w fotelu. Tony poczuł błogość, przyjemne uczucie spokoju, że ma je wszystkie, swój cały babiniec obok siebie. Ale też zrobiło mu się głupio, przypomniawszy sobie, że nie zawsze było mu z tym po drodze. Nie tylko gdy zginął brat, ale i wcześniej, gdy ojciec porzucił żonę z trójką małych dzieci, skuszony wspaniałym życiem na zachodnim wybrzeżu. Na myśl o ojcu przez wiele lat dłonie same zaciskały się w pięści.

Nagle mężczyzna poczuł dziwny metaliczny smak w ustach. Gdyby coś im się stało… Niepokój zmarszczył ciemne brwi. Matka lekko wysunęła rękę z uścisku syna.

– Co tobie, dziecko? – Zdziwienie zmieszane z troską zabrzmiało w głosie kobiety.

– Nic, mamo. Nic… – Anthony wbił widelec w skąpane w pomidorowym sosie, długie wstążki makaronu.

***

– Dzieeeeń dooooobry, miiiiilaaaaady! – Złośliwe pozdrowienie przedarło się przez odgłos pracującej na pełnych obrotach maszyny. Marie Anne odwróciła się w kierunku irytującego głosu. Z końca niewielkiej hali, szczerząc się głupkowato, zbliżały się cztery identycznie ubrane postacie. Z krępym, łysawym Meksykaninem na czele. Kobieta nacisnęła czerwoną dźwignię i urządzenie zaczęło wytracać na szybkości, by w końcu całkowicie się zatrzymać.

– Czego chcesz, Taco?

– Właśnie się zastanawiałem razem z kolegami… – rzucił szybkie spojrzenie na podekscytowanych kumpli.– Powiedz mi, żydówo, dlaczego cały świat was nienawidzi?! I wszyscy kurwa mają przez was problemy!

D’ Lacroix wzięła głęboki oddech, nieśpiesznie zmierzyła wzrokiem sięgającą jej do ramion posturę Latynosa. Perfidnie uniosła głowę, stając się jeszcze wyższą.

– Nie jestem Żydówą. Ale pewnie ciężko to dostrzec tam z dołu. – Marie Anne z szyderczym uśmiechem powoli cedziła słowo po słowie. – Za to ty mi powiedz, Taco, czy twoja matka, gdyby wiedziała jaki kretyn z niej wyjdzie – dziewczyna kiwnęła głową na niskiego mężczyznę – dałaby się zerżnąć osłowi?

– Puta! Ty dziwko! Zajebię cię! – Meksykanin z pianą na ustach błyskawicznie ruszył w jej kierunku.

– Taco! Kurwa! – Trzech kompanów bez wahania rzuciło się na kolegę, łapiąc go za ręce i barki.

Marie Anne stała bez ruchu. Nie drgnęła. Nie przesunęła się ani o centymetr w tył. Za to palcami wymacała kawałek luźnej, stalowej rurki i chwyciła ją mocno w obie dłonie. Bez mrugnięcia wpatrywała się w wyimaginowany cel pomiędzy szalejącymi z nienawiści źrenicami Latynosa. Mężczyzna ze wściekłością wyrywał się z trudem trzymającym go kolegom.

– Taco! Nie! Przestań! Daj spokój!

– Co tu się kurwa dzieje?! – Zaalarmowany szef wpadł do pomieszczenia jak burza.– Sanchez, co ty kurwa odpierdalasz?! – Stanął przed pracownikiem odgradzając go ciałem od obiektu niedoszłego ataku.

– Ta kurwa… – Meksykanin uwolnił jedną rękę i oskarżycielsko wskazał na D’ Lacroix. – Ta kurwa powiedziała…

– Nie interesuje mnie co powiedziała! Uspokój się! – wrzasnął wprost na śniadą twarz.

– A on… – krzyknęła Marie Anne, niepostrzeżenie odkładając metal na miejsce.

– Zamknij się! – z wściekłością odwrócił się do niej Tony. Zaskoczona kobieta cofnęła się wpół kroku.– Do biura! Już!

– On chciał…– krzyknęła z rozpaczą w głosie.

– Zamknij się, powiedziałem! – wrzasnął szef. – Do biura!

– Marquez na maszynę! – wskazał palcem na wyłączony sprzęt. – A ty! – kiwnął na drugiego mężczyznę – zabierz stąd tego kretyna!

Sam chwycił dziewczynę pod ramię i szarpnął w kierunku wyjścia.

***

– Co to kurwa było?! – Tony pchnął kobietę na krzesło. Sam sięgnął po papierosy leżące na biurku. Stanął przy uchylonym oknie. Nagle doznał dziwnego uczucia – sposób w jaki przyciągnął Mari do biura, w jaki popchnął ją na krzesło… Nic innego jak tylko wypisz wymaluj on sam, jako dzieciak, raz po raz lądujący w gabinecie dyrektora szkoły. Po kolejnej rozróbie – za to kim jest, za to, że nie ma ojca, za to że odstawał, jako jedyny blondyn we włoskiej dzielnicy Chicago… Karma. Mam teraz za swoje – prychnął, zaciągając się papierosem. Zastygł w bezruchu czekając na wyjaśnienia.

Cisza.

W końcu odwrócił się powoli, zastając godny pożałowania widok. Drżące usta, pochylona głowa, włosy smętnie wiszące wokół zapłakanej twarzy, dłonie wciśnięte między uda.

– Mari – westchnął dogaszając papierosa. Zbliżył się do dziewczyny. – Nie możesz tak… Co to było? Dwie rozróby w ciągu trzech dni? Co to ma znaczyć? –Próbował przybrać groźny wyraz twarzy.

Podniosła na niego olbrzymie, zapłakane oczy.

– Mari… – nieposłuszny głos ponownie złagodniał.

– Przyszli w czterech… Bałam się… – Załamujący się głos stłumiły dłonie zakrywające twarz.

– W czterech? Dobrze, że w czterech! Przynajmniej miał kto trzymać Sancheza. Do cholery, mógł cię tam roznieść na strzępy! – Tony walnął otwartą dłonią w blat biurka. – Co ty robisz, dziewczyno?! Masz tu już samych wrogów!

Spojrzała na niego pytająco.

– Co z tobą, Mari?! – Z rezygnacją w głosie, wpatrując się w zapłakaną twarz, próbował doszukać się odpowiedzi. Potarł dłonią czoło. Odwrócił się znów do okna. Nagle coś przyszło mu do głowy. Wrócił do dziewczyny. Przysunął bliżej drugie krzesło.

– Powiedz mi – zaczął nie wiedząc jak ma się wyrazić. – Nigdy wcześniej nie pracowałaś, prawda?

Pokręciła głową, ale Tony nie poczuł satysfakcji z trafnej diagnozy. To nie mogło być to. Przecież nie była idiotką. Nawet dziecko wie, jakie są zasady normalnych relacji międzyludzkich. To nie było to. Musiało być coś jeszcze.

– A w?… – Zagryzł zęby, jakby słowo „obóz” nie mogło przejść mu przez gardło. Spojrzał w bok, po ścianach szukając pomocy.

Nie. Inaczej.

– Mari… To jest normalna praca. Tu jest w porządku. Jesteś bezpieczna. Nic ci nie grozi! Po prostu pracuj, traktuj innych z szacunkiem i życzliwością, a oni w odpłacą ci tym samym. Po prostu – zawahał się – w każdej chwili możesz odejść. To ty decydujesz. Rozumiesz? Tu jesteś wolna. Wolna – zaakcentował ostatnie słowo, wpatrując się w czarne, wystraszone oczy.

– Rozumiesz? – dopytywał.

Zwilżyła usta, lekko kiwnęła głową. Tony nie wyglądał na przekonanego. Cholera… Ona się boi. Po prostu się boi! – przeleciało mu przez myśl. A następnie, że ma wielką ochotę odsunąć brązowy kosmyk ze szczupłej, delikatnej szyi.

– Jeśli faktycznie zależy ci na pracy, to… – nachylił się w kierunku dziewczyny. Powstrzymał się, by nie dotknąć wciśniętych między uda dłoni. – To po prostu normalnie pracuj. Nie jesteś uwięziona! – Ponownie potarł czoło. – Tutaj to ty musisz się starać, żeby cię nie wyrzucili. A jak będziesz tak dalej rozrabiać, to cię wywalą i nawet ja cię nie obronię. Rozumiesz?

– Tak – szepnęła w końcu. Wysunęła dłonie spomiędzy ud. Tony odchylił się na krześle. Westchnął ciężko.

– Och, Mari! Co ja mam teraz z tobą zrobić? Przecież nie możesz tam wrócić. Dojadą cię! – Mężczyzna zagryzł ze złością zęby.– Co ja mam z tobą zrobić, dziewczyno?!

Spojrzała na niego pytająco. Wyłapał mgnienie strachu na bladych policzkach. Zmrużył oczy. Wiedział co chce zrobić. Co może zrobić. W ostatniej chwili powstrzymał się przed wykorzystaniem sytuacji. Wstał z impetem i przeszedł na drugi koniec dyżurki.

Kurwa, nie może być normalnie? – zacisnął pięści. Nie może być tak jak zawsze? Szybki romans, jasne zasady, satysfakcja obojga, a potem każdy idzie w swoją stronę. Niepostrzeżenie rzucił okiem na Marie Anne. Na szczęście patrzyła w inną stronę. Kurwa, Beretti, jesteś skończoną świnią! Dziewczyna przeszła piekło, a ty kombinujesz jak dobrać się jej do tyłka. Przed oczami stanęła mu Julia. Gdyby tyle przeszła, gdyby ktoś chciał ją tak wykorzystać… Zazgrzytał zębami. Powoli odwrócił się do podwładnej.

– Dobra. Przeniosę cię gdzieś na jakiś czas. Teraz idź już do domu. Jutro… – zastanowił się , wpatrując w pełne wdzięczności, piękne, ciemne oczy. – Jutro Taylor się tobą zajmie.

N
Oto Nika:

39 lat i kilka ważnych zmian w życiu, w tym jedna nadchodząca tyle niespodziewanie co szybko... Pisanie jako sposób na odreagowanie, wyrzucenie myśli, często tych czarnych, niewygodnych do słuchania przez męża czy przyjaciółkę... Pisanie, jako sposób, by nie zwariować i nie trafić do więzienia lub kostnicy ;)

N
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    To jest świetne. Czytam i mam takie poczucie, że przenoszę się kilkadziesiąt lat wstecz. Wciągająca historia, czekam na kolejne części. 😉

  2. M
    MartiPe
    | Odpowiedz

    Na poczatku poznajemy głównego bohatera jako chama ale teraz coś dobrego klaruje się w jego umyśle 😀 czekam z niecierpliwością na następną część 🙂

  3. k
    kate
    | Odpowiedz

    swietne

  4. Jadzia Gibson
    | Odpowiedz

    Nika, kobito!
    Ja czuję, że to bedzie taka psychologiczna walka i Marie i Tony’ego z własnymy szafami trupow. Ale to jest wspaniałe w swej smutnościb bo żyję nadzieją na rehabilitację, najlepiej wspólną. Przy piereszym zetknięciu z okładką zastanawialam sie nad tytulem. Po przeczytaniu dzisiejszej czesci, mysle, ze jest on jak najbardziej adekwatny.
    PS
    Jak sie czujesz w pakiecie? W dwupaku? Czy moze to juz trzypak szczescia?

  5. B
    Barb
    | Odpowiedz

    Dzienki ze Marie nie jest zydowa z peruka i piontka dzieci na koszt rządu. Raz pracowalam u zydow. Dawno. 25 lat temu. Nigdy wiencej nie zgodzilam sie pracowac dla nich. Marie moze zmieni moje opinio.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja myślę, że zawsze patrzymy na różnych ludzi przez pryzmat grupy, do której należą. A jednak gdy poznajemy kogoś osobiście, zaczynamy z nim rozmawiać, to nagle okazuje się… że nie ma żadnych przeszkód! Są tacy sami jak my, podobnie żyją, podobnie kochają 🙂
      Patrzymy też na świat przez pryzmat własnych doświadczeń. I na tej podstawie wręcz instynktownie odczuwamy niechęć, obojętność czy sympatię. Nie ma w tym nic złego, ale musimy także czasami spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy i nie traktować krzywdząco jakiegoś człowieka tylko dlatego, że deklaruje swą przynależność do jakiejś grupy czy narodu, z którą mamy związane złe wspomnienia.

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Przed laty, przed Bożym Narodzeniem, dostaliśmy w firmie życzenia świąteczne i wezwanie do zapłaty z odsetkami w jednej kopercie, i tak się zastanawiam, czy nie powinnam pochwał tekstu i czepiania się go rozdzielać na dwa komentarze 🙂
    Brawo, Alleluja! Anthony Beretti nie jest pozbawiony inteligencji emocjonalnej! I bardzo mu się to chwali. Kocha i szanuje swój babiniec, docenia fakt, że ma przy sobie trzy ukochane kobiety. Mocno współczuję jego potencjalnej żonie – ten facet jest przyzwyczajony do kompleksowej obsługi i wątpię, by znał znaczenie słów: dzielenie obowiązków domowych 🙂 Ale przyznać mu trzeba, że stara się zrozumieć Marie. Zrozumieć i chronić. Zdaje mi się, że straciła status “tylko do przelecenia” i przeniosła się do grupy “troska i opiekuńczość”. Nie, żeby Tony stracił ochotę na Marie, ale nie jest to już takie proste. Jak sam słusznie zauważył – jak mają się jego przeżycia do tego, przez co przeszła Marie? Nie miał łatwo – brak ojca, wyróżnianie się blond czupryną, odrzucenie – ale przy traumie obozu wydaje się to dziecinną igraszką. Myślę, że Tony ma sporo trupów w szafie – bardzo głęboko ukrytych, a Marie przyczyni się do ich wykopania.
    Podoba mi się. Podoba mi się temat, podobają mi się postacie, podoba mi się rodzinna scenka, prawdziwie włoska 🙂
    “Przed oczyma znów stanęła mu postać nowej pracownicy. Nie wygląda. Nie, nie staro. Poważnie.” – Wiadomo co “autor miał na myśli” :), ale ubrane jest to w słowa nie do końca tak, jak należałoby.
    “…od obiektu niedoszłego ataku.” – obiektu?
    “…wrzasnął wprost na śniadą twarz.” – Wrzasnąć można NA sąsiada, jeśli zacznie kosić skoro świt 🙂
    “Zamknij się! – z wściekłością odwrócił się do niej Tony.” – Z (duże) wściekłością….
    “A ty! – kiwnął na drugiego mężczyznę – zabierz stąd tego kretyna!” – Jeśli wykrzyknik po “A ty”, to “kiwnął” z dużej litery i wtedy bruździ nam małe “z” przy zabierz, można bez wykrzyknika i wtedy wszystko gra, można z wykrzyknikiem: “Ty! – Kiwnął na drugiego mężczyznę. – Zabierz stąd tego kretyna!”
    “Podniosła na niego olbrzymie, zapłakane oczy.” – “olbrzymie”? A duże, wielkie by nie wystarczyły? 🙂 Poza tym, olbrzymie są zawsze, a zapłakane w danej chwili.
    “– Powiedz mi – zaczął nie wiedząc jak ma się wyrazić.” – zaczął nie wiedząc…, nie wiedząc jak ma się wyrazić… – takie to troszkę nie za bardzo.
    “a oni w odpłacą ci tym samym” – “w” poszło precz.
    “Po prostu się boi! – przeleciało mu przez myśl. A następnie, że ma wielką ochotę odsunąć brązowy kosmyk ze szczupłej, delikatnej szyi.” – “przeleciało” z dużej litery. A to “następnie” to tak mi trochę zgrzyta.
    “Mężczyzna zagryzł ze złością zęby. – “Zagryzł”?
    “Kurwa, nie może być normalnie? – zacisnął pięści.” – “zacisnął” z dużej litery.
    “…zastanowił się , wpatrując w pełne…” – spacja się wkradła. Tu się wkradła, a w innych miejscach się zdrzemnęła 🙂 Nie używasz tego wariacika z Narzędzi Głównych, co pozwala brak bądź nadmiar spacji wyłapać? I akapitów pilnuje?
    Pytanie mam odnośnie słowa “kurwa” w tekście – zupełnie na serio, bo nie mam pewności, a zdaje mi się, że domaga się przecinków: “Co tu się kurwa dzieje?!” “I wszyscy kurwa mają przez was problemy!” – Niby samo to słowo za znak interpunkcyjny robi, ale czy aby wystarczy? 🙂 Kto wie na pewno dobrze, to bardzo proszę o odpowiedź.
    Nika, jeśli irytuje Cię moje punktowanie błędów czy sugestie co do formy, to wystarczy, że mi to napiszesz. Zamknę dziób w tym temacie i skupię się li i jedynie na fabule 🙂

  7. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Hmmm… zapomniałam wspomnieć o łącznikach: https://www.ekorekta24.pl/myslnik-pauza-polpauza-i-dywiz-lacznik-czym-sie-roznia-i-jak-je-stosowac/

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Co do powyższego, to szablon jest tak ustawiony, że wszystko, półpauzy i dywizy, zamienia na myślniki. Muszę pogrzebać i sprawdzić, co się da z tym zrobić, bo ja się kurna napoprawiam, a wkleja co innego.

      • Babeczka
        |

        PS. Mowa o tych z dialogów i tylko z początku, w środku tekstu jest okey. Nie wiem dlaczego, może jakiś pomysł?

      • A
        Anaz
        |

        W bloggerze trzeba było zmienić szablon 🙂 na WordPressie, z tego, co pamiętam, też. Może o to chodzi?

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ja tak z innej beczki, nie w temacie opowiadania, ale w szoku jestem. Mika zamilkła spory czas temu, niby Gastrofilkę rozwija, niby brak weny, niby trzeba przeczekać, a teraz znikły tagi w temacie Miki, na pierwszej stronie nie uświadczy okładki z jej opowieści, a dzisiaj ujrzałam notkę, że Mika niedługo zaprosi nas swoją stronę. No, hello! Rozwód?! Tyle starania i kasy włożyłyście w Motyle, a teraz jakieś takie dziwne tajne rozstania? No sorry, ale uważam, że się nam czytelnikom jakieś wyjaśnienia należą. To ja tęsknię za tekstami Miki, cierpliwie czekam, nie wypytuję, a tu jakieś takie nie wiadomo co i MIka znika.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wszystko będzie 🙂 Zajrzyj w trwające pod hasłem newsletter :-)))

Napisz nam też coś :-)